Życie w cieniu bliskiej koleżanki - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

Temat: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Mam pewien problem i nie mam za bardzo komu go wyznać. Otóż mam taką koleżankę, która wiecznie jest w centrum uwagi. Znamy się już od kilku lat. Kiedyś jakoś nie zauważyłam takiego problemu, ale teraz zaczęło mi to przeszkadzać. Jesteśmy dla siebie mocnymi, dobrymi koleżankami + jeszcze jedna koleżanka i trzymamy się we trzy. Nie nazywamy się przyjaciółkami, ale wszystkie wiemy, że ze wszystkich znajomych jesteśmy dla siebie najbliższe.
Ja zawsze byłam uważana za fajną dziewczynę, podobałam się innym, miałam dobre oceny, lubiłam sport i miałam swoje zainteresowania. Potem znalazłam chłopaka. Zaczęło się liceum, jestem w klasie z tą moją bliską koleżanką, jest ona jedną z jedynych bliskich osób w tej szkole, reszta to nowe osoby. Moja koleżanka jest u mojego boku charyzmatyczna, otwarta, z resztą i beze mnie tak potrafi, czasem zdarzy się, że coś ją blokuje. Ja natomiast przy niej czuję się "bezpiecznie", a gdy ma jej nie być czuję lęk i boję się zostać z nowym otoczeniem sama. Natomiast gdy z nią jestem czuję się zazwyczaj jak jej cień, to mnie strasznie przytłacza. Kiedyś tak się nie czułam, bo wszyscy mnie dobrze znali i nie musiałam się niczego lękać. Teraz to ona jest w centrum uwagi, to do niej zazwyczaj jako pierwsze są kierowane pytania, to o niej mówią, ona wie jak rozmawiać, to ona wymyśla coś szybciej ode mnie, a później mi pozostaje tylko coś dodać, albo powtórzyć. Czuję się często jak cień przywiązany do niej, gdy pójdę do innego towarzystwa w klasie to okazuję się, że albo tam jest, albo przychodzi i staje się znowu centrum uwagi wszystkich rozmów.
Przykład chociażby z dzisiaj - szłyśmy na mecz siatkówki chłopców z naszego rocznika. Byli tam nasi znajomi. Ja się trochę spóźniłam, jednak ona stwierdziła, że chce wejść ze mną do środka, bo sama nie chce wchodzić. Jak się okazało ja przyjechałam, ona nie zdążyła dojść, więc jeszcze kilka minut poczekałam na nią. Do środka weszłyśmy razem. Ominęłyśmy jedną grupę znajomych, ona stwierdziła, że idzie do drugiej grupy naszych znajomych, którzy byli dalej. Stwierdziłam więc, że pójdę z nią przywitać się z tamtymi znajomymi. Siadłam na rogu i potem, nie dość, że okazało się, że to ona prowadziła rozmowę, to później padło coś w stylu, że ta moja koleżanka zaczęła mieć branie, a że do mnie już nie zarywają. Wtedy się już zirytowałam, bo poczułam się centralnie gorzej od niej i powiedziałam, że idę do kolegi z pierwszej grupy znajomych. Myślałam, że ona zostanie z tamtymi, ale poszła ze mną. Okazało się, że kolega do którego chciałam iść na chwilę wyszedł. Gdy wrócił ona zabrała głos i po czasie siadła w jego rzędzie zostawiając mnie samą. Ja nie chcąc iść za nią i siedzieć z rogu siadłam z drugiej strony rzędu obok innego kolegi. Totalnie się zirytowałam i wkurzyłam. Kiedy ludzie zaczęli się zbierać ona podeszła do mnie, mówiąc, że chyba się zbiera. Chyba oczekiwała mojej reakcji, ale ja po prostu nadal siedziałam. Wtedy się chyba zmieszała i nie wiedziała co robić i z kim iść. Poszła z tą drugą grupą mówiąc do mnie, że idzie do domu. Ja potem wyszłam z pierwszą grupą znajomych, jednak spotkaliśmy ich wszystkich na przystanku. Koledzy, z którymi przyszła na przystanek weszli do autobusu, a my zostaliśmy i nie wiedziała co robić więc została znowu ze mną. Tym razem ja starałam się odzywać do kolegów, a nie do niej. Jak zaczynała coś mówić odpowiadałam "no,fajnie". W autobusie prowadziłam rozmowę z tymi znajomymi, a moja koleżanka wiecznie zadawała jakieś pytania próbując wciąć się w środek rozmowy. Gdy zauważyła, że nikt jej bardzo nie odpowiada, odsunęła się od nas, do momentu gdy kolega powiedział, że się obraziła.

Mam dosyć bycia jej cieniem, kiedyś nie robiłam za cień i nie chce nim być, ale przy nowych osobach robię za to. Nawet jeśli próbuję ona się pojawia i zabiera mi rozmowę. Tak jakby potrzebowała mojego cienia do bycia pewnym siebie. Wiem, że może tak nie jest, zawsze przychodzi bo też jestem jej bliska, ale sama już nie wiem. Mamy wspólnych znajomych i nie nie wiem jak się pozbyć tego problemu.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Zamiast skupiać się na koleżance i jej zachowaniu, skup się na sobie i na tym, co możesz zrobić, by wyjść z jej cienia.

Nie obwiniaj jej za to, że jest bardziej przebojowa od Ciebie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond (2017-10-14 06:10:00)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Zżera cię normalna ZAZDROŚĆ, że koleżanka skupia wokół siebie uwagę. Niektórzy mają w sobie charyzmę, inni nie. Ty jej nie masz.

Jesteś jej cieniem, satelitą naśladujesz ją i jednocześnie żerujesz na niej, bo, jak sama piszesz, przy niej czujesz się "bezpieczna". Wynika to z twojego niskiego poczucia własnej wartości.


Zapewniam Cię, że takie osoby jak ona nie potrzebują takich cieni jak ty, żeby ludzie do nich lgnęli.

Czekać tylko, aż jej zaczniesz robić wokół pióra.


Marna kopia oryginału. Ech!

madelline napisał/a:

Mam pewien problem i nie mam za bardzo komu go wyznać. Otóż mam taką koleżankę, która wiecznie jest w centrum uwagi. Znamy się już od kilku lat. Kiedyś jakoś nie zauważyłam takiego problemu, ale teraz zaczęło mi to przeszkadzać. Jesteśmy dla siebie mocnymi, dobrymi koleżankami + jeszcze jedna koleżanka i trzymamy się we trzy. Nie nazywamy się przyjaciółkami, ale wszystkie wiemy, że ze wszystkich znajomych jesteśmy dla siebie najbliższe.
Ja zawsze byłam uważana za fajną dziewczynę, podobałam się innym, miałam dobre oceny, lubiłam sport i miałam swoje zainteresowania. Potem znalazłam chłopaka. Zaczęło się liceum, jestem w klasie z tą moją bliską koleżanką, jest ona jedną z jedynych bliskich osób w tej szkole, reszta to nowe osoby. Moja koleżanka jest u mojego boku charyzmatyczna, otwarta, z resztą i beze mnie tak potrafi, czasem zdarzy się, że coś ją blokuje. Ja natomiast przy niej czuję się "bezpiecznie", a gdy ma jej nie być czuję lęk i boję się zostać z nowym otoczeniem sama. Natomiast gdy z nią jestem czuję się zazwyczaj jak jej cień, to mnie strasznie przytłacza. Kiedyś tak się nie czułam, bo wszyscy mnie dobrze znali i nie musiałam się niczego lękać. Teraz to ona jest w centrum uwagi, to do niej zazwyczaj jako pierwsze są kierowane pytania, to o niej mówią, ona wie jak rozmawiać, to ona wymyśla coś szybciej ode mnie, a później mi pozostaje tylko coś dodać, albo powtórzyć. Czuję się często jak cień przywiązany do niej, gdy pójdę do innego towarzystwa w klasie to okazuję się, że albo tam jest, albo przychodzi i staje się znowu centrum uwagi wszystkich rozmów.
Przykład chociażby z dzisiaj - szłyśmy na mecz siatkówki chłopców z naszego rocznika. Byli tam nasi znajomi. Ja się trochę spóźniłam, jednak ona stwierdziła, że chce wejść ze mną do środka, bo sama nie chce wchodzić. Jak się okazało ja przyjechałam, ona nie zdążyła dojść, więc jeszcze kilka minut poczekałam na nią. Do środka weszłyśmy razem. Ominęłyśmy jedną grupę znajomych, ona stwierdziła, że idzie do drugiej grupy naszych znajomych, którzy byli dalej. Stwierdziłam więc, że pójdę z nią przywitać się z tamtymi znajomymi. Siadłam na rogu i potem, nie dość, że okazało się, że to ona prowadziła rozmowę, to później padło coś w stylu, że ta moja koleżanka zaczęła mieć branie, a że do mnie już nie zarywają. Wtedy się już zirytowałam, bo poczułam się centralnie gorzej od niej i powiedziałam, że idę do kolegi z pierwszej grupy znajomych. Myślałam, że ona zostanie z tamtymi, ale poszła ze mną. Okazało się, że kolega do którego chciałam iść na chwilę wyszedł. Gdy wrócił ona zabrała głos i po czasie siadła w jego rzędzie zostawiając mnie samą. Ja nie chcąc iść za nią i siedzieć z rogu siadłam z drugiej strony rzędu obok innego kolegi. Totalnie się zirytowałam i wkurzyłam. Kiedy ludzie zaczęli się zbierać ona podeszła do mnie, mówiąc, że chyba się zbiera. Chyba oczekiwała mojej reakcji, ale ja po prostu nadal siedziałam. Wtedy się chyba zmieszała i nie wiedziała co robić i z kim iść. Poszła z tą drugą grupą mówiąc do mnie, że idzie do domu. Ja potem wyszłam z pierwszą grupą znajomych, jednak spotkaliśmy ich wszystkich na przystanku. Koledzy, z którymi przyszła na przystanek weszli do autobusu, a my zostaliśmy i nie wiedziała co robić więc została znowu ze mną. Tym razem ja starałam się odzywać do kolegów, a nie do niej. Jak zaczynała coś mówić odpowiadałam "no,fajnie". W autobusie prowadziłam rozmowę z tymi znajomymi, a moja koleżanka wiecznie zadawała jakieś pytania próbując wciąć się w środek rozmowy. Gdy zauważyła, że nikt jej bardzo nie odpowiada, odsunęła się od nas, do momentu gdy kolega powiedział, że się obraziła.

Mam dosyć bycia jej cieniem, kiedyś nie robiłam za cień i nie chce nim być, ale przy nowych osobach robię za to. Nawet jeśli próbuję ona się pojawia i zabiera mi rozmowę. Tak jakby potrzebowała mojego cienia do bycia pewnym siebie. Wiem, że może tak nie jest, zawsze przychodzi bo też jestem jej bliska, ale sama już nie wiem. Mamy wspólnych znajomych i nie nie wiem jak się pozbyć tego problemu.

Reklama

4

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

W ostatnim zdaniu napisałaś, że nie wiesz, jak się pozbyć problemu.

Ja ci powiem- on się za jakiś czas SAM ROZWIĄŻE.

Ta koleżanka zorientuje się KOGO ma u swego boku, jakiego zawistnego typa i SAMA SIĘ OD CIEBIE ODSUNIE.

A ty nie strawisz tego, że cię odstawiła na boczny tor i dopiero jej pokażesz swoje prawdziwe oblicze.

Wtedy zaczniesz walkę o waszych wspólnych znajomych. Część da w to wkręcić, część nie. Ci drudzy głupi nie będą i sami ocenią, co się dzieje.

Boże, chroń od takich "psiapsiółek".

Są takie typy osobowościowe jak ty: niedowartościowane, głodne uwagi, zazdrosne, że ktoś jest bardziej lubiany. W dalszej przyszłości świetny materiał na "przyjaciółkę cudzego męża", byle coś tej pierwszej udowodnić.

Brrr! Wstrętne.

5

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Znamienne zdanie:

madelline napisał/a:

(...)Ja natomiast przy niej czuję się "bezpiecznie", a gdy ma jej nie być czuję lęk i boję się zostać z nowym otoczeniem sama. (...)



Używasz jej jako parawanu, by później stwierdzić:

(...) gdy z nią jestem czuję się zazwyczaj jak jej cień, to mnie strasznie przytłacza. (...)



(...) Mam dosyć bycia jej cieniem, kiedyś nie robiłam za cień i nie chce nim być, ale przy nowych osobach robię za to. Nawet jeśli próbuję ona się pojawia i zabiera mi rozmowę. Tak jakby potrzebowała mojego cienia do bycia pewnym siebie. (...)

Pomyliłaś kierunki, to Ty jej używasz.



(...) nie nie wiem jak się pozbyć tego problemu.

Jak?
Przestań robić to, co robisz. Przestań używać koleżanki, traktuj ją z szacunkiem, uwierz w siebie i świeć swoim blaskiem.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.
Reklama

6

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
I_see_beyond napisał/a:

Zżera cię normalna ZAZDROŚĆ, że koleżanka skupia wokół siebie uwagę. Niektórzy mają w sobie charyzmę, inni nie. Ty jej nie masz.

(...)

Zapewniam Cię, że takie osoby jak ona nie potrzebują takich cieni jak ty, żeby ludzie do nich lgnęli.

A ja uważam, że są takie osoby, które potrzebują tzw. "tła" żeby na jego tle wydawać się fajniejszym niż w rzeczywistości. Ja rozumiem autorkę. Sama w szkole miałam podobną koleżankę. Jako nastolatka byłam zakompleksiona, nieatrakcyjna. Znajomi zwracali uwagę tylko na nią, to nią interesowali się chłopcy. Wtedy ona świetnie się czuła w mojej obecności. Zawsze jak kupiłam sobie jakieś nowe ubrania to wszystko robiła, żeby mi je obrzydzić. Mówiła, że nie mam co z pieniędzmi robić i takie tam. Jak podobał mi się jakiś chłopak, to też mi go obrzydzała. Potem gdy poszłyśmy do innej szkoły i poznałyśmy trzecią koleżankę to zaczęła robić dziwne jazdy. Problem sam się rozwiązał, bo pewnego dnia po prostu się na mnie obraziła i przestała się odzywać.

Z perspektywy czasu to myślę, że dobrze się stało, bo to było takie zamknięte koło. Też jak autorka przy tej koleżance czułam się dobrze, bo byłam bardzo nieśmiała i potrzebowałam takiej "opoki" ale na dłuższą metę było to męczące i przytłaczało mnie. Myślę, że komuś kto nie jest bardzo nieśmiały i zakompleksiony ciężko zrozumieć taką sytuację i relację.

7 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-10-14 08:59:41)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:

(...) Też jak autorka przy tej koleżance czułam się dobrze, bo byłam bardzo nieśmiała i potrzebowałam takiej "opoki" (...)

To może warto zapamiętać? Zapamiętać, że i Ty, i autorka wątku, i wiele podobnych Wam osób stwierdza, że taka osoba jest im przydatna i jej używają?


(...) na dłuższą metę było to męczące i przytłaczało mnie. (...)

Cóż, zyskom towarzyszą koszty.


(...) Myślę, że komuś kto nie jest bardzo nieśmiały i zakompleksiony ciężko zrozumieć taką sytuację i relację.

Rozumiem, że tak myślisz. Jednak są osoby, które podejmują ten trud i rozumieją osoby Tobie i autorce podobne. Rzecz w tym, że rozumienie nie idzie w parze z użalaniem się nad nieśmiałymi i złorzeczeniem osobom traktowanym przez te nieśmiałe jak parawan - dobry, gdy przykrywa ich obawy, i fatalny - gdy chcą grać pierwsze skrzypce, ale tego nie robią i wolą w innych upatrywać odpowiedzialności za swoje myślenie i zachowanie.


Ot, bycie 'ofiarą' przynosi wielkie zyski. Zrezygnować z nich tak po prostu?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

8 Ostatnio edytowany przez saphiregirl (2017-10-14 09:17:08)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
Wielokropek napisał/a:

To może warto zapamiętać? Zapamiętać, że i Ty, i autorka wątku, i wiele podobnych Wam osób stwierdza, że taka osoba jest im przydatna i jej używają?


Ot, bycie 'ofiarą' przynosi wielkie zyski. Zrezygnować z nich tak po prostu?

Nie, ja nigdy nie uważałam, że ta koleżanka jest mi przydatna i dzięki niej coś zyskam. Wręcz przeciwnie, ja nie lubię być w centrum zainteresowania, nigdy nie miałam ambicji i do tej pory nie mam, żeby grać pierwsze skrzypce. Nigdy nie chciałam też jej dorównywać czy coś w tym stylu. Po prostu uważam, że koleżanka lepiej się czuła gdy "błyszczała" na moim tle. Gdy tylko coś mi lepiej poszło, czy sobie coś kupiłam itd. to zawsze mnie dołowała i obrzydzała wszystko.

9 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-10-14 09:26:43)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:

Nie, ja nigdy nie uważałam, że ta koleżanka jest mi przydatna i dzięki niej coś zyskam. (...)

Skoro tak, to dlaczego Ty nie zrezygnowałaś z bycia jej koleżanką i nie bojkotowałaś jej i jej zachowań wobec Ciebie? (Pytania retoryczne.)

Usunęłaś część pierwotnego tekstu, dzięki temu zabiegowi moja odpowiedź wygląda na 'trochę obok'. W tym usuniętym tekście napisałaś (także) o tym, że to koleżanka zerwała kontakt z Tobą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

10 Ostatnio edytowany przez saphiregirl (2017-10-14 09:27:45)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
Wielokropek napisał/a:
saphiregirl napisał/a:

Nie, ja nigdy nie uważałam, że ta koleżanka jest mi przydatna i dzięki niej coś zyskam. (...)

Skoro tak, to dlaczego Ty nie zrezygnowałaś z bycia jej koleżanką i nie bojkotowałaś jej i jej zachowań wobec Ciebie? (Pytania retoryczne.)

No dobra pytanie retoryczne, ale odpowiem. Do pewnego momentu miałam tak niską pewność siebie, że myślałam że nikt inny nie będzie chciał się ze mną przyjaźnić/kolegować. Miałam dużą trudność w poznawaniu nowych osób. Poza tym, chociaż może ciężko zrozumieć, wcześniej naprawdę ją lubiłam.

A ja z kolei zadam pytanie, co w takim razie wg. Ciebie tak wielkiego zyskałam dzięki niej, że uważasz że to ja wykorzystywałam tą znajomość? Pytam serio.

11

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:

No dobra pytanie retoryczne, ale odpowiem. Do pewnego momentu miałam tak niską pewność siebie, że myślałam że nikt inny nie będzie chciał się ze mną przyjaźnić/kolegować. Miałam dużą trudność w poznawaniu nowych osób.

A ja z kolei zadam pytanie, co w takim razie wg. Ciebie tak wielkiego zyskałam dzięki niej, że uważasz że to ja wykorzystywałam tą znajomość? Pytam serio.

Co zyskałaś? Jedyną koleżankę, którą - wedle swych przekonań - mogłaś mieć. Posiadanie koleżanki to mało?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

12

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
Wielokropek napisał/a:
saphiregirl napisał/a:

Nie, ja nigdy nie uważałam, że ta koleżanka jest mi przydatna i dzięki niej coś zyskam. (...)

Skoro tak, to dlaczego Ty nie zrezygnowałaś z bycia jej koleżanką i nie bojkotowałaś jej i jej zachowań wobec Ciebie? (Pytania retoryczne.)

Usunęłaś część pierwotnego tekstu, dzięki temu zabiegowi moja odpowiedź wygląda na 'trochę obok'. W tym usuniętym tekście napisałaś (także) o tym, że to koleżanka zerwała kontakt z Tobą.

Nie, to jest napisane, że to ona kiedy poznałyśmy trzecią koleżankę się obraziła (ale robiła trochę dziwne rzeczy tzn. kilka razy zrobiła mi na złość ale to były takie zagrywki pomiędzy nastolatkami w szkole). Może sprostuję jak to się rzeczywiście skończyło, bo później niby mnie przeprosiła itd. ale jak wyjechałam na wakacje z rodzicami to wiem, że w tym czasie gdzieś zapraszała chłopaka, z którym wtedy zaczęłam się spotykać. Jak ja miałam pretensje o to, to się już obraziła na dobre. Może niespójnie trochę to brzmi, ale już dużo lat minęło i nie pamiętam dokładnie smile

13

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
Wielokropek napisał/a:
saphiregirl napisał/a:

No dobra pytanie retoryczne, ale odpowiem. Do pewnego momentu miałam tak niską pewność siebie, że myślałam że nikt inny nie będzie chciał się ze mną przyjaźnić/kolegować. Miałam dużą trudność w poznawaniu nowych osób.

A ja z kolei zadam pytanie, co w takim razie wg. Ciebie tak wielkiego zyskałam dzięki niej, że uważasz że to ja wykorzystywałam tą znajomość? Pytam serio.

Co zyskałaś? Jedyną koleżankę, którą - wedle swych przekonań - mogłaś mieć. Posiadanie koleżanki to mało?

'
No nie, ale Twoja wypowiedź wcześniejsza tak zabrzmiała jakbym ja z tej znajomości miała jakieś benefity dodatkowe, nie wiem.

14

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:

No nie, ale Twoja wypowiedź wcześniejsza tak zabrzmiała jakbym ja z tej znajomości miała jakieś benefity dodatkowe, nie wiem.

Nie odpowiadam za to, jakie znaczenie ktoś podkłada pod moje teksty. smile

Osoby nieśmiałe, ale nie tylko one, piszące na forum widzą zwykle tylko jedną stronę medalu albo widząc też drugą umniejszają jej znaczenie. Ja z kolei, pokazuję też tę drugą, dla wielu niewygodną. Wiem, to okropne co robię. wink

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

15

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Nigdy nie życzyłam mojej koleżance źle i nigdy nie będę. Zawsze ją wysłucham kiedy ma mi coś do powiedzenia. Nigdy też nie uważałam się do tej pory od niej gorsza i tylko dzięki niej czegoś warta. Po prostu zirytowały mnie takie zajścia jak te - chciała wejść na mecz razem ze mną, bo sama tak jakby bała się tam przyjść do znajomych (gdzie przebojowość?). Bez problemu poczekałam na nią, a gdy już weszłyśmy ona poszła w swoją stronę, też tam poszłam bo chciałam posiedzieć chwilę z tamtymi znajomymi. Potem poleciały takie zdania "że moja koleżanka ma większe branie u chłopaków, a do mnie nikt teraz nie zarywa", nie słyszałam tego, ale zorientowałam się o co chodzi, a gdy zapytałam się ich to usłyszałam ze strony kolegi i koleżanki śmiechy i "nic, nic". Cieszę się, że ma branie, mi nic do tego, dla niej bardzo dobrze, ale mieszając w to mnie poczułam się gorzej, dlatego wtedy chciałam iść do innego kolegi. Myślałam, że ona zostanie z nimi i będzie gadać, skoro dobrze im się gadało, a poszła ze mną i zagadała kolegę,z którym chciałam porozmawiać i nie chcąc znowu siedzieć z boku poszłam do kogoś innego. Gdy wszyscy się zbierali podeszła do mnie i chciała ze mną wyjść. Ja siedziałam i czekałam na mojego chłopaka. I gdy nie poszłam obok niej nie wiedziała co zrobić.
Cieszę się, że jest charyzmatyczna, ale w takich momentach jak tamten czuje się jak jej tło do rozmowy. Chciałam ich zostawić, żeby sobie pogadali bo ja tam im byłam zbędna, a koleżanka poszła i tak ze mną.
Potrafię nawiązywać nowe kontakty gdzie nie jestem z koleżanką, chociażby na zajęciach dodatkowych. Nie mam problemu z tym, ale zawsze rodzina mówiła mi, że mało gadam. Wzięłam to do siebie i chyba w to uwierzyłam i chyba to mnie przyćmiewa, bo czasem i chłopak mi powie, że jestem oszczędna w słowach. A mam wrażenie, że taka nie jestem.

16

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Zakompleksienie i niski poziom własnej wartości nie jest winą przebojowych koleżanek.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

17 Ostatnio edytowany przez saphiregirl (2017-10-14 10:13:44)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
Wielokropek napisał/a:
saphiregirl napisał/a:

No nie, ale Twoja wypowiedź wcześniejsza tak zabrzmiała jakbym ja z tej znajomości miała jakieś benefity dodatkowe, nie wiem.

Nie odpowiadam za to, jakie znaczenie ktoś podkłada pod moje teksty. smile

Osoby nieśmiałe, ale nie tylko one, piszące na forum widzą zwykle tylko jedną stronę medalu albo widząc też drugą umniejszają jej znaczenie. Ja z kolei, pokazuję też tę drugą, dla wielu niewygodną. Wiem, to okropne co robię. wink

Nie no, ok smile Wiem, że osoby nieśmiałe nigdy do końca nie zrozumieją tych pewnych siebie i odwrotnie. Ja napisałam tylko, że rozumiem Autorkę i trochę zdziwiły mnie odpowiedzi, że jej zachowanie jest wstrętne, okropne i w ogóle jest tą złą. Patrząc ze swojej perspektywy rozumiem jej problem. Nie wiem, czy jest taka okropna jak piszecie, czy po prostu trafiła na specyficzną osobę.

I_see_beyond napisał/a:

Ta koleżanka zorientuje się KOGO ma u swego boku, jakiego zawistnego typa i SAMA SIĘ OD CIEBIE ODSUNIE.
A ty nie strawisz tego, że cię odstawiła na boczny tor i dopiero jej pokażesz swoje prawdziwe oblicze.
Wtedy zaczniesz walkę o waszych wspólnych znajomych. Część da w to wkręcić, część nie. Ci drudzy głupi nie będą i sami ocenią, co się dzieje.
Boże, chroń od takich "psiapsiółek".
Są takie typy osobowościowe jak ty: niedowartościowane, głodne uwagi, zazdrosne, że ktoś jest bardziej lubiany. W dalszej przyszłości świetny materiał na "przyjaciółkę cudzego męża", byle coś tej pierwszej udowodnić.
Brrr! Wstrętne.

Serio, przeraża mnie że po jednym czyimś poście na forum można od razu wysnuć takie wnioski. hmm

18

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:

Nie no, ok smile Wiem, że osoby nieśmiałe nigdy do końca nie zrozumieją tych pewnych siebie i odwrotnie. Ja napisałam tylko, że rozumiem Autorkę i trochę zdziwiły mnie odpowiedzi, że jej zachowanie jest wstrętne, okropne i w ogóle jest tą złą. Patrząc ze swojej perspektywy rozumiem jej problem. Nie wiem, czy jest taka okropna jak piszecie, czy po prostu trafiła na specyficzną osobę. (...)

Byłam nieśmiałą osobą smile, przez lata stosowałam podobny do zaprezentowanego przez autorkę (ale nie tylko) sposób myślenia o sobie, świecie i innych. Znam metody robienia z siebie ofiary i wiem, jakie są tego korzyści. Wiem jednak też to, że warto walczyć z sobą samą o siebie i znać swoją wartość - to bardzo ułatwia życie (i swoje i innych żyjących obok).

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

19 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-10-14 11:55:50)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

@madelline -- chyba jesteś tchórzliwą osóbką, która potrzebuje mocniejszego przewodnika i nie podejmujesz sama decyzji o sobie, boisz się sama podejść do chłopaków, boisz się z nimi rozmawiać, chciałabyś aby koleżanka odwaliła czarną robotę, a oni na Ciebie lecieli; sorki -- nie postarassz się to nie będzie efektów.

Jak się postarać? Coś zrobić samej... Przypominasz mi "faceta d*pę" co nic nie potrafi.

Weźmy ten przykład... wchodzicie razem, pierwsza grupa znajomych, w oddali druga grupa znajomych. Ty chcesz przywitać się z tę pierwszą, a koleżanka idzie do drugiej. Co robisz? Idziesz za koleżanką jak wierna suka.    Co ja bym zrobił? Powiedział jej "O... idź do nich... zaraz dołączę" a następnie przywitał się sam z pierwszą grupą.

Nie zawsze możemy żyć z tymi, których kochamy. Szczęściem jest kochać tych, z którymi żyjemy. Nieprawda, że można kochać tylko jedną.

20

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
saphiregirl napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Brrr! Wstrętne.

Serio, przeraża mnie że po jednym czyimś poście na forum można od razu wysnuć takie wnioski. hmm

Można. W poście zawarte są ku temu wszystkie informacje. Nie trzeba zakładać tematu na kilkadziesiąt stron, żeby zorientować się, jaki jest problem. On jest w pierwszym poście bardzo dobrze opisany.

Przeraża cię, bo prezentujesz podobną postawę do podstawy autorki. Niemiło usłyszeć takie określenie własnego myślenia i zachowania, prawda? Może jednak takie spojrzenie kogoś z boku skłoni cię do głębszej refleksji i zmobilizuje cię do pracy nad sobą.

Posty Wielokropka jak zwykle bardzo celne.

21 Ostatnio edytowany przez saphiregirl (2017-10-15 07:48:04)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki
I_see_beyond napisał/a:
saphiregirl napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Brrr! Wstrętne.

Serio, przeraża mnie że po jednym czyimś poście na forum można od razu wysnuć takie wnioski. hmm

Można. W poście zawarte są ku temu wszystkie informacje. Nie trzeba zakładać tematu na kilkadziesiąt stron, żeby zorientować się, jaki jest problem. On jest w pierwszym poście bardzo dobrze opisany.

Przeraża cię, bo prezentujesz podobną postawę do podstawy autorki. Niemiło usłyszeć takie określenie własnego myślenia i zachowania, prawda? Może jednak takie spojrzenie kogoś z boku skłoni cię do głębszej refleksji i zmobilizuje cię do pracy nad sobą.

Posty Wielokropka jak zwykle bardzo celne.

Nie wiem czy prezentuję podobną postawę, być może. Niemniej jednak w moim przypadku ja mojej koleżance nigdy nie życzyłam źle (Autorka zdaje się też nie), nigdy też nie zrobiłam jej na zlość  itd. a ona mi owszem. No ale to ja jestem tą złą, spoko.

Mam wiele koleżanek i tych bardziej przebojowych i mniej a jakoś nigdy nie zostałam "przyjaciółką" czyjegoś męża jak  to ładnie napisałaś i takie rzeczy mi nie w głowie, dziwne. No, ale przecież Ty wszystko doskonale wiesz. Bez urazy, szanuję zdanie innych, ale nie lubię jak ktoś tak kategorycznie ocenia drugą osobę na podstawie szczątkowych informacji.

22 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-10-15 08:41:53)

Odp: Życie w cieniu bliskiej koleżanki

W pelni zgadzam sie z opinia Wielokropka i I see. Znam ta sytuacje bardzo dobrze bo sama bylam kiedys taka zalekniona dziewusia, ktora siebie sprowadzila do roli "ogona" przyjaciolki bo to dawalo mi wlasnie to poczucie bezpieczenstwa, swiadomosc ze mam adwokata, obronce i kogos kto wkrecajac sie w jakies towarzystwo pociagnie mnie sila rzeczy za soba. Roznica byla jednak zasadnicza. Ja bylam swiadoma ze za te korzysci przyjdzie mi rowniez zaplacic okreslona cene w postaci wlasnie bycia tłem. Najlepsze jest to ze czesto na to bycie tlem zwracaly mi uwage rowniez osoby postronne ale ja kurczowo sie i tak trzymalam psiapsi. No i nie ona nie blyszczala moim kosztem, byla na tyle przebojowa i charyzmatyczna ze czy ze mna czy beze mnie umiala sobie zjednac ludzi, moze tylko w zestawieniu ze mna bylo to bardziej widoczne. Wnioski? Sama sobie tak wybralam i pretensje moglam miec tylko do siebie a nie jak Ty Autorko zerowac na przyjaciolce dobrowolnie i jednoczesnie jeczec ze jestem jej cieniem. Co ona Ci zlego zrobila? Podeszla do znajomych, poszlas za nia, ktos skomentowal ze ona ma wieksze branie niz Ty. Widocznie takie byly fakty, to jej wina?
Chcesz to przerwac? Zrob tak jak ja czyli idz wlasna droga, buduj swoje relacje z ludzmi na wlasny rachunek, odnajdz pewnosc siebie. Ja po liceum tak uczynilam, inna uczelnia, inne towarzystwo, samodzielne nawiazywanie kontaktow z ludzmi  zamiast chowania sie za plecami przyjaciolki. Latwo na poczatku nie bylo, ale dalam rade. Dzis bycie czyims tlem nie wchodzi juz w rachube. A i kontakt z przyjaciolka mniejszy ale pozostal bo nie obarczylam jej wina za wlasna niesamodzielnosc w zyciu.
EDIT Jeszcze jedno. To ze w tamtej sytuacji kolezanka poszla za Toba wcale nie musialo byc aktem zlej woli. Przeciez ona nie jest glupia i zna Cie zapewne dobrze. Pewnie zauwazyla ze po tych tesktach odnosnie Twojego braku powiedzenia poczulas sie glupio i dlatego odeszlas wiec w gescie zwyklej solidarnosci poszla za Toba.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Życie w cieniu bliskiej koleżanki

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016