Pech do dziewczyn, czy własny problem? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1 Ostatnio edytowany przez mcvsky (2017-01-06 19:10:09)

Temat: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Witam Wszystkich,

ze względu na swoją obecną sytuację postanowiłem napisać tutaj, żeby uzyskać spojrzenie osób trzecich na coś co dręczy mnie od dosyć dawna, a czym chciałbym wreszcie skończyć. Tym bardziej, że po drugiej strony barykady zawsze jest jedna z "przedstawicielek ludzkości z Wenus".  Z góry przepraszam za taką tasiemcową długość. Miałem problem z zakwalifikowaniem czy ta sprawa dotyczy bardziej miłości czy przyjaźni, ale ze względu na udział czegoś więcej niż zwykła sympatia zdecydowałem się zamieścić w tym dziale. Na początek powiem o sobie, że mam 23 lata, mieszkam sam w dużym mieście w zachodniej Polsce. Studiuję i łapię się różnych prac- ot, typowy student na niestacjonarnych. wink

Pytania na które szukam odpowiedzi są na dole. Ale do rzeczy.

Zawsze wygląda to tak samo. Poznaję dziewczynę- najczęściej przez internet. Jeśli wymieniliśmy więcej niż kilka w miarę inteligentnych zdań i rozmowa się klei, zapraszam ją do przejścia na facebooka. Piszemy tak ze sobą kilka tygodni, zazwyczaj wychodzą jakieś 2 godziny w dzień w którym gadamy- w każdym razem niecodziennie. Kontakt się polepsza, dochodzi do spotkania. Bywają friendzony zaliczone po pierwszym spotkaniu, ale to nie o te spotkania mi chodzi. Wszystkie relacje, które miałem od czasu swojej pierwszej (włącznie z nią) i które znaczyły dla mnie coś więcej psuły się w ten sam sposób. "Sorry, ale jednak nie dalibyśmy rady jako para.". Dlaczego "psuły" a nie kończyły? Bo każda z tych relacji zaczynała się od koleżeństwa- bliższego niż standardowe, ale jednak. Więc kiedy słyszałem to legendarne "zostańmy przyjaciółmi" nie byłem może szczęśliwy, ale nie chciałem od tak odcinać się od bliskiej mi osoby.

Gdybyśmy wracali na poziom koleżeństwa jaki mieliśmy- ok. Nie miałbym nic przeciwko (zawiedzione nadzieje swoją drogą- nie mogę nikogo zmuszać do związku). Ale to jest nawet cień dawnej znajomości. Za każdym razem. I zawsze kończy się to długimi i nerwowymi dyskusjami próbując wytłumaczyć drugiej stronie dlaczego i co mi się nie podoba w tym jak to teraz wygląda. Dodam jeszcze dwa aspekty: za każdym razem druga strona czyli po prostu moja niedoszła luba bardzo chce utrzymać tą znajomość- a jeśli tak nie było, to trafiałem na mistrzynie w udawaniu. Drugi aspekt i ten już na prawdę jest przykry- niemal zawsze wszystko się kończyło, kiedy pojawiał się ktoś inny.

Tak było z moją pierwszą miłością- jedyną oficjalną, z którą byłem, 4 lata temu. Wszystko było pięknie do czasu, gdy dzień przed jej urodzinami przyszedłem do niej i poznałem jej nowego chłopaka. To był dla mnie szok. "Szczęśliwie dla mnie" zabawił się z nią i ją zostawił i to 2 tygodnie po tej akcji. Ja wybaczyłem, wróciliśmy do siebie- po miesiącu znowu mnie zdradziła. Zbierałem się po tym dwa lata. Byłoby krócej, gdyby mi co chwilę nie zawracała tyłka przeprosinami i bzdurami jak bardzo tęskni- nie, nie tęskniła. Piszę to z perspektywy czasu, wtedy każda taka akcja z jej strony budziła we mnie nadzieje, które ona potem niszczyła. Jak z zarzucaniem wędki z przynętą specjalnie spreparowaną dla mnie. To jest chyba moje najgorsze przekleństwo- trudno mi zrezygnować z kogoś kto dla mnie coś znaczy, nawet jeśli mnie traktuje podle.

Podobnych sytuacji, ale już nie tyle ze zdradami, co pt. "dziękuję, ale to nie to/nie szukam teraz miłości"+nowy chłopak za tydzień było kilka.

Powodem dla którego tutaj napisałem jest jednak inna relacja- zupełnie inna. Moja znajomość z dziewczyną z dalekiego kraju, studiującą w moim mieście. Przyznam z przykrością, że tak bardzo mi zależy jak wtedy, z tą pierwszą miłością. I w chwili gdy to piszę może się to skończyć bezpowrotnie. Mimo, że to była pierwsza moja znajomość z obcokrajowcem, dogadywaliśmy się dobrze. Trwało to od bodaj marca 2016, może lutego. Na ostatnim spotkaniu przed jej wyjazdem do jej kraju (do Azji wschodniej- nie będę określał dokładnie który kraj) na 3 miesiące doszło do czegoś co już zachowaniem tylko koleżeńskim nazwać się nie da. Pisaliśmy codziennie, mi bardzo zależało, jej nawet bardziej. Po jej powrocie bodaj we wrześniu spotkaliśmy się jeszcze dwa razy: początek października. Na pierwszym z tych spotkań... no cóż, to spotkanie przeświadczyło mnie że nie chcemy skończyć jako tylko koledzy. wink

Niestety zamiast zaproponować, żebyśmy byli razem, o czym od dłuższego czasu wysyłała mi sygnały poprosiła, żebyśmy zostali "friends"... ale "with benefits". Wielu by się z tego ucieszyło. Ja bardzo chciałem czegoś więcej, no ale zrobiłem dobrą minę do złej gry. Zgodziłem się. Kolejne spotkanie. Wciąż bardzo ciepłe, ale krótkie. Obiecała, że wkrótce się spotkamy znowu. Potem zaczęła milczeć. Nie pisała pierwsza, rozmowy krótkie, o wiele krótsze niż do tej pory. Umówiliśmy się na termin, ale w dniu spotkania usłyszałem, że jednak nie może. I to nie była grzeczna odmowa. Przeprosiła za to, ale powiedziała, że chce "przerwy" (coś mocno to związkiem zapachniało). Stwierdziła wtedy to co te wszystkie panie przedtem- nie wyszłoby nam jako parze, a ona doszła do wniosku, że teraz chce bliższej relacji, a nasze "benefits" w tym przeszkadzają.

Jako że już moja wypowiedź jest długa streszczę: oczywiście chciała przyjaźni (jak każda dotąd), mnie na tej przyjaźni zależało. Oczywiście, źle to wygląda, kiedy po wygaśnięciu "korzyści" ja zacząłem mieć pretensje. Ale tu nie umarły tylko one- umarł cały kontakt z jej strony. Żeby z nią pogadać musiałem się mocno wysilić, rzadko miała choćby 20% z czasu jaki miała dla mnie nawet wtedy kiedy nie mieliśmy jakoś intensywnych relacji. Obiecała mi że się poprawi i na przestrzeni 3 tygodni nic to nie dało. Tak było do świąt, czyli miesiąc po tym jak mi powiedziała, że szuka czegoś innego. Wchodzę na facebooka- widzę zdjęcie jej obejmującą pewnego "Pana" poznanego mniej więcej w okresie w którym ona "zaczęła szukać innego". U niego w domu. Nie muszę dodawać jakie to była dla mnie kolacja wigilijna. Kilka dni później pierwsze "starcie" z nią. Po raz pierwszy naprawdę się pokłóciliśmy. Powiedziałem, że zachowuje się jak pasożyt, bo chce mieć przyjaciela na którym może polegać (ZAWSZE mogła na mnie liczyć), podczas gdy ona nie może dotrzymać głupiego słowa.

Byłem naprawdę wkurzony. Nic nie udało się ustalić z nią. W Sylwestra nawet nie miałem z nią kontaktu. Nie wiem gdzie była. I nie chcę wiedzieć. Znalazłem towarzystwo, więc wolę wspominać tą datę jako miłe spędzenie czasu z innymi ludźmi. Kłótnie z nia wybuchły na nowo przedwczoraj. Do wczoraj włącznie miałem wybór, który ona mi dała: przejść nad tym co zrobiła do porządku dziennego i być przyjaciółmi lub zakończyć tą znajomość. Zaznaczyła jednak, że jeśli ja będę jeszcze czegoś chciał, to zobaczy co da się zrobić. Tylko że wszystko, czego ja od niej oczekiwałem to była ta przyjaźń. Nie mogła zrozumieć tego, że jej złamane obietnice, jej nowy chłopak, tak daleko posunięta degradacja naszej znajomości (do poziomu dalekich kolegów) i jednak pewne uczucia wyższe z mojej strony to nie jest coś nad czym mogę przejść do porządku dziennego i zgodzić się, żeby zostało, tak jak jest teraz, mimo że nie chcę tego kończyć. Chcę to zmienić. Ale nie wiem już jak. Więcej będę wiedział zależnie czy coś odpisze po wczorajszej kłótni czy nie. I mówię otwarcie. Jestem wyczerpany psychicznie całą powyższą sytuacją. Ona też. Ale ja nie mogę zarzucić sobie cokolwiek złego, nigdy jej celowo nie zraniłem. Z obu stron padły przykre słowa, ale ja naprawdę nie jestem aniołem, żeby być traktowany jak śmieć i potem nie używać gorzkich słów. Tak, to jest chyba moje przekleństwo. Nieumiejętność rezygnacji nawet przy podłym zachowaniu drugiej strony, jeśli tylko mnie zależy.


   A więc jako podsumowanie: Chciałem się Was spytać, czy wiecie co może być tego przyczyną, że osoby bliskie potrafią mnie potem bez skrupułów pokiereszować a potem jeszcze chcieć żebym się przyjaźnił z nimi? Czy to, że ten schemat, w którym ja dotąd zawsze przegrywałem z kimś "nowym" to jest moja wina, czy pech do dziewczyn, które są skłonne tak postępować? Ponadto widzę, kiedy jestem źle traktowany. A powiedzenie PAS jest dla mnie jakimś koszmarem. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli przebrnęliście przez ten tekst, dziękuję, jeśli tylko zechcecie spróbować odpowiedzieć na pytania- również.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?
mcvsky napisał/a:

Witam Wszystkich,

ze względu na swoją obecną sytuację postanowiłem napisać tutaj, żeby uzyskać spojrzenie osób trzecich na coś co dręczy mnie od dosyć dawna, a czym chciałbym wreszcie skończyć. Tym bardziej, że po drugiej strony barykady zawsze jest jedna z "przedstawicielek ludzkości z Wenus".  Z góry przepraszam za taką tasiemcową długość. Miałem problem z zakwalifikowaniem czy ta sprawa dotyczy bardziej miłości czy przyjaźni, ale ze względu na udział czegoś więcej niż zwykła sympatia zdecydowałem się zamieścić w tym dziale. Na początek powiem o sobie, że mam 23 lata, mieszkam sam w dużym mieście w zachodniej Polsce. Studiuję i łapię się różnych prac- ot, typowy student na niestacjonarnych. wink

Pytania na które szukam odpowiedzi są na dole. Ale do rzeczy.

Zawsze wygląda to tak samo. Poznaję dziewczynę- najczęściej przez internet. Jeśli wymieniliśmy więcej niż kilka w miarę inteligentnych zdań i rozmowa się klei, zapraszam ją do przejścia na facebooka. Piszemy tak ze sobą kilka tygodni, zazwyczaj wychodzą jakieś 2 godziny w dzień w którym gadamy- w każdym razem niecodziennie. Kontakt się polepsza, dochodzi do spotkania. Bywają friendzony zaliczone po pierwszym spotkaniu, ale to nie o te spotkania mi chodzi. Wszystkie relacje, które miałem od czasu swojej pierwszej (włącznie z nią) i które znaczyły dla mnie coś więcej psuły się w ten sam sposób. "Sorry, ale jednak nie dalibyśmy rady jako para.". Dlaczego "psuły" a nie kończyły? Bo każda z tych relacji zaczynała się od koleżeństwa- bliższego niż standardowe, ale jednak. Więc kiedy słyszałem to legendarne "zostańmy przyjaciółmi" nie byłem może szczęśliwy, ale nie chciałem od tak odcinać się od bliskiej mi osoby.

Gdybyśmy wracali na poziom koleżeństwa jaki mieliśmy- ok. Nie miałbym nic przeciwko (zawiedzione nadzieje swoją drogą- nie mogę nikogo zmuszać do związku). Ale to jest nawet cień dawnej znajomości. Za każdym razem. I zawsze kończy się to długimi i nerwowymi dyskusjami próbując wytłumaczyć drugiej stronie dlaczego i co mi się nie podoba w tym jak to teraz wygląda. Dodam jeszcze dwa aspekty: za każdym razem druga strona czyli po prostu moja niedoszła luba bardzo chce utrzymać tą znajomość- a jeśli tak nie było, to trafiałem na mistrzynie w udawaniu. Drugi aspekt i ten już na prawdę jest przykry- niemal zawsze wszystko się kończyło, kiedy pojawiał się ktoś inny.

Tak było z moją pierwszą miłością- jedyną oficjalną, z którą byłem, 4 lata temu. Wszystko było pięknie do czasu, gdy dzień przed jej urodzinami przyszedłem do niej i poznałem jej nowego chłopaka. To był dla mnie szok. "Szczęśliwie dla mnie" zabawił się z nią i ją zostawił i to 2 tygodnie po tej akcji. Ja wybaczyłem, wróciliśmy do siebie- po miesiącu znowu mnie zdradziła. Zbierałem się po tym dwa lata. Byłoby krócej, gdyby mi co chwilę nie zawracała tyłka przeprosinami i bzdurami jak bardzo tęskni- nie, nie tęskniła. Piszę to z perspektywy czasu, wtedy każda taka akcja z jej strony budziła we mnie nadzieje, które ona potem niszczyła. Jak z zarzucaniem wędki z przynętą specjalnie spreparowaną dla mnie. To jest chyba moje najgorsze przekleństwo- trudno mi zrezygnować z kogoś kto dla mnie coś znaczy, nawet jeśli mnie traktuje podle.

Podobnych sytuacji, ale już nie tyle ze zdradami, co pt. "dziękuję, ale to nie to/nie szukam teraz miłości"+nowy chłopak za tydzień było kilka.

Powodem dla którego tutaj napisałem jest jednak inna relacja- zupełnie inna. Moja znajomość z dziewczyną z dalekiego kraju, studiującą w moim mieście. Przyznam z przykrością, że tak bardzo mi zależy jak wtedy, z tą pierwszą miłością. I w chwili gdy to piszę może się to skończyć bezpowrotnie. Mimo, że to była pierwsza moja znajomość z obcokrajowcem, dogadywaliśmy się dobrze. Trwało to od bodaj marca 2016, może lutego. Na ostatnim spotkaniu przed jej wyjazdem do jej kraju (do Azji wschodniej- nie będę określał dokładnie który kraj) na 3 miesiące doszło do czegoś co już zachowaniem tylko koleżeńskim nazwać się nie da. Pisaliśmy codziennie, mi bardzo zależało, jej nawet bardziej. Po jej powrocie bodaj we wrześniu spotkaliśmy się jeszcze dwa razy: początek października. Na pierwszym z tych spotkań... no cóż, to spotkanie przeświadczyło mnie że nie chcemy skończyć jako tylko koledzy. wink

Niestety zamiast zaproponować, żebyśmy byli razem, o czym od dłuższego czasu wysyłała mi sygnały poprosiła, żebyśmy zostali "friends"... ale "with benefits". Wielu by się z tego ucieszyło. Ja bardzo chciałem czegoś więcej, no ale zrobiłem dobrą minę do złej gry. Zgodziłem się. Kolejne spotkanie. Wciąż bardzo ciepłe, ale krótkie. Obiecała, że wkrótce się spotkamy znowu. Potem zaczęła milczeć. Nie pisała pierwsza, rozmowy krótkie, o wiele krótsze niż do tej pory. Umówiliśmy się na termin, ale w dniu spotkania usłyszałem, że jednak nie może. I to nie była grzeczna odmowa. Przeprosiła za to, ale powiedziała, że chce "przerwy" (coś mocno to związkiem zapachniało). Stwierdziła wtedy to co te wszystkie panie przedtem- nie wyszłoby nam jako parze, a ona doszła do wniosku, że teraz chce bliższej relacji, a nasze "benefits" w tym przeszkadzają.

Jako że już moja wypowiedź jest długa streszczę: oczywiście chciała przyjaźni (jak każda dotąd), mnie na tej przyjaźni zależało. Oczywiście, źle to wygląda, kiedy po wygaśnięciu "korzyści" ja zacząłem mieć pretensje. Ale tu nie umarły tylko one- umarł cały kontakt z jej strony. Żeby z nią pogadać musiałem się mocno wysilić, rzadko miała choćby 20% z czasu jaki miała dla mnie nawet wtedy kiedy nie mieliśmy jakoś intensywnych relacji. Obiecała mi że się poprawi i na przestrzeni 3 tygodni nic to nie dało. Tak było do świąt, czyli miesiąc po tym jak mi powiedziała, że szuka czegoś innego. Wchodzę na facebooka- widzę zdjęcie jej obejmującą pewnego "Pana" poznanego mniej więcej w okresie w którym ona "zaczęła szukać innego". U niego w domu. Nie muszę dodawać jakie to była dla mnie kolacja wigilijna. Kilka dni później pierwsze "starcie" z nią. Po raz pierwszy naprawdę się pokłóciliśmy. Powiedziałem, że zachowuje się jak pasożyt, bo chce mieć przyjaciela na którym może polegać (ZAWSZE mogła na mnie liczyć), podczas gdy ona nie może dotrzymać głupiego słowa.

Byłem naprawdę wkurzony. Nic nie udało się ustalić z nią. W Sylwestra nawet nie miałem z nią kontaktu. Nie wiem gdzie była. I nie chcę wiedzieć. Znalazłem towarzystwo, więc wolę wspominać tą datę jako miłe spędzenie czasu z innymi ludźmi. Kłótnie z nia wybuchły na nowo przedwczoraj. Do wczoraj włącznie miałem wybór, który ona mi dała: przejść nad tym co zrobiła do porządku dziennego i być przyjaciółmi lub zakończyć tą znajomość. Zaznaczyła jednak, że jeśli ja będę jeszcze czegoś chciał, to zobaczy co da się zrobić. Tylko że wszystko, czego ja od niej oczekiwałem to była ta przyjaźń. Nie mogła zrozumieć tego, że jej złamane obietnice, jej nowy chłopak, tak daleko posunięta degradacja naszej znajomości (do poziomu dalekich kolegów) i jednak pewne uczucia wyższe z mojej strony to nie jest coś nad czym mogę przejść do porządku dziennego i zgodzić się, żeby zostało, tak jak jest teraz, mimo że nie chcę tego kończyć. Chcę to zmienić. Ale nie wiem już jak. Więcej będę wiedział zależnie czy coś odpisze po wczorajszej kłótni czy nie. I mówię otwarcie. Jestem wyczerpany psychicznie całą powyższą sytuacją. Ona też. Ale ja nie mogę zarzucić sobie cokolwiek złego, nigdy jej celowo nie zraniłem. Z obu stron padły przykre słowa, ale ja naprawdę nie jestem aniołem, żeby być traktowany jak śmieć i potem nie używać gorzkich słów. Tak, to jest chyba moje przekleństwo. Nieumiejętność rezygnacji nawet przy podłym zachowaniu drugiej strony, jeśli tylko mnie zależy.


   A więc jako podsumowanie: Chciałem się Was spytać, czy wiecie co może być tego przyczyną, że osoby bliskie potrafią mnie potem bez skrupułów pokiereszować a potem jeszcze chcieć żebym się przyjaźnił z nimi? Czy to, że ten schemat, w którym ja dotąd zawsze przegrywałem z kimś "nowym" to jest moja wina, czy pech do dziewczyn, które są skłonne tak postępować? Ponadto widzę, kiedy jestem źle traktowany. A powiedzenie PAS jest dla mnie jakimś koszmarem. Dlaczego tak się dzieje? Jeśli przebrnęliście przez ten tekst, dziękuję, jeśli tylko zechcecie spróbować odpowiedzieć na pytania- również.

Odniosę się tylko do tej drugiej relacji.
Moim zdaniem popełniłeś błąd w momencie, kiedy zgodziłeś się na przyjaciela z bonusem.
Ona nie chciała takiej relacji ale też nie wiedziała w jaki sposób może się dowiedzieć jakie Ty masz zamiary wobec niej. Dlatego zaproponowała coś czego nie chciała, a Ty przystając na tę propozycję potwierdziłeś jej obawy.

3

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Jeśli ustawicznie trafiasz do friendzone po rokującej relacji w sieci, to prawdopodobnie na żywo sprawiasz wrażenie niezbyt pewnego siebie, albo trochę ciamajdowatego. Co 9 na 10 kobiet odstraszy i zniechęci. Być może po tylu wałach jesteś też nieco zdesperowany, a desperację - niestety - widać.

Na odległość i nie znając Cię ciężko Ci będzie pomóc, ale ta myśl jako pierwsza przyszła mi do głowy.

Reklama

4

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

ósemka
Z jednej strony mogło być tak jak mówi ósemka- zrobiłem wtedy dobrą minę do złej gry, ale było mi przykro że mimo tego co cały czas pisała "ona nie szuka kogoś na jedną noc" i dawałem jej znać, że jestem zainteresowany. Jeśli jednak rzeczywiście tak było, to z tego co ona zrobiła ani ja, ani ona nie byliśmy w 100% zadowoleni. A zresztą na spotkaniu przed wyjazdem dałem jej niemal całkowicie do zrozumienia czego oczekuję, więc jestem na 95% pewien że to nie to.

WaltonSimons
Desperacja... teraz to mogło i się pojawić, bo ta sytuacja jest dla mnie nie do zniesienia. Ale przez większość relacji jej nie było. Co więcej na samym początku to ona była bardziej zaangażowana.

5 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2017-01-06 21:07:52)

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

W sumie sam juz powiedziales, ze Twoim problemem jest to, ze nie odpuszczasz kontaktu nawet jezeli dziewczyna zle Cie traktuje. Z tego co piszesz widac, ze faktycznie tak jest. Niektore przypadki to oczywiscie moze tez byc pech, ale jednak w wiekszosci sytuacji jak widac pokazujesz dziewczynie, ze moze zrobic co chce, a i tak bedziesz nia zainteresowany. W taki sposob ciezko znalezc dziewczyne do zwiazku, bo nie jestes wtedy dla dziewczyny atrakcyjny jako facet do zwiazku, bo tak duza niepewnosc siebie odstrasza. No albo mozesz przyciagac czesto kobiety, ktore beda chcialy Cie wykorzystac. Powinienes popracowac nad poczuciem swojej wartosci, wtedy bedziesz umial postawic granice. Mozna to zrobic samemu, przypominac sobie o swoich zaletach, koncentrowac sie na nich, czytac poradniki, ksiazki psychologiczne i rady wcielac w zycie, ale jezeli problem jest wiekszy to warto isc do psychoterapeuty. Mozna to wtedy przepracowac. Dopiero jak czlowiek lubi siebie, ma do siebie szacunek to moze stworzyc fajny zwiazek. No bo wtedy wie, ze zasluguje na zwiazek pelny milosci, a nie krzywdzenia siebie. Zwlaszcza w przypadku dziewczyny, ktora proponowala Ci seks bez zobowiazan, bo tak to trzeba nazwac powinienes odmowic.

Wyraznie widac, ze nie zalezy Ci tylko na seksie, ze przede wszystkim chcesz fajnego zwiazku, ale jestes wrazliwy i mocno to przezywasz, wiec dla swojego dobra powinienes wtedy odmowic. To, ze na kims nam zalezy to nie znaczy, ze powinnismy zgadzac sie na wszystko. No a w ogole przyjazn po tym wszystkim jest tym bardziej bez sensu, pewnie caly czas masz nadzieje, ze cos z tego bedzie i krzywdzisz sam siebie. Zerwij z nia kontakt, pobadz sam, skoncentruj sie na tym co lubisz, samo to juz na pewno da efekty, przemyslisz pare spraw. Nie ma sensu tracic czasu na osoby, ktore tak nas traktuja.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

6

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?
truskaweczka19 napisał/a:

W sumie sam juz powiedziales, ze Twoim problemem jest to, ze nie odpuszczasz kontaktu nawet jezeli dziewczyna zle Cie traktuje. Z tego co piszesz widac, ze faktycznie tak jest. Niektore przypadki to oczywiscie moze tez byc pech, ale jednak w wiekszosci sytuacji jak widac pokazujesz dziewczynie, ze moze zrobic co chce, a i tak bedziesz nia zainteresowany. W taki sposob ciezko znalezc dziewczyne do zwiazku, bo nie jestes wtedy dla dziewczyny atrakcyjny jako facet do zwiazku, bo tak duza niepewnosc siebie odstrasza. No albo mozesz przyciagac czesto kobiety, ktore beda chcialy Cie wykorzystac. Powinienes popracowac nad poczuciem swojej wartosci, wtedy bedziesz umial postawic granice. Mozna to zrobic samemu, przypominac sobie o swoich zaletach, koncentrowac sie na nich, czytac poradniki, ksiazki psychologiczne i rady wcielac w zycie, ale jezeli problem jest wiekszy to warto isc do psychoterapeuty. Mozna to wtedy przepracowac. Dopiero jak czlowiek lubi siebie, ma do siebie szacunek to moze stworzyc fajny zwiazek. No bo wtedy wie, ze zasluguje na zwiazek pelny milosci, a nie krzywdzenia siebie. Zwlaszcza w przypadku dziewczyny, ktora proponowala Ci seks bez zobowiazan, bo tak to trzeba nazwac powinienes odmowic.

Wyraznie widac, ze nie zalezy Ci tylko na seksie, ze przede wszystkim chcesz fajnego zwiazku, ale jestes wrazliwy i mocno to przezywasz, wiec dla swojego dobra powinienes wtedy odmowic. To, ze na kims nam zalezy to nie znaczy, ze powinnismy zgadzac sie na wszystko. No a w ogole przyjazn po tym wszystkim jest tym bardziej bez sensu, pewnie caly czas masz nadzieje, ze cos z tego bedzie i krzywdzisz sam siebie. Zerwij z nia kontakt, pobadz sam, skoncentruj sie na tym co lubisz, samo to juz na pewno da efekty, przemyslisz pare spraw. Nie ma sensu tracic czasu na osoby, ktore tak nas traktuja.


Niestety, to nie będzie takie łatwe. Teraz czeka mnie trudny czas (zaliczenia), więc z robieniem co lubię to ciężka sprawa teraz. Ale wiesz, truskaweczko, gdybyś się z kimś świetnie dogadywała przez niemal cały poprzedni rok, każdego niemal wieczoru przez kolejne pół roku rozmawiała i śmiała się z jakąś osobą, dogadywała się jak z nikim nigdy wcześniej, to też nie byłoby tak łatwe zrezygnować. Mam wrażenie, jakby nagle ją coś opętało. Tym bardziej że prawdziwa i do pewnego stopnia-obustronna podłość zaczęła się dopiero kilka dni temu i nie oszukujmy się- była wielką stratą czasu i nerwów zarówno moich jak i jej. Starcie dwóch żelaznych murów. Ja nie mogłem nic poradzić poza tym, że wiedziałem, że obie opcje (zostań albo rzuć) mnie wykańczają psychicznie, a ona nawet nie rozumiała jak to mogę nie wiedzieć co można zmienić. Powiedziałem jej już dawno, że chcę takiego kontaktu, jaki był dotąd. Takich rozmów. Jak już pisałem ona mi to obiecała, a później sama przyznała, że to się jej nie udało.

7

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Tak, byloby mi trudno, ale jezeli sami nie zadbamy o swoje dobro, to nikt inny tego nie zrobi, a zycie jest krotkie. Nie chcialabym po prostu tracic czasu na taka relacje. Ona nic Ci nie da, a bedziesz przez to dalej od wychodzenia z tego. Sama kiedys mialam rozstanie, a bylam z nim, pierwszy chlopak, to nie bylo latwe. Tylko widzisz bylismy 2 lata razem, zostawil mnie dla innej, potem wrocilam do niego, to bylo glupie, ale bylam nastolatka. Jednak niedlugo poczulam, ze nie umiem juz mu zaufac i zerwalam z nim. Wlasnie to byl efekt tego, ze zaczelam siebie szanowac. Prosil bysmy dalej byli razem, ale konsekwentnie zerwalam kontakt. Mialam chwile slabosci, ale wiedzialam, ze dobrze robie. Nie zlamalam sie. Teraz jestem w szczesliwym zwiazku i tamten zwiazek a ten to w ogole ciezko porownac, jest o wiele lepiej. No i widzisz ja z tamtym chlopakiem bylam w zwiazku, a Ty z nia nie. Wiem, tez moze bolec, ale chce Ci pokazac, ze da sie szanowac siebie, zerwac, mimo ze to nie jest latwe. Nie warto cale zycie usprawiedlwiac sie, ze czegos nie zrywamy, bo kochamy. Szacunek do siebie jest naprawde wazny. Pisze to, by Ci pomoc, nic wiecej. Na poczatku zerwanie bedzie bolalo, ale z czasem bedzie lepiej.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

8

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Zgadzam się z tym, że na żywo pewnie sprawiasz wrażenie ciamajdy (ja prawie zawsze zgadzam się z opiniami Waltona). Albo po prostu nie jesteś atrakcyjny. Nie szukałabym głębiej dna, naprawdę. Jako kobieta mówię Ci - rozwiązanie jest bardzo proste.
Kobieta jest w stanie autentycznie oszaleć dla kogoś kto ją fizycznie rozpali (podoba jej się fizycznie / jest pewny siebie) i na pewno nie wtrąci go w otchłań friendzone.

Na Twoim miejscu najzwyczajniej w świecie popracowałabym nad swoim wyglądem (np. siłownia) i nad pewnością siebie.

9

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

truskaweczka
Wiesz, teraz najbardziej mnie boli fakt, że dziewczyna, którą jednak pociągałem fizycznie (była zainteresowana czymś więcej -> od niej wyszły pierwsze sugestie) nagle odwidziała sobie coś i znalazła kogoś innego. Takie coś jest... niezachęcające do angażowania się z mojej strony.

madoja
Możliwe. Siłownia zawsze spoko, ale wzrost i niektóre aspekty fizyczne (jak twarz) są nie do zmienienia. A z nimi u mnie tragicznie nie jest, ale zachwycająco tym bardziej nie. Staram się nadrabiać ubiorem.... ale mówię, że skoro zarówno ta panna jak i wiele innych spotykały się ze mną kilka razy, to chyba nie tu leży problem.

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

A ja mam takie pytanie do autora, spales z tymi dziewczynami? o ktorych piszesz?

GG 11140055

11

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Daj sobie na jakiś czas spokój z dziewczynami z Internetu. Tam niestety miłości nie znajdziesz, takie jest moje zdanie, wiem to i z obserwacji i z doświadczenia. Jesteś raczej młodą osobą, dziewczyny, które spotykasz jeszcze młodsze od Ciebie...wiesz mi,że jak poznają kogoś przez Internet, to zawsze szukają kogoś lepszego i lepszego i lepszego...widzą Ciebie, trochę popiszą, pogadają i jadą dalej. Widac nie jesteś kimś , przy kim chcą zostać. Trudno powiedzieć o co chodzi, może o te dwie rzeczy, albo pech, albo o Ciebie. Odpuść trochę z tym napinaniem się na szukanie dziewczyny, zajmij się sportem, pracą, sobą...i rozglądaj w realu, a nie w sieci:)

12 Ostatnio edytowany przez mcvsky (2017-01-07 10:57:08)

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

ZlaKobieta33
Z większością nie. Z tą z drugiej opisanej sytuacji- tak.

PolnyMotylek
W realu nie mam za bardzo gdzie się rozglądać. Czy wiek ma coś do rzeczy, skoro naokoło widzę, że jakoś mało kto ma problemy z wiernością partnerek, tylko ja jak już myślę że kogoś znalazłem, to pojawia się zonk?

13 Ostatnio edytowany przez WaltonSimons (2017-01-07 12:26:43)

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Ja bym nie demonizował internetu... takie czasy. Grunt, żeby to nie było roczne pisanie bzdur w necie. Spotkanie po tygodniu, dwóch, jeśli rozmowa się klei. Jeśli nie jesteś typem imprezowicza, to internet jest sensowną opcją na zapoznanie kogoś (ale poznawaj go już na żywo - nie przez sieć). Kilka tygodni to za dużo. Być może w necie jesteś kimś innym, niż na żywo - tzn. po kilku tygodniach rozmowy ma się już pewien obraz rozmówcy w głowie, jeśli na żywo jest zdecydowanie inaczej, to trafisz z automatu do friendzone.

14

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?
WaltonSimons napisał/a:

Ja bym nie demonizował internetu... takie czasy. Grunt, żeby to nie było roczne pisanie bzdur w necie. Spotkanie po tygodniu, dwóch, jeśli rozmowa się klei. Jeśli nie jesteś typem imprezowicza, to internet jest sensowną opcją na zapoznanie kogoś (ale poznawaj go już na żywo - nie przez sieć). Kilka tygodni to za dużo. Być może w necie jesteś kimś innym, niż na żywo - tzn. po kilku tygodniach rozmowy ma się już pewien obraz rozmówcy w głowie, jeśli na żywo jest zdecydowanie inaczej, to trafisz z automatu do friendzone.

No i zmieniło się w dyskusję o typowym friendzone. wink Bywają też takie dziewczyny, które są zupełnie inne od tego co prezentują w sieci- to z kolei jest zniechęcające dla mnie. A bywały też i takie znajomości, które zaczęły się w sieci- i do dzisiaj w niej wyłącznie są wink Oczywiście nic więcej raczej z nich nie wyniknie niż znajomość- ale są takie, które istnieją od 3 lat i ciągle nam się nie nudzą. One bywają bardziej trwałe niż wszystkie te "związki" o których wspominałem.

Imprezy w większym gronie nie cieszą się moją sympatią- po prostu ich nie lubię.

15 Ostatnio edytowany przez madoja (2017-01-09 19:00:21)

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?
PolnyMotylek napisał/a:

Daj sobie na jakiś czas spokój z dziewczynami z Internetu. Tam niestety miłości nie znajdziesz

Jakie bzdury. big_smile
W tej chwili co trzecia para poznaje się w internecie.
Sama poznałam męża w sieci i mam wokół siebie mnóstwo par które tak się poznały.

A jeśli chodzi o drugą kwestię to z Waltonem się akurat nie zgodzę - właśnie znajomość internetowa trwająca ok. lub ponad 4 tygodnie w 95% gwarantuje związek (wyniki jakichś tam badan). Oczywiście zakładając że intensywna (w sensie że kontakt jest codziennie). Między ludźmi rodzi się więź.
W moim przypadku sprawdziło się w 100% (choć z mężem znałam akurat się 3 tygodnie, ale kontakt był naprawdę super intensywny dzień w dzień po wiele godzin).
Nigdy w moim przypadku nie wyniknął związek ze znajomości po np. dniu czy kilku dniach rozmowy. Ludzie wtedy traktują się taśmowo. Nie warto w to inwestować czasu.

16

Odp: Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Madoja, to pocieszające co piszesz smile ja byłam na dwóch portalach przez rok, miałam kilkanaście spotkań i niestety, każdy z nich okazał się fajnym, miłym facetem, ale niestety chemii nie poczułam do żadnego. A zaznaczę,że z niektórymi do tej pory popisuję...w moim otoczeniu jest tylko jedna"internetowa" para, ale jakoś tak brak mi w nich "prawdziwości", nie wiem jak to wyjaśnić...w każdym razie, skoro co trzecia para poznaje się w necie, jak piszesz, to może warto szukać big_smile

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pech do dziewczyn, czy własny problem?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016