Rozstanie, pytania, refleksje - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, pytania, refleksje

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1 Ostatnio edytowany przez arturoo (2017-09-12 13:14:14)

Temat: Rozstanie, pytania, refleksje

Dwa miesiące temu rozstałem się z dziewczyną, byliśmy z sobą cztery miesiące, nie długo, ale pomimo tego, odczuwam stratę i mam złamane serce z powodu tego co się stało. Poznaliśmy się przez internet, spotkaliśmy się raz, drugi, zaczęliśmy spotykać się coraz częściej i więcej i zrobiło się poważnie. Wzajemnie poznaliśmy swoje rodziny i znajomych, spędzaliśmy z sobą czas na różne sposoby. Na początku to ja bardziej przejmowałem i wykazywałem inicjatywę, ale w pewnym momencie zauważyłem, że i ona odzywa się więcej i częściej, proponuje to i tamto, wszystko było w porządku. Kobieta, którą poznałem była po pewnych przejściach, rok wcześniej straciła z rodziny bardzo bliską osobę, a na dodatek w tym samym czasie zostawił ją chłopak, który nie dosyć, że źle ją traktował to jeszcze ją zdradził. Owe wydarzenia, bardzo odbiły się na jej psychice co było dostatecznie widać, jej oczy wydawały mi się ciągle smutne, nawet jeżeli się uśmiechała. Odbiło się to również rykoszetem, na mojej osobie. Miałem wrażenie, że sposób w jaki ją traktuje, był dla niej czymś odmiennym, nowym, innym, czymś czego w wcześniejszym związku chyba nie było. Nie traktowałem jej nie wiadomo jak, normalnie z szacunkiem i czułością, zabiegałem o nią, nie czyniąc z niej żadnej księżniczki.

Dowiedziałem się, że facet, z którym była w związku, z nie wiadomych mi powodów, nie pozwalał jej się przytulać do siebie, okazywać czułości, bliskości, tyle wiem i tak to zrozumiałem. Powiedziała mi, że są chwile kiedy nie wie, jak ma się zachować, kiedy ją przytulam czy całuję, to było dziwne dla mnie. Przytulała się do mnie kiedy oglądaliśmy filmy, tyle że wtedy to było coś innego, nie rzadko wtedy zasypiała,  ale nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek przytuliła się do mnie sama, z wyraźną chęcią i entuzjazmem. Zazwyczaj to ja inicjowałem bliski cielesny kontakt. Rozmawialiśmy kiedyś na ten temat, powiedziała, że ma chwilami opory i sama nie wie dlaczego, ale jest to właśnie spowodowane poprzednim toksycznym związkiem, boi się że coś złego się stanie. Powiedziałem, że rozumiem i że chce jej w tym pomóc, zaproponowałem konsultacje u psychologa, ale stwierdziła, że sama musi się z tym uporać. Nie chciałem by doświadczenia z przeszłości rzutowały na naszą relację, to również jej powiedziałem. Więcej nie podejmowałem tego tematu, pomimo tego, że trochę mi to przeszkadzało, stwierdziłem jednak, że to kwestia czasu i oswojenia się z tym wszystkim. Miałem wrażenie, że mam do czynienia z poszkodowanym psem, który w przeszłości doznał przemocy czy złego traktowania, to chyba najodpowiedniejsze porównanie.
Czułem, że zauroczenie wobec niej zamienia się w poważniejsze uczucie-miłość. Dobrze nam się rozmawiało, dogadywaliśmy się, nie było między nami spięć czy nie porozumień, rozmawialiśmy szczerze i otwarcie. Jednego razu powiedziała, że dziwi ją to, że między nami jest zawsze dobrze i nie było jeszcze sytuacji gdzie mnie by coś nie pasowało. Odniosłem wrażenie, że jest to związane z poprzednim związkiem. Nie jestem osobą, która sztucznie tworzy problemy, bo wychodzę z założenia, że jak jest dobrze to niech tak będzie, po co coś psuć.

Raz podczas spaceru zaproponowałem byśmy wynajęli mieszkanie i wspólnie zamieszkali. Ona planowała to zrobić za jakiś czas samemu, więc wyszedłem z taką inicjatywą, mam 28 lat (ona również) i nie widzi mi się bawić w podchody nie wiadomo ile czasu. Mieszkając z kimś ma się jasny obraz takiej osoby, lepiej się ją poznaje, a co więcej szybciej i łatwiej jest zweryfikować czy do siebie pasujemy. Po za tym sytuacja sprzyjała takiemu zapytaniu i ku mojemu zdziwieniu – zgodziła się, tak po prostu, bez żadnego „ale”. Co więcej, pamiętam, że była wtedy wzruszona i kazała się uszczypnąć, stwierdziłem, że spodobał się jej mój pomysł. Z drugiej strony to wszystko wydawało mi się takie nie realne, zbyt idealne, zbyt dobre, to wszystko się układało zbyt łatwo, byłem podejrzliwy, że zaraz się wszystko skończy.

Czułem, że ją kocham i byłem tego pewien, to już nie było zauroczenie czy zadłużenie, tylko znacznie więcej. Męczyło mnie czy jej o tym powiedzieć, nie chciałem odrzucenia z jej strony, ale sama zapytała o co chodzi bo widziała, że od jakiegoś czasu zachowuje się jakoś inaczej, że coś mnie trapi.  Wprost i otwarcie powiedziałem pewnego dnia, co do niej czuje, męczyło mnie to, nie zostałem co prawda odrzucony, ale też nie usłyszałem w odpowiedzi tego samego. Powiedziała, że nie kocha mnie, ale to nie znaczy , że nie ma i nie potrafi okazywać uczuć, że potrzebuje może więcej czasu, potrzebuje zobaczyć nas w pewnych sytuacjach razem i wtedy stwierdzi, czy coś z tego będzie. Stwierdziłem okej, może faktycznie potrzeba więcej czasu, nie zawsze dwoje ludzi czuje to samo w tym samym momencie, wszystko toczyło się dalej, ale miałem pewne wrażenie, że po tamtej rozmowie, odrobinę się zdystansowała. Spotykaliśmy się dalej, nasza relacja nie zmieniała postaci, nie było między nami spięć, chodziliśmy za rękę, przytulaliśmy się, sypialiśmy z sobą, wszystko niby było ok, ale gdzieś w głębi czułem, że coś jest nie tak. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiedziałem że się oddala ode mnie, pomimo tego, że kontakt nie utracił na częstotliwości. W pewien piątek byliśmy umówieni na grilla u jej znajomych, kiedy po nią przyjechałem, była jakaś inna, dziwna, nie przywitała się z mną buziakiem, niby rozmawiała z mną, ale była zdecydowanie zdystansowana. Nocowaliśmy u jej znajomych, nie chciała się przytulić w nocy. Pomyślałem, że ma gorszy dzień.

Następnego dnia mieliśmy w planach koncert plenerowy, było dobrze, normalnie gadaliśmy, ale w głowię męczyła mnie myśl o tym, że od pewnego czasu czuje jakby coś było nie halo. Nasze  rozmowy zeszły na inne tory i powiedziałem, że widzę , że zachowuje się jakoś inaczej, dziwnie, że gdybym ja jej nie przytulił, to ona sama tego nie zrobi. Powiedziała, że widzi u mnie frustrację z tego powodu, że nie czuje żeby mnie znała, nie wiem co wtedy miała na myśli, nie chciała rozmawiać, stwierdziła, że nie chce psuć nastroju i pogadamy o tym innego dnia. Następnego dnia w niedziele, chciałem się z nią zobaczyć i pogadać na spokojnie, czułem że nie jest dobrze, chciałem to wyjaśnić. Nie chciała się spotkać, tłumaczyła, że jest zmęczona. Spotkaliśmy się w poniedziałek, w kawiarni zamiast u niej. Nie przywitała się z mną buziakiem  w usta, tylko nadstawiła policzek, wiedziałem że to nie będzie nic dobrego.

Zapytałem co jest grane, czy jest o coś zła, itd.… Odpowiedziała, że nie widzi sensu, by dalej się spotykać, bo widzi we mnie tą frustrację o której wspomniała wcześniej, że nie może mi dać tego, czego bym oczekiwał, możemy zostać kolegami. Nie uważam by to była frustracja, raczej troska i ludzka potrzeba bliskości i uczuć. Powiedziała, że owszem była zauroczona, ale ten stan minął, nie poczuła nic więcej, nic do mnie nie czuje, nie kocha mnie i nie widzi by dalej to ciągnąć. Myślała o rozstaniu już wcześniej. Skoro myślała wcześniej, po co spotykaliśmy się w ostatnim czasie?, mogła skończyć to wcześniej, stwierdziła, że dała nam czas, gdy o to zapytałem. Zaproponowałem byśmy dali sobie więcej czasu, ale odmówiła, oznajmiła że to nic nie da, a nie chce bym się jeszcze bardziej angażował uczuciowo, bo bardziej bym to boleśnie odniósł. Poczułem się źle jak nigdy, miałem jeden wielki chaos w głowie, czułem smutek, żal, pustkę i ból. Oczywiście usłyszałem, że jestem fantastycznym mężczyzną itd., typowe bzdury na pocieszenie. Dwa tygodnie przed rozstaniem, kiedy byliśmy w intymnej sytuacji powiedziała, że jest szczęśliwa, tak po prostu. Pomyślałem, że czuje się szczęśliwa z mojego powodu, z tego że jesteśmy razem, zapytałem ją o to, a ona odparła, że nie chodziło o mnie. Zabolało mnie to bardzo. Dziwne, może odpowiedziała tak, abym jej nie męczył pytaniami, nie wiem. Zapytałem również o to kim dla niej byłem, odpowiedziała, że sympatią i kompanem. Po tym wszystkim, jak się zachowywała i co było między nami, to miałem jasne odczucie, że jestem zdecydowanie kimś więcej, pomimo tego, że nic do mnie nie czuła. Zarzuciła mi właśnie to, że wiedziałem, przecież że ona nic do mnie nie czuje. Jak również to, że brałem pod uwagę ryzyko tego, że może nic z tego nie wyjść i to że dałem przyzwolenie na taką relację. Oczywiście, brałem pod uwagę ryzyko tego, że może się nie udać, we wszystkim jest ryzyko, ale gdybym miał się na tym skupiać, to w ogóle nie miałoby sensu. Myślałem pozytywnie i wierzyłem, że się uda i tak dałem na to przyzwolenie, bo sądziłem że czas sprawi, że i ona coś poczuje.

Nie jednokrotnie powtarzała, że podoba jej się w mnie to czy tamto, że jestem kreatywny, pewny siebie, konkretny, że ją samą to momentami zaskakuje i podoba jej się to. Czuła się przy mnie dobrze i bezpiecznie. Podchodziłem do niej z szacunkiem, zabiegałem i angażowałem się, dawałem jej ciepło ponieważ mi zależało na niej, ale nie skakałem nad nią, ona to widziała. Czuje poczucie winy, że może za szybko odkryłem się z uczuciami, ale męczyło mnie to i czułem potrzebę jej o tym powiedzieć, życie nauczyło mnie by mówić i robić to co uważam za słuszne, aby potem nie żałować, że tego nie zrobiłem.
Męczy mnie to, że może gdybym jej nie powiedział co do niej czuje, gdybym nie powiedział jej wtedy o  tym, że nie okazuje mi czułości i bliskości, to może byśmy byli razem w dalszym ciągu.  Myślę, co by było gdyby…. Z drugiej strony jednak, może nic by to nie zmieniło, skoro ona i tak nic nie czuła, po prostu nie poczuła tego co ja i tyle, nie wiem. Bije się z myślami, że może nie dałem jej tego, czego szukała, potrzebowała, może za często się widywaliśmy, że może to wszystko było za szybko, za gwałtownie, że coś zrobiłem źle, czegoś było za dużo lub za mało, że byłem za dobry? nie mam pojęcia. Frustruje mnie to, że nie mogę dojść do tego jakiego czynnika zabrakło, który spowodowałby , że udało by mi się ją zatrzymać przy sobie.

To była pierwsza osoba od wielu lat, do której poczułem coś prawdziwego, poczułem że do siebie pasujemy i dogadujemy się tak, jak zawsze mi tego brakowało. Może to wynika z wyidealizowania jej, ale stwierdziłem, że była mi pisana, byłem przekonany, że to ta właściwa, z którą zwiąże się na długo, tak czułem. Tym bardziej odczuwam porażkę i stratę gdy o tym myślę, mam wrażenie, że coś popsułem i straciłem tym samym szanse. Biorę pod uwagę również, to że ona może się czegoś bała, że coś nie wypali, albo że będzie jak w jej poprzednim związku. Tylko w tej sytuacji, ona może mieć problem być w jakimkolwiek związku.
Wiem, że 4 miesiące to nie dużo, biorąc pod uwagę średnią związków opisywanych na tym forum, to mały czas, ale przeżywam to mocno. W pracy nie potrafię się skupić. Dawno nikogo nie darzyłem takim uczuciem. Czułem się przy niej szczęśliwy. Brakuje mi jej bardzo, staram się o tym nie myśleć, ale zawsze pojawi się jakaś chwila melancholii i nostalgii, myśli na jej temat. Chciałem się w końcu ustatkować, zapuścić korzenie i założyć rodzinę, jestem przed 30. Wiem, że nie powinienem uzależniać swojego szczęścia od kobiety, ale czy to właśnie nie o to chodzi, by być z kimś szczęśliwym?

A może powinien zmienić podejście, zmienić się na zimnego, bez uczuciowego sukinsyna, może to jest pożądane w dzisiejszych czasach?, może nie dałem jej „tych emocji”, może nie dałem jej poczuć że mnie traci, tylko co miałem ją źle traktować? To się kłuci  z moją naturą, nie potrafiłbym. Sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Wiesz jest takie powiedzenie,ze kochac mozna we dwoje a nie za dwoje. Glupie to bo nigdy nie wiesz Co druga polowka ma w glowie. Nic nie zrobisz a mozesz jedynie pogorszyc. Tez jestem po rozstaniu i wiem Co czujesz. W glowie masz pytanie "dlaczego " ale musisz isc do przodu. Ja tez kochalem uwierz mi ale nikogo nie zmusze do bycia razem. Trzeba to przegrysc i tyle. Glowa do gory.

3 Ostatnio edytowany przez arturoo (2017-09-13 02:22:33)

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Ta sytuacja potwierdza tylko, że nic w życiu nie jest pewne, tym bardziej związek. Niezależnie od tego ile by nie trwał, to zawsze może się skończyć. Jak czytam historie na tym forum, to włos jeży mi się na głowie. Jaki jest zatem sens w tym wszystkim, skoro nie mamy pewności, że za jakiś czas, ta druga osoba nie przestanie kochać, angażować się.

Może jakaś kobieta się wypowie, napisze co o tym myśli?

Reklama

4

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
arturoo napisał/a:

Ta sytuacja potwierdza tylko, że nic w życiu nie jest pewne, tym bardziej związek. Niezależnie od tego ile by nie trwał, to zawsze może się skończyć. Jak czytam historie na tym forum, to włos jeży mi się na głowie. Jaki jest zatem sens w tym wszystkim, skoro nie mamy pewności, że za jakiś czas, ta druga osoba nie przestanie kochać, angażować się.

Może jakaś kobieta się wypowie, napisze co o tym myśli?

Moim zdaniem za dużo w ludziach roszczeniowości. Niby dlaczego oczekiwać od kogoś, by nigdy nie przestał kochać i się angażować? Dla mnie to przedmiotowe traktowanie i roszczenie sobie prawa własności do danej osoby. Za dużo wymagań, a za mało cieszenia się chwilą. Fajnie spędziliście razem trochę czasu, były motyle w brzuchu, ale się skończyło, bo ona Cię nie kocha. To nie przekreśla tego, że było Wam razem fajnie i będziesz miał dobre wspomnienia. Po co rozpatrywać to w kategoriach "braku sensu we wszystkim"?

A inna sprawa jest taka, że moim zdaniem rozpoczynanie związku od ratowania kogoś z opresji nigdy nie jest dobrym pomysłem. Żeby zacząć budować zdrowy związek trzeba być w miarę poukładanym emocjonalnie. Druga osoba nie jest od bycia plastrem i nie jest od przepracowywania za kogoś/ z kimś jego problemów.

"Kto chce się kiedyś nauczyć latać, musi się najpierw nauczyć stać, chodzić, biegać, skakać, wspinać i tańczyć."
REGULAMIN Forum Netkobiety.pl

5

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Tak, zrobiłeś kilka "błędów". Np nie związałeś się z kobietą, która potrzebuje być manipulowana, źle traktowana, niekochana itd. Sam nie zdobywałeś jej sztuczkami z socjotechniki, nie brałeś jej na dystans, nie zakładałeś przy niej maski, nie udawałeś niedostępnego lub mało zainteresowanego. Nie czekałeś pół dnia z odpisywaniem jej na wiadomość, nie zlałeś kilku jej esków, zawsze o nią dbałeś, jednym słowem byłeś... sobą.
Pytanie tylko: jak byś się czuł w takiej relacji, gdzie musisz cały czas kontrolować emocje, trzymać je na wodzy, ciągle się martwić, że coś jest nie tak, że robisz coś źle, analizować, starać się nie popełnić błędu?
Pytanie drugie: czy przypadkiem nie szukasz osoby, przy której nie musisz niczego udawać, której dość szybko możesz powiedzieć co do niej czujesz i która na to czeka? Kobiety, przy której wprost odpoczywasz?
Teraz zdradzę Ci sekret: taka kobieta na Ciebie czeka.
Jesteś facetem, który wie czego chce i przede wszystkim dlaczego chce tak a nie inaczej! I to jest cenne! Tylko musisz nauczyć się to wyrażać! Jeśli czujesz potrzebę powiedzenia komuś "czuję coś do Ciebie", albo "kocham Cię" to to mów, ale tłumacz czemu to mówisz. Czyli: "powiedziałem Ci, że Cię kocham, bo nie lubię niczego udawać, źle bym się czuł, jeśli musiał bym z tym czekać jakiś tam określony czas".
Kobieta wtedy wie, że to co mówisz ma sens. Bo faktycznie jaki jest sens męczyć się z uczuciami i bawić się w jakieś "trzymanie na dystans"? Uświadomienie sobie swoich uczuć, to jedno, ale zrozumienie skąd one się biorą i zaakceptowanie tego, to drugie, to już wyższy poziom zrozumienia samego siebie. "Robię coś, bo taki jestem, bo tylko to mi da w życiu szczęście"

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Reklama

6

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
cslady napisał/a:
arturoo napisał/a:

Ta sytuacja potwierdza tylko, że nic w życiu nie jest pewne, tym bardziej związek. Niezależnie od tego ile by nie trwał, to zawsze może się skończyć. Jak czytam historie na tym forum, to włos jeży mi się na głowie. Jaki jest zatem sens w tym wszystkim, skoro nie mamy pewności, że za jakiś czas, ta druga osoba nie przestanie kochać, angażować się.

Może jakaś kobieta się wypowie, napisze co o tym myśli?

Moim zdaniem za dużo w ludziach roszczeniowości. Niby dlaczego oczekiwać od kogoś, by nigdy nie przestał kochać i się angażować? Dla mnie to przedmiotowe traktowanie i roszczenie sobie prawa własności do danej osoby. Za dużo wymagań, a za mało cieszenia się chwilą. Fajnie spędziliście razem trochę czasu, były motyle w brzuchu, ale się skończyło, bo ona Cię nie kocha. To nie przekreśla tego, że było Wam razem fajnie i będziesz miał dobre wspomnienia. Po co rozpatrywać to w kategoriach "braku sensu we wszystkim"?

A inna sprawa jest taka, że moim zdaniem rozpoczynanie związku od ratowania kogoś z opresji nigdy nie jest dobrym pomysłem. Żeby zacząć budować zdrowy związek trzeba być w miarę poukładanym emocjonalnie. Druga osoba nie jest od bycia plastrem i nie jest od przepracowywania za kogoś/ z kimś jego problemów.

Będąc zakochanym człowiek kieruje się sercem w większym stopniu niż rozumem, co prawda ma w podświadomości fakt, że związek w każdym momencie może się zakończyć, ale nie myśli o tym. Stąd też, błędnie oczekuje , że ta druga osoba, nie przestanie darzyć nas takim samym uczuciem, jakim my ją darzymy.  Oczywiście, spędziliśmy razem trochę czasu, który uważam za bezcenny i przykro mi po prostu, że więcej już tego czasu z sobą nie spędzimy. Może ja miałem błędny tok myślenia, oparty na tym, że kiedyś większość związków trwało nie rzadko do śmierci, ale teraz jest przecież inaczej. Ludzie są w kilku związkach przez całe życie i żaden nie koniecznie musi trwać do jego końca. Uważam, że po za tymi detalami, które wyżej opisałem, reszta jej psychiki była w porządku, no ale te detale mogły zadecydować o wszystkim, nie przeczę temu.

Myszeczka23 napisał/a:

Tak, zrobiłeś kilka "błędów". Np nie związałeś się z kobietą, która potrzebuje być manipulowana, źle traktowana, niekochana itd. Sam nie zdobywałeś jej sztuczkami z socjotechniki, nie brałeś jej na dystans, nie zakładałeś przy niej maski, nie udawałeś niedostępnego lub mało zainteresowanego. Nie czekałeś pół dnia z odpisywaniem jej na wiadomość, nie zlałeś kilku jej esków, zawsze o nią dbałeś, jednym słowem byłeś... sobą.
Pytanie tylko: jak byś się czuł w takiej relacji, gdzie musisz cały czas kontrolować emocje, trzymać je na wodzy, ciągle się martwić, że coś jest nie tak, że robisz coś źle, analizować, starać się nie popełnić błędu?

Oczywiście, że byłem sobą, nie potrafiłbym kogoś udawać czy grać, z resztą to na pewno byłoby widać. W takiej relacji nie czułbym się dobrze, nie byłbym sobą właśnie.

Myszeczka23 napisał/a:

Pytanie drugie: czy przypadkiem nie szukasz osoby, przy której nie musisz niczego udawać, której dość szybko możesz powiedzieć co do niej czujesz i która na to czeka? Kobiety, przy której wprost odpoczywasz?

Szukam i myślałem, że znalazłem. Chodzi o to, że bałem się odrzucenia z jej strony, pomimo tego, że wyjawiłem jej co do niej czuje, to w mojej głowię kłębiły się myśli, czy nie za szybko? Co prawda nie ma pisanej zasady, kiedy mówić o uczuciach  i miłości wobec drugiej osoby, po prostu pojawiła się nie pewność i strach, że ona nie czuje tego samego i z tego powodu stwierdzi, że to nie ma sensu. Nie zrobiła tego od razu ale po czasie. Tylko tyle, strach przed odrzuceniem. Wytłumaczyłem jej, dlaczego jej o tym mówię, bo dłużej nie potrafiłem w sobie tego trzymać, chciałem żeby wiedziała co do niej czuje i jak podchodzę do naszej relacji.

7 Ostatnio edytowany przez zabpth (2017-09-14 04:48:19)

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Panie @Autorze.
Faktycznie trochę krótko razem byliście, żeby deklarować miłość, jak dla mnie to nawet za krótko żeby razem mieszkać. Za dużą presję wywierałeś.
I nie chodzi o to co mówiłeś, chodzi o sam fakt presji.
Nie wiem czy wiesz jak to jest kiedy ktoś jest w tobie zakochany a Ty tego nie odwzajemniasz.
W najlepszym razie może się to wydawać nieatrakcyjne. Ale najczęściej to właśnie jak ktoś wyżej pisał jest to roszczeniowa postawa, i może nie całkiem świadoma oraz niby rodowód bardziej szlachetny ale jest.
Plus jeszcze obarczanie kogoś odpowiedzialnością.
Zobacz jak się kogoś kocha, skrycie,z boku zza biurka, oficjalnie, czy tak jak u was. Jak się kocha to się chce żeby ta osoba odwzajemnia. I nie ważne co tam się ustala, to jest prosta sprawa i nie było na świecie jeszcze przypadku żeby osoba zakochana nie chciała wzajemności.
Dla tego zakochując się w kimś mimo że nie ma się na to wpływu, i ciężko obwiniać kogoś że się zakochał, to sam fakt wystarczy. Jak się ujawnia za szybko, to mimo że wcześniej relacje się dobrze układały, to po wyznaniu taka osoba może poczuć się wręcz zła. Dla tego że już wie że ta osoba chce tego uczucia z powrotem, i ustalanie jakiś warunków, że ona jeszcze nie, Ty że spoko poczekasz, ona ok. A tak naprawdę to codziennie spędza czas z kimś kto każdego jednego dnia chce czegoś z powrotem, do tego przychodzi coś na miarę strachu poczucia winy i odpowiedzialności. Taka osoba czuje się odpowiedzialna za to że przez nią jesteś do końca szczęśliwy, poczucie winy i strach to wynik tego że co będzie jak będzie chciała się ewakuować, to wtedy duża odpowiedzialność za krzywdę takiej zakochanej osoby. To nie koniecznie muszą byś bardzo silne odczucia i wszystkie na raz, mogą delikatnie sobie w tle działać, jak rdza. Stopniowo ale do skutku. U mnie za każdym razem bardzo silnie az młodsci dostawałem, wtedy szybko zwiewałem. Do tego stopnia unikałem wchodzenia w relacje, że dopiero pierwszy raz chciałem się związać z laską i nawet na krótką się związałem to byłem w twoim mniej więcej wieku. Ale że kobiety lubiałem i często "spotykałem" to też szybko zajarzyłem że trzeba zwiewać. Ból dupy bólem dupy, ale bardziej bolał mnie jej zmiana nastawienia i brak szacunku. Chociaż nie lubię akurat się uzewnętrzniać w tym temacie, ale powiem Ci na zachętę że już jestem sporo z fajną dziewczyną. Hehe sporo, ale nawet nie wiem ile dokładnie rok, półtora, koło dwóch. Abstrakcja Ale jest późno i umysł już nie trybi za bardzo.
Zobacz czy strach poczucie winy odpowiedzialność za coś za co się nie odpowiada, czy tą pozytywne cechy, na kanwie których chce się dalej brnąć w relacje, czy raczej z takiej relacji spier... Wiem co mówię zaufaj. I wtedy taka relacje dla tej osoby staje się męcząca, powrót do formy z przed wyznaniem uczuć nie jest już możliwy.
I żeby nie było że demonizuje to słowo kocham, chodzi o wszystko co się wiąże z tym kochaniem, czy tam miłością jak zwał tak zwał. To szereg zachowań, oczekiwań, i wszystkiego co jest zawarte w słowie kocham. Dla tego deklaracja uczuć wcale nie musi być wypowiedziana. U mnie było jeszcze takie poczucie ograniczenia przestrzeni to może i nawet najbardziej mnie odstraszało.
Zobacz sam po sobie jak analizowałeś jej każde pierdnięcie, taka osoba ciągle się przygląda, szuka znaków. To jest mega męczące. I wiem również że prędzej czy później cierpliwość się kończy zakochanym, zaczynają się bać, bo iluzja ułożona w głowie na temat miłości zaczyna się rozwiewać, pojawia się strach. Obserwacje, męczenie o jakieś gesty które w interpretacji zakochanej osoby coś mają znaczyć, a nie znaczą nic. W końcu zaczyna się wywieranie silniejszej presji i próby jakiś manipulacji obliczone na osobę która w założeniu ma odwzajemniać uczucia. Serio każdy zakochany bez wzajemności traci cierpliwość i zaczyna stosować jakieś gierki, ale bez efektu bo obliczone na kogoś kto odwzajemnia.
Dla tego w budowaniu relacji ważne jest dbanie o równowagę, o to żeby oczekiwać również czegoś od partnera, nie miłości ale zaangażowania się w równym stopniu, a osoba zakochana jest wstanie nie oczekiwać niczego w zamian, znieść wszystko. Zachwiana równonoga. w naturze nie ma miejsca na nadmiar, jak ty dajesz z siebie 70%  to jej zostaje tylko 30%. No ale kiedy wiadomo gdzie jest ta równowaga, nie wiem, może chodzi o czas. To tak jak z tym słowem kocham Cię kiedy powiedzieć, jak się nie jest pewnym to znaczy że jeszcze nie czas. Zaufaj że jak zbudujesz solidną oparta na wzajemności relacje to nie będzie wątpliwości.
Wiesz co jeszcze łączy te wszystkie historie podobne do siebie z twoją włącznie, to presja związku, oczywiście pomijając tych co byli w związku. Ty pisałeś że razem byliście 4 m-c, a napisz od kiedy się spotykaliście, bo ja daje głowę że max to może z miesiąc wcześniej. A związek to coś co ma się wykreuje jak będzie wszystko ok, o tym nie trzeba myśleć, zacznie się kreować i zasady w nim panujące też się same napiszą nie trzeba robić ustaleń, tylko musi być czas na poznanie się. I jak w innych podobnych tematach to duża rozbieżność w tempie angażowania się.
Nie che nikogo besztać za bardzo, ale to tylko że @CounterStrikeLady tu się udziela, a nie lubi bezpośrednich przekazów, to wiesz muszę szeptać trochę na ucho. Inaczej to wpis by był z 70% krótszy :]
Ale generalne nieszczęśliwie zakochani w tym również Ty, to osoby które mają braki emocjonalne, zaniżoną wartość, bo z niej właśnie wynika złudne przekonanie że szczęśliwym można być tylko z druga połówką. I nie wiem jakaś silna potrzeba tego związku. I klasycznie to słabe doświadczenia towarzyskie. Dla tego łatwo wpadają w sidła miłości jeżeli już ktoś potencjalny się znajdzie. Wtedy trafiają na rożne osoby, często zwichrowane, albo takie od których trzeba zwiewać, ale tego nie wiecie bo nie macie porównań. Jak byś nie wierzył.

arturoo napisał/a:

Dawno nikogo nie darzyłem takim uczuciem. Czułem się przy niej szczęśliwy. Brakuje mi jej bardzo, staram się o tym nie myśleć, ale zawsze pojawi się jakaś chwila melancholii i nostalgii, myśli na jej temat. Chciałem się w końcu ustatkować, zapuścić korzenie i założyć rodzinę, jestem przed 30.

No
Ale słusznie coś tam kminisz

arturoo napisał/a:

Wiem, że nie powinienem uzależniać swojego szczęścia od kobiety

No na pewno nie powinieneś uzależniać swojego szczęścia od kobiety, a od kogo można w takim razie, od faceta, kolegi, mamy albo psa? Może wiesz od kogo można.
Ja wiem że za swoje szczęście odpowiadam tylko ja sam. Nie wiem jak u innych.

arturoo napisał/a:

ale czy to właśnie nie o to chodzi, by być z kimś szczęśliwym

A zastanów się czy kiedy byłeś szczęśliwy będąc samemu. Chcesz być z kimś szczęśliwy,ale wymagasz żeby to szczęscie ktos Ci dostarczył na Tacy.
Najpierw naucz się cieszyć życiem samemu, samemu być szczęśliwym, a gwarantuje Ci że osoba szczęśliwa emanuje tym szczęściem i przyciąga ludzi a kobiet zwłaszcza, bo kobiety uwielbiają być obdarowywane, a zadawanie się ze szczęśliwym człowiekiem to zawsze kąpiel w pozytywnych emocjach.
A wiedz co cechuje jeszcze wszystkie podobne historię z twoją włącznie. Że w tych wpisach zawarty jest opis pięknego uczucia i zaangażowania, ale wszystko brzmi to patetycznie, brzmi jak polski dramat o 20 na TVP1.
Zawsze te historie takie stonowane, podniosłe, opisy pięknych chwil, ale w opisach tych wspomnień owszem pojawia się słowo radosne. Ale to bardziej na zasadzie słonecznego poranka i wspólnego śniadania. Ale nigdy nic wesołego się w tych historiach nie dzieje, opisujesz swoja relacje, i też nigdzie nie piszesz żeby było wesoło, ciekawie i zaskakująca spontanicznie, wariacko.
Nie bo w tych historiach to sam fakt bycia z tym kimś przez chwilę, to radość szczęście o wariactwo w jednym.
Wiesz co powinieneś zrobić wyjścia są dwa.
Zacznij wychodzić poznawać dziewczyny imprezować, poznawać ludzi. Wiesz czemu.
Bo kobiety lubią emocje wszystkie, jak są z facetem to chcą być szczęśliwe i radosne, chcą się śmiać, uwielbiają być rozbawiane, ale i lubią raz na jakiś czas powymyślać problemy, popłakać, poawanturować się i nawet lubią jak raz na jakiś czas zostać zjebane za coś tam
Wtedy czują że żyją.
I dla tego lecą na gości którzy im to dadzą, a to są najczęściej goście którzy po prostu żyją. I raz wyjdą na miasto i będzie śmiech i radość, raz wyjdą spotkać się z laską i będzie romantycznie, a raz wyjdą na jointa z kumplami a jak będą jarać w krzakach to najdzie ich policja i przyprawi o zawał, a raz  wyjdą i wdadzą się w jakąś awanturę.
Nie zrozum źle, to nie tak że masz tak żyć, ale niech tego typu akcje na przestrzeni swojego życia gdzieś tam miały miejsce.
Dla tego jak zaczynasz się spotykać z laską to ty nawet nie myśl o związku. Po prostu się spotykaj, i dawaj takie emocje, niech ma to co lubi i niech widzi że możesz jej to dać. To ma być radość i zabawa, to ma być tak żeby na samą myśl o spotkaniu z tobą cieszyła się bo wie że nie będzie się nudzić, że wróci radosna bo było mnóstwo śmiechu.

Pewnie napiszesz że u was było właśnie tak było. Inni tez zawsze piszą że tak było, że są ciekawi i mają pasje, TY też na pewno masz pasje i na pewno imprezujesz. Ale zawsze w takich przypadkach jak twoje to wyobrażam sobie że chodzicie w zwolnionym tępię głaskając się po ręce i patrząc w pizdu.
Jeszcze ci co rozstali się po kilku latach to im nawet uwierzę. Ale innym nie.
Zawsze wszyscy wszystko mają oprócz dziewczyny. Dla tego że wystarczy że się pojawi, i staje się największą pasją. Nie było tak u Ciebie? Ona stała się twoją największa pasją a ty się stałeś nudny. Nie było tak że jak się pojawiła to nagle zacząłeś się nadmiernie angażować i okazywać, nie chciałeś żeby widziała że się starasz? Na pewno, ale czy przypadkiem nie było to podszyte strachem że zwieje.
Dla tego w tych historiach nigdy nie występuje nic wesołego.
Bo któreś zaczyna się bać i zaczyna się nadmiernie starać, osaczając drugą osobę, tym zaangażowaniem
Ale teraz już wszyscy wiedzą że nie można codziennie zamęczać. Często piszą że nie przeszkadzali z kontaktami, że pozwalali na wiele. w Każdej jednej historii. Ale nie kumają że nie zamęczanie to nie tylko zbyt częsty kontakt ale również zaangażowanie, oczekiwanie wzajemności, bo strach pogania, trzeba, trzeba się pozbyć. A jaki jest sens być z kimś i bać się że się straci tą osobę. Być z kimś i się bać.
Jak zaczynaliście być razem, to było fajnie wesoło, radośnie, czy raczej zastanawiałeś się jak zrobić żeby niczego nie zepsuć, żeby była zadowolona, szczerze nie bałeś się ani trochę że spierd****. Ja podejrzewam że ciągle żeś cedził swoje myśli jak i zachowania ukierunkowane na zadowalanie Twojej jedynej takiej
No ale już nie ważne.
2 opcja to szukać dziewczyn podobych tobie. Czyli przerobić ile się da aż do momentu kiedy porazi.

No i 3 opcja

arturoo napisał/a:

A może powinien zmienić podejście, zmienić się na zimnego, bez uczuciowego sukinsyna, może to jest pożądane w dzisiejszych czasach?, może nie dałem jej „tych emocji”, może nie dałem jej poczuć że mnie traci, tylko co miałem ją źle traktować? To się kłuci  z moją naturą, nie potrafiłbym. Sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć.


Chyba najlepsza, chciał bym Cię zobaczyć takiego, to znaczy jak się pojawiasz i zaczynasz pisać swoje spostrzeżenia.
Chcesz to się zmieniaj, ale to nie będzie zmiana, bo taki nie jesteś, to będzie założenie maski i udawanie>
O qrwa, chyba wpis dłuższy od twojego.
No nie źle.
Pozdrawiam

8

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
zabpth napisał/a:

napisz od kiedy się spotykaliście

Spotykaliśmy się od dwóch miesięcy. W tym co napisałeś powyżej jest na pewno dużo prawdy. Przyznaje - bałem się, że ją stracę i zapewne dlatego, że bardzo mi zależało na niej, to raz, a dwa z powodu który również podałeś, że nie czuje się szczęśliwy sam z sobą. Nie powinienem czuć strachu, bo wtedy tym bardziej popełniałem błędy. Nie czuje się szczęśliwy sam z sobą, pomimo tego, że podobam się kobietom, mam zainteresowania, pasje i potrafię znaleźć sobie sposób na wypełnienie czasu, niczego mi nie brakuje, to jednak nie czuje się szczęśliwy sam z sobą. Może to kwestia zmiany toku myślenia, może trzeba obrać inny sposób działania, w ogóle życia. Zdaję sobie sprawę z tego, że za wcześnie obnażyłem się z uczuć wobec niej, pluje sobie za to w brodę, kto wie może byloby inaczej. Niestety czasu już nie cofnę. Rozsądek został zasłonięty uczuciem w trakcie tej relacji. Wychodzi na to, że nie można mówić o uczuciach względem drugiej osoby, póki ona nie poczuje tego samego, albo pierwsza nie poczuje tego samego, lub dopóki poziom zaangażowania będzie mniej więcej równy...

9

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
arturoo napisał/a:

Wychodzi na to, że nie można mówić o uczuciach względem drugiej osoby, póki ona nie poczuje tego samego, albo pierwsza nie poczuje tego samego, lub dopóki poziom zaangażowania będzie mniej więcej równy...

A z tego wynika, że nie masz nic przeciwko zdobywaniu kogoś manipulacją. Gratuluję Ci myślenia! A raczej braku myślenia! Człowieku: co to znaczy, że za szybko wyznałeś uczucia? Byłeś szczery i to chyba dobrze, co? Tym bardziej, że to ona sama nalegała, żebyś jej powiedział co Cię gnębi. A że ona nie poczuła tego samego, to mówi się trudno. Widocznie nie była dla Ciebie. I tyle w temacie. Po co go zagłębiać, po co zadawać sobie pytania czy za szybko czy nie? Ok, rozumiem, zależało Ci na niej, ale czemu? Czy nie liczy się dla Ciebie kompletnie to, że musiał byś przy niej udawać? Ważniejsze jest dla Ciebie bycie z nią, niż sposób w jaki ją zdobyłeś? To trochę smutne, wiesz?

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

10 Ostatnio edytowany przez arturoo (2017-09-15 10:59:42)

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
Myszeczka23 napisał/a:
arturoo napisał/a:

Wychodzi na to, że nie można mówić o uczuciach względem drugiej osoby, póki ona nie poczuje tego samego, albo pierwsza nie poczuje tego samego, lub dopóki poziom zaangażowania będzie mniej więcej równy...

A z tego wynika, że nie masz nic przeciwko zdobywaniu kogoś manipulacją. Gratuluję Ci myślenia! A raczej braku myślenia! Człowieku: co to znaczy, że za szybko wyznałeś uczucia? Byłeś szczery i to chyba dobrze, co? Tym bardziej, że to ona sama nalegała, żebyś jej powiedział co Cię gnębi. A że ona nie poczuła tego samego, to mówi się trudno. Widocznie nie była dla Ciebie. I tyle w temacie. Po co go zagłębiać, po co zadawać sobie pytania czy za szybko czy nie? Ok, rozumiem, zależało Ci na niej, ale czemu? Czy nie liczy się dla Ciebie kompletnie to, że musiał byś przy niej udawać? Ważniejsze jest dla Ciebie bycie z nią, niż sposób w jaki ją zdobyłeś? To trochę smutne, wiesz?

Myszeczka23, źle mnie zrozumiałaś. Oczywiście, że jestem przeciwko zdobywaniu kobiety manipulacją i to bardzo. Sam byłem kiedyś manipulowany i wiem co to znaczy, zatem manipulując osobą na której mi zależy nie byłbym w porządku wobec siebie, a tym bardziej wobec tej osoby. To, że powiedziałem jej szczerze i otwarcie co do niej czuje uważam za słuszne i ludzkie. Nie potrafiłbym pewnie dlugo się z tym męczyć i prędzej czy później bym jej o tym powiedział.  Ja już tak mam, w momencie doświadczenia porażki myśle co poszło nie tak i co by było gdyby...Wiem, że to teraz już nie ma sensu i nic nie zmieni. Analizowałem po prostu to co napisał wyżej zabpth o zbyt szybkim wyrażeniu swoich uczuć, że może wywarłem na niej podświadomie presję, tego że będę oczekiwał tego samgo od niej - miłości, której w tamtym momencie do mnie nie czuła, może to ją wystraszyło, zniechęciło, a może poprostu nie była właśnie dla mnie. Boli mnie, że nie wyszło, dlatego rozmyślam. Może na siłe doszukuje sie powodu, którego nie ma, nie wiem. Ostatnio przeczytałem, że jak człowiek pierwszy mówi "kocham Cię" to przegrywa, kobieta która nic nie czuje się płoszy i zamiat miłości jest przegrana, to głupie.  Nie potrafiłbym przy niej udawać i oczywiście, że ważne jest dla mnie to w jaki sposób o nią zabiegałem, byłem sobą i nie manipulowałem w żaden sposób.

11 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2017-09-15 12:44:13)

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze.

Autorze, moim zdaniem dodatkowo nie rozróżniasz zakochania od miłości, mieszasz te dwa pojęcia ze szkodą dla siebie.

Najprościej ujmując:

Zakochanie - pewien stan emocjonalno, chemiczny, widzimy głównie tylko dobre cechy, ciągnie nas nawet od pierwszego obejrzenia, nie wybieramy/myślimy świadomie, takie latanie na podwójnym gazie, czasami stan, jak po haju narkotykowym

Miłość - to już zupełnie coś odwrotnego, czyli znamy złe i dobre strony, motylki opadają, a mimo to wtedy ŚWIADOMIE podejmujemy decyzje, że bierzemy tą osobę taką jaką jest i kochamy w niej też jej wady. (oczywiście nie pisze o skrajnych przypadkach, kiedy wady partnera nas krzywdzą)

Zabpth, trafił w sedno problemu prócz moim zdaniem dwóch rzeczy.

Pierwsza: DLACZEGO piszesz DLA CZEGO? big_smile (mam sobie ochotę wydłubać oczy)
A druga: nie istnieje coś takiego, jak mówienie komuś za szybko "kocham Cię", jeżeli widzimy takie samo zaangażowanie z drugiej strony tzn. bliższa relacja: całowanie, seks, namiętność, chodzenie za rękę, czułe słowa, ogólna troska/dbanie itp. szczególnie, jeżeli trwa to 3-6 miesięcy. Człowiek jeżeli odczuwa dłuższa potrzebę powiedzenia tego, to musi to wyrzucić z siebie, bo będzie się z tym męczył, będzie udawał, że jest zdystansowany, a nie o to w tym chodzi?
Inną sprawą jest to, jak odbierze to partnerka - jeżeli się skrzywi i zacznie dystansować, to tak jak pisała koleżanka - widocznie nie była dla Ciebie. Spotkaliście się w złym momencie.

Uwierz mi, że jeżeli to byłoby prawdziwe "zakochanie" z obu stron, to taka osoba rozpłynęłaby się na słowo "kocham".

12

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Tak, może faktycznie za wcześnie powiedziałeś, że ją kochasz, ale powinna o tym z Tobą porozmawiać. Wtedy mógłbyś jej wyjaśnić, że sam nie wiesz czy to jest miłość, że to raczej pewnego rodzaju silne zauroczenia, że po prostu dawno Ci tak na nikim nie zależało i chciałbyś, żeby ta znajomość szła w konkretnym kierunku. Miał byś wtedy okazję jej powiedzieć, że Ty na nic nie naciskasz, że spokojnie to przyjmiesz, jakby się wam nie udało, ważniejsze dla Ciebie było by to, że dostalibyście szansę, a to jakby się to potoczyło to już inna sprawa.

A tak, to kobita się zaczęła wycofywać i nawet wam szansy nie dała na rozwinięcie tej znajomości. Poza tym po 4 miesiącach to wcale nie tak szybko, to raczej normalny czas na tego typu wyznania. Ja takie wyznanie otrzymałam po dwóch tygodniach wspólnych spotkań, to dopiero prędkość. ;P

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

13

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Dziękuje za posty, ile bym o tym nie myślał to i tak już nic nie zmieni. Może popełniłem błąd mówiąc jej o uczuciach za wcześnie, może nie, chciałem dobrze. Chciałem też, by dała nam szanse, by dała więcej czasu na to, ale ona nie chciała. Nie zmuszę jej do niczego, do miłości również. Nie ma sposobu by cofnąć czas, by to zmienić czy naprawić, walczyć też nie ma o co. Naiwnie wierze, nawet po tych dwóch miesiącach, że ona się odezwie i zmieni zdanie. Umysł płata figle. Jedyne co pozostaje, to wstać, otrzepać kurz z kolan i iść dalej, tylko pytanie co robić, gdy przyjdzie potencjalna następna okazja, następna kobieta. Kiedy coś poczuje do niej, to mówić jej o tym, czy wstrzymać się, biorąc pod uwagę doświadczenia z przeszłości i najpierw upewnić się, że czuje to samo?

14

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje

Jeśli nie musisz, to nie mów za szybko. Poza tym: na pewno nie mów, że to miłość. Najpierw jest zauroczenie, fascynacja, pożądanie i ogromna chęć poznawania. Poznawaj kobiety, baw się tym wszystkim (nie kobietami, tylko tym czasem, jaki macie), ciesz się z chwili obecnej i nie analizuj, czy to miłość, czy nie. Bardziej na luzie do tego podchodź i nie bierz każdej dziewczyny jako potencjalnej żony. Oczywiście, fajnie jak bierzesz dziewczynę na poważnie, nie szukasz przygód itd. Ale nic się nie stanie jak od razu nie będziesz deklarował się z uczuciami.

Widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

15

Odp: Rozstanie, pytania, refleksje
cichyfacet napisał/a:

Zabpth, trafił w sedno problemu prócz moim zdaniem dwóch rzeczy.

Pierwsza: DLACZEGO piszesz DLA CZEGO? big_smile (mam sobie ochotę wydłubać oczy)

Ajm sorry, jestem ufnym człowiekiem i dlatego ufam korekcie. Będę zwracał uwagę, dzięki :]

cichyfacet napisał/a:

A druga: nie istnieje coś takiego, jak mówienie komuś za szybko "kocham Cię", jeżeli widzimy takie samo zaangażowanie z drugiej strony tzn. bliższa relacja: całowanie, seks, namiętność, chodzenie za rękę, czułe słowa, ogólna troska/dbanie itp. szczególnie, jeżeli trwa to 3-6 miesięcy. Człowiek jeżeli odczuwa dłuższa potrzebę powiedzenia tego, to musi to wyrzucić z siebie, bo będzie się z tym męczył, będzie udawał, że jest zdystansowany, a nie o to w tym chodzi?
Inną sprawą jest to, jak odbierze to partnerka - jeżeli się skrzywi i zacznie dystansować, to tak jak pisała koleżanka - widocznie nie była dla Ciebie. Spotkaliście się w złym momencie.

Uwierz mi, że jeżeli to byłoby prawdziwe "zakochanie" z obu stron, to taka osoba rozpłynęłaby się na słowo "kocham".

zabpth napisał/a:

To tak jak z tym słowem kocham Cię kiedy powiedzieć, jak się nie jest pewnym to znaczy że jeszcze nie czas. Zaufaj że jak zbudujesz solidną oparta na wzajemności relacje to nie będzie wątpliwości.

Qpio tak siebie cytować, ale naklepałem prawie książkę w poprzednim wpisie :], a głównie skupiłem się na tym co czuje osoba obarczona miłością, którą nie odwzajemnia.
Oczywiście, że deklarowanie uczuć nie jest uwarunkowane stażem relacji. Kiedy uzewnętrzniać się? To wiele zależy od odbiorcy, ale głównie od samego źródła. Jeden może po tygodniu mówić że kocha i nie będzie miało to znaczenia, drugi w tym samym czasie w ten sposób spali dalsze możliwości.
Jeżeli mówić komuś kocham, to niech to niesie ze sobą ładunek szczęścia i radości zgodnie z definicją.
Jeżeli deklarując się, idzie za tym niepewność, oczekiwania, oraz postawienie tej osoby na ołtarzu. Jakoś tak odczuwam u Autora, że to wszystko bardziej smutne, niż radosne.
I tak szczerze, to uważam jednak że za wcześnie się zdeklarował, ale bardziej na zasadzie, że za wcześnie te zakochanie się pojawiło. Fakt, deklaracje uczuć zgodna ze stanem faktycznym nie jest niczym złym, ale na te zakochanie w dużej mierze wpływa stagnacja emocjonalno uczuciowa, brak interakcji z kobietami. To częsta przypadłość, wtedy łatwo popaść.
Dlatego uważam że @Autor powinien najpierw zająć się życiem towarzyskim jako takim, aniżeli szukać dziewczyny do związki. To nigdy się udaje, u kogoś kto szuka dziewczyny do związku, tylko i wyłącznie jako wynik braku kobiet w życiu i upatrywania w tym jakiejś łatwości. Ustawianie się na związek czy też formułowanie relacji pod tym kątem, to zawsze nie wypał, nawet jak laska sama twierdzi że szuka do związku. Związek sam się formalizuje w odpowiednim czasie.
Dla tego więcej radochy z życia, więcej życia, pisałem @Autorze że na pewno masz pasję, zainteresowania i inne, ale jak pojawi się kobieta, to nagle staje się całym światem.
Podsumowując, tak naprawdę to nie czytałem za bardzo pierwszego wpisu @Atora, a resztę bardziej pobieżnie, jednak jakoś udało się trafić.
Mój przekaz raczej uniwersalny, bo dotyka źródła problemu, którym jest sam @Autor, a nie błędy w tej konkretnej relacji. To jego postawy, wartości, błędne postrzeganie.
Tak naprawdę, można to skopiować do innych tematów i to w zasadzie wystarczy wyczytać tam kilka słów kluczy. Kocham, zależy, wyjątkowa wartościowa, nie czuje tego samego.
A jeżeli skupić się na tym, konkretnym przypadku, to panie @Autor, laska nie tylko nie zainteresowana, ale nie specjalnie warta uwagi. Twoja deklaracja uczuć musiała nawet ją zdziwić.
I tu znowu to samo, musisz poznawać więcej kobiet. Inaczej pierwsza lepsza zawsze będzie w sam raz. Nie ma nic gorszego niż związać się z kimś nie odpowiednim. Już lepiej być samemu.
Kobiety są naprawdę fajne i życie bez nich było by smutne, ale to nie znaczy że trzeba zaraz mieć związek.
Nie bój się kobiet, wychodź, poznawaj, podrywaj, dostawaj zlewki, bzykaj. I tak już dużo czasu zmarnowałeś. A bez tego nie stworzysz udanego związku.
Pozdrawiam

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie, pytania, refleksje

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016