Zatęskniłam za mężem.I wiecie ,zaczęłam tak jak chciałam od delikatnych pocałunków.A skończyło tak jak zawsze.Gdy poszłam do łazienki po policzku spłyneła mi łza-i czemu płaczesz-zapytałam samą siebie.Zdałam sobie sprawę że między nami nie ma prawdziwej bliskości.
Przepraszam, ale chyba nie jestem w temacie - o co chodzi tak konkretniej? Dlaczego tak jest? Co się dzieje?
Wczoraj wyprowadził się mój mąż. Smutno mi. Czytam wasze listy i wiem że każdemu niełatwo.
Kobietka18 Napisz cos wiecej,widze ze masz zlamane serce...Po to jest to forum by sie nawzajem wesprzec i pomoc .))
Byliśmy ze sobą 10 lat. W naszym małżeństwie bywało różnie. Myslę że nadal się kochamy. Jest jednak wielki problem. Mój mąż potrafi być czuły i troskliwy. Kiedy jednak dochodzi do kłótni wtedy jest strasznie .wyzwiskom nie ma końca, nieraz mnie uderzył. Potem żałuje. Potem myślę że to moja winna, że go sprowokowałam. On też próbował coś z tym zrobić. Poszedł do psychiatry. Leczy się. Ale nadal to się powtarza. Wtedy boję się go. Już nie wiem co mam robić. Teraz też tak było. Dla dzieci jest dobry. Prosił żebym mu wybaczyła, że nie może bez nas żyć? ale ja wiem że tak już będzie zawsze. Tęsknię za ty kiedy jest dobry ale czy można tak żyć?
To bardzo ciężka kwestia.
Powiem Ci że znam taką rodzine. Mąż był bardzo porywczy, żona kiedyś od niego odeszła. Prosił o jeszcze jedną szanse i dała mu ją bo w końcu mieli dwoje dzieci. Teraz już minęło od tamtych wydarzeń jakieś 18 lat. Jego żona jeszcze nieraz cierpiała. Ale znosiła to, nie nie w ciszy. Mówiła co ją boli. W pewnym momencie swojego życia bardzo ciężko zachorowała. Teraz jest już dobrze, ale jej mąż zobaczył ile może stracić i chyba zrozumiał swó błąd. I wiesz co? Teraz są ze sobą bardzo szczęśliwi. On bardzo się zmienił. Nie potrafi przejść koło żony obojętnie. Musi ją pocałoweć, pogłaskać lub choćby uszczypnąć:-). Bije z nich taka miłość! Więc z tej sytuacji widze, że było warto walczyć o to małżeństwo.
Ale nie wiem jak to jest w Twoim przypadku. Czy jego złość i ataki szału były czymś spowodowane? stres, alkohol?
Dobrze to nazwałaś ataki szału. Alkoholu nigdy nie nadużywał. To stres. Wystarczy mała różnica zdań i zaczyna się. Problem jest też w tym że pochodzi z rodziny gdzie ojciec postępował tak samo. Dowiedziałam się o tym od jego sióstr bo on sam mówi że tak nie było. Jak jest dobrze to nie oszczędza mi czułości. Ale potem kiedy to się dzieje czuję się strasznie . On szybko zapomina a ja ciągle myślę co mam robić. To jakiś obłęd jakby było ich dwóch. Mówi ze jesli ze mną nie będzie to odbierze sobie życie. A jeśli tak się stanie?
Smutne to co piszesz...ale jak on nie panuje nad nerwami...to co bedzie dalej...masz sie caly czas bac..do nastepnego razu..juz sie boisz...a to normalna reakcja..ze masz poczucie winy..jak Cie po wszystkim przeprasza,on musi sie leczyc bo zniszczy ciebie i siebie..zbierz sie na odwage i powiedz stanowczo..ze jak to sie powtorzy to odejdziesz...zreszta on dobrze wie ze zle robi,bo szantazuje cie samobojstwem ,bledne kolo...piszesz ze sie wyprowadzil,to czego sie jeszcze obawiasz???
milosc jest zaje...ślepa! ehh;/
Kobietko Wasze dzieci nie mogą żyć w takiej huśtawce, nigdy nie wiadomo jaki humor będzie miał tata. Brak bezpieczeństwa bardzo utrudnia życie. Ciebie to również wyniszcza. Dopinguj męża w leczeniu.
Pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwo siły!!!!
Zgadzam się z alaclaudie twój mąż musi ustabilizować swoje ataki szału i huśtawki nastroju ,
ponieważ nie da się żyć w ciągłym strachu !
Jeżeli mężczyzna bije kobietę jest z nim coś nie tak - i powinnaś od niego uciekać ....
To co npisałaś jest czystym odzwerciedleniem tej histori którą Ci opisałam. Może daj mu jeszcze jedną szanse? Ale pamiętaj to Twój wybór!!!!
Powiem Wam dziewczyny, że łatwo Wam się pisze takie przemyślenia. Ja znam taką historie i wiem, że gdyby ta kobieta odeszła od męża to on by się stoczył. A dzięki temu, że była silna, teraz są bardzi szczęśliwą rodziną, a dzieci już dawno zapomniały, że ich tata był kiedyś porywczy. Wynagrodziła im to jego miłość, i zmiana jaka w nim zaszła. Trzymam za Was kciuki!
Dziekuję Wam z całego serca za wsparcie. Za Wasze przemyślenia. To bardzo pomaga. Dorotko24 dodałaś mi odrobinę nadziei że ..sa tacy którym się udało. Tylko ja mam coraz mniej sił na tę walke coraz mniej wiary że to się zmieni ...Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, było warto ...Dziękuję
Kobietko18 wiem że jest Ci ciężko! On się zmieni, ale musi zobaczyć jak wyglądałoby jego życie bez Ciebie i dzieci. To ciężka próba. Ale może warto ją podjąć. Dopóki Cię nie straci, to nie doceni jaki ma skarb w domu.
Bądź dzielna:-*
Dokładnie, zgadzam sie z poprzedniczkami, musi dotknąć dna, zeby mieć się od czego odbić, a Ty będziesz stać na brzegu i podasz mu rękę. Może to patetyczne i poetyckie, ale..ja bym go nie skreślała tylko własnie dopingowała potem w leczeniu, bo to u Was konieczne. Dla Was i dzieci. Twarde warunki z zachowaniem siebie samej i pomocy jemu. Też znam taką rodzinę, tam był alkohol, a teraz mąż nosi żone dosłownie na rękach po mieszkaniu. Nic straconego, WYTRWAŁOSCI i pisz o postępach. .
:)
Daria, zrob co co spowoduje, ze tez zastanowi sie , moze nie zapłacze, ale pokaż mu swoja drapieżna;) strone, mysle, ze warto...