Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Hej Dziewczyny!

Przechodze wlasnie przez jedna z najgorszych rzeczy - rozpad zwiazku i rozstanie. Ja i moj partner rozstalismy sie po 3 latach zwiazku tydzien temu i serce mi po prostu peka.. Wina byla po obu stronach i oboje podjelismy taka decyzje. Oboje sie nadal kochamy, ale problemy sa nie do przeskoczenia.

Ja natomiast w ramach stawiania siebie znowu na nogi (oj ciezko mi to idzie), chcialabym sie zapytac czy ktoras z Was przechodzila kiedys przez naprawde bolesne rozstanie, a teraz czuje sie dobrze, szczesliwie, lub co wiecej - jest teraz w szczesliwym zwiazku? A jesli nawet nie Wy osobiscie, to czy znacie takie przypadki?

Ja mam juz wrazenie, ze stracilam najwieksza milosc mojego zycia i nie ma szans, zebym kiedys znowu poznala kogos tak dobrego, fajnego, kto do mnie pasuje, ktogo bede rownie mocno kochac i kto bedzie tak bardzo kochal mnie..

Prosze piszcie, wesprzyjcie zagubiona duszyczke smile

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez interlokutorka (2017-01-09 12:56:28)

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Gwarancji oczywiście Tobie nie dam, ani nie powiem czy to była największa miłość Twojego życia czy też nie, bo to też zależy od tego, jaką masz teorię miłości itp., jednak znam przypadki takich rozstań i to zawsze jest trudne. Nawet jeśli jest to związane z pewnego rodzaju ulgą, że ktoś odszedł, bo np. zadawał nam ból. Zawsze się angażujemy, wkładamy w związek wiele energii, siły, nadziei, a więc ta pustka jest odczuwalna. Mało tego, u Ciebie można znaleźć tu kilka pozytywów - na pewno to, że rozstaliście się jak dorośli ludzie i wspólnie taką decyzję podjęliście. Żadnych dramatów, sporo logicznego, racjonalnego myślenia. Ale to i tak życie zweryfikuje czy to była dobra decyzja, w sensie, czy faktycznie tak jest lepiej, najważniejsze, że jest świadoma. Nie zamartwiaj się dzisiaj o przyszłość, postaraj się uporządkować myśli, zdystansować się, przemyśleć wszystko, wyciągnąć wnioski. A tak poza tym - z miłością swojego życia najprawdopodobniej być przeskoczyła wszelkiego rodzaju problemy. To też kwestia do przemyślenia.

Życzę powodzenia.

3

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Nie dramatyzuj smile Po 5 latach bycia z wielka miłoscią mojego zycia - tak mi sie wtedy wydawało - nastąpiło rozstanie. Przeżyłam. Potem miałam drugi kilkuletni związek, też się zakończył. Obecnie jestem mężatką - związek nr 3 - udany, szczesliwy, czuję się spełniona, mam kogo kochać i na kim polegać. Teraz moge sobie porównać i wiem, że tamte, to nie było TO. A miałam wrażenie, że nikogo juz tak nie pokocham jak tego pierwszego.

Fereczata
Reklama

4

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Olaora, ja dziekuję za te słowa... drugi rok mija, a ja myślę, że miłość życia już za mną...może warto mieć nadzieję.

5 Ostatnio edytowany przez Maylla (2017-01-09 16:36:22)

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Interlokutorka - dziekuje za slowa wsparcia.

olaora napisał/a:

Nie dramatyzuj smile Po 5 latach bycia z wielka miłoscią mojego zycia - tak mi sie wtedy wydawało - nastąpiło rozstanie. Przeżyłam. Potem miałam drugi kilkuletni związek, też się zakończył. Obecnie jestem mężatką - związek nr 3 - udany, szczesliwy, czuję się spełniona, mam kogo kochać i na kim polegać. Teraz moge sobie porównać i wiem, że tamte, to nie było TO. A miałam wrażenie, że nikogo juz tak nie pokocham jak tego pierwszego.

Dzieki Olaora, to mnie podnosi na duchu. A czy po rozpadzie poprzednich zwiazkow mialas wrazenie, ze to milosc Twojego zycia i juz nigdy nie bedziesz kogos tak kochac?

6

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Nigdy nie byłem porzuconą kobietą :-)
Kiedyś chodziłem z dziewczyną. Kochałem ją tak, że przy niej aż mi brakowało oddechu. Byłem gotów zcałowywać pył spod jej stóp. Rozstała się ze mną w ten sposób, że zaprosiła na swoje urodziny mnie i mojego "następcę". Przez rok nie chciało mi się żyć. Zawaliłem studia (a były to czasy, że albo studia albo wojsko). Długo wahałem się czy nie odebrać sobie gównianego życia.
Po tym roku poznałem dziewczynę. Wydawała się miła, więc postanowiłem zaryzykować. Trochę gadaliśmy, trochę spacerowaliśmy. Nic wielkiego. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Bardzo dużo ryzykowała, bo to była jej pierwsza miłość, więc mogła wylądować tak jak ja rok wcześniej. Ale wtedy ja się odblokowałem. Zakochałem się tak, że po kolejnym roku się z nią ożeniłem.
Za rok trzydziesta rocznica znajomości, za dwa trzydzieści lat po ślubie.

7

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Maylla,
jak przeczytałam Twój post to jakbyś mi to z ust wyjęła, ja jestem po rozstaniu 2 tygodnie, burzliwy związek, ale ciągle wracaliśmy teraz sobie płaczemy do telefonu, że on kocha ja kocham, a w związku problemy były, kłótnie...
nie wiemy co z tym zrobić, bo wydaje się wszystko nie do naprawienia... mamy obustronny żal, brak zaufania...

także rozumiem Cię doskonale...

podobno rozstanie to nie koniec świata i zdecydowana większość sobie z tym radzi i układa życie,

chociaż moja sąsiadka była z facetem, po zaręczynach i ją zostawił, teraz on ma żonę, dziecko, a ona ciągle go wspomina (3 lata?), zakłada ten pierścionek, pije wino i płacze, ale to mam nadzieję rzadkie przypadki i my damy radę

a dlaczego problemy są nie do przeskoczenia?

8

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
troll napisał/a:

Nigdy nie byłem porzuconą kobietą :-)
Kiedyś chodziłem z dziewczyną. Kochałem ją tak, że przy niej aż mi brakowało oddechu. Byłem gotów zcałowywać pył spod jej stóp. Rozstała się ze mną w ten sposób, że zaprosiła na swoje urodziny mnie i mojego "następcę". Przez rok nie chciało mi się żyć. Zawaliłem studia (a były to czasy, że albo studia albo wojsko). Długo wahałem się czy nie odebrać sobie gównianego życia.
Po tym roku poznałem dziewczynę. Wydawała się miła, więc postanowiłem zaryzykować. Trochę gadaliśmy, trochę spacerowaliśmy. Nic wielkiego. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Bardzo dużo ryzykowała, bo to była jej pierwsza miłość, więc mogła wylądować tak jak ja rok wcześniej. Ale wtedy ja się odblokowałem. Zakochałem się tak, że po kolejnym roku się z nią ożeniłem.
Za rok trzydziesta rocznica znajomości, za dwa trzydzieści lat po ślubie.

Miło sie czyta historie z happy' endem smile

9

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
Toja24 napisał/a:
troll napisał/a:

Nigdy nie byłem porzuconą kobietą :-)
Kiedyś chodziłem z dziewczyną. Kochałem ją tak, że przy niej aż mi brakowało oddechu. Byłem gotów zcałowywać pył spod jej stóp. Rozstała się ze mną w ten sposób, że zaprosiła na swoje urodziny mnie i mojego "następcę". Przez rok nie chciało mi się żyć. Zawaliłem studia (a były to czasy, że albo studia albo wojsko). Długo wahałem się czy nie odebrać sobie gównianego życia.
Po tym roku poznałem dziewczynę. Wydawała się miła, więc postanowiłem zaryzykować. Trochę gadaliśmy, trochę spacerowaliśmy. Nic wielkiego. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Bardzo dużo ryzykowała, bo to była jej pierwsza miłość, więc mogła wylądować tak jak ja rok wcześniej. Ale wtedy ja się odblokowałem. Zakochałem się tak, że po kolejnym roku się z nią ożeniłem.
Za rok trzydziesta rocznica znajomości, za dwa trzydzieści lat po ślubie.

Miło sie czyta historie z happy' endem smile

prawda smile czasem te trolle są takie pożyteczne jednak tongue

10

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Bycie w zwiazku jest jak spacer po linie. Otwieramy przed partnerem swoje serce i dusze. Obnazamy sie calkowicie. Inaczej sie nie da. Dlatego dobrze zeby sprobowac jak najwiecej sie dowiedziec o czlowieku ktorego spotykamy zanim go wpuscimy do swojego serca.
To trudne, ale warto sprobowac.

Wierzcie mi, wiem jak wielkie jest ryzyko. Wiem jak boli zdeptana, splugawiona milosc. Wiem jak to jest jak ktos traktuje cie jak odskocznie. Przezylem to sam.

Ale jak sie spotyka swoja druga polowe, to poczucie spelnienia jest warte tego ryzyka. Jestesmy z zona jak dwie polowki jednego jablka. Kochamy sie i nienawidzimy. Walczymy ze soba i kochamy sie do nieprzytomnosci. Ale zawsze wiemy ze to MY. Nie ja, nie ona. MY. Jak ona ma pod gore, to ja ja trzymam za reke. Jak ja mam pod gorke to trzymam ja za reke. Czasem mam dola i sie na nia glupio obraze, czasem ona ma zly dzien i wyzywa sie na mnie.

Mialem do niedawna taka prace, ze stres emanowal ze mnie. Wychodzil porami w skorze. Gdyby nie ona to albo bym bydlakow w robocie pozabijal albo zwariowal. Ale ona pomogla mi przetrwac.

Mamy trzy corki. Dorosle kobiety, ale nadal chetnie sie wszyscy spotykamy. Wiem ze tylko jedna kobieta mogla mi,dac tak piekny, wspanialy dar.

A ze na poczatku zaryzykowalem stawiajac wszystko na jedna karte? Warto bylo.

11

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Odchorowałam pierwsze rozstanie. Przez chyba miesiąc wracałam z pracy do wynajetego mieszkania (sama mieszkałam, bo mój luby zwiał do rodzinki patologicznej i od odpowiedzialności, ale cały czas pisał że mnie kocha, tęskni i żebym dała mu jeszcze czas, że się ułozy i bedziemy razem), jadłam obiad, siadałam na kanapie i wyłam, nie mogłam sie uspokoić. Jak mi pzreszło, to szłam na spacer i po zakupy. Nastepny dzień najpierw zakupy, potem wyłam, potem obiad. Rózne konstelacje. Jak już sie wyhisteryzowałam i chyba mi ulzyło, to zaczełam dostrzegać swiat wokół i taka mnie jakaś cholera wzięła na tego faceta, że jakby sie pojawił obok, to bym go chyba rozszarpała. Po tym ile ja poświęciłam i co zrobiłam i jakie rozwiązania podsuwałam i co byłam gotowa jeszcze zrobić - a on takie coś... Wypisałam sobie na kartce (zawsze lubiłam tabelki) pozytywne i negatywne aspekty naszego związku i jakie są prognozy na przyszłośc, co on by musiał zrobic żeby było dobrze. I doszłam do wniosku że on nic nie zrobi, że tylko obiecuje i żyje jakaś fantazją i kocha mnie strasznie, tylko na odległośc i jest jak pies ogrodnika. Pzrestałam odpisywać na smsy po 3 tygodniach. Potem zmieniłam numer, żeby nie mógł do mnie pisac. Zniknełam z komunikatorów/ NK itp. Odizolowałam się od niego. Owszem potem jeszcze nieraz go gloryfikowałam, jak mi bylo akurat źle i mi nostalgia wróciła albo z kolejnym partnerem się nie dogadywałam, to myslałam o pierwszym, że był jaki był, ale akurat w tej sprawie to by mnie zrozumiał. Ale sie do niego nie odezwałam. I jestem z siebie dumna smile

Fereczata

12

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
troll napisał/a:

. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Ale wtedy ja się odblokowałem.

Ona wziela sprawy w swoje rece czyli jak to zrobila? Wyznala Ci milosc i to wystarczylo abys sie odblokowal?

13 Ostatnio edytowany przez authority (2017-01-11 19:25:42)

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Trollu zupełnie jak u mojego ojca mieliście szczęście trafić ta takie cudowne osoby:)
Mam tylko nadzieję iż twój zawód hobby to niej jest hejt za pieniądze  hmm

"Księża będą zawsze wykorzystywać ciemnotę i przesądy ludu. Będą posługiwać się religią jak maską, pod którą kryje się obłuda i zbrodniczość ich poczynań"
Tadeusz Kościuszko
"Religia jest dla ludzi bez rozumu"
Józef Piłsudski

14

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
navelbina napisał/a:
troll napisał/a:

. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Ale wtedy ja się odblokowałem.

Ona wziela sprawy w swoje rece czyli jak to zrobila? Wyznala Ci milosc i to wystarczylo abys sie odblokowal?

Musicie dziewczyny wiedziec ze czasami nick moze byc mylacy.
Bylem zwyklym, zranionym chlopakiem ktory goraco pragnal prawdziwej milosci. I to ze moje serce rozpadlo sie na tysiac kawalkow, nie znaczy ze nie bylo zdolne kochac. Ale, mimo iz mi sie podobala i w glebi duszy pewnie ja kochalem, to nigdy bym nie wykonal pierwszego kroku.
Ja napisalem jej list. Nic wielkiego takie tam co u mnie i inne bzdety i ze fajnie byloby ja zobaczyc pogadac. Na co ona mi odpisala “Przyjezdzaj, przeciez wiesz ze Cie kocham“.
To byly troche inne czasy. To nie byly maile, sms'y, czy inne ulotne bzdury. To byl papierowy list, pachnacy nia, wiatrem z pol, troche spoconym listonoszem. Slowo pisane wymagalo zastanowienia, raz napisane nie znikalo. To bylo slowo ktore przy okazji porzadkow znalazlem w swojej ulubionej, tez papierowej, ksiazce po dwudziestu latach. O tym zakochaniu opowiadalem swoim corkom.
Jej slowa spadly na mnie jak grom z jasnego nieba. Takie wrazenie przezylem tylko dwa razy w zyciu. Pierwszy raz pod wplywem listu zony, drugi raz jak sie nawrocilem (wiekszosc zycia bylem ateista). Ta jej, jakze prosta deklaracja, splynela na mnie jako fala goraca od pustego lba, az po brudne piety.
Nastepnego dnia bylem juz w drodze na drugi koniec Polski (bo tam mieszkala), i juz po 15 godzinach podrozy pociagiem i PKSem spotkalem swoich zbaranialych tesciow (wtedy nie mieli swiadomosci ze za rok nimi beda) i moja rozanielona dziewczyne.
Jako ze czasy byly inne, to uznalem ze zanim sie doczekam na polaczenie telefoniczne, to juz tam dojade.

15

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
authority napisał/a:

Trollu zupełnie jak u mojego ojca mieliście szczęście trafić ta takie cudowne osoby:)
Mam tylko nadzieję iż twój zawód hobby to niej jest hejt za pieniądze  hmm

Nie, bron Boze. Jestem statecznym administratorem sieci komputerowych. Tu na forum siedze, bo u mnie na wsi robota sie skonczyla, a jestem w wieku gdy w PL zamiast pracy panienki z HR proponuja lopate, zeby juz kopac sobie grob.
No i wyjechalem do Niemiec, a wieczorami ze nie jestem rozrywkowy, to klikam na babskim forum :-)

16

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
troll napisał/a:
navelbina napisał/a:
troll napisał/a:

. Nie umiałem się zdeklarować nawet przed sobą. Bałem się zranienia. Ale tak jakoś wyszło, że to ona wzięła sprawy w swoje ręce. Dała mi do zrozumienia, a jak to nie poskutkowało, to powiedziała że mnie kocha. Ale wtedy ja się odblokowałem.

Ona wziela sprawy w swoje rece czyli jak to zrobila? Wyznala Ci milosc i to wystarczylo abys sie odblokowal?

Musicie dziewczyny wiedziec ze czasami nick moze byc mylacy.
Bylem zwyklym, zranionym chlopakiem ktory goraco pragnal prawdziwej milosci. I to ze moje serce rozpadlo sie na tysiac kawalkow, nie znaczy ze nie bylo zdolne kochac. Ale, mimo iz mi sie podobala i w glebi duszy pewnie ja kochalem, to nigdy bym nie wykonal pierwszego kroku.
Ja napisalem jej list. Nic wielkiego takie tam co u mnie i inne bzdety i ze fajnie byloby ja zobaczyc pogadac. Na co ona mi odpisala “Przyjezdzaj, przeciez wiesz ze Cie kocham“.
To byly troche inne czasy. To nie byly maile, sms'y, czy inne ulotne bzdury. To byl papierowy list, pachnacy nia, wiatrem z pol, troche spoconym listonoszem. Slowo pisane wymagalo zastanowienia, raz napisane nie znikalo. To bylo slowo ktore przy okazji porzadkow znalazlem w swojej ulubionej, tez papierowej, ksiazce po dwudziestu latach. O tym zakochaniu opowiadalem swoim corkom.
Jej slowa spadly na mnie jak grom z jasnego nieba. Takie wrazenie przezylem tylko dwa razy w zyciu. Pierwszy raz pod wplywem listu zony, drugi raz jak sie nawrocilem (wiekszosc zycia bylem ateista). Ta jej, jakze prosta deklaracja, splynela na mnie jako fala goraca od pustego lba, az po brudne piety.
Nastepnego dnia bylem juz w drodze na drugi koniec Polski (bo tam mieszkala), i juz po 15 godzinach podrozy pociagiem i PKSem spotkalem swoich zbaranialych tesciow (wtedy nie mieli swiadomosci ze za rok nimi beda) i moja rozanielona dziewczyne.
Jako ze czasy byly inne, to uznalem ze zanim sie doczekam na polaczenie telefoniczne, to juz tam dojade.

Piękna historia! smile
Wiem, że "każde pokolenie ma swój czas", teraz chłopcy jadą do dziewczyn nie po liście a po SMS-ie lub wiadomości na Facebooku, ale takie historie jak Twoja są po prostu magiczne smile

Co do wątku głównego: ja się spotykałam z byłym przez 7 lat i myślałam, że już mnie nic więcej nie czeka, nigdy nie pokocham, nigdy nie odnajdę się w nowym związku. Ale najpierw zapałałam szaleńczym, więc nastoletnim uczuciem do pewnego pana, a potem (niestety nic z tego nie wyszło, ale dało mi kopa i świadomość, że jednak MOGĘ) weszłam w związek z obecnym facetem. Myślę, że to nie jest - z pewnych względów - mój "mężczyzna docelowy", ale potrafię się cieszyć każdą chwilą. I mam nadzieję, że kiedyś znowu miłość rąbnie mnie tak, że nie będę mogła złapać tchu smile

Zabiję się z miłości do ciebie. Gdybym kochała siebie, zabiłabym ciebie.

17 Ostatnio edytowany przez navelbina (2017-01-12 00:09:58)

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.
troll napisał/a:

Bylem zwyklym, zranionym chlopakiem ktory goraco pragnal prawdziwej milosci. I to ze moje serce rozpadlo sie na tysiac kawalkow, nie znaczy ze nie bylo zdolne kochac. Ale, mimo iz mi sie podobala i w glebi duszy pewnie ja kochalem, to nigdy bym nie wykonal pierwszego kroku.
Ja napisalem jej list. Nic wielkiego takie tam co u mnie i inne bzdety i ze fajnie byloby ja zobaczyc pogadac. Na co ona mi odpisala “Przyjezdzaj, przeciez wiesz ze Cie kocham“.
To byly troche inne czasy. To nie byly maile, sms'y, czy inne ulotne bzdury. To byl papierowy list, pachnacy nia, wiatrem z pol, troche spoconym listonoszem. Slowo pisane wymagalo zastanowienia, raz napisane nie znikalo. To bylo slowo ktore przy okazji porzadkow znalazlem w swojej ulubionej, tez papierowej, ksiazce po dwudziestu latach. O tym zakochaniu opowiadalem swoim corkom.
Jej slowa spadly na mnie jak grom z jasnego nieba. Takie wrazenie przezylem tylko dwa razy w zyciu. Pierwszy raz pod wplywem listu zony, drugi raz jak sie nawrocilem (wiekszosc zycia bylem ateista). Ta jej, jakze prosta deklaracja, splynela na mnie jako fala goraca od pustego lba, az po brudne piety.
Nastepnego dnia bylem juz w drodze na drugi koniec Polski (bo tam mieszkala), i juz po 15 godzinach podrozy pociagiem i PKSem spotkalem swoich zbaranialych tesciow (wtedy nie mieli swiadomosci ze za rok nimi beda) i moja rozanielona dziewczyne.
Jako ze czasy byly inne, to uznalem ze zanim sie doczekam na polaczenie telefoniczne, to juz tam dojade.


Miło się czyta takie historie smile
a wydają się takie nierealne w dzisiejszych czasach

dzis gdyby dziewczyna tak jak Twoja obecna żona otworzyła się przed mężczyzną w taki sposób pewnie zostałaby uznana za desperatkę a facet uciekłby daaaaaaleko daaaaleko wink

18

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Nawet wtedy nie bylo to powszechne. Mysle ze internet, skrocenie drog komunikacji, latwosc w przekazywaniu tresci negatywnych powoduja ze ludzie zamykaja sie, ale mimo wszystko wierze ze prawdziwa milosc i niewinnosc gdzies tam przetrwala

19

Odp: Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

hej też się rozstałam, też po 3 latach i też lekko nie jest smile również zawsze postrzegałam tę osobę jako tego jedynego, a miłość tę życiową, no ale cóż stało się. Sama chcciałabym wiedzieć czy jeszcze się zakocham. Tak naprawdę dopóki znowu się nie zakochamy to nie będziemy wiedzieć, która miłość jest tą największą. Osobiście jednak obawiam się tego, że już drugi raz nie przeżyję tego co w tym wypadku. Zawsze marzyłam o takiej miłości od pierwszego wejrzenia, kiedy od razu będę czuła, że to jest to i tak było w tym przypadku. Na przyszłość mam strach, że już nie będę potrafiła tak pokochać, bo nie będę w stanie się tak otworzyć, będę się blokować przed nowymi związkami, nie będę już w stanie tyle zrobić dla drugiego człowieka...
niekiedy wydaje mi się, że sobie to wszystko poukładałam, a potem znowu przychodzi gorszy moment kiedy zwyczajnie tęsknimy. Było wiele powodów dla których sama czasami zastanawiałam się czy to ma sens, a jednak cierpię po rozstaniu, na tym chyba polega właśnie miłość że wszystkiego racjonalnie nie da się wytłumaczyć. Takich historii jest wiele, a jednak nam zawsze się wydaje, że ta nasza jest jakaś inna, wyjątkowa. Ciężko mi się z tym wszystkim pogodzić, ale nie rozpaczam, nie pogrążam się, staram się skupiać na swoich rzeczach, a mam ich na głowie mnóstwo i tak się wlecze dzień za dniem póki co.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Szczęśliwy związek po rozpadzie poprzedniego związku.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016