Witaj na pierwszym niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tu wsparcie użytkowniczek forum oraz fachowe porady naszych Ekspertów!
Nie jesteś zalogowany.
Mam 30 lat. Od 5 lat jestem mężatką. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale dziś z mężem nie łączy mnie nic. Oprócz dzieci. Mamy trójkę. I właśnie ze względu na nie zostanę z mężem do końca. Brak mi w tym związku wszystkiego. Wszystko się wypaliło. Najbardziej brakuje mi odrobiny szaleństwa, porywów serca, flirtu, namiętności i erotyzmu. A także pewnej dozy intelektualizmu. Ja skończyłam studia. Mój mąż jest tylko po technikum. Owszem, to on przynosi kasę do domu. Humanistki po polonistyce nie mają w tym kraju szans na karierę, a co dopiero pieniądze. Pracuję w szkole. Ale uwielbiam kino, książki. Niestety mieszkamy w małej miejscowości - co niesie spore ograniczenia. Więc jestem sama, choć w związku. I nie wiem dziewczyny co jest gorsze.
Wiesz co to jet normalne że po czasie "motyle w brzuchu" odlatują i do związku wchodzi rutyna, codzienność. Tylko od nas samych zależy czy ten żar, który kiedyś łączył nas z drugą osobą będzie się jeszcze tlił. Mieszkasz w małej miejscowości bez kina. Otwórz kino w domu!!!! W piątkowy wieczór kiedy dzieci będą leżeć w łóżku daj mu własnoręcznie zrobiony bilet do kina na film, na którym na przykład byliście na pierwszej randce lub taki który on bardzo chciałby zobaczyć. Zrób kukurydzę, nastrój. A może tak zamiast zwyczajnej kolacji co byś powiedziała na kolacje przy świecach?? Tak niewiele potrzeba... stół, dwa nakrycia,świeczki, muzyka coś do jedzenia. A okazja?? Choćby taka że go mam..
Piszesz że jesteś wykształcona a on nie. I co z tego. Ważne jest to co was łączy a nie dzieli. Często zdarza się że ludzie z papierami okazują się większymi durniami niż Ci z doktorem przed nazwiskiem...
Ale co mnie najbardziej zabolało to zdanie w którym twierdzisz że jesteś humanista i nie masz szans na karierę w tym kraju. Nie znam Cię nie wiem jakie są Twoje marzenia, ale czemu nie mogłabyś spróbować w mediach?? Może lokalna gazeta czy radio. A może praca w trzecim sektorze?Napisanie własnego projektu i realizacja w Twojej miejscowości....
Co Ty na to????
Offline
To co dzieje się w związku nie zależy tylko od jednej osoby- męża, ale też od Ciebie - jeżeli chcesz coś zmienić spróbuj sama coś mężowi zaproponować . Myślę, że nawet mu nie mówisz jakie masz marzenia, pragnienia, jak chciałabyś spędzić wolny czas a tak wiele można zrobić....Zabolało mnie trochę jak go oceniasz bo to świadczy o tym jak o nim myślisz, a ja mimo ukończonych studiów nie traktuję ludzi z góry jak Ty. Uważam, że mądrość życiowa nie zależy od tytułów jakie zdobyliśmy ale od tego co mamy w sercu... To, że ktoś jest bardziej wykształcony lub mniej nie znaczy, że inaczej czuje... Myślę, że za bardzo przywiązujesz wagę do takich rzeczy i traktujesz swojego partnera z góry.
Offline
Być może macie trochę racji. W każdym razie dałyście mi trochę do myślenia. Ważne jest dla mnie wykształcenie - i może mam jakąś frustrację z tego powodu ,że mąż go nie ma. I się na nim jakoś odgrywam nieświadomie. Może też mogłabym bardziej się wokół siebie rozejrzeć zamiast schować głowę w piasek i narzekać, że nic mi nie wychodzi i nie mam szans na inną pracę ...
dominiQ, nigdy nie jest za późno na zmianę myślenia. Proponuję byś na początek spojrzała oczyma męża na wasz związek - aż się zdziwisz tym co możesz zobaczyć. Wbrew pozorom męszczyźni też mają uczucia i wbrew pozorom łatwo jest ich urazić.
W moim byłym małżeństwie też przed rozwodem było bardzo kiepsko, przyjęłam, że nawet jeśli teraz tego nie widzę, to i tak mam swój udział w tym. Pomogło, okazało się tylko, że mąż nie chce nic naprawiać i jako dobry mistrz uchronił mnie przed "prostytucją małżeńską", za co jestem mu na prawdę wdzięczna. Po prostu nie dawał pieniędzy nawet na swoje utrzymanie i dodatkowo często sięgał po te, które ja zarobiłam. Decyzja trwała wiele lat, czekałam aż moja trójka dzieci dorośnie ... i wzięłam rozwód, z mężem i ze swoim sposobem widzenia go.
Najbardziej zadziwiające jest to, że już dziesięć lat mija od rozwodu i od kilku lat jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi - bez wspólnego dachu, bez seksu, ale za to mamy życzliwość wobec siebie i pomagamy sobie gdy jest taka potrzeba.
Jednak by do tego doszła musiałam najpierw zmienić siebie, by dać mu szansę zmiany.
Jest to główny powód dla którego zachęcam zweryfikowanie własnego myślenia o partnerze i związku z nim - warto.
Powodzenia i pozdrawiam cieplutko.
Offline
rozumiem i wiem co to jest samotność w związku ja przeżywam tiraz to samo mój syn jest juz prawie dorosły a my z mężem coraz bardziej się oddalamy od siebie pozdrawiam
Są takie fazy w zyciu rodziny kiedy małżeństwo jest szczególnie narażone na kryzys. Czas, kiedy dzieci dorastają, opuszczają dom, czas gdy przechodzi sięna emeryturę- to te chwilę kiedy osłabienie uczuć i poczucie nierzrozumienia i oddalenia są normalne.
Pytanie brzmi czy kryzys ten chcemy rozwiązać konstruktywnie- umocnić więź, przejść na inny poziom we wspólnym życiu; czy tez jesteśmy juz tak znudzeni, zniesmaczeni i zawiedzeni, że podejmujemy deyzję o tym, że więcej nie będziemy się już starać.
zacznijcie od odpowiedzi na to pytanie- czy ja sama w ogóle jeszcze tego chcę? z tym człowiekiem? z jego wadami i zaletami? z jego sposobem bycia, myśenia, zachowania?
Jeśli zdecydujecie, że tak to nie ma nic lepszego niz to, co poradziła AleX- wzięcie spraw w swoje ręcę w miejsce narzekań i ciągłego niezadowolenia z osoby partnera.
Pamiętajcie, że to Wy decydujecie o jakości swojego życia! życzę powodzenia!
Offline
Pamiętajmy, że jeśli chcemy zmienić zachowania partnera, to my wpierw musimy zacząć się zachowywać w porządany sposób! Jeśli wciąż narzekamy na to, iż mąż/partner jest zamknięty i nie otwiera się przed nami, trzeba nam zacząc być bardziej otwartym!
Offline
Rozmawiaj z nim , poświęć mu więcej czsu w dzień i w nocy. Nie czekaj na jego incjatywę, to Ty bądż Tą która wyjdzie z pomysłami i nie zrarzaj się jeśli nieraz będzie zmęczony bądż nie będzie to strzał w dziesiątkę. A nade wszystko dużo wspólnie poświęcajcie czasu na wspólną MODLITWĘ. Wieczorem klękajcie wszyscy do wspolnej modlitwy, poto aby póżniej cieszyć się pięknem wspólnego seksu. Z czsem będą tego efekty -pozdrawiam Ciebie i małżonka - Grzegorz.
Offline
Pewnie dla ludzi wierzących będzie to dodatkowy sposób na budowanie wspólnej więzi. Czy to doświadzcenie, które Ty Grzegorzu stosujesz w swoim życiu? napisz o tym kilka słów więcej. Zaciekawiłeś mnie...
Offline
Witam tych,którzy też czują pustke lub zagladają tu bo kiedyś tak czuli i chcą pomóc.Mam 26 lat.Jestem mężatką od 7 m-cy.Aby być z człowiekiem którego pokochałam,zostawiłam przyjaciół,rodzinę 350 km stąd.Dopóki nie przyjechaliśmy w jego rodzinne strony lepiej się rozumieliśmy,mieliśmy tylko siebie.Teraz gdy wokół są teście,ojciec któremu mąż chętnie we wszystkim pomaga,wujek,drugi wujek,cała familia zeszłam jakby na dalszy plan.Mężowi to nie przeszkadza ze nie chodzimy na spacer,ani do kina(ani razu nie byliśmy,on uwaza ze to niepotrzebny wydatek i dla niego żadna przyjemność a ja wierzyłam w jego obietnice ze mnie zabierze).Wyśmiał mnie że chce oglądać gwiazdy,ze che chodzić na spacery.Nie troszczy sie abym poczula sie tu lepiej.Poslubił mnie i zostawił w tym wszystkim.Doskonale dogaduje sie ze swoja rodzina i z nimi spedza wiecej czasu niz ze mna.Gdy nadchodzi sobota to teść dzwoni do niego i pyta co bedzie robił w sobote" bo jest robota".Nasze plany nie są wazne wiec maż spedza sobote z ojcem.Jakby nie potrzebował spedzac czasu ze mna.Mieszkamy na wsi ,ja nie mam prawa jazdy.Nie znam tu nikogo.Moje przyjaciółki i rodzina sa daleko.Ten stan mnie dobija.Tesciowa i teśc są zadowoleni z syna ze im pomaga.I ja rozumiem ze trzeba ale oni maja dopiero po 50 lat,radzą sobie doskonale, i mają drugiego syna który nie jest żonaty,od niego niczego nie oczekują.Najgorsze ze mąz czuje sie z tym dobrze i nikt nie dostrzega mojej samotności.Uwaza ze jestem przewrazliwiona.Myśle ze rodzine trzeba kochac i szanowac i pomagac ale trzeba sie troszczyc o te rodzine którą sie załozyło,dorosłość wymaga aby opuscic swe gniazdo i załozyc swoje.A mąż ucieka z naszego a ja zostaje w nim sama.Kaze mi sie dostosowac do trybu zycia tutaj.Nie rozumie mnie.To straszne ale dla niego najwazniejsze jest aby zjesc pospac popracowac.Wiem ze praca jet wazna ale trzeba zyc,miec serce dla człowieka,jak on moze bagatelizować moje problemy.Ja zostawilam dla niego wszystkich,a on nawet nie stara sie aby było mi lżej.Nie stara sie być dla mnie ani przyjacielem ani rodziną.Mowi ze zgodzilam sie przeciez tu przyjsc.Ale nie wiedzialam ze bede tu taka samotna przy swoim męzu.Jest mi tak smutno.On nie rozumie ze miec zone to troszczyc sie o nią,opiekowac,dzielic z nia smutki,pocieszyc.Odkąd jestesmy ze sobą starałam sie pokazac ze moze na mnie zawsze liczyc ale on tego nie potrzebuje.Stara sie by w razie potrzeby mógł liczyc na rodziców.Co robić?Prosze powiedzcie mi.Rozum podpowiada mi ze to nie ma sensu.Rozmowy juz były.Mąz jest uparty,nerwowy.Trudno z nim dojsc do porozumienia.Kazdego dnia dochodze do wniosku ze nie wytrzymam i odejde.Chciałabym miec tu na miejscu choc przyjaciół.Jakim trzeba byc człowiekiem aby udawac ze sie nie widzi łez żony.Bardzo tesknie za rodzina jak nigdy dotąd,mimo ze moje dzieciństwo było cieżkie,teraz wolalbym być znimi.Kazdego dnia mam wrazenie ze juz mnie tu nic nie trzyma,tylko to ze wzielam z nim ślub.Czy ktoś moze mi rzucic jakies światło na to wszystko.Co robić ?Przepraszam za błedy,ale płacze gdy to piszę.Pozdrawiam
Offline
Dobrze, że zdecydowałaś się napisać, bo to forum służy szukaniu rozwiązań problemów, takich właśnie, jak Twoje!
To co napisałaś, wystarczająco dobrze obrazuje Twoją sytuację. czujesz się podle i rozważasz ostateczność, czyli opuszczenie męża.
Myślę jednak, że warto tę sprawę dobrze przemysleć, bo jesteście bardzo młodym stażem małżeństwem i wiel spraw ma prawo jeszcze zmienić się i "dotrzeć". Mnie osobiście wygląda trochę na to, że mąż nie umie sie odnaleść w nowej roli, że nie do końca zmodyfikował swoja hierarchię wartościw porównaniu z przeszłością i że być może wolniej "dorasta" do pewnych prawd niż Ty...
Chcę prze to powiedzieć, że byc może jego zachowanie nie wynika z jego złej woli i nie należy snuć czarnych scenariuszy na całe życie, tylko należy go "poprowadzić za rękę" i pomóc mu zamknąć za sobą poprzedni etap życia i otworzyć ten, w ktoym jest on najpierw Twoim mężem, a potem synem swoich rodziców.
Bądź wyrozmiała, dla niektórych ludzi to trudny i długotrwały proces.
Postaraj się być z nim, dzielić wraz z mężem chwile, które on spędza z rodziną, spróbuj znaleść w tym coś dla siebie- pogadaj z teściową, kiedy on naprawia z ojcem auto. Ustalcie potem wspólnie czas, kiedy będziecie jeździć i odwiedzać Twoich bliskich. jesteście małeństwem, dlatego warto spróbować pewne rzeczy robić razem.
Napraw rzeczy, które Ci przeszkadzają- jeśli pracujesz- zrób sobie kurs prawa jazdy, będziesz miała poczucie , że w każdej chwili możesz odwiedzić kogoś bliskiego. Szukaj dla siebie chwil radości w codzienności. A to napewno wpłynie na poprawę atmosfery Waszego związku. Życzę powodzenia i trzymam kciuki!
Offline
misstib, mam nadzieję, że przelanie Twoich boleści w poście, podziałało oczyszczająco. Czasem nachodzą nas takie chwile, kiedy nic nie wydaje się "takie, jakie powinno". To całkiem naturalne mieć takie stany. Wtedy dobrze jest się wyżalić, tak jak Ty to zrobiłaś!
Jesteś rozgoryczona, rozczarowana i myślę, że również znudzona życiem na wsi, do kórego nie przywykłaś. Czujesz się tym bardziej bezbronna i podatna na zranienie, kiedy rodzice i przyjaciele są w oddaleniu. Czy utrzymujesz kontakt telefoniczny z mamą/tatą/rodzeństwem/przyjaciółmi? Być może kontakt internetowy może okazać sie dobrym rozwiązaniem? Zaplanuj wizytę w domu rodzinnym!
Rozumiem, że jest Ci trudno zaadoptować się do nowego otoczenia i trybu życia na wsi. Dla Twojego męża spędzanie wspólnego czasu z rodzicami i krewnymi jest naturalne i wynika z wychowania. Nie rani Cię umyślnie. Jestem pewna, że pragnie byś odnalazła się wsród nowej rodziny i zaakceptowała jego rodzinę, jak swoją. Tak, to już jest, że poślubiając drugą osobę, poślubiamy również jego/jej rodzinę.
Jesteś niesprawiedliwa obarczając całą winą za swoją samotność męża. Jestem pewna, iż on martwi się o Ciebie i choć nie potrafi poradzić sobie z Twoją wrażliwością i smutkiem, to z pewnością zależy mu na tym abyś była szczęśliwa w Waszym domu. Jest to dla niego również trudne widzieć swoją nowopoślubioną żonę unieszczęśliwioną, wciąż smucącą się i niezadowoloną.
Spróbuj odnaleść w sobie miłość do mężą, w którym się zakochałaś i którego poślubiłaś. Staraj się dostrzegać w członkach jego rodziny życzliwych Ci ludzi, a nie wrogów, którzy "odciągają" od Ciebie męża. Szukaj okazji do rozmów, nawiązywania kontaktów i być może nowych przyjaźni! Skup się również na aktywnościach, które Tobie sprawiają radość (hobby, zainteresowania, sport).
Czeka Ciebie wiele pięknych spraw w życiu. Znajdź siłę w sobie, by przetrwać te ciężkie chwile teraz, by cieszyć się tym co dobre i piękne!
Pamiętaj, że jesteśmy tylko ludzmi i wolno nam być czasem słabym. Płacz oczyszcza i pomaga uwolność się od negatywnego ładunku, który w nas zalegał!
Pamiętaj również, że to od Ciebie zależy, kiedy smutek zamienisz w radość i spojrzysz na otaczający Cię świat inaczej!
Łatwo jest się poddać i odejść, ale w ten sposób nigdy nie zdobędziesz szczęścią, którego pragniesz!
Offline
Dziękuję za odpowiedzi na mój post.
Moze faktycznie musi upłynąć troche czasu az mój mąz dojrzeje do tego ze najpierw jest żona a potem rodzice.Moze tez niesprawiedliwie obwiniam go za swoją samotność...
Nie potrafię jednak zrozumieć zachowania mojego męża.Zaczał patrzeć na mnie przez pryzmat swoich rodziców.Czy to jest mozliwe?Ich zdanie liczy sie dla niego bardziej niz moje.Uwaza ze do kobiety nalezy sprzątanie i gotowanie.Kaze mi w sobote rano wstawac i" brac sie za robote".Wciaż ma do mnie pretense ze nic nie robie -choc to nie jest prawda.Tez pracuje.A w sobote chcialabym abyśmy razem sprzatali mieszkanie.On jednak woli zająć sie czyms na podwórku.Czesto ojcec dzwni do męża i pyta co mąż robi w sobote i z racji tego ze my raczej nie mamy nigdy planów na tyle powazych bo mój mąż nie lubi ani kina ani spacerów to zawsze chetnie pomaga ojcu.Potem ojcec stawia piwo synowi a mnie nawet nie pyta czy mam ochote,bo teściowa nie lubi wiec ja tez raczej nie powinnam.Z reszta dzis mąż powiedział mi ze kobiecie nie przystoi pić piwo,ale na studiach zabierał mnie tylko do baru i nigdzie indziej.Zawsze wiedział ze czasem pije piwo i wie ze pije go w małych ilościach.Nagle stwierdził ze nie powinnam.Czżby z tego powodu bo jego matka nie pije?
Inna sprawa to ta ze gdy byliśmy na studiach to powiedział ze zroie sobeie prawo jazdy po ślubie.Ale gdy teśc sie dowiedział o tym stwierdził ze prawko przeciez mi nie potrzebne bo je nie pracuje tylko mąż(wtedy nie miałam pracy).Maż potem powiedział mi ze faktycznie prawo jazdy nie jest mi przeciez potrzebne.Wiec go nie zrobiłam.Próbował mnie uczyć jezdzić ale tak sie na mnie wydzierał ze w nerwach powiedziałm do niego wulgarne słowo a on w odwecie ścisnął mnie za kark.Uderzyłam go w twarz i wysiadłam z samochodu.Ten incydent zdarzył sie zaraz po ślubie.Niedługo potem obiecał mi ze obwiezie mnie po okolicach i przypominałam mu o tym wiec w koncu pojechalismy i był z tego powodu zdenerwowany.Zajechalismy w drodze powrotnej do supermarketu i tam robił mi pretensje ze rozgladam sie po półkach zamiast trzymac sie listy(nie znałam tego supermarketu i nie wiedział gdzie co leży) potem zapytał czy chce pomarańcze o których wspominłam odpowiedziałm ze nie i on wtey chwycił mnie za tzw.fraki.Zrobił t omimo ze ludzie gdzieś tam obok przechodzili.Byał w szoku po raz drugi i od tamtej pory troche sie obawiam.Nie wiem co o tym myśleć.To było kilka miesiecy temu.Od tamtej pory nie uderzył mnie tylko popchnął w odwece za to ze uderzyłam go w twarz gdy powiedział do mnie spier... Czesto przeklina gdy sie kłucimy.Ja juz tez troche zaczełam choć nigdy tego nie robiałm.źle na mnie wpływa ta sytuacja i te kłutnie.A kłucimy sie od początku małżeństwa.Kiedys pojechalam cos załatwić do miasta a on oczywiście pomagać ojcu i umówiliśmy sie ze o 13 spotkamy sie w miecie i pojedziemy jeszcze coś załatwić,ale on zmienił zdanie na godzine 14,bo on chiał dłuzej pomagac ojcu i nie słuchał mnie gdy mówiłam mu ze juz nie mam nic do załatwienia i czekam na niego.Powiedział mi ze ja chce rządzić w zwiazku i na pewno tak nie bedzie.Tymczasem ja nie wyobrazam sobie zeby on lub ja rzadził w związku.Oboje musimy wspólnie podejmowac decyzje.Ja chce takiego małżenstwa-na równi.Potem gdy przyjechał na 14 to sie pokłuciliśmy i zapytałam kto nagadał ci takich bzdur ze ja chce rzadzic?Zapytałam co za idioci tak ci powiedzieli(pomyslal ze mam na mysli jego rodziców).On w tym momencie kazał mi wysiąść z samochodu i pojechal do domu.Ja zostałam sama w miescie telefon mi sie rozładowywał ,byłam przerażona.Zadzwoniłam do niego i powedziałm ze telefon mi sie rozładowuje i ze jesli po mnie nie przyjedzie to nie wracam do domu.Przyjechał.To było okropne.
Natomiast jego ojcec jest człowiekim dość władczym,nerwowym jak mąż.Są do siebie podobni i zewnetrze jak i z charakteru.Matka meza zajmowła sie domem,pracowala,wychowywała dwojke dzieci bo teść jest keirowca wiec bywał w domu co dwa dni.Ojeciec gdy przyjezdzał zaraz jechał na wieś do gospodarstwa swego brata i czesto zabierał synów(w tym mojego meza)w ten sposob dzieci spedziały wakacje ze pracowały.Maż lubi prace.To plus.Ale przez to ze oboje z tesciem lubia pracowac nie spedzamy z mezem weekendów razem.A najgorsze ze mezowi to nie przeszkadza.Jesli ma czas to oglada telewizje i ja jesli chce to moge mu towarzyszyNie mamy znajomych wiec sie ie spotykamy.Gdybym ja pochodziła z tych stron to pewnie byłoby mi łatwiej.
Gdy jedziemy do moich rodzicow i mam chec sie spotkać oprócz rodziców tez z pozostała rodzina i z koleżnkami(wiadomo ze nie ze wszystkimi)to mąż robi mi wyrzuty ze zamast posiedziac z rodzicami to do kolezanek chodze a nie warto bo i tak kazdy załozy swoje rodziny i zapomni.Dla mnie przyjaciele są bardzo wazni bo pomogli mi w wielu sytuacjach.Kocham rodziców choc moje dzieciństwo nie było piękne,bardzo sie kłucili ,ojciec wyrzucął mame i nas z domu...bywały imprezy i bijatyki.Mama zawsze na swój sposób starała sie nas chronić.Ale nigdy na dobre nie umiała odejść od taty.Ja miałam jej to za złe.
Boje sie ze moje zycie zmierza w podobnym kierunku jak mojej matki.Nie chce zakładac rodziny w takim związku jak mój teraz.Powiedział mi dziś ze jesli uderze go w twarz to mi odda.A ja ze jesli bedzie tak sie do mnie odnosił to powtórze to co dzis zrobiłam i jesli mnie uderzy to koniec z nami.
Prosze powiedzcie czy ja jestem dziwna ze w tym układzie czuje sie samotna i w dodatku zrozpaczona?Co robic?Jesli ja robie zle powidzcie prosze niech mi ktoś powie co robić?Boje sie zmarnowac zycie zarowno pochopną decyzja o odejsciu jak i głupią o pozostaniu.Pozdrawiam
Offline
Po pierwsze- spokojnie. Ani gwałtowne emocje, ani pochopne decyzje nie pomagają konstruktywnie radzić sobie z kłopotami. Bywaja takie związki( i z Twojego opisu wnioskuję, że Wasz tak właśnie wygląda) oparte nawielkich wzlotach i wielkich upadkach.
W równym stopniu jak twój mąż nie ma prawa poniżać Cię, obrażać etc Ty nie masz prawa uderzać go w twarz!
Wygląda na to, że oboje macie duży tzw. próg pobudzenia, że łatwo w waszym zwiążku o silne emocje, o ekspresje agresji, o brak kontroli- i słownej i w zachowaniu. Musisz zdać sobie sprawę, że to problem, który dotyczy Was obojga.
Jeśli pytasz o wyjście- to nasuwają mi się dwie opcje- albo skorzystacie z pomocy specjalistów, udając się na terapię rodzinną( w razie potzreby podam wszystkie szczegóły i namiary) albo usiądziecie do poważnej rozmowy, która uwzględni kwesti, takie jak:
- powiesz dokładnie o tym, co czujesz, że boisz się, żę ejsteś zaskoczona postepowaniem męża i uważnie wysłuchasz tego, co on ma do powiedzenia
- nie będziesz robiła pretensji, podnosiła głosu, używała siły- wierzę, że w gruncie rzeczy kochasz go i pragniesz szczęśliwego życia
-zaproponujesz kilka wyjść z Waszej trudnej sytuacji, które przenegocjujecie i zedcydujecie się na kompromisowe wyjścia, takie, które będą najbardziej satysfakcjonowały obie strony
- zapewnisz męża o swoich uczuciach i dobrej woli( jeśli jesteś co do tego przekonana)
Wygląda na to, że obje jesteście bardzo porywczymi osobami, nie zmienicie swoich temperamentów, postarajcie się natomiast o tak szczerą rozmowę na jaką Was stać- to podstawa każdego kompromisu!
Życzę powodzenia!
Offline
W I T A J !!!!
Przeczytałem i się przeraziłem,jak chwilowy kryzyz może zniszczyć fspaniałe małżeństwo. Tak było ze mną, niestety, nie znalazł się nikt kto by powiedził : OPAMIĘTAJ SIĘ i dziś płacę za to najwyższą cenę. Był to największy błąd mego życia i mimo ,iż upłyneło 30 lat nie potrafię go sobie wybaczyć. Nam zabrakło rozmów i wspólnej modlitwy. Praktykuj wspólną modltwę ,a wierz mi cały kryzys z czsem minie. Powodzenia- Grzesiek.
Offline
misstib , uważam, że poza rozmową z mężem powinnaś wyjechać na jakiś czas do swoich rodziców. Jeśli masz w nich oparcie odetchnęłabys trochę i przemyślała sobie wszystko. Spotkałabyś się z przyjaciółmi, poszła gdzieś do kina. Nie masz prawa jazdy, ale przecież sa pociągi, autobusy. Powiedz mężowi, ze jest Ci źle i czujesz się nieszczęśliwa. Doskonale Cię rozumiem, bo choć mam bliskich w moim mieście, to przez mojego partnera zerwałam kontakt ze wszystkimi przyjaciółkam. Mój partner wraca do domu wieczorem i mimo że twierdzi, że pracuje po to aby zarobić, to ja wiem że on lubi swoją pracę, a na pewno woli od domowych obowiązków. Dlatego wszystko spada na mnie a on nie umie tego uszanować . Kiedyś często bywałam w kinie, na koncertach, spotykałam sie z przyjaciółmi. Teraz żyję tylko pracą i domem - i w chwilach buntu, postanawiam, że się nie dam. Nie zmarkotnieję i nie będę nieszczęśliwa. W takich chwilach mobilizuję się aby maksymalnie o siebie zadbać, kąpię się , smaruję pachnącymi balsamami, układam sobie ładnie włosy, robię delikatny makijaż, ubieram coś seksownego - i już to daje mi o wiele lepsze samopoczucie.
Uważam, że powinnaś mieć przyjaciół i dbać o siebie- byłoby Ci łatwiej - teraz jest powszechny dostęp do internetu, może powinnaś odnowić znajomość korespondencyjną z przyjaciółmi z czasów studenckich? Gdybyś znalazła coś, co by pochłonęło Twoją uwagę, to przestałabyś myśleć o tym, ze mąż nie poświęca Ci dostatecznie dużo czasu. A z kolei on - widząc, że jest coś, co Cię tak bardzo "wciągnęło" - zacząłby się bardziej Toba interesować? Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że tak to działa, gdybys zaczęła okazywać mężowi mniej zainteresowania i zmusić się przynajmniej do udawania, że jest ci obojetne, że on się Tobą nie zajmuje, to myślę, że on powinien zacząć interesować się takim brakiem zainteresowania jego osobą. Wyglądałabyś pięknie i w momencie kiedy on by Ci oznajmiał, że jedzie pomóc rodzicom - odpowiadałabyś - jedź jedź kochanie, ja mam co robić...
Luna masz ogromnie dużo racji, a Twoje metody na poprawe dobrego samopoczucia są rzeczywiście drobnymi czynnościami, które bardzo zmieniają kobiecą codzienność, jeśli się zdecydujemy ich popróbować. warto!
Po drugie- nie ma co sie łudzić, że jeśli nasz mężczyzna oczekuje, że zmienimy nasz styl życia, tak by mu odpowiadał to będzie nas szanował. Nie ma szans! Trudno przecież szanować osobę, która wyzbywa się swoich poglądów, przekonań, pasjii, która staje się podporządkowana, a w dodatku z dnia na dzień coraz bardziej nam znana, przewidywalna i coraz przez to mniej atrakcyjna.
Jeśli nie zostawimy przestrzeni dla siebie- to nie bedzie w nas nic takiego, co tę druga osobę mogłoloby pociągać czy intrygować...
Offline
Łatwo jest doradzać ale tak często samemu trudno wprowadzić w życie to, co wydaje się jasne i logiczne gdy czyta się wypowiedzi innych.... Misstib staram się wczuć w Twoją sytuację i doradzić tak, jakbym sama była na Twoim miejscu. Bez względu na to co odczuwa rodzina - bo musisz liczyć się z komentarzami - zapisz się na ten kurs prawa jazdy. Człowiek gdy coś osiąga od razu czuje się lepiej. Nawet jeśli przyszłoby Ci zdawać kilkakrotnie egzamin i nie znalazłabyś oparcia w mężu, w końcu zdasz. Prawo jazdy to sprawa na całe życie, na dodatek dająca ogromne poczucie swobody. Zrób to i już. Koniecznie zapanuj nad emocjami. Tą drogą niczego (przysięgam Ci) nie osiągniesz. A najważniejsze.... wstrzymaj się z planowaniem przyjścia na świat waszego potomstwa. Zwyczajnie, nie możesz unieszczęśliwić dziecka nie będąc pewna swoich relacji z mężem. Trzymam kciuki
Ostatnio edytowany przez ladyB (2008-05-18 22:44:21)
Offline
jestem mloda kobieta (23) z moim mezem poznalam sie 4 lata temu od 5 miesiecy jestesmy malzenstwem..choc ...tydzien przed slubem chcialam sie rozstac ale obiecal ze sie zmieni wiec uleglam ..moj maz juz dlugo przed slubem wykazywal nadmierna nerwowosc i slabowc w utrzymywaniu swoich nerwow na uwiezi i pomimo iz obiecywal ze sie zmieni ..tak sie nie stalo ..caly czas mnie kontroluje ,wszystko musi isc po jego mysli kiedy naprawde sie zdenerwuje potrafi mnie bardzo mocno scisnac kilka razy zlapal mnie za szyje jakby chcial udusic..wtedy sie go boje..zawsze potem przeprasza i mowi ze zaluje ale to i tak sie powtarza on nie potrafi tego kontrolowac..mowi ze to ja go prowokuje..ustanawia jakies zasady ktorych sam nie przesterzega ale kaze mnie ich przestrzegac..wszystkie klutnie i wybuchy agresji tlumacze sobie tym ze nie mamy chwili wytchnienia dla samych siebie gdyz jestesmy razem 24h 7 dni w tygodniu gdyz pracujemy razem...nie wiem jak do niego dotrzec, jak sprawic zeby zacza widziec swoje bledy i staral sie je poprawic anie tylko obiecywac i przepraszac non stop..ja chce zobaczyc postepy !!!wielu naszych znajomych mi juz mowilo ze mam sie niedac ..bo to wyglada tak jakbym ja byla jego niewolnica...caly czas wokol niego latam ,,on zawsze dostaje to czego chce a ja nawet nie moge sobie kupic jeden bluzki na jakis czas..nawet niemam pieniedzy w portwelu bo on mi zawsze zabiera i kontroluje moje wydatki..a przeciez ja te pieniadze zarabiam..jest bardzo samolubny..niedawno oboje zdalismy prawojazdy i kupilismy samochod ale to on jezdzi non stop a mi nie daje wiec zapomonam juz jak jezdzic a jak juz da mi prowadzic to caly czas na mnie krzyczy tak ze ja sie rozplacze i nie mam juz ochoty dalej prowadzic...to jemu zawsze wszystko wolno i jemu sie wszystko nalezy ..a ja mam sie zadowalac "resztkami"..nawet sex juz nie jest pociagajacy w ogole niemam choty sie z nim kochac a i on zadko sie do tego zabiera...ale to dlatego ze on mnie nie slucha..robi swoje i nie wazne czy mi sie to podoba czy nie jak mowie ze mi cos nie odpowiada to mnie ucisz i nie chce sluchac i wtedy najczesciej konczy sie to na odwruceniu tylem i dobranoc....nie szanuje mnie tez jako kobiety..traktuje jako wlasnosc..tyle razy mu mowilam ze nienawidze kiedy mnie klepie po pupie w taki okropny wladczy sposob w miejscu publicznym lub przed kolegami a pomimi tego czesto to robi i wtedy sie klucimy..naprawde nie wiem czy ten zwiazek da sie uratowac ..co moge zrobic?? pomocy ..doradzcie mi ...co mam robic ??
Rzeczywiście wygląda na to, że w Waszym związku dominują duuże emocje z którymi sobie nie radzicie. Więc kluczem niech będzie osłabienie ich do tego stopnia, by można było konsrutkywnie porozmawiać, bo napewno Ty jak i Twój mąż nie ejsteście z opisanego biegu spraw zadowoleni, a w obecnym systamie komunikacji( agresja, przemoc, kłótnie itd.) trudno będzie się Wam porozumieć.
Musisz odbyć z mężem poważną rozmowę- sama chyba rozumiesz, że nie można zgodzić się, by taki stan rzeczy trwał nadal, bo jest on nie do zniesienia dla Wasze dwójki, a co dopiero gdyby np.pojawiło się dziecko...
Na pewno masz wiele zarzutów, i zapewne twój parter też ma swoje. Musicie je sobie przedstawić, ale rozmowa musi się kierować pewnymi zasadami, odbyć się z wysłuchaniem wzajemnie do końca, bez przerywania, odchodzenia, kłotni i wyrażania agresji.
Powiedz co Ci sie nie podoba i z czym się nie zgadzasz- ale przemyśl też kilka( do wyboru) metod rozwiązania tych sporów i przedstaw je mężowi, ak by pokazać mu że istnieje droga wyjścia.
Dobrze wysłuchaj tego, co on będzie miał do powiedzenia i postarajcie się o kompromis.
Pamiętaj, że skoro mąż wyraza skruchę to być może problemem nie jest brak uczucia względem Ciebie- a jedynie nieumiejętność kontoli impulsów.
Z jednej strony- polecam wyczerpującą rozmowę, ale także poskreślasz wiele wątków, które trudno będzie wam zmienić wyłącznie we dwójkę( brak szacunku, nadmierna kontrola, agresja etc)- dlatego polecam udanie się po poradę do psychologa, być może terapię par- jesteś jeszcze tak młoda, że warto podjąć wszlkie kroki, żeby Twoje małżeństwo było tak szczęśliwe, jak na to zasługujesz!
Odezwij się, jeśli odbędziesz tę rozmowę. Z pozdrowieniami i troską!
Offline
dziekuje za porady..szczere rozmowy na temat co nam sie nie podoba przechodzilismy kilka razy i pomagaly ale n a krotko..jednak niedawno zaproponowalam wizyte u terapeuty tak jak ty rowniez zasugerowalas i zgodzil sie wiec czekam na pierwsza wizyte..mam nadzieje ze to pomoze bo to jest moja ostatnia szansa..trzymajcie kciuki bo naprawde zalezy mi na tym aby nam sie udalo
Jesteście jeszcze bardzo młodzi, a młodym ludziom o wiele łatwiej zmienić pewne schematy. Poza tym, jeśli mąż przystał na wizyte u terapeuty to prawdopodobnie istnieje w nim chęć do zmiany, a to już połowa sukcesu!
Oczywiście, że będę trzymać kciuki i koniecznie się potem odezwij!
Offline
Witam wszystkich.Bardzo dziękuję za porady i za zainteresowanie moimi problemami.Próbowałam rozmawiać z meżem.Na jakiś czas zawsze to pomaga.Czesto próbuje rozmawiać z nim o wszystkim co mnie nurtuje,podsuwam jakies rozwiązania.Mój mąż jest bardzo uparty i zacietrzewony.Również próbuje mnie uciszyc,wychodzi i nie chce rozmawiac.Na terapię niestety nie da sie namówić.Przeprowadzilismy sie na stancje do niewielkiego miasteczka.Dla mnie to możliwość złapania głebszego oddechu.Czuje sie swobodniej i mam wiecej prywatności,bo dotychczas mieszkaliśmy z babcia męża.Wiem ze to tylko na jakis czas bo mąż lubi wieś i bedzie sie staral kiedys na wsi zamieszkac.A ja znów pozostane sama jeszcze bardziej niż jestem.Nie potrafi e zrozumieć dlaczego mój mąż nie chce wyjść ze mna na spacer.Ma tysiace wymówek,najczesciej jest zmeczony.Czy on mnie nie kocha?Jak sie kogoś kocha to pragnie sie uszczęsliwiać tę osobę.A on nie dość tego potrafi mni obrazać,traktować jak głupią.To wszystko jest straszne.W pewnych chwilach bardzo załuje ze zdecydowałam sie na to małżeństwo.Podobnie jak u KATI mój mąż również obiecywał przed samym slubem ze sie zmieni,ze nie bedzie taki nerwowy,ale po ślubie porobiło sie jeszcze gorzej.Byłam głupia ze uwierzyłam w te obiecanki.W dodatku zauważyałm ze większość pretensji jakie ma do mnie wynika stad ze ja jestem inna niz jego matka.Ona wszystko zrobi,wszystko załatwi.Ojciec mało uczestniczył w wychowaniu swych synów.Potrafi być sarkastyczny i przykry dla swej żony(mojej teściowej),dużo przeklina podobnie z resztą jak moj maż.Ona też potrafi być przykra również kilka razy dla mnie-mąż nawet słowem nie odezwał sie za mną,a potem gdy mu o tym powiedziałam przyznał jej racje.Ja jestem inna niż jego matka.Potrzebuje oparcia,opieki,poczucia bezpieczeństwa.To wszystko jest dla mnie nowe,nowe miejsce brak rodziny i przyjaciół a on poślubił mnie i pozostawił sobie samej.Jego zycie nie wiele sie zmieniło,tyle tylko ze ja jestem obok i chce mnie na siłe wciągnac w tryb zycia.Mam wrazenie ze on chce mnie zmieniać pod matke.Zastanawiam sie czy on mnie kocha.Z reszta ja sama tez zastanawiam sie czy kocham,po tak wielu awanturach i przykrościach,nie wiem.Kiedy jest dobry i wyraza zrozumienie jestem bardzoszczesliwa ale to sie zdarza rzadko.Pozdrwiam gorąco.
Offline
Cieszę się, że jest choć troche lepiej. I od razu piszę to, co mi sie nasuwa. Myślę, że nie do końca jest tak, że zadaniem Twojego męża( ani Twoim, jeśli odwrócić role) jest uszczęśliwianie Ciebie. Uszczęśliwić musisz się sama, nikt za Ciebie nie może być szczęśliwy, nikt Ci tego nie zapewni, bo poza Tobą- nikt nie jest w takiej mocy. Pamiętaj o tym- i skoro On nie star się- to postaraj się o to sama. Nie martw się tym, że on Ci zabrania- rób swoje i tak. Sama przeżyłam związek, w którym zgodziłam się zrezygnować z siebie- i na koniec mój facet sam powiedział mi, żę takiej osoby nie da się szanować. Jeśli chcesz, by o Ciebie zabiegał, myślał, starał się- to musisz mieć własną przestrzeń do której on nie będzie miał wstępu. Po to, by zaistnieć choć trochę czasami dla samej siebie!
Piszesz, że mąż nie staje w Twojej obronie. On obraża Cię, poniża, dokucza etc. bo jest przekonany, że ejsteś słaba. Przyjęłaś tę rolę ofiary- i musisz ją teraz odrzucić. Wiem- naprawdę- jakie to trudne, wiem jak tęsknisz za ciepłem, przytuleniem, dobrym słowem, jego prawdziwą obecnością- ale paradoksalnie, kiedy nabierzesz siły, on zacznie Cię szanować.
Postaraj się zrobić coś dla siebie- jeśli nawet( ale tego nie biorę pod uwagę) niewiele zmieniłoby to w waszym związku, to napewno Tobie zagwarantuje w nim duzo lepsze samopoczucie! i tego życzę!
Offline