Ich dwoch... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

Temat: Ich dwoch...

To pewnie kolejny watek o nieszczesliwym zwiazku, ale znalazlem sie w tak chorej sytuacji, ze nawet nie mam z kim o tym pogadac...

Znamy sie z zona od 13 lat, od ponad 9 jestesmy malzenstwem. Gdzies tam pomalu wkradala sie domowa rutyna. Ja nie poswiecalem jej tyle czasu ile by chciala. Podobno o tym mowila, ale byly to bardziej krzyki na siebie niz powazna rozmowa o tym czego nam brakuje. Dwojka dzieci, w tym jedno nastoletnie, buntujace sie przeciwko wszystkiemu.
I stalo sie - w jej zyciu pojawil sie najpierw kolega.... a teraz juz ktos wiecej. Podobno sie zakochala... podobno dal jej spokoj, ktorego potrzebowala. Spedza z nim "wirtualnie" kazda wolna chwile. Nie robi z tego tajemnicy. Wrecz przeciwnie. Wiem duzo. Bardzo duzo. O to czy moze sie z nim umowic na kawe tez mnie zapytala. Zgodzilem sie, bo myslalem, ze i tak jej nie zatrzymam, a jezeli bede wyrozumialy to wszystko sie jakos ulozy. A jak bede bronil, to zakazany owoc bedzie lepiej smakowal. Minely 2 tygodnie, a ona coraz bardziej tonie w tamtej relacji i nic nie pomaga. Spedzilismy godziny na rozmowach.
Uslyszalem, ze jestem dobrym mezem, ze mnie kocha, ale bardzo ja zaniedbalem. Ze teraz pokochala tez jego i nie potrafi przestac. Ze chcialaby nas obu chociaz to niemozliwe. Ze nigdy nie odejdzie ode mnie. Ze mam czekac, ze moze czas to zalatwi. Nie spala z nim, ale wiem, ze by chciala i jezeli dam jej okazje to to zrobi. Ale to nie seks mnie boli. Boli mnie to, ze kocha kogos innego, ze woli spedzac z nim czas niz ze mna. Ze kiedy on pisze jej jakie to jest bez sensu, bo nigdy nie beda razem to ona go pociesza i nie daje odejsc. Ze stara sie, zeby dac mu szczescie, ktorego nie mial za wiele w zyciu.....

Stoje z boku, patrze na to wszystko, boli mnie serce i coraz bardziej trace wiare w sens naszego zwiazku. Wczoraj znowu peklem i powiedzialem, ze moze zabrac obraczke, jechac do niego, robic co tam chce. I znowu mnie uglaskala zapewnieniami o milosci, o tym ze sie to jakos ulozy, ze chce zostac przy mnie, ze nigdzie nie jedzie.... a potem poszla z nim pogadac.

Wiem, ze to wszystko jest chore... ze pewnie jestem naiwny. Ale na razie jej ufam i staram sie jakos ja z tego wyciagnac. Ale ona nie chce. Mysli ciagle o tamtym, wszelkie propozycje zrobienia czegos razem sa odrzucane, bo woli siedziec i patrzec w telefon.
Moglbym wygarnac to wszystko jemu. Podejrzewam, ze moglby nawet pokusic sie o zerwanie z nia wszelkich kontaktow. Tylko wtedy to ona mnie znienawidzi i pchne ja jeszcze bardziej w jego ramiona.

Wiec na razie zyjemy tak razem... i nikt nie jest szczesliwy. Mnie boli serce... on mieszka daleko i jest prawie tylko "wirtualny"... a ona jest rozdarta.

Chcialbym to wszystko zakonczyc.. byc z kims dla kogo bede wazny. Ale martwie sie o rodzine i trzymam nitki, ze ona ze mna zostanie. Tylko jaki sens ma zwiazek, w ktorym jego uczucia sie wazniejsze od moich. Chociaz podobno nie sa - podobno sa tak samo wazne, tylko mnie ma blisko, a on jest daleko. Nie rozumiem tego.... Nic juz nie rozumiem.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ich dwoch...

Faktycznie dość skomplikowana sytuacja. Nie bardzo rozumiem taką kobietę, ale domyślam się, że miło jest mieć ciepły domek, dzieci, męża i jakąś szaloną odskocznię od tego. Niestety, w ten sposób rani Ciebie, zupełnie jawnie, świadomie - to nie jest w porządku. Jeśli jesteś taki zły, jeśli nie chce z Tobą niczego naprawiać, zmieniać, to niech się spakuje i jedzie do tamtego. Jakimkolwiek draniem, złym, niedobrym człowiekiem byś według niej nie był, to przynajmniej nie zrobiłeś jej takiego dramatu. Zapytaj jak ona czułaby się w podobnej sytuacji, może Ty też znajdziesz sobie wirtualną przyjaciółkę, miło wtedy będzie wszystkim?

3 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-10 12:16:43)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

To pewnie kolejny watek o nieszczesliwym zwiazku, ale znalazlem sie w tak chorej sytuacji, ze nawet nie mam z kim o tym pogadac...

Znamy sie z zona od 13 lat, od ponad 9 jestesmy malzenstwem. Gdzies tam pomalu wkradala sie domowa rutyna. Ja nie poswiecalem jej tyle czasu ile by chciala. Podobno o tym mowila, ale byly to bardziej krzyki na siebie niz powazna rozmowa o tym czego nam brakuje. Dwojka dzieci, w tym jedno nastoletnie, buntujace sie przeciwko wszystkiemu.
I stalo sie - w jej zyciu pojawil sie najpierw kolega.... a teraz juz ktos wiecej. Podobno sie zakochala... podobno dal jej spokoj, ktorego potrzebowala. Spedza z nim "wirtualnie" kazda wolna chwile. Nie robi z tego tajemnicy. Wrecz przeciwnie. Wiem duzo. Bardzo duzo. O to czy moze sie z nim umowic na kawe tez mnie zapytala. Zgodzilem sie, bo myslalem, ze i tak jej nie zatrzymam, a jezeli bede wyrozumialy to wszystko sie jakos ulozy. A jak bede bronil, to zakazany owoc bedzie lepiej smakowal. Minely 2 tygodnie, a ona coraz bardziej tonie w tamtej relacji i nic nie pomaga. Spedzilismy godziny na rozmowach.
Uslyszalem, ze jestem dobrym mezem, ze mnie kocha, ale bardzo ja zaniedbalem. Ze teraz pokochala tez jego i nie potrafi przestac. Ze chcialaby nas obu chociaz to niemozliwe. Ze nigdy nie odejdzie ode mnie. Ze mam czekac, ze moze czas to zalatwi. Nie spala z nim, ale wiem, ze by chciala i jezeli dam jej okazje to to zrobi. Ale to nie seks mnie boli. Boli mnie to, ze kocha kogos innego, ze woli spedzac z nim czas niz ze mna. Ze kiedy on pisze jej jakie to jest bez sensu, bo nigdy nie beda razem to ona go pociesza i nie daje odejsc. Ze stara sie, zeby dac mu szczescie, ktorego nie mial za wiele w zyciu.....

Stoje z boku, patrze na to wszystko, boli mnie serce i coraz bardziej trace wiare w sens naszego zwiazku. Wczoraj znowu peklem i powiedzialem, ze moze zabrac obraczke, jechac do niego, robic co tam chce. I znowu mnie uglaskala zapewnieniami o milosci, o tym ze sie to jakos ulozy, ze chce zostac przy mnie, ze nigdzie nie jedzie.... a potem poszla z nim pogadac.

Wiem, ze to wszystko jest chore... ze pewnie jestem naiwny. Ale na razie jej ufam i staram sie jakos ja z tego wyciagnac. Ale ona nie chce. Mysli ciagle o tamtym, wszelkie propozycje zrobienia czegos razem sa odrzucane, bo woli siedziec i patrzec w telefon.
Moglbym wygarnac to wszystko jemu. Podejrzewam, ze moglby nawet pokusic sie o zerwanie z nia wszelkich kontaktow. Tylko wtedy to ona mnie znienawidzi i pchne ja jeszcze bardziej w jego ramiona.

Wiec na razie zyjemy tak razem... i nikt nie jest szczesliwy. Mnie boli serce... on mieszka daleko i jest prawie tylko "wirtualny"... a ona jest rozdarta.

Chcialbym to wszystko zakonczyc.. byc z kims dla kogo bede wazny. Ale martwie sie o rodzine i trzymam nitki, ze ona ze mna zostanie. Tylko jaki sens ma zwiazek, w ktorym jego uczucia sie wazniejsze od moich. Chociaz podobno nie sa - podobno sa tak samo wazne, tylko mnie ma blisko, a on jest daleko. Nie rozumiem tego.... Nic juz nie rozumiem.

Bardzo ci współczuję, bo strasznie to, co pisżesz jest przygnębiające, frustrujące, zasmucające.
Zachowanie twojej żony nie potrafię nazwać inaczej niż okrucieństwo.
Zastanawiam się, czy to z jej strony akt zemsty na tobie za to, że w małżeństwie nie otrzymuje tyle adoracji, ile by chciała, albo że ona sama stała się osobą, którą być nie chciała. Ale to nieważne, co jest przyczyną jej zachowania, bo najważniejszy jest końcowy efekt, który ona uzyskuje czyli to, że z premedytacją rani i upokarza ciebie.

Myślę, że powinieneś postawić wyraźne granice, bo będziesz otrzymywał to, na co się będziesz godził.
Jeśli ranią ciebie słowa i zachowanie twojej żony, to jej to powiedz i dobitnie daj jej do zrozumienia, że nie pozwolisz, aby ona igrała sobie na twoich uczuciach, poniżała ciebie jawnymi kontaktami z innym mężczyzną. Wg mnie powinieneś w spokojny sposób podczas rozmowy zażądać od niej określenia się, czy chce uzdrawiać wasz zwiążek, czy wychodzi z niego.
Jeśli tego nie zrobisz, to nie dość, że ona straci szacunek do ciebie, bo teraz pokazujesz się jako osoba, z którą wszystko można zrobić, to przede wszystkim stracisz szacunek do samego siebie za to, że pozwoliłeś na pomiatanie swoimi uczuciami i upokarzanie siebie.

Reklama

4

Odp: Ich dwoch...

Autorze zostawiajac obecny stan rzeczy takim jaki jest  pograzasz sie tylko bardziej. Zona mowi ze kocha....ale co konkretnie? Ciepla stabilizacje domowa i finansowa u Twego boku? Fakt ze pewnie rodzina nie wie o Waszym "trojkaciku " a tymczasem on istnieje i kwitnie? Bo gdyby musiala podjac decyzje ze np Ciebie zostawia to posypalyby sie na jej glowe ciosy ze co ona wyprawia, gdzie dobro dzieci itp. No i  nie ma wcale gwarancji ze nowe zycie z nowa miloscia byloby uslane rozami a tu juz sprawdzony partner...tylko juz uczuc do niego brak.
Jakiekolwiek kryzysy by nie zaistanily w Waszym malzenstwie to ona nie ma prawa tak sie zachowywac. A Ty godzac sie na to tracisz resztki szacunku rowniez w jej oczach. Mezczyzn bez jaj sie nie kocha. Ich sie conajwyzej wykorzystuje do konca.
Skoro sie zakochala i nie umie zyc bez tamtego to prosze bardzo. Niech pakuje bety i przeprowadza sie do niego. Ustalacie opieke nad dziecmi, sprawy finansowe i adieu. A jesli interesuje ja rodzina i Ty to koniec kontaktu z panem i teraz to ona ma sie postarac by bylo dobrze. Bo brak adoracji w domu nie oznacza ze mozna sobie to odbijac z kims innym. Ty teraz tez cierpisz i co? Masz prawo isc sie zapomniec z kolezanka? Jak jest zle w zwiazku to trzeba nad tym pracowac i naprawic albo odejsc.Wprowadzanie do niego osob 3 jest  i bedzie swinstwem.

5

Odp: Ich dwoch...

Od czasow mlodosci wierzylem w nieskonczona milosc... myslalem, ze taka znalazlem - myslalem, ze nigdy nie pomysle o rozwodzie, ze bede walczyl cokolwiek sie nie stanie.
W ciagu dwoch tygodni to wszystko runelo w gruzach.

Praktycznie codziennie wracam do domu zdolowany... w kolko rozmawiamy o tym, ze mnie to rani. I slysze, ze to moja wina, bo o nia nie dbalem... Ze siedziala w domu, zajmowala sie dziecmi. Ja pracuje, ale tez nie jakos przesadnie. Codziennie bylem w domu, nie chodzilem z kolegami po barach. Wydawalo mi sie, ze wszystko jest dobrze, ze podzielilismy obowiazki. Ze cieszy sie, ze ma dom, o ktorym zawsze marzyla, a ktorego nie miala w dziecinstwie.

Najgorsze jest to, ze pewnie za pol roku jej to przejdzie. Ze to tylko taka odskocznia. Ale ja moge tego pol roku nie wytrzymac.

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond (2017-01-10 13:05:04)

Odp: Ich dwoch...

Zachowanie twojej żony jest OBRZYDLIWE.

edit

sneakie napisał/a:

Najgorsze jest to, ze pewnie za pol roku jej to przejdzie. Ze to tylko taka odskocznia. Ale ja moge tego pol roku nie wytrzymac.

Pół roku, powiadasz?

Znam takich, co w identycznym układziku trwali ... latami.

7

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Od czasow mlodosci wierzylem w nieskonczona milosc... myslalem, ze taka znalazlem - myslalem, ze nigdy nie pomysle o rozwodzie, ze bede walczyl cokolwiek sie nie stanie.
W ciagu dwoch tygodni to wszystko runelo w gruzach.

Praktycznie codziennie wracam do domu zdolowany... w kolko rozmawiamy o tym, ze mnie to rani. I slysze, ze to moja wina, bo o nia nie dbalem... Ze siedziala w domu, zajmowala sie dziecmi. Ja pracuje, ale tez nie jakos przesadnie. Codziennie bylem w domu, nie chodzilem z kolegami po barach. Wydawalo mi sie, ze wszystko jest dobrze, ze podzielilismy obowiazki. Ze cieszy sie, ze ma dom, o ktorym zawsze marzyla, a ktorego nie miala w dziecinstwie.

Najgorsze jest to, ze pewnie za pol roku jej to przejdzie. Ze to tylko taka odskocznia. Ale ja moge tego pol roku nie wytrzymac.

Taaaa... jasne.... nie dbales, zaniedbywales I znalazla sobie pocieszyciela.
Nie daj wpedzic sie w poczucie winy - to nie jest TWOJA wina. Klasyczne zagrania zdradzacza - wpedzic wspolmalzonka/partnera w poczucie winy.
Zgadzam sie z poprzednimi wypowiedziami, ze nie mozesz sobie pozwolic na takie traktowanie.
Albo zona chce probowac naprawic wasze malzenstwo I konczy z pocieszycielem, albo pakuje manatki I buduje nowa, swietlana przyszlosc z nowa miloscia. Jak rozumiem on o nia dba (to sarkazm). Nie ma innej opcji - albo rybka albo akwarium.

8

Odp: Ich dwoch...

Dzieki. Daliscie mi pewnosc i motywacje, zeby na chlodno nazwac to co sie dzieje, okreslic granice i porozmawiac o tym, ze musimy podjac powazne decyzje.

9 Ostatnio edytowany przez Zorija (2017-01-10 15:24:34)

Odp: Ich dwoch...

Sneakie, ale o czym chcesz rozmawiać? Ok, może popełniałeś błędy. Zawsze jest czas na rozmowę, wyjaśnienie co komu nie pasuje i poprawę. Gdy to się nie uda można zwyczajnie odejść - w normalny, w miarę "kontrolowany" sposób, który najmniej rani obie strony.
Tymczasem twoja żona zwyczajnie cię zdradza (nawet jeśli nie było seksu), a tego już nie da się usprawiedliwić niczym, nawet "zbyt małą adoracją" tongue.

Spakuj ją i wystaw walizki za drzwi. To jedyne co możesz zrobić, a co da ci na przyszłość poczucie, że nie jesteś mięczakiem, frajerem i przede wszystkim - nikim ważnym dla swojej żony.

Chcesz jej dać szansę? Ok. Ale z pozycji osoby, która kategorycznie nie zgodziła się na ten układ i go rozwiązała. Jeśli żona będzie chciała wrócić, to będzie musiała naprawdę się postarać, a nie tylko nagadać ci pięknych kłamstw (jak to ona cię kocha... i jego też... co ma zrobić bidulka?).
A może ty w międzyczasie dojdziesz do wniosku, że już tego nie chcesz? Wiesz, czasem taki szok powoduje, że łapiemy się starego układu rękami i nogami, świat nam się wali, wszystko wymyka się z rąk. Ale jak już ochłoniemy to okazuje się, że lepiej być nie mogło, że sobie poradzisz, że nie potrzebujesz kogoś takiego, kto cię tak traktuje, że masz szansę na coś nowego, piękniejszego, lepszego i prawdziwego.
Daj sobie taką szansę - pakuj ją i ładnie pożegnaj.

10 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-10 15:23:25)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Od czasow mlodosci wierzylem w nieskonczona milosc... myslalem, ze taka znalazlem - myslalem, ze nigdy nie pomysle o rozwodzie, ze bede walczyl cokolwiek sie nie stanie.

Ale związek to DWIE osoby.
Jak sobie wyobrażasz "walkę" o związek w pojedynkę?
Albo twoja żona chce spróbować dalej z tobą tworzyć małżeństwo, relację, miłość. Albo wybiera tamtego faceta a tobie zwraca wolność i możliwość znalezienia kogoś, kto będzie ciebie szanował, dbał o ciebie i troszczył się o twoje uczucia i potrzeby.

Nadszedł czas żebyś zawalczył o siebie. O związek zawalczysz (albo trafniej będzie powiedzieć, że nad związkiem popracujesz), jeśli będziesz miał z kim.

11 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond (2017-01-10 15:23:13)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Dzieki. Daliscie mi pewnosc i motywacje, zeby na chlodno nazwac to co sie dzieje, okreslic granice i porozmawiac o tym, ze musimy podjac powazne decyzje.

Niby lepiej późno niż wcale, ale będzie ciężko. Twoje granice tolerancji, szacunku żony do ciebie i siebie samego zostały już baaaardzo daleko przesunięte i to dawno temu. Tak kończą tzw. "wyrozumiali".

Niemniej powodzenia i NIE DAJ SIĘ WYRZUTOM SUMIENIA.

To nie ty powinieneś się wstydzić. Pamiętaj o tym.

12 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-01-10 15:37:07)

Odp: Ich dwoch...
I_see_beyond napisał/a:
sneakie napisał/a:

Dzieki. Daliscie mi pewnosc i motywacje, zeby na chlodno nazwac to co sie dzieje, okreslic granice i porozmawiac o tym, ze musimy podjac powazne decyzje.

Niby lepiej późno niż wcale, ale będzie ciężko. Twoje granice tolerancji, szacunku żony do ciebie i siebie samego zostały już baaaardzo daleko przesunięte i to dawno temu. Tak kończą tzw. "wyrozumiali".

Niemniej powodzenia i NIE DAJ SIĘ WYRZUTOM SUMIENIA.

To nie ty powinieneś się wstydzić. Pamiętaj o tym.

Dokladnie. A wlasciwie Autor powinien sie wstydzic ale tego ze pozwalal tak dlugo na taka sytuacje. Ja jakos jesten pewna ze gdyby kategorycznie spakowal malzonke i poinformowal rodzine ze sie rozwodza bo nie spelnil jej oczekiwan i znalazla godne zastepswto to predziutko wycofalaby sie z calej tej milosci.

13

Odp: Ich dwoch...

W jakiejś formie przerabiałem podobną sytuację.

Ja swojej dałem wybór i 48h. No i nie wybrała w wyznaczonym czasie. Wiec jej podziękowałem, niech sobie z nim będzie. Różnica: nie było dzieci.

14

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Od czasow mlodosci wierzylem w nieskonczona milosc... myslalem, ze taka znalazlem - myslalem, ze nigdy nie pomysle o rozwodzie, ze bede walczyl cokolwiek sie nie stanie.
W ciagu dwoch tygodni to wszystko runelo w gruzach.

Praktycznie codziennie wracam do domu zdolowany... w kolko rozmawiamy o tym, ze mnie to rani. I slysze, ze to moja wina, bo o nia nie dbalem... Ze siedziala w domu, zajmowala sie dziecmi. Ja pracuje, ale tez nie jakos przesadnie. Codziennie bylem w domu, nie chodzilem z kolegami po barach. Wydawalo mi sie, ze wszystko jest dobrze, ze podzielilismy obowiazki. Ze cieszy sie, ze ma dom, o ktorym zawsze marzyla, a ktorego nie miala w dziecinstwie.

Najgorsze jest to, ze pewnie za pol roku jej to przejdzie. Ze to tylko taka odskocznia. Ale ja moge tego pol roku nie wytrzymac.

No dobrze, ale nawet jak to jest Twoja wina to co? To masz teraz na to patrzeć? Dlaczego jak jesteś takim złym człowiekiem, mężem, ojcem, to nadal z Tobą jest? Bo ma Cię za naiwnego faceta. Przykre to, ale tak właśnie jest.

Nigdy nie wiesz czy jej przejdzie, czy wykończy Cię psychicznie i zabierze wszystko co kochasz, do końca i bezwzględnie, a jakiś obcy chłoptaś będzie Ci dzieci wychowywał. Otrząśnij się.

15

Odp: Ich dwoch...

Mnie się wydaję ,że żona pisaniem z tym facetem chciała zwrócić Twoją uwagę. Chciała by się coś miedzy wami zmieniło. Spytała Cię nawet czy może się z nim umówić a ty?pozwoliłeś na to jakby kompletnie była Ci obojętna. Ona nie umawiała się na boku i perfidnie cię nie oszukiwała tylko chciała byś był zazdrosny , byś pokazał ,że Ci na niej zależy a ty pozwalasz na to  by spotykała się z innym.
Ja Ci radzę walczyć o to małżeństwo. Macie dzieci, sam stwierdziłeś ,że wkradła się ta rutyna. Dlaczego ty nie umówisz się z nią na randkę?

16 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-10 18:00:23)

Odp: Ich dwoch...
anicorek87 napisał/a:

Mnie się wydaję ,że żona pisaniem z tym facetem chciała zwrócić Twoją uwagę. Chciała by się coś miedzy wami zmieniło. Spytała Cię nawet czy może się z nim umówić a ty?pozwoliłeś na to jakby kompletnie była Ci obojętna. Ona nie umawiała się na boku i perfidnie cię nie oszukiwała tylko chciała byś był zazdrosny , byś pokazał ,że Ci na niej zależy a ty pozwalasz na to  by spotykała się z innym.
Ja Ci radzę walczyć o to małżeństwo. Macie dzieci, sam stwierdziłeś ,że wkradła się ta rutyna. Dlaczego ty nie umówisz się z nią na randkę?

Naprawdę wierzysz w to, co piszesz?
Coś na wzór "na złość mamie odmrożę sobie uszy" ?
To oznacza, że żona autora ma 12 lat, bo zachowanie, które opisujesz jest charakterystyczne dla okresu wczesnej adolescencji, a nie dla dojrzałej kobiety, która sama ma w domu nastoletnie dziecko.

17

Odp: Ich dwoch...
summerka88 napisał/a:
anicorek87 napisał/a:

Mnie się wydaję ,że żona pisaniem z tym facetem chciała zwrócić Twoją uwagę. Chciała by się coś miedzy wami zmieniło. Spytała Cię nawet czy może się z nim umówić a ty?pozwoliłeś na to jakby kompletnie była Ci obojętna. Ona nie umawiała się na boku i perfidnie cię nie oszukiwała tylko chciała byś był zazdrosny , byś pokazał ,że Ci na niej zależy a ty pozwalasz na to  by spotykała się z innym.
Ja Ci radzę walczyć o to małżeństwo. Macie dzieci, sam stwierdziłeś ,że wkradła się ta rutyna. Dlaczego ty nie umówisz się z nią na randkę?

Naprawdę wierzysz w to, co piszesz?
Coś na wzór "na złość mamie odmrożę sobie uszy" ?
To oznacza, że żona autora ma 12 lat, bo zachowanie, które opisujesz jest charakterystyczne dla okresu wczesnej adolescencji, a nie dla dojrzałej kobiety, która sama ma w domu nastoletnie dziecko.

Popieram. Jesli to miala ma celu to jest niedojrzala okrutna egoistka. Rani meza i wlasne dzieci. Tylko ze ja i tak w ten scenariusz nie wierze. Bo Autor sie slania z bolu i rozpaczy a ona co nadal uwaza ze za malo dostal za swoje? I kiedy niby uzna ze juz dosc zwracania na siebie uwagi? Jak sie przespi z nowym adoratorem? Dla mnie to perfidna manipulantka ktora wlasne ciagoty do zdrady obraca w niewinna reakcje na obojetnosc meza i ktora nie ma na tyle wstydu by chociaz poniesc konsekwencje swoich zachowan tylko  obarcza wina meza. A on teraz powinien lezec u jej stop i blagac by zechciala laskawie ograniczyc sie tylko do pisania z kochasiem a nie przyprawiac mu z nim rogow.

18 Ostatnio edytowany przez anicorek87 (2017-01-10 20:06:27)

Odp: Ich dwoch...

Tak  mnie  się  wydaje, że  to  desperacka  ,beznadziejna  próba  zwrócenia  uwagi  na  siebie. Inaczej  żona  nie  pytałaby  się  o zgodę   na  randki  tylko  zrobiłaby  to  bez  pytania. Wiem  ,że  to nie dojrzałe i głupie  ale  tak  myślę  ,że  jest.

19 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2017-01-10 20:22:36)

Odp: Ich dwoch...
anicorek87 napisał/a:

Tak  mnie  się  wydaje, że  to  desperacka  ,beznadziejna  próba  zwrócenia  uwagi  na  siebie. Inaczej  żona  nie  pytałaby  się  o zgodę   na  randki  tylko  zrobiłaby  to  bez  pytania. Wiem  ,że  to nie dojrzałe i głupie  ale  tak  myślę  ,że  jest.

A ja sadze ze jest po prostu na tyle wyrachowana ze widzac jak mocno wbila meza w poczucie winy za brak zabiegania o nia nie probuje sie nawet kryc z tym romasem pod pretekstem zasluzonej kary.
Edit: potajemne schadzki to zawsze ryzyko i stres ze ktos zauwazy doniesie mezowi itp, bedzie afera, rozwod z orzekaniem o winie. A tak na pelnym legalu romansuje sobie w najlepsze a maz pokornie to znosi w imie swych przewinien. Jelen idealny.

Odp: Ich dwoch...

Może czytałem nieuważnie, ale nie zauważyłem słowa o Twoich uczuciach do niej. Cierpisz przez nią - na pewno. Jest ci źle - jest. Ale co czujesz do swojej żony? Przeczytałem i nie wiem. Może ona też tego nie wie.

Kochanie!!! Tu jest wąż, co mam robić??? - Nie bierz od niego jabłka.

21

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Dzieki. Daliscie mi pewnosc i motywacje, zeby na chlodno nazwac to co sie dzieje, okreslic granice i porozmawiac o tym, ze musimy podjac powazne decyzje.

Proponuję zostawać terapię szokową - walizki przed drzwiami...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." Oscar Wilde gg: 12848803
Chris Cornell ur. 20 lipca 1964  zm. 17 maja 2017

22

Odp: Ich dwoch...
samiec alfaNAbeta napisał/a:

Może czytałem nieuważnie, ale nie zauważyłem słowa o Twoich uczuciach do niej. Cierpisz przez nią - na pewno. Jest ci źle - jest. Ale co czujesz do swojej żony? Przeczytałem i nie wiem. Może ona też tego nie wie.

Wie, wie doskonale. Kocham ja do szalenstwa. Nigdy nikogo nie kochalem tak bardzo. O zadnej wczesniej nie pomyslalem, ze moglbym z nia byc do konca zycia. Gdyby tak nie bylo, to sprawa juz dawno by byla zalatwiona.

Tak  mnie  się  wydaje, że  to  desperacka, beznadziejna  próba  zwrócenia  uwagi  na  siebie.

Nie. To raczej szukanie odskoczni od codziennego zycia.
Ja siedzac w pracy nie jestem w stanie poswiecac jej czasu, nie az tyle. On to robil z domu, z pracy, gdziekolwiek nie byl. To atrakcyjna perspektywa.
Ale ja moglem poswiecac jej wiecej czasu wieczorami. Mniej sie klocic o pierdoly, chociaz oboje nie mamy latwych charakterow. Trudno znalezc jeden powod. To raczej mnostwo malych powodzikow. Ale to nie byly rzeczy, ktorych nie mozna zmienic. Mozna zmienic dosyc latwo i ja chce je zmieniac. Ona tylko sie obawia, ze zmiany potrwaja miesiac a potem znowu wroci stare.

Ta znajomosc to nie byla zadna tajemnica. Ja tez go znam. Widzialem ze zaczeli wiecej rozmawiac. Rozmawialismy o tym - powiedziala, ze widzi jak to idzie nie tam gdzie powinno i ze to nie ma przyszlosci, ze musza postawic granice. Tylko dlatego zgodzilem sie na spotkanie, bo miala mu to powiedziec. I tak - teraz czuje sie oszukany, ale tego nie zmienie.

23

Odp: Ich dwoch...

sneakie,

miłość ma wiele oblicz. Dla mnie miłość to m. in,. dobrowolne robienie drugiej osobie dobrze. Bycie razem (nawet nie fizycznie, na odległość też jest ok) we wzajemnym komforcie i poczuciu bezpieczeństwa, obdarzanie się tymi nawzajem. W opisie zachowania twojej żony tego niestety nie widzę.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Żeby kochać kogoś, trzeba wpierw kochać siebie. Tkwienie w niekomfortowej sytuacji to nie miłość, to uwieszenie się.

Wobec poczucia straty mamy tendencję do idealizowania traconej osoby. No niestety, mózg tak działa. Możliwe, że to oszustwo twojego mózgu powoduje, że teraz kochasz ją do szaleństwa.

To jest oczywiście moja perspektywa i moje rozumienie. Miłość oblicz ma wiele.

24

Odp: Ich dwoch...

Nie jestem psychologiem i nie chce tutaj teraz robic jakichs analiz. Ale miala trudne dziecinstwo. Rozbita rodzina, praktycznie brak ojca w jej zyciu, matka tez nie potrafila zapewnic jej milosci. Gdy sie pobralismy byla szczesliwa, bo dostala nowego ojca i matke, ktorzy pokochali ja jak corke. Ona rozmawia z nimi czesciej niz ja. Wiem, ze tego tez nie chce stracic. Zatem ma wiele powodow, zeby zostac ze mna. W tej chwili, moja osoba jest niestety na koncu tej listy.

Jeszcze nie napisalem, ze nie mieszkamy w Polsce. Mysle, ze brakuje jej jakiejs bardzo bliskiej przyjaciolki, ktora zawsze by wysluchala i pomogla. I nagle kiedy ktos zaczal jej poswiecac wiecej czasu niz ja, to chwycila sie tego.

25 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-11 13:08:57)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Nie jestem psychologiem i nie chce tutaj teraz robic jakichs analiz. Ale miala trudne dziecinstwo. Rozbita rodzina, praktycznie brak ojca w jej zyciu, matka tez nie potrafila zapewnic jej milosci. Gdy sie pobralismy byla szczesliwa, bo dostala nowego ojca i matke, ktorzy pokochali ja jak corke. Ona rozmawia z nimi czesciej niz ja. Wiem, ze tego tez nie chce stracic. Zatem ma wiele powodow, zeby zostac ze mna. W tej chwili, moja osoba jest niestety na koncu tej listy.

Jeszcze nie napisalem, ze nie mieszkamy w Polsce. Mysle, ze brakuje jej jakiejs bardzo bliskiej przyjaciolki, ktora zawsze by wysluchala i pomogla. I nagle kiedy ktos zaczal jej poswiecac wiecej czasu niz ja, to chwycila sie tego.

Sneakie, może twoja żona miała trudne dzieciństwo, może twojej żonie brakuje przyjaciółki, ale zastanów się, czy ty jesteś jej tatusiem, żeby musieć zaspakajać jej deficyty z dzieciństwa oraz obecne braki. Jak to jest, że ty się przejmujesz jej uczuciami, zmartwieniami i brakami, a ona ciebie i twoich uczuć nie dostrzega. Domyślasz się jaka jest odpowiedź? Przykra, ale prawdziwa. Ona jest skupiona na sobie, a ty myślisz o niej, o rodzinie i dopiero na końcu o sobie.
I teraz pytanie: co się takiego wydarzyło w twojej przeszłości, że zamiast wybrać sobie na żonę partnerkę, która dbałaby nie tylko o siebie, to poślubiłeś "dziewczynkę", która przy braku wystarczającej adoracji że strony męża idzie w relację na boku? A teraz jeszcze dodatkowo pozwalasz, aby ona jawnie i bez skrupułów drwiła sobie z ciebie i twoich uczuć oraz poniżała ciebie? Kto wcześniej nie zwracał uwagi na twoje uczucia? Kto miał gdzieś twoje potrzeby? Dlaczego tak łatwo przychodzi ci akceptowanie obecnego stanu rzeczy, w którym godzisz się na bycie "nikim" dla najważniejszej dla ciebie osoby?

26

Odp: Ich dwoch...
summerka88 napisał/a:

Jak to jest, że ty się przejmujesz jej uczuciami, zmartwieniami i brakami, a ona ciebie i twoich uczuć nie dostrzega. Domyślasz się jaka jest odpowiedź? Przykra, ale prawdziwa. Ona jest skupiona na sobie, a ty myślisz o niej, o rodzinie i dopiero na końcu o sobie.

To tez nie do konca tak, bo byly okresy, kiedy po pracy siadalem do kompa i zawsze bylo cos do obejrzenia, sprawdzenia, zagrania. Bardziej skupiony na sobie niz na niej. Ona tez duzo siedziala przed kompem i wtedy mi sie wydawalo, ze sie rozumiemy i podobnie spedzamy wieczor. O to byly spiecia od zawsze, ale nic nie zmienilem. Dlatego przyznaje sie, ze nie jestem idealem. Ale dla mnie jest ogromna roznica, miedzy zdradzaniem jej z komputerem, a zdradzaniem z inna osoba.

Przejmuje sie nia, bo tak pojmuje milosc. Wiem, ze w tej chwili nie dostaje nic z tego z powrotem i nie ma w tym zadnego partnerstwa, ale przeszlismy tyle razem, ze nie ma szans na to, zebym od razu wywiesil biala flage. To nie bylo 13 lat piekla, ale tez duzo chwil szczescia. Moze i sa lepsze zwiazki, ale mysle, ze jest tez mnostwo duzo gorszych. Dlatego nie szukam powodow, zeby ten zwiazek zakonczyc, ale sposobow, jak go uzdrowic.

27

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Ja siedzac w pracy nie jestem w stanie poswiecac jej czasu, nie az tyle. On to robil z domu, z pracy, gdziekolwiek nie byl. To atrakcyjna perspektywa.
Ale ja moglem poswiecac jej wiecej czasu wieczorami. Mniej sie klocic o pierdoly, chociaz oboje nie mamy latwych charakterow. Trudno znalezc jeden powod. To raczej mnostwo malych powodzikow. Ale to nie byly rzeczy, ktorych nie mozna zmienic. Mozna zmienic dosyc latwo i ja chce je zmieniac. Ona tylko sie obawia, ze zmiany potrwaja miesiac a potem znowu wroci stare.

Ta znajomosc to nie byla zadna tajemnica. Ja tez go znam. Widzialem ze zaczeli wiecej rozmawiac. Rozmawialismy o tym - powiedziala, ze widzi jak to idzie nie tam gdzie powinno i ze to nie ma przyszlosci, ze musza postawic granice. Tylko dlatego zgodzilem sie na spotkanie, bo miala mu to powiedziec. I tak - teraz czuje sie oszukany, ale tego nie zmienie.

Oj, sneakie, sneakie ... Biją od ciebie takie wyrzuty sumienia, że aż to czuć tutaj, po drugiej stronie ekranu ... "Mogłem", "powinienem był" bla bla bla ...

W pracy, kolego, to się pracuje, a nie adoruje żonkę smsami, durnymi wpisami na fejsie i Bóg raczy wiedzieć jeszcze jak. Ty masz dzieci na utrzymaniu. To jest odpowiedzialne zachowanie dorosłego człowieka, nie powód do robienia sobie wyrzutów z tego powodu.

A ona co? Poświęcała ci czas wieczorami, kiedy przychodziłeś styrany z pracy? Nie inicjowała nigdy drobnych sprzeczek, taki z niej IDEAŁ był?...

Z tych mnóstwa małych powodzików to życie się składa. A nie każdy ma takie odchyły jak ta żonka, którą sobie teraz w umyśle na piedestał postawiłeś.

Jasne, ona ma słuszne obawy, że po miesiącu wróci CODZIENNOŚĆ, ależ oczywiście, że ty, jako "stary" partner od 13 lat nie zapewnisz motylków w brzuchu, tak jak każdy tego typu obecny amant.

Czytam o tej twojej wyrozumiałości, którą tu opisałeś. Liczyłeś na to, że dla swojej żony coś znaczysz i  że ona wybierze ciebie. No i się przejechałeś w swej dobroci.

Niestety, ona nie ma za grosz szacunku do ciebie w tej chwili.


Jeszcze raz powtórzę, przyjrzyj się żonie takiej, jaka jest TERAZ,  cwana manipulatorka, nie IDEAŁ. Charakterystyczne dla zdrajcy jest wpędzanie w poczucie winy osoby zdradzanej. I ja widzę, że jej się to super udaje. Wyrzuty sumienia z powodu twoich zaniedbań ciążą ci jak kamień u szyi.

A ona? Radosna, uśmiechnięta, bawi się, ma wszystko - męża, który zatańczy jak ona zechce, "kocha ją do szaleństwa", roll , czeka na skinienie paluszkiem i kochasia, który dostarcza niezapomnianych uniesień i wrażeń.

Wstań z kolan, sneakie.

28 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-11 13:53:07)

Odp: Ich dwoch...

Spróbujesz odpowiedzieć na pytania z mojego poprzedniego posta?


sneakie napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Jak to jest, że ty się przejmujesz jej uczuciami, zmartwieniami i brakami, a ona ciebie i twoich uczuć nie dostrzega. Domyślasz się jaka jest odpowiedź? Przykra, ale prawdziwa. Ona jest skupiona na sobie, a ty myślisz o niej, o rodzinie i dopiero na końcu o sobie.

To tez nie do konca tak, bo byly okresy, kiedy po pracy siadalem do kompa i zawsze bylo cos do obejrzenia, sprawdzenia, zagrania. Bardziej skupiony na sobie niz na niej. Ona tez duzo siedziala przed kompem i wtedy mi sie wydawalo, ze sie rozumiemy i podobnie spedzamy wieczor. O to byly spiecia od zawsze, ale nic nie zmienilem. Dlatego przyznaje sie, ze nie jestem idealem. Ale dla mnie jest ogromna roznica, miedzy zdradzaniem jej z komputerem, a zdradzaniem z inna osoba.

Przejmuje sie nia, bo tak pojmuje milosc. Wiem, ze w tej chwili nie dostaje nic z tego z powrotem i nie ma w tym zadnego partnerstwa, ale przeszlismy tyle razem, ze nie ma szans na to, zebym od razu wywiesil biala flage. To nie bylo 13 lat piekla, ale tez duzo chwil szczescia. Moze i sa lepsze zwiazki, ale mysle, ze jest tez mnostwo duzo gorszych. Dlatego nie szukam powodow, zeby ten zwiazek zakonczyc, ale sposobow, jak go uzdrowic.

Już ci pisałam, że sam nie naprawisz związku. Do tego trzeba dwojga. Co z tego, że ty będziesz się starał, angażował i produkował, podczas gdy twoja żona będzie w najlepsze rozwijała swój romans.

Z tego, co piszesz o waszej relacji wynika, że już od dawna między wami nie było bliskości, w sensie intymnych rozmów o tym, co przeżywacie wewnątrz aktualnie, co was zajmuje, czym się martwicie. Ale to nie jest tak, że ty doprowadziłeś do tej sytuacji, bo to wy oboje zapracowaliście na nudę i rutynę. To, co się stało później i dzieje teraz to już jednak tylko i wyłącznie inicjatywa twojej żony. Skuteczna o tyle, że się ocknąłeś i zobaczyłeś, że żyłeś z żoną obok siebie zamiast razem. Niemniej, pokazuje to, że twoja żona nie ma ochoty na poprawienie relacji między wami, ale wybiera prostsze rozwiązanie, czyli idzie w tango z innym, który daje jej emocje, których zabrakło przy tobie. Przy tobie trzyma ją jeszcze pewnie tylko to, że tamtego nie jest pewna, tzn. jego intencji, bo przecież on może udawać i oszukiwać tylko po to, żeby ją wykorzystać, a przy tobie nuda i rutyna, ale przynajmniej nie odwalisz jej jakiegoś świństwa.

Zadziwiające jest to, jak bardzo upierasz się przy związku z kobietą, która:
- zdradza, na pewno JUŻ emocjonalnie, czyli jest nielojalna
- nie dba o rodzinę, gdy w grę wchodzą emocje, których ONA potrzebuje
- pozwala sobie na bycie bezlitosną wobec ciebie nielicząc się z twoimi uczuciami
- drwi sobie z ciebie jako mężczyzny i poniża ciebie poprzez jawne kontakty z innym mężczyzną
- jest znudzoną, bierną kobietą, która nie potrafi zatroszczyć się o swój związek, ale oczekuje, że inni o nią i za nią będą dbać
- kłamie i oszukuje, bo za grosza prawdy nie ma w słowach, że kocha i ciebie, i tamtego - po prostu jesteś jej potrzebny jako koło zapasowe, gdyby z tamtym poszło coś nie tak
- jest niedojrzała emocjonalnie i bezrefleksyjna

Naprawdę z kimś takim chcesz spędzić resztę swojego życia? Chcesz na każdym kroku zastanawiać się, czy wystarczająco okazujesz jej zainteresowanie, żeby czasem nie poszła w tango z innym? Chcesz aby to tylko na tobie spoczywała odpowiedzialność za związek? Tak wyobrażasz sobie kolejnych 40 lat swojego życia?

29

Odp: Ich dwoch...

Trudno tak od razu podać Tobie receptę na to, jak to rozwiązać.
Wpadła mi do głowy inna myśl. Pozwolić odejść, albo chwilowo zamieszkać osobno. I to nie ty opuszczasz mieszkanie, dom, ale ona.
To ona jest w ramionach obcego mężczyzny i sama powinna ponieść tego konsekwencje.

Wspominałeś coś o czasie - pół roku.
Czas nie ma tutaj żadnego znaczenia, dzień, tydzień, miesiąc, rok. Mój chrzestny (kawał uja swoją drogą nie tylko wobec rodziny) tak robił z ciotką przez całe praktycznie życie.
Wracał do domu na ciepłą kolację, wyprasowane koszule itp itd....

Tak samo ma Twoja żona. Ma dom, jakieś minimum, i ma kogoś, kto na nią czeka, bo ona o tym wie. I to już wystarczy dla zbudowania relacji z innym facetem, bez żadnych obaw o przyszłość.

Moim zdaniem, nie kocha. Jeżeli nawet ktoś stwierdza że nagle pokochał dwie osoby i nie wie co ma zrobić, jest kłamcą. Daruj więc sobie.

Tak jak ktoś napisał, walizki za drzwi i dać wybór.

Jeżeli pójdzie do tego drugiego, wcale nie oznacza że zbuduje szczęście, jeżeli wróci, ty powinieneś postawić nowe warunki, wspólnego życia. Takie moje wnioski.

30

Odp: Ich dwoch...
I_see_beyond napisał/a:
sneakie napisał/a:

Ja siedzac w pracy nie jestem w stanie poswiecac jej czasu, nie az tyle. On to robil z domu, z pracy, gdziekolwiek nie byl. To atrakcyjna perspektywa.
Ale ja moglem poswiecac jej wiecej czasu wieczorami. Mniej sie klocic o pierdoly, chociaz oboje nie mamy latwych charakterow. Trudno znalezc jeden powod. To raczej mnostwo malych powodzikow. Ale to nie byly rzeczy, ktorych nie mozna zmienic. Mozna zmienic dosyc latwo i ja chce je zmieniac. Ona tylko sie obawia, ze zmiany potrwaja miesiac a potem znowu wroci stare.

Ta znajomosc to nie byla zadna tajemnica. Ja tez go znam. Widzialem ze zaczeli wiecej rozmawiac. Rozmawialismy o tym - powiedziala, ze widzi jak to idzie nie tam gdzie powinno i ze to nie ma przyszlosci, ze musza postawic granice. Tylko dlatego zgodzilem sie na spotkanie, bo miala mu to powiedziec. I tak - teraz czuje sie oszukany, ale tego nie zmienie.

Oj, sneakie, sneakie ... Biją od ciebie takie wyrzuty sumienia, że aż to czuć tutaj, po drugiej stronie ekranu ... "Mogłem", "powinienem był" bla bla bla ...

W pracy, kolego, to się pracuje, a nie adoruje żonkę smsami, durnymi wpisami na fejsie i Bóg raczy wiedzieć jeszcze jak. Ty masz dzieci na utrzymaniu. To jest odpowiedzialne zachowanie dorosłego człowieka, nie powód do robienia sobie wyrzutów z tego powodu.

A ona co? Poświęcała ci czas wieczorami, kiedy przychodziłeś styrany z pracy? Nie inicjowała nigdy drobnych sprzeczek, taki z niej IDEAŁ był?...

Z tych mnóstwa małych powodzików to życie się składa. A nie każdy ma takie odchyły jak ta żonka, którą sobie teraz w umyśle na piedestał postawiłeś.

Jasne, ona ma słuszne obawy, że po miesiącu wróci CODZIENNOŚĆ, ależ oczywiście, że ty, jako "stary" partner od 13 lat nie zapewnisz motylków w brzuchu, tak jak każdy tego typu obecny amant.

Czytam o tej twojej wyrozumiałości, którą tu opisałeś. Liczyłeś na to, że dla swojej żony coś znaczysz i  że ona wybierze ciebie. No i się przejechałeś w swej dobroci.

Niestety, ona nie ma za grosz szacunku do ciebie w tej chwili.


Jeszcze raz powtórzę, przyjrzyj się żonie takiej, jaka jest TERAZ,  cwana manipulatorka, nie IDEAŁ. Charakterystyczne dla zdrajcy jest wpędzanie w poczucie winy osoby zdradzanej. I ja widzę, że jej się to super udaje. Wyrzuty sumienia z powodu twoich zaniedbań ciążą ci jak kamień u szyi.

A ona? Radosna, uśmiechnięta, bawi się, ma wszystko - męża, który zatańczy jak ona zechce, "kocha ją do szaleństwa", roll , czeka na skinienie paluszkiem i kochasia, który dostarcza niezapomnianych uniesień i wrażeń.

Wstań z kolan, sneakie.

Popieram. To co teraz robisz Autorze jest..zalosne.  Nie wiem w jakim swiecie zyles przez te 13 lat. Wiem w jakim ja zyje od 15 i uwierz mi nie ma.tylko spijania z dziubkow. Zdarza sie ze oboje sie troche zaniedbujemy bo jest cos do obejrzenia poklikania, ze komus sie czegos nie chce ze bywa rozdrazniony niemily itp. No takie jest zycie moj drogi. Ale wazne jest to ze sie wciaz kochamy i jak jest problem to o nim rozmawiamy. Nigdy by mi nie przyszlo do łba ze jesli moj maz oglada za duzo programow motoryzacyjnych po pracy a wczesniej przez te 8 h tez mnie nie adorowal tylko smial zarabiac na dom to ja mam teraz prawo sobie to odbic z wirtualnym kochasiem a jemu to jeszcze bezczelnie rzucac w twarz jako kare. Jesli Twoja zonka oczekiwala ze beda tylko motylki kwiatki i teczowe jednorozce to nie dorosla nigdy do roli bycia zona i matka. Ty zreszta chyba tez nie dojrzales do roli meza skoro uwazasz ze milosc zobowiazuje do pozbycia sie wlasnej godnosci i szacunku do siebie samego.  Chcesz naprawiac.  Czyli co? Bedziesz sie teraz reklamowal przed malzonka jaki jestes zajebisty? Konkurowal z wirtualnym kochasiem o jej uwage? Czy moze zaczniesz pracowac nocami by za dnia dopieszczac swoja Pania? A ona byc moze da Ci szanse i spojrzy laskawszym okiem ale niekoniecznie... bo wiesz ona sie juz zakochala i nic na to nie poradzi bidulka.
Wstan z kolan jak radzi I see bo w tej pozie jestes jeszcze bardziej na straconej pozycji.Slaby mezczyzna bez jaj tymbardziej odpycha.

31

Odp: Ich dwoch...
summerka88 napisał/a:

I teraz pytanie: co się takiego wydarzyło w twojej przeszłości, że zamiast wybrać sobie na żonę partnerkę, która dbałaby nie tylko o siebie, to poślubiłeś "dziewczynkę", która przy braku wystarczającej adoracji że strony męża idzie w relację na boku? A teraz jeszcze dodatkowo pozwalasz, aby ona jawnie i bez skrupułów drwiła sobie z ciebie i twoich uczuć oraz poniżała ciebie? Kto wcześniej nie zwracał uwagi na twoje uczucia? Kto miał gdzieś twoje potrzeby? Dlaczego tak łatwo przychodzi ci akceptowanie obecnego stanu rzeczy, w którym godzisz się na bycie "nikim" dla najważniejszej dla ciebie osoby?

Niedlugo po tym jak sie poznalismy zachorowala, mogla tego nie przezyc. Nie mieszkalismy jeszcze razem, ja bylem w nowym miescie, w nowej pracy, bylem mlody. Nie rzucilem wszystkiego, zeby wtedy byc przy niej. Przez caly okres leczenia to ona jezdzila do mnie, zamiast ja do niej. Bardzo to przezyla i miala do mnie wielki zal. Wtedy pierwszy raz znalazla pocieszyciela, zupelnie wirtualnego. Ostatecznie wyladowalismy na terapii u psychologa i niby sobie to poukladalismy.
Moze to byl blad, ze wtedy tak bardzo trzymalismy sie siebie i zostalismy razem. Ale z drugiej strony oboje tego chcielismy. Oboje na swoj sposob walczylismy o ten zwiazek. Wybaczylismy sobie, ale ona nigdy nie zapomniala. Wydaje mi sie, ze teraz kiedy czuje sie zaniedbywana, powracaja te wydarzenia sprzed lat.

32

Odp: Ich dwoch...
I_see_beyond napisał/a:

Wstań z kolan

Tak. Wczoraj zaakceptowalem to, ze mozemy sie po prostu rozstac. Pogadalismy. Kolejny raz powiedzialem jak ja sie czuje, i ze jezeli jest jej ze mna zle, to powinnismy oboje ulozyc sobie zycie na nowo.
Obiecala w ciagu tygodnia zakonczyc tamta znajomosc.

33 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-11 17:27:54)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:

Niedlugo po tym jak sie poznalismy zachorowala, mogla tego nie przezyc. Nie mieszkalismy jeszcze razem, ja bylem w nowym miescie, w nowej pracy, bylem mlody. Nie rzucilem wszystkiego, zeby wtedy byc przy niej. Przez caly okres leczenia to ona jezdzila do mnie, zamiast ja do niej. Bardzo to przezyla i miala do mnie wielki zal. Wtedy pierwszy raz znalazla pocieszyciela, zupelnie wirtualnego. Ostatecznie wyladowalismy na terapii u psychologa i niby sobie to poukladalismy.
Moze to byl blad, ze wtedy tak bardzo trzymalismy sie siebie i zostalismy razem. Ale z drugiej strony oboje tego chcielismy. Oboje na swoj sposob walczylismy o ten zwiazek. Wybaczylismy sobie, ale ona nigdy nie zapomniala. Wydaje mi sie, ze teraz kiedy czuje sie zaniedbywana, powracaja te wydarzenia sprzed lat.

Nic nie przerobiliście u psychologa skoro ty masz poczucie winy, wynikające z tamtych wydarzeń i usprawiedliwiasz tamtymi wydarzeniami dzisiejsze zachowanie swojej żony.
Związku nie buduje się na poczuciu winy ani na zadawnionych żalach.



sneakie napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Wstań z kolan

Tak. Wczoraj zaakceptowalem to, ze mozemy sie po prostu rozstac. Pogadalismy. Kolejny raz powiedzialem jak ja sie czuje, i ze jezeli jest jej ze mna zle, to powinnismy oboje ulozyc sobie zycie na nowo.
Obiecala w ciagu tygodnia zakonczyc tamta znajomosc.

Dobrze, że postawiłeś sprawę jasno i jednoznacznie, ale nie zastanawia cię, po co twojej żonie cały tydzień na zamknięcie znajomości. Dałeś się wpuścić w maliny, bo gdyby twojej żonie rzeczywiście zależało na tobie i waszej relacji, to przejmowałaby się twoimi zranionymi uczuciami i nie pozwoliłaby sobie na kontynuowanie stanu rzeczy, w którym ty cierpisz. Zakończenie relacji to jest jedno krótkie cięcie. Wystarczy powiedzieć kochasiowi: wybieram męża i naszą rodzinę, nie kontaktuj się więcej ze mną. Ale twoja żona potrzebuje tygodnia. Pewnie musi przemyśleć sprawę i ułożyć tak sytuację, żeby jej było jak najwygodniej. Ona teraz siedzi i kombinuje czy zmusić kochanka do deklaracji, czy wcisnąć mu kit, że muszą kontaktować się w tajemnicy. Jedno jest pewne, twoja źona prosząc ciebie o tydzień zwłoki nadal nie myśli o tobie. Ona ciebie "nie widzi", jesteś przeźroczysty. Ty, twoje uczucia, twoje potrzeby dla niej nie są na tyle ważne, żeby zdobyć się na działanie. Przygotuj się, że romans twojej żony zejdzie teraz do "podziemia".
Strasznie to przykre. Masz to, na ca godzisz się.

34

Odp: Ich dwoch...
summerka88 napisał/a:
sneakie napisał/a:

Niedlugo po tym jak sie poznalismy zachorowala, mogla tego nie przezyc. Nie mieszkalismy jeszcze razem, ja bylem w nowym miescie, w nowej pracy, bylem mlody. Nie rzucilem wszystkiego, zeby wtedy byc przy niej. Przez caly okres leczenia to ona jezdzila do mnie, zamiast ja do niej. Bardzo to przezyla i miala do mnie wielki zal. Wtedy pierwszy raz znalazla pocieszyciela, zupelnie wirtualnego. Ostatecznie wyladowalismy na terapii u psychologa i niby sobie to poukladalismy.
Moze to byl blad, ze wtedy tak bardzo trzymalismy sie siebie i zostalismy razem. Ale z drugiej strony oboje tego chcielismy. Oboje na swoj sposob walczylismy o ten zwiazek. Wybaczylismy sobie, ale ona nigdy nie zapomniala. Wydaje mi sie, ze teraz kiedy czuje sie zaniedbywana, powracaja te wydarzenia sprzed lat.

Nic nie przerobiliście u psychologa skoro ty masz poczucie winy, wynikające z tamtych wydarzeń i usprawiedliwiasz tamtymi wydarzeniami dzisiejsze zachowanie swojej żony.
Związku nie buduje się na poczuciu winy ani na zadawnionych żalach.



sneakie napisał/a:
I_see_beyond napisał/a:

Wstań z kolan

Tak. Wczoraj zaakceptowalem to, ze mozemy sie po prostu rozstac. Pogadalismy. Kolejny raz powiedzialem jak ja sie czuje, i ze jezeli jest jej ze mna zle, to powinnismy oboje ulozyc sobie zycie na nowo.
Obiecala w ciagu tygodnia zakonczyc tamta znajomosc.

Dobrze, że postawiłeś sprawę jasno i jednoznacznie, ale nie zastanawia cię, po co twojej żonie cały tydzień na zamknięcie znajomości. Dałeś się wpuścić w maliny, bo gdyby twojej żonie rzeczywiście zależało na tobie i waszej relacji, to przejmowałaby się twoimi zranionymi uczuciami i nie pozwoliłaby sobie na kontynuowanie stanu rzeczy, w którym ty cierpisz. Zakończenie relacji to jest jedno krótkie cięcie. Wystarczy powiedzieć kochasiowi: wybieram męża i naszą rodzinę, nie kontaktuj się więcej ze mną. Ale twoja żona potrzebuje tygodnia. Pewnie musi przemyśleć sprawę i ułożyć tak sytuację, żeby jej było jak najwygodniej. Ona teraz siedzi i kombinuje czy zmusić kochanka do deklaracji, czy wcisnąć mu kit, że muszą kontaktować się w tajemnicy. Jedno jest pewne, twoja źona prosząc ciebie o tydzień zwłoki nadal nie myśli o tobie. Ona ciebie "nie widzi", jesteś przeźroczysty. Ty, twoje uczucia, twoje potrzeby dla niej nie są na tyle ważne, żeby zdobyć się na działanie. Przygotuj się, że romans twojej żony zejdzie teraz do "podziemia".
Strasznie to przykre. Masz to, na ca godzisz się.

Początkowo zamierzałem dosadniej to ująć, co napisała później Summerka, ale po tym nie mam już nic do dodania, poza tym:
Chłopie, weź się w garść!

facet po przejściach

35

Odp: Ich dwoch...
summerka88 napisał/a:

Nic nie przerobiliście u psychologa skoro ty masz poczucie winy, wynikające z tamtych wydarzeń i usprawiedliwiasz tamtymi wydarzeniami dzisiejsze zachowanie swojej żony.
Związku nie buduje się na poczuciu winy ani na zadawnionych żalach.

No tak. W idealnym swiecie pewnie nie, ale swiat nie jest idealny i my tez nie jestesmy idealni. Nic nie jest tylko czarne i biale. To bylo ponad 10 lat temu i nie bylo zadna czarna chmura, ktora ciagle nad nami wisiala.

Dobrze, że postawiłeś sprawę jasno i jednoznacznie, ale nie zastanawia cię, po co twojej żonie cały tydzień na zamknięcie znajomości. Dałeś się wpuścić w maliny, bo gdyby twojej żonie rzeczywiście zależało na tobie i waszej relacji, to przejmowałaby się twoimi zranionymi uczuciami i nie pozwoliłaby sobie na kontynuowanie stanu rzeczy, w którym ty cierpisz.
...
Ty, twoje uczucia, twoje potrzeby dla niej nie są na tyle ważne, żeby zdobyć się na działanie. Przygotuj się, że romans twojej żony zejdzie teraz do "podziemia".
Strasznie to przykre. Masz to, na ca godzisz się.

Zdaje sobie sprawe z tego wszystkiego. I jestem tez przygotowany na taka ewentualnosc o jakiej napisalas, ale to bedzie mialo bardzo krotkie nogi. Postawilem sprawe jasno i jezeli wybierze droge oszukiwania mnie, to przynajmniej bede mial swiadomosc, ze ja zrobilem wszystko co sie dalo i dalem jej dosc szans, zeby sie otrzasnela.

36 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-01-12 16:15:48)

Odp: Ich dwoch...
sneakie napisał/a:
summerka88 napisał/a:

Nic nie przerobiliście u psychologa skoro ty masz poczucie winy, wynikające z tamtych wydarzeń i usprawiedliwiasz tamtymi wydarzeniami dzisiejsze zachowanie swojej żony.
Związku nie buduje się na poczuciu winy ani na zadawnionych żalach.

No tak. W idealnym swiecie pewnie nie, ale swiat nie jest idealny i my tez nie jestesmy idealni. Nic nie jest tylko czarne i biale. To bylo ponad 10 lat temu i nie bylo zadna czarna chmura, ktora ciagle nad nami wisiala.

Tu nie chodzi o idealny świat i nieskalane uczucie.
Dwoje ludzi, którzy przepracowują swoje przewinienia wobec związku nie trzymają nad sobą wciąż czarnej chmury.
Prawidłowo to działa mniej więcej tak, że znajdują przyczynę, dla której "coś poszło nie tak", rozmawiają na ten temat, wyciągają wnioski, akceptują to, co się wydarzyło w kategoriach błędów z przeszłości, bardzo często pozwala im to na dostrzeżenie o co tak naprawdę chodzi w związku i budują swoją relację na teraźniejszości. A wygląda na to, że twój związek z żoną to od początku było siedzenie na beczce z prochem, albo samospełniające się proroctwo, gdzie ty siedziałeś i czekałeś aż ona się zemści np. przyprawiając ci rogi, a ona czekała aż trafi się ktoś zainteresowany nią, aby ci te rogi mogła przyprawić.
To teraz będzie twoja kolej?

37

Odp: Ich dwoch...

Ostatnie pare dni to byl rollercoaster emocji. Klotnia, postawienie wszystkiego na ostrzu noza. Rozmawialem tez z nim i dosyc ostro powiedzialem mu co o tym mysle.
Skonczylo sie tak, ze dlugo z nim rozmawiala i podobno wyjasnili sobie, ze trzeba to zakonczyc.

Wczorajszy wieczor po raz pierwszy byl inny. Jeszcze nie byl normalny, ale na pewno byl inny. Pierwszy krok zrobiony. Teraz czas pokaze czy wystarczy jej sily, zeby wyrzucic to co sie stalo z pamieci i zajac sie tym co ma.

38

Odp: Ich dwoch...

Trzymam kciuki!!
Dbajcie o siebie oboje, bez dysproporcji.

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016