Opowieść o mojej kobiecie... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Opowieść o mojej kobiecie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: Opowieść o mojej kobiecie...

Była sobie kobieta. Miała 29 lat i kiedyś została moja dziewczyną. To jednak ktoś, kto kompletnie w siebie nie wierzy.

W tym momencie, przed podjęciem nowego działania w swoim życiu, zanim dobrze zaczęła to już zaniechała wszelkich działań

Mówi, że wszystko, czego się nie dotknie nakreślone jest porażką. Mówi, mi, że czas mija a ona stoi w miejscu i boi się,że minęło już tyle lat, a ona... No właśnie, ona ciągle w miejscu

Dodam, że miała kiedyś depresję i zaburzenia odżywiania.

Tak bardzo chciałbym Jej pomoc, ale już wysiadam. Co chwilę ten sam schemat: zaczynamy rozmowę, ona podnosi tom albo po prostu boi się mówić, bo twierdzi, że rozmowa nic jej nie przyniesie.

Ma teraz fajny pomysł na swój biznes ale.... No właśnie. Nie wie jak to poprowadzic, chciałaby zrzucić na kogoś odpowiedzialnosc...

Co mam zrobić?

Jak postępowac?

Czuje, że wszystko, co powiem, nazywane jest przez nią "coachingiem" i że "ona nie jest mną i sobie tak nie poradzi/...

Będę wdzięczny za zaangażowanie w temat, szczegónllnie osoby, które mają wiedzę bądź doświadczenie na tym polu...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Tu pomoże dobry terapeuta.
Sam nie dasz rady.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Cyngli ma rację.

Dziewczyna w coaching nie wierzy, a dobry coaching ma to do siebie, że potrafi podnieść pewność siebie, a pewność siebie to klucz. Jest ważniejsza niż inne umiejętności same w sobie - bo co z tego, że masz umiejętności, skoro nie wierzysz, ze je masz? Skąd u Twojej dziewczyny takie skłonności do czarnowidztwa?

Reklama

4

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...
Krzesimir napisał/a:

Była sobie kobieta i kiedyś została moja dziewczyną. To jednak ktoś, kto kompletnie w siebie nie wierzy.

Tak bardzo chciałbym Jej pomoc, ale już wysiadam.

Fajnie mieć przy sobie wspierającego partnera. Sama bardzo często jestem podpórką emocjonalną dla innych.

Jednak... na dłuższą metę nie da się tak. Wykończysz się.

Co Ci doradzić?
Pamiętaj, że to jest JEJ życie i to ona ma odrobić tę lekcję.
Ty możesz jej pomóc swoją obecnością (nie rzucasz jej, a w tej sytuacji mógłbyś przecież), jednak jeśli ona nie czuje POTRZEBY zmiany, nic z tego nie będzie.

5

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Ona przeszła już przez wiele lat psychoterapii.
I kiedy zaczynamy ten temat ona kwituje, że psycholog nic jej nie powie, czego ona nie wie.

Boli mnie to, że teraz zamknęła się, na ludzi. Twierdzi, że nie ma żadnej dobrej koleżanki. Tu jat rozumiem, ponieważ chyba dość trudno dziś kogos fajnego poznać.

Nie odzywamy się do siebie, jest dziwnie.

Nie wiem, co począć.

Bardzo dziękuję Wam za zaangażowanie w temat. Jeśli jesteście z Dolnego Śląska to zapraszam na kawę : )

Reklama

6

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...
Krzesimir napisał/a:

Bardzo dziękuję Wam za zaangażowanie w temat. Jeśli jesteście z Dolnego Śląska to zapraszam na kawę : )

@Krzesimir, powiedz od razu, że nie chodzi tak naprawdę o opisaną przez ciebie dziewczynę! lol

7

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Serio mam problem i mi to ciąży. Normalnie bym też obrócił to w żart ale kocham Ją, chce Jej pomoc, kurcze no.. ;(

W kółko to samo...

8

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

@Krzesimir, no może się tu jakaś net-kobieta jeszcze wypowie w twoim temacie...

Ja powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia.

Powodzenia!

9

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Myślę, że jej jest po prostu tak wygodnie. Wyuczyła się tej bezradności życiowej i doszła do wniosku że przynosi jej ona wiele korzyści- ma zainteresowanie otoczenia przy minimalnym wysiłku, a raczej- bez wysiłku. Nikt od niej niczego nie będzie wymagał, a ona będzie mogła- za przeproszeniem- uwalić tyłek na kanapie i rościć sobie prawa do narzekania na wszystko to, czego tak naprawdę nie chce zmieniać.
Wykończysz się chłopie przy takiej babie... zanadto ceni ona sobie swoją strefę komfortu, żeby rzeczywiście dało jej się pomóc. Ciężko z resztą pomagać komuś, kto tej pomocy tak naprawdę nie chce. Ona chce tylko litości, głaskania po głowie, poświęcenia energii i uwagi jej osobie... ale kiedy zaczynają się jakiekolwiek wymagania względem jej osoby- no to sorry, ale tutaj pokaże pazurki, bo będzie broniła swoich pieleszy.

Słowa ranią najbardziej. Szczególnie takie jak: "nie ma mleka do kawy" i "zjedz sałatę".

10 Ostatnio edytowany przez Krzesimir (2017-10-12 07:25:14)

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Właśnie nie jest tak. Ona strasznie się męczy, jednak nie potrafi niczego ruszyć. Bo nie wie w zupełności JAK to zrobić.
Bardzo boli ją to, że nie pracuje.

No bo jak może się czuć osoba, która ciągle siedzi w domu? Uwierzcie mi, to dla niej udręka. Jak ja wracam po czasem dziesięciu godzinach albo dwunastu a ona ... Jedyne stworzenie, z którym rozmawia to albo kot albo co trzeci dzień trener...

Nie jest Jej tak wygodnie. Co to, to nie.
Jest osobą utalentowana, w oczach innych nawet pewna siebie i wygadana.

Ale ma duze ograniczenia

11

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Wiesz, samo nic się nie zrobi. Nikt nie przyjdzie, nie weźmie jej za rękę i nie poprowadzi ani nie pokaże jak. Ani psycholog, ani żadna koleżanka ani Ty - ona musi sama najpierw chcieć - ale ona uznała, że jej się nie da pomóc, psycholog jej nic mądrego nie powie. Zostaje tylko położyć się i czekać na koniec tongue Z takim nastawieniem, to faktycznie nic się nie uda. Nie czeka się z działaniem aż przyjdzie motywacja - należy zacząć działać i dopiero wtedy motywacja przyjdzie.

MCMiodek ma rację - w obecnej sytuacji dziewczyna rości sobie prawo do narzekania, taka nieszczęśliwa, nikt jej nie pomoże. I pewnie z jednej strony jest jej z tym źle ale z drugiej w jakiś sposób wygodnie - skoro nie pracuje, to ktoś ją utrzymuje, prawda? Bo przecież nie da się znaleźć pracy, bo ona nie wie jak, więc nawet nie próbuje - gdyby chociaż próbowała, ale jej nie szło, to jeszcze coś innego. Do tego ma Twoje współczucie i głaskanie po głowie.

Ona powinna iść na terapię i stosować sie do zaleceń terapeuty.

12

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

MCMiodek wie co pisze . Jestem trochę taka jak Twoja dziewczyna i bardzo ją rozumiem . To jest taka wyuczona bezradność - wiem co jest żle, wiem jak ma być i co trzeba zrobić ..i co z tego że wiem . To jest takie uczucie jak przy robieniu porządków ..wszystko jest względnie poukładane ale wiesz co zrobić aby było lepiej  Jak zaczynasz sprzątac w pewnym momencie robi się chaos .. i w tym momencie się zawieszam . Kompletna bezradność ..po prostu zostawiam to bo nie daję rady tego opanować. Tak samo jest w wielu innych sytuacjach .. rezygnuję nie dlatego że tak jest wygodnie , tylko boję się że jak się popsuje to będzie jeszcze gorzej a ja nie dam rady ..takie zamknięte koło . . Jedyne co pomaga to działanie ..tj. ustalanie małego celu na konkretną datę . Jak mam wyznaczony termin  , potem jestem dumna z siebie ze to zrobiłam ..i jakos tak siłą rozpędu idzie jakoś do przodu smile  Mam nadzieję że ktoś jeszcze coś napisze to sama skorzystam , bo ja nie umiem sobie poradzic z taką bezradnością

13

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Żaden specjalista jej nie pomoże, jeśli ona sama nie będzie chciała zmian i nie podejmie walki. Z tego co piszesz ona zakłada, że specjalista sam ma jej pomóc i żaden nie potrafi. Ona wszystko już wie. Więcej się zrobić nie da. Typowa pesymistka wymuszająca uwagę. Są tacy ludzie, których możesz targać w górę, a jak puścisz lecą bezwładnie na ziemie nawet nie wyciągając rąk by się Ciebie złapać. A są też tacy, których wesprzesz, podeprą się wstają i walczą. Mój ex miał w podobną stronę. Rozstaliśmy się po 6 latach. Wymęczył mnie na maxa. Ugh...Uciekaj chłopie. Upewnij się, czy ona chce to zmienić i czy podejmie jakieś działanie. Niestety wątpie czy pesymizmu można się oduczyć.Niech próbuje.  A jak nie ma sił, to run Forest run. Kazdy musi ogarniać swoje emocje, problemy sam. Z lekkim wsparciem oczywiście. Ale każdy walczy o siebie. Teraz to wiem. Nie możesz brać odpowiedzialności za siebie oraz za nią. Co gdy Tobie się coś schrzani w życiu konkretnie Będziesz ogarniał jednocześnie -siebie i ją? Bo u mnie w najgorszym momencie mego życia było ostro, a mój facet jedyne co to mi dokładał, tworzył problemy i jeszcze robił mi wyrzuty sumienia. Pisze Ci, żebyś był świadomy, że choć kochamy - nie przyzwyczajajmy bliskich do naszej ciągłej pomocy, wsparcia. Ja go sama nauczyłam tej bezradności. A jemu tak było wygodnie. Jestem często zajęta, a to był też sposób by uzyskać uwagę ode mnie.  Kiedy nam coś się sypie w życiu, najlepsze co możemy zrobić dla naszych bliskich to byc silnym i walczyc. Bo oni musza sie samymi soba opiekowac w pierwszej kolejności.  Kijowo ciągnąc innych ludzi w dol.  Ja wyszłam ze związku z takim poczuciem, że zostawiam mu fajny bagaż - pokazałam mu jak żyć, jak walczyć, skonczył szkołę choc twierdził, że sobie nie poradzi, prace mega płatną mu załatwiłam dla firmy zza granicy. Wszystko stracił z czasem po rozstaniu. Nawet z pracy go wyrzucili. 6 lat krwawicy za darmo. Eh trudno, przewróciło się niech leży, choć to nie moja nuta i jest to okrutne to na sile ludzi nie uszczęśliwimy. Szanuj swój czas i energie, dobrze Ci radze bo wampiry więcej zabierają niż dają. A wystarczy tylko by ona walczyła o siebie.

14

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Ależ negatywne komentarze... A nigdy nie mieliście styczności z osobami bezrobotnymi i nie widzieliście, jak działają na człowieka porażki w znajdywaniu pracy? Bo ja widziałam to u bliskich, i widziałam, jak kompletnie zmieniają się, kiedy w końcu tę pracę znajdą. Tak też może być w przypadku Twojej dziewczyny, Krzesimir. To super, że ona może liczyć na twoje wsparcie. Mam nadzieję, że nadal będzie mogła na Ciebie liczyć! Na pewno nie kochasz jej za nic i wierzę, że Twój wysiłek się opłaci i dziewczyna w przyszłości się odwdzięczy.
Założenie własnej działalności też jest świetnym pomysłem. Ale to normalne w przypadku kogoś o słabszej psychice kiedy ma już niepowodzenia za sobą w szukaniu pracy i czuje się niepotrzebny, że ciężko mu wykrzesać z siebie wiarę w to, że choć nie chcą go jako pracownika, to będą chcieli jako przedsiębiorcę... Miej do niej cierpliwość i zrozumienie. W najlepszym przypadku znajdzie w końcu pracę i odżyje. W gorszym przypadku... może w ogóle ma słabą psychikę i łatwo się załamuje... To już Ty wiesz lepiej.
Problem dla Waszego związku widzę tylko w tym, by ona nie zaczęła Cię postrzegać jako strażnika więziennego, który będzie ją rozliczał z kolejnych kroków, które zrobiła bądź których nie zrobiła w kierunku poprawy swojej sytuacji... To może nie być dobre dla Waszej relacji. Może spróbowałbyś pogadać z jej koleżankami/rodziną i poprosić o pomoc, by przerzucić na nie część "obowiązków" w motywowaniu Twojej dziewczyny? Jak ktoś jest trochę dalej emocjonalnie niż partner, to łatwiej przychodzi słuchanie jego/jej porad i trudniej przychodzi wkurzanie się na tę osobę, tak sądzę smile

15

Odp: Opowieść o mojej kobiecie...

Psycholog jej więcej nie powie, bo ani on, ani ona tego nie wie ....
Musisz zastanowić się głęboko co jest (i było) przyczyną takiego stanu. Podpowiem Ci, że nie możesz się bać założyć tych najgorszych rzeczy jakie przyjdą Ci do głowy. Wybierz tą która wyda Ci się najbardziej prawdopodobna, nawet jeśli wydaje się gorsza niż scenariusz horroru, i którą najlepiej czujesz.
To do czego dojdziesz, to część Twojego potencjału. Może będziesz musiał na to spojrzeć z boku.
I z taką wiedzą (i potencjałem) pomóż jej znaleźć tylko MOTYWACJĘ do tego co zaczyna, a czego nie kończy.
I jeśli nie dzieje Ci się krzywda, to to jest właśnie dzisiaj treść Twojego życia. Nie zrobisz w tym życiu potrójnego salta w tył, ale powalcz o tą kobietę.

Masz coś do stracenia?  Nie, to zrób kosmos,

A w ogóle to idźcie do kina.
Pozdrawiam.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Opowieść o mojej kobiecie...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016