straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-19 19:17:20)

Temat: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Witam wszystkich jestem tu depiutantem i szczerze to nie myślałem, że będę szukał pomocy w takim miejscu, a jednak.. Może to, że opiszę swoją historię w jakiś sposób mi pomoże.

Zacznę od tego, że jakieś dwa lata temu rozpado się moje małżeństwo. Kobietą, z którą byłem, byla moją wielką miłością. Poznaliśmy się w liceum, zaczęliśmy być ze sobą na studiach. To był burzliwy związek, rozstawaliśmy się, schodzilismy i tak kilka razy. Zaraz po studiach zdecydowaliśmy się na ślub. W wieku 25 lat byliśmy już małżeństwem i razem przeprowadziliśmy się do Warszawy. Tu zacząły sie kłopoty, kłótnie o wszytko każdy "ciągnął" w swoją stronę. Praca, zabiegania, oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Ona próbowała mi sygnalizować klopoty, ale ja uważałem, że wszystko jest ok - nie było. Doszły jeszcze inne problemy - bardzo chcieliśmy mieć dzieci, niestety mimo tego, że byliśmy zdrowi nam się nie udawało. Moja żona bardzo cierpiała, bardzo to przeżywała, bardzo chciała być matką, mnie też to bolało, ale ja jak zwykle udawałem, że nic się nie dzieje, że nam się uda, nie chciałem o tym rozmawiać z nikim. Po 5 latach naszego małżeństwa w końcu przyszedł ten dzień, kiedy dowiedziałem się, że jej kolega z pracy nie jest już tylko kolegą i zdradza mnie już nim jakiś czas. Nie będę opisywał tego co działo się póżniej, myślę że to klasyczna historia. Błaganie o powrót, przekonywanie i tak dalej - było już za późno - odeszła. Mimo moich próśb, starań rozwiedliśmy się jakiś 1.5 temu. Małżensto było fikcją jakieś pół roku wcześniej. Przeżyłem to bardzo, nie mogłem jeść, spać typowe objawy szoku. Myślenie, że moje życie się właśnie skończylo. Starałem się jednak nie dawać, zacząłem się odblokowywać, rozmawiać o tym z ludźmi. Jedną z takich osób była Ona, no właśnie Ona i mimo tego długiego wstępu to o niej jest ten post. Znaliśmy już jakiś czas z pracy. Nigdy wcześniej nic między nami nie było, zwykłe cześć, co słychać przy kawie w pracy. Wiedziałem, że ona też ma podobną historię, że jest świeżo po rozwodzie. Pewnego dnia kiedy siedząc w pracy i nie mogąc się na niczym skupić, po prostu do niej poszedłem. Poszedłem i zacząłem o tym opowiadać...rozmawiliśmy chwilę, zupełnie mi nie pomogła, chyba ze względu na swoje doświadczenia nie chciała, nie potrafiła. Było to jeszcze przed moją rozprawą rozwodową, ale ja już nie miałem nadzieji na uratowanie małżeństwa. Nie było już takiej szansy. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Chyba obydwoje chcielismy tego samego, potrzebowaliśmy ciepła i miłości drugiej osoby. Ona była juz na innym etapie, pogodziła się z przeszłością była gotowa na coś nowego ja wtedy jeszcze nie. Mimo tego, ciągnęło mnie do niej bardzo. Jest wspaniałą, piękną, ciepłą osobą. Zaczęliśmy flirtować. Pierwsze spotkanie, później poszliśmy potańczyć. Jaki ja byłem wtedy scześliwy. Tańczyliśmy całą noc, wtuleni w siebie. Poczułem, ulgę moje cierpienie się skończyło zacząłem znów w końcu żyć. Zaczęliśmy być ze sobą. Na początku było wspaniale. mimo, że ukrywaliśmy związek i otwarcie nikomu o tym nie mówiliśmy wszyscy w pracy wiedzieli. Czułem się szcześliwy wiem, że ona też. Było nam razem cudowanie, cudownie w łóżku, cudownie kiedy byliśmy razem. Niestety przyszedł czas, że zaczeły dopadać mnie demony rozwodu, który jeszcze nie był za mną. To wszysto trwało. Byłem przed rozprawą. Ona była tego świadkiem, widziała jak to przeżywam. Doszło do tego, że z jednej strony bardzo chciałem z nią być, a z drugiej nie potrafiłem. Miotałem się strasznie. Zdarzało się, że leżąc koło niej, ubierałem się i jechałem do siebie (jak ją to musiało boleć!!!:(. Czułem coś do niej, ale nie byłem gotowy powiedzieć jej kocham, bałem się, uważałem, że nie powienienem. Jak się pewnie domyślacie, związek umarł. Przestaliśmy być razem - ona jednak na mnie czekała, miała jednak nadzieję, że w końcu uporam się z przeszłością i będziemy razem. Wiem od jej koleżanek, że bardzo chciała, bardzo jej na mnie zależało. Wiele razy sygnalizowała, że jej ciężko, ale raczej jest osobą, która cierpiała cierpliwie i w ciszy. Mi wygodnie było, że była obok, że zawsze mogę na nią liczyć, że możemy się spotkać wyjść do kina itp. Ona nie chciała juz czekać. straciła nadzieję. Przyjechała pewnego ranka do mnie dała mi list i wiersz. Wiersz, który napisała do mnie po pierwszym naszym wyjeżdzie, wiersz oraz list. Czegoś tak poruszającego nigdy nie czytałem. Napisala, że straciła nadzieję, że kobietą, ktorą pokocham będzie ze mną bardzo szczęśliwa... Ryyczałem jak to czytałem:( Okazało się, że facetetowi, który ją podrywał w końcu się udało.. facet, który ją nie interesował, wiele razy mówiła, że chce tylko mnie.. udało mu się... odeszła, poddała się, straciłem ją... On dał jej od razu wszystko, zadeklarował się w 100%, od razu poznał z rodziną, znajomymi, chce z nią być a nie tylko bywać tak jak ja:( Kiedy się zorientowałem jak bardzo ją kocham, (zawsze kochałem od samego początku, ale nie potrafiłe bałem się tego powiedzieć) było już za póżno. Ona mi już nie wierzy, mimo walki, nie daje mi już szans. Jest obojętna. Mówi, że jest szcześliwa, że mam jej pozwolić odejść i że nie wybaczy mi jak jej to popsuje. Kiedy była u mnie ostatni raz, czekała, aż powiem zostań, nie odjeżdzaj, zamiast tego odebrałem kopertę i pozwoliłem jej odjechać....Wsiadając do samochodu łamiącym głosem, powiedziała tylko - "długo miałam nadzieję" Myślę, żę wtedy ostatecznie zdecydowała się być z nim. A ja znów nie jem, nie śpię, zawalam pracę. Nie potrafię sobie darować tego, że ją straciłem, że jej wtedy nie zatrzymałem... Kocham ją, ale wiem, że już jej nie odzyskam:(:(:(  W momencie, kiedy poczułem, że moje małżenstwo to już przeszłość, kiedy nie mam już w związku z tym żadnych emocji i kiedy mógbym dać jej wszystko co mam najlepszego jej już nie ma:((Nie potrafię się z tym pogodzić....:(:(

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

No i co Ci poradzić kolego... odezwał się w tobie pies ogrodnika.
Olewałeś, grałeś w człona, laska w końcu znalazła sobie innego i ciebie już nie chce, a tobie teraz odwala.
Klasyka gatunku i nauczka na przyszłość - traktuj innych tak jak sam byś chciał być traktowany - bo inaczej tak to się kończy właśnie.
Teraz musisz odcierpieć swoje, a jej daj już spokój, miałeś swoje pięć minut i dałeś dupy, mówi się trudno i żyje się dalej.

Dobre pomysły przychodzą jak już coś spier**lisz.

3

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Trzeba przejść żałobę i załatwić poprzednią sprawę, zanim się wejdzie w nową. Chyba już o tym wiesz. Myśle, że potrzebujesz też terapii. Coś jest nie tak, że 2 razy odchodzą od Ciebie kobiety, które kochasz, a jednocześnie odpychasz. To trzeba zrozumieć i zmienić.

Nie czynię dobra którego chce, ale czynię to zło, którego nie chcę.
Reklama
Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Kochasz ją a nie walczysz . Odpuszczasz . A zastanowiles sie że ona moze czeka

5 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-20 21:47:56)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Powiedziałem jej wszystko szczerze, wyznałem co czuję, poprosiłem, aby przemyślała, kiedy podałem jej rękę ona podała mi swoją patrzylismy sobie głęboko w oczy jak wcześniej, po czy poprosiła abym wyszedł, (być może jeszcze coś czuje, ale wiem, że po prostu podjęła już decyzję), po tym wyznaniu było jeszcze wiele niepotrzebnych maili, chaotycznych wiadomości pełnych emocji. Myślę, że tym jeszcze bardziej straciłem w jej oczach. Wiem, że na pewno byłem dla niej ważny, bardzo długo na mnie czekała. Chciała sobie ze mną ułożyć życie, zaakceptowała mnie takiego jakim jestem. Pokochała... Kiedy przed wręczeniem listu napisała mi, że pogodziła się z tym, że facet, w którym się zakochała nigdy jej nie pokocha ja nawet nie zareagowałem. Nie wiem dlaczego, nie wiem dlaczego jej nie zatrzymałem kiedy do mnie przyjechała...powiedziała mi, że wtedy jeszcze nie było za późno... za 2,5 tyg już była z innym. Cięzko mi się tym pogodzić, ale nie chce jej już przeszkadzać, też wiele przeszła i zasługuje na szczęście. Jest wspaniałą kobietą!!! Kobietą z klasą, świadomą swojej wartość. Ona nie wróci...Szkoda, że tak późno zrozumiałem jak bardzo ją kocham... Co mogę jeszcze zrobić?? Pewnie mógłbym na siłę męczyć ją, starać się, ale ona na to nie zasługuje, jeżeli jest szcześliwa to ja nie mam prawa jej tego psuć, choć to bardzo boli...

Reklama

6

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Dwie wielkie miłości, których nie potrafiłeś przy sobie zatrzymać...
Andertud Ci w punkt napisał diagnozę i zapodał radę, liźnij ciut empatii przy okazji a nuż Ci pomoże na przyszłość ale juz z trzecią...

7 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-20 22:56:06)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

trochę juz przeżyłem i wiem, że macie rację, rozum mówi mi, że to już się nie uda, wiem, że nie wróci, chyba jest szczęśliwa, tęsknie za nią bardzo, nie mogę sobie wybaczyć, darować, że mając tak wspaniałą kochającą kobietę - spierdoliłem to. Muszę znaleźć w sobie siłę, aby żyć dalej, nie mam innego wyjścia.

8

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Byłam kobieta takiego mężczyzny jak ty. Teraz jest z trzecia. Nie wiem na ile jest szczęśliwy. Uważam, ze zniszczył przepiękna miłość, do dzis go kocham i nie zapominałam, ale musiałam odejść. Jego pierwsza żona tez odeszła, rozwiodła sie z nim, nie miła wyjścia. Obie go bardzo kochałyśmy. Jest w terapii i sie leczy. Ktoś dobrze zasugerował ci terapie.

9

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..
facetpoprzejściach napisał/a:

Tu zacząły sie kłopoty, kłótnie o wszytko każdy "ciągnął" w swoją stronę.
Praca, zabiegania, oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Ona próbowała mi sygnalizować klopoty, ale ja uważałem, że wszystko jest ok - nie było.
Doszły jeszcze inne problemy - bardzo chcieliśmy mieć dzieci, niestety mimo tego, że byliśmy zdrowi nam się nie udawało. Moja żona bardzo cierpiała, bardzo to przeżywała, bardzo chciała być matką, mnie też to bolało, ale ja jak zwykle udawałem, że nic się nie dzieje, że nam się uda, nie chciałem o tym rozmawiać z nikim.
[...]
Doszło do tego, że z jednej strony bardzo chciałem z nią być, a z drugiej nie potrafiłem.
Czułem coś do niej, ale nie byłem gotowy powiedzieć jej kocham, bałem się, uważałem, że nie powienienem.
Mi wygodnie było, że była obok, że zawsze mogę na nią liczyć, że możemy się spotkać wyjść do kina itp.

Ani jeden, ani drugi opis związku nie wróży na przyszłość. Udajesz, unikasz, uciekasz. Myślę, że (uproszczając bardzo), można sprowadzić to do tego, że wolisz nic nie mówić i udawać, że wszystko jest okej, niż zająć się problemem. W jednym przypadku udawałeś, że cierpienie żony nie istniało, w drugim - udawałeś, że twoje cierpienie nie istniało. No to jak wyciąłeś obie kobiety ze swojego świata, to po co miały przy tobie zostać?

"Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

"Miłość to spotkanie dwóch świadomych, pelnych i zaspokojonych uczuciowo osób, które szukają towarzyszy w rozwoju a nie powerbanków do emocjonalnego ładowania" (Tokarz)

10

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Nawet mi się nie chciało czytać tych banałów.. No dobra.. Ogarnij się, wyciągnij nauczkę.. Znajdź laskę. Przy dzisiejszym tempie życia jeszcze z kilka razy się zdążysz rozwieść jak będziesz głupi. Jak będziesz mądry docenisz związki partnerskie. Aha, zwróć uwagę na pisownie "depiutancie"

11 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-21 06:51:56)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Wyciąłem kobiety ze swojego świata, raczej ich tam nie wpuszczałem... Tak właśnie było, zrresztą nawet usłyszałem, że ona nie potrafi i nie potrafiła do mnie dotrzeć. Myśłę, że gdzieś tam w końcu poczuła ulgę, mówi, że w końcu jest w normalnym związku. Dla mnie temat jest zamknięty nie chce już mieć nadzieji, nie chce już walczyć. Narazie chce się nauczyć być sam i przede wszystkim pogodzić się ze stratą, widzę ją codzinnie w pracy i jest mi bardzo ciężko. Przypomina mi się wszystko piękne co między nami było - a była tego cała masa. Jest piękna, mądra, ciepła - idaeł kobiety, naprawdę. Oddałem ją walkowerem:(

12

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

hmmm, byłam kiedyś w takim związku
doskonale rozumiem Twoją ex
ale chodzi Ci o radę więc napiszę to co pierwsze przychodzi mi na myśl :  wyciągnij wnioski !
traktuj kobietę tak jakbyś sam chciał być traktowany...po prostu....nie krzywdź sad


i daj jej spokój - niech buduje swoje szczęście - bez Ciebie,
nie dzwoń, nie męcz, zniknij
chociaż w ten sposób daj jej poczucie szczęścia, niech nie wątpi w nowy związek

nie wiem czy pomoże Ci terapia - to ciężkie przeżycie, trzeba być silnym żeby zmierzyć się ze swoimi demonami...

Niebezpiecznie jest wiedzieć niewiele. Wiedzieć wiele też.

Albert Einstein

13 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-21 09:00:53)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Nidgy się nie kłóciliśmy, zawsze mówiłem/pokazywałem jej jak jest piękną i wspaniałą kobietą to jednak dla niej nie było wiarygodne, to były tylko słowa. Nie chciałem jej krzywdzić, ale to, że nie byłem z nią na 100% dla niej taką krzywdą było. Czekała cierpliwie, napisala mi nawet kiedyś, już wiele miesięcy temu swoje odczucia, przemyślenia, napisała żebyśmy rozmawiali, że ona czuje, że się zamykam, że nie czuje sie moim przyjacielem, że ma w sobie siłę jeżeli odejdę, ale zapytała czy jednak wyobrażam sobie, że jej nie ma??? Ona naprawdę próbowała... Ogarnąłem się dopiero jak odeszła. Użalałem się nad sobą zamiast być przy niej:(( Myślę, że zastanawiała się długo, ten koleś dużo wcześniej się zadeklarował, ale ona jednak miała nadzieję, że nam się ułoży. Zbywała go. W końcu odpuściła sobie mnie i poszło błyskawicznie.  Czy coś do niego czuje, może tak może nie. Myśle, że to kwestia otwarcia się na nowe i calkiem możliwe, że po nas w jej głowie nic już nie zostało. Gdzieś tam w głębi serca miałem nadzieję, że pocieszycie, napiszecie - będzie dobrze, będziecie razem - Ona Cię kocha:) Wiem, że tak nie będzie.

14 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2017-06-21 09:40:08)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Trochę mi tu zgrzyta. Niby Cie kochała a jak inny szybko się zdeklarował co do wspólnej przyszłości to się zgodziła mimo, ze wczesniej nie była nim w ogole  zainteresowana. I to wszystko w sumie w ciągu roku. Jej chyba bardziej zależało na stabilizacji niż Twojej miłości.
Wydaje mi się, ze to jednak trudno w takiej sytuacji przerzucić się tak z jednego na drugiego, tylko dlatego, ze pierwszy nie był zdecydowany a drugi był, wiec trzeba  łapać okazje, zanim się rozmysli...

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

nie wiem, nie chce już tego analizować. Jej już nie ma.

16

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Chcesz czy nie chcesz, nie wnikam, ale skoro o tym piszesz to jednak lezy  Ci to na sercu. Może gdybyś jednak trochę przeanalizował to doszedlbys do wniosku, ze nie ma czego az tak załować i byłoby Ci po prostu lzej?  Czasami nam się więcej wydaje niż tak jest w rzeczywistości, więc różnie to bywa.

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

zależało jej na mnie na pewno, długo czakała, aż powiem jej "kocham", bałem się, nie czułem się gotowy...ona po prostu straciła nadzieję, poddała się....nie widziała już szansy, że to się stanie. A jak w koncu się stało, jest już za późno

18

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Facecie po przejściach..
Rozważ jedną rzecz. Uświadamiasz sobie swoją wielką miłość do kobiet w Twoim życiu, gdy ich już nie ma.
Jak sądzisz, dlaczego?
Gdyby to była naprawdę wielka miłość czerwona lampka zapaliłaby Ci się wcześniej.
Nie doszłoby ani do rozwodu- ani do rozstania
I one by nie odeszły, gdyby czuły tą miłość.
Ta prawdziwa wielka miłość, jeszcze przed Tobą chyba.
Dobrze Ci radzą terapię- byś zlikwidował przyczyny, które nie pozwalają Ci się tak do końca odsłonić- kto nie ryzykuje- nie pije szampana.
Swoje dotychczasowe kobiety zostaw w spokoju- znalazły mężczyzn, z którymi są szczęsliwe, nie ma co rozdrapywać.
Życzę Ci powodzenia i myślenia do przodu..

19 Ostatnio edytowany przez adiaphora (2017-06-21 11:07:36)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Trudno oczekiwać od faceta, który ledwo co stracił zone, ktora bardzo kochał, ze radosnie machnie reka na przeszlosc i wyzna nam milosc.
Najwyraźniej mineliscie się z oczekiwaniami. Ty potrzebowales bardziej wsparcia i bliskości, niekoniecznie miłości, ona ułożenia sobie życia i stabilizacji, jako że była chętna i gotowa na nowe wyzwania. Ty nie, bo przeżycia były zbyt swieze., żeby wyznawać innej miłość i składać jakiekolwiek deklaracje. Dlaczego tak szybko związała się z facetem, ktory dotąd w ogóle jej nie interesował?  Idealizujesz chyba ten wasz związek. Jeszcze trochę a będziesz przekonany, ze to była miłość Twojego życia, która bezpowrotnie  zaprzepasciles. Z takim myśleniem  to daleko nie zajedziesz. No, ale może się myle smile

20 Ostatnio edytowany przez facetpoprzejściach (2017-06-21 12:10:16)

Odp: straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

troszkę żyję na tym świecie i chyba kobiety tak mają, jak już nie mają nadzieji z obecnym to biorą kogoś kto jest w zanadrzu. Paradoksalnie to rozstanie ma dla mnie jeden plus - absoutnie uwolnilem się od przeszłości, była ostatnio u mnie moja była żona po sporym czasie bez kontaktu i nie widzenia się, byłem w stanie z nią spokojnie i życzliwie!!! porozmawiać bez jakichkolwiek emocji. Znów mędze...ale szkoda, że musiało do tego dojść abym zrozumiał, że mogłem z Tą kobietą ułożyć sobie życie..

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » straciłem ją, mogłem mieć wszystko a jestem sam..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016