Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

Temat: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Od razu przepraszam, za długi opis, chciałam się jak najbardziej streścić jednocześnie zawierając istotne informacje, żebyście zrozumieli moją sytuację.


No więc mam 19 (prawie 20 lat). Od kilku lat choruję na depresję. Nie stwierdził jej lekarz, ale są to typowe objawy depresji: smutek, przygnębienie, spadek samooceny, poczucie beznadziejności, brak pozytywnego myślenia, brak wyobrażenia, że w przyszłości może być lepiej; brak apetytu (o mało co nie wpadłam w anoreksję), bezsenność (albo przynajmniej kłopoty ze snem), myśli samobójcze, zobojętnienie na wszystko co mnie otacza tzw brak emocji, pesymizm, brak ochoty robienia rzeczy, które wcześniej sprawiały przyjemność (np. sport); bezustanne uczucie lęku i braku bezpieczeństwa.
Dzieciństwo miałam bardzo udane, dobrze je wspominam. Od 2 klasy gimnazjum prawdziwie poznałam, co to smutek. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czym jest depresja.
Mieszkam w małym mieście (30 tys mieszkańców). Ludzie byli tu zazwyczaj fałszywi, drętwi, leniwi. Ja byłam przeciwieństwem- ambitna, miałam swoje pasje. Wiązało się to z tym, że nie miałam bliższych znajomych. Za to miałam kilka fałszywych "przyjaciółek". Ludzie średnio mnie lubili, sama nie wiem czemu, ale tak było zawsze. W gimnazjum dziewczyny w szatni od wfu zmawiały się na wspólny wyjazd do kina a ja stałam z boku. W liceum ni byłam zaproszona na żadną 18-stkę (tylko na jedną domówkę do koleżanki, ale na takiej imprezie na sali nie byłam nigdy). Może dla niektórych to bzdety, ale ja zawsze byłam towarzyską osobą i mnie to bolało, że rówieśnicy mnie w pewnym sensie odtrącali. Byłam też zawsze kochliwa. Kochałam się w kilku chłopakach. Niestety ani razu nie wyszło, bo albo ten ktoś już kogoś miał albo wyraźnie nie był mną zainteresowany, więc dawałam spokój, bo nie lubię się komuś narzucać). Problemem w tym było to, że jestem stała w uczuciach i jak się w kimś zakochałam, to na okres np 2- 3 lat (przy czym ten ktoś miał mnie głęboko gdzieś) i to było strasznie bolesne, żeby o kimś takim zapomnieć.
Zawsze byłam ambitna, lubiłam naukę, chociaż obrzydzali mi ją wiecznie nauczyciele mówiąc, że jestem do niczego (takie gadanie potrafi działać destrukcyjnie na umysł młodego i ambitnego człowieka). Nawet gdy robiłam kurs prawa jazdy (ośrodek w mojej miejscowości), to instruktor mnie na 1 lub 2h jazd ochrzaniał, że nie patrzę na znaki drogowe (a modliłam się wtedy, żeby nie pomylić gazu z hamulcem) a na 5h nawrzeszczał na mnie, że mi auto często gaśnie. Właśnie takich beznadziejnych ludzi miałam w swoim otoczeniu. Niby mówi się "nie przejmuj się tym co mówią inni", ale gdy się słyszy negatywne rzeczy zbyt często, ma się po prostu dosyć.
Zwieńczeniem wszystkiego było to, że w tym roku nie dostałam się na wymarzone studia- medycynę.
I tak właśnie rodziła się moja depresja.
Wychowują mnie ciocia z wujkiem. Są to wykształceni ludzie- wujek lekarz rodzinny a ciocia mgr farmacji i kierownik w prywatnej aptece. Niby świetnie? Otóż nie. Od niedawna wiedzą mniej więcej, że z moją psychiką jest coś nie tak. Tyle że mają zupełnie inne przekonania niż moje. Ostatnio się spytałam, czy może powinnam iść do psychologa i wziąć psychotropy, na co oni powiedzieli, że jeśli raz mając problemy wejdę w świat psychologów i psychotropów to potem przy każdym pojawiającym się problemie będę do nich wracać. Wytłumaczyli mi to, że psychotropy to nie są dobre środki, "otłumaniają" człowieka a sam człowiek staje się w 30% roślinką (znam jedną osobę, która brała psychotropy i faktycznie była zaspana cały czas). Z jednej strony pewnie mają rację, bo to medycy, ale z drugiej strony inaczej patrzy się na obce dziecko a inaczej na cudze, dla kogoś te leki w końcu są przeznaczone. Co do psychologa to ja nie wiem, czy potrafiłabym się zwierzyć komuś obcemu. Na pewno nie w 100%, więc to nie miałoby sensu.
Ostatnio miałam chwile załamania i rozryczałam się przy cioci mówiąc, że nie znoszę swojego życia, któe jest beznadziejne. Jak ochłonęłam to ciocia powiedziała:"Weź się w garść, ucz się dużo zamiast mówić jakie to życie jest ciężkie...". Trochę mnie to zasmuciło, ale ciocia ma zupełnie inny charakter niż ja. Ona zawsze była typem twardzielki. Ja zawsze twardzielką byłam na zewnątrz, w domu dużo płakałam.
Za rok idę na studia i myślałam, żeby tam iść do lekarza w tajemnicy przed wujkami, tyle że kompletnie nie wiem, jak to się robi. Zawsze wszystko miałam w domu. Mam tak wejść do przychodni i powiedzieć:" Cześć mam depresję niech mi pan coś przepisze"? Niestety ja nie wyglądam na osobę z depresją. Ani trochę. Mam tzw maskę. Przyzwyczaiłam się do tego.
Wujkowie mówią, iż najlepiej samemu się ogarnąć, ale nie potrafiłam tego zrobić przez jakieś 5 lat to teraz ma mi się udać?
Już kilka razy myślałam, że z tego wyszłam, ale to ciągle wraca, co jakiś czas. Przykładowo kilka ostatnich nocy znów nie mogę spać tylko mam w głowie to beznadziejne uczucie, którego ciężko się pozbyć.
Owszem, na studiach może się wszystko zmienić (choć tak myślałam idąc do liceum), ale jakbym miała w tym stanie tkwić jeszcze przez kilka lat, to nie wiem czy w końcu nie odważyłabym się coś sobie zrobić.
Ostatnio zaobserwowałam u siebie również niepokojące objawy. Przykładowo: mam fałszywe konto na fb, z którego piszę na jakiś stronach komentarze, przy czym zauważyłam, że ciągle się czegoś bezsensownie czepiam, sama nie wiem po co; jak ktoś opisuje walkę z np. rakiem, nie potrafię tej osobie współczuć, bo sama mam świadomość, że jestem chora i mi nikt nie współczuł; kiedy ktoś żartobliwie spyta "czy masz chłopaka" albo "znajdź sobie chłopa" (nie żeby mi dopiec) to zauważyłam, że reaguję mniejszą bądź większą agresją (może nie rzucam się z pięściami, ale jednak to nie jest to, co powinno być). Staję się taką zgorzkniałą osobą i to w tak młodym wieku! Poza tym uzależniłam się od internetu i telewizji. Lubię buszować na różnych forach, na fb, żeby zobaczyć co ludzie piszą (bo znajomi za bardzo się nie odzywają) oraz uwielbiam oglądać filmy i seriale. To mi też pomaga. Tyle że oglądam tego coraz więcej, a to idzie ku gorszemu.
Nie mam pojęcia co zrobić, czy faktycznie radzić sobie samemu, czy za kilka miesięcy zgłosić się do psychiatry albo jakiegoś internisty?
Dodam, że nie piję i nie palę, nigdy żadnych używek, dlatego nie wiem jak zareagowałby organizm na psychotropy.
Co robić?
Wujkowie nie chcą dla mnie źle, ale oni mają twardszy charakter, dlatego  są jacy są.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Być może nie chcesz pisać o tym dlaczego wychowują Cię wujkowie a nie rodzice, ale pewnie z tym związane są początki Twoich problemów. Przygarnęli Cię ale chyba nie masz z nimi takiej więzi jaką zwykle ma się z rodzicami, brakuje Ci ciepła, serdeczności. Dobrze by było pójść do psychologa, zwłaszcza, że nie masz z kim rozmawiać o swoich problemach, może się okazać, że wystarczy terapia bez konieczności brania leków.

3

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Masz rację - skoro przez 5 lat Ci się nie udało pozbyć choroby samodzielnie, to nie należy zakładać, że nagle się sama z niej wyleczysz. Prędzej to się będzie pogłębiać.

Proponuję najpierw wizytę u psychiatry (nie trzeba skierowania), ten lekarz postawi diagnnozę i jeśli będzie taka konieczność skieruje na terapię u psychologa (skierowanie potrzebne od psychiatry lub rodzinnego), ale będzie też mógł wypisać leki, które Ci doraźnie pomogą. Oczywiście na przyjmowanie leków musisz wyrazić zgodę, jak nie chcesz, to ich nie dostaniesz. Psychotropy są różne i wcale nie trzeba "hartować" organizmu używkami, by móc je przyjomwać. Ja też nie palę i nie piję, a przez około rok byłam na antydepresantach. Te leki są wprowadzane bardzo łagodnie i stopniowo i zawsze jest podawana pacjentowi informacja o tym, które leki są uzależniające, a które nie - przynajmniej tak robił mój lekarz i myślę, że to standard.

Jeśli chcesz leczyć się niezależnie od wujków, to zapewne na NFZ nie prywatnie - w takim razie radzę już teraz umawiać się na wizytę, bo mogą być kolejki

Reklama

4

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Pierwsza kwestia - musi Cię zdiagnozować lekarz psychiatra. Wtedy będziesz wiedziała, co Ci jest.

Przymulenie i senność po lekach psychotropowych to mit, usłyszałam to na wizycie u psychiatry właśnie. Teraz sama biorę i czuję się bardzo dobrze. Mam dużo energii i wreszcie normalnie śpię.

Kolejki do psychiatry i psychologa to też mit. Na pierwszą wizytę u psychiatry czekałam niecałe 3 tygodnie, na psychoterapię niecałe 2. Wystarczy podzwonić i popytać.

Wina była znajomym strojem, który od początku wisiał w jej szafie i który wkładała każdego ranka. Bez niej czuła się naga. Majgull Axelsson

5 Ostatnio edytowany przez Husky (2016-12-29 09:53:57)

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

A ja uważam, że nie jest niemożliwe poradzenie sobie samej.

Mówię to jako weteranka terapii wszelakich: zdecydowana większość nie pomogła mi ani trochę, spora część zaszkodziła i dopiero za dwunastym razem (i czterema szpitalami po drodze) natrafiłam na sensowną psycholog.
Za kasę wydaną na tę całą zabawę wydałam tyle, że spokojnie za to mogłabym sobie kupić wypasiony apartament w centrum Warszawy.

Oczywiście NIE ZNIECHĘCAM do terapii jako takiej; uważam jedynie, że w małej miejscowości możesz się dobrego psychologa nie doszukać i być może warto najpierw spróbować na własną rękę.
W moim przypadku było tak, że zdecydowana większość pracy, która rzeczywiście coś mi dała, wynikała z samodzielnej analizy sytuacji, emocji i wewnętrznych schematów, na podstawie samodzielnie zdobywanej wiedzy. Bez niczyjej pomocy;)

Nic się u Ciebie nie zmieniło przez parę ostatnich lat, bo też nie wiedziałaś jak należy z tą chorobą walczyć. Można się tego nauczyć z książek, z których uczą się sami psychologwie (o ile nie olewają nauki). Oczywiście nie mówię o kretyńskich poradnikach samorozwoju czy "pozbądź się depresji w tydzień", tylko o normalnych podręcznikach psychologicznych i naukowych opracowaniach.
Osoba inteligentna (którą z twojego postu wnioskuję, że jesteś:) jak najbardziej jest w stanie przerobić tę wiedzę i przełożyć na działanie, podczas kiedy brak inteligencji większości psychologów zwyczajnie irytuje i niewiele wnosi.

Z drugiej strony nawet terapeuci mają swoich supervisorów i rzeczywiście czasami od introspekcji lepsze jest spojrzenie z zewnątrz.

Nie mniej: Jeżeli zdecydujesz się na terapię, to i tak lepiej wcześniej sobie tę wiedzę przyswoić i posprawdzać efektywność nurtów, bo inaczej możesz trafić na psychoanalizę i męczyć się ze swoim problemem do końca życia, tylko mając poczucie, że niby coś dla siebie robisz;) a tak będziesz już mogła przemyśleć co do Ciebie trafia, a co nie i świadomie dokonać wyboru, gdzie szukać pomocy.

Aha, wielu terapeutów prowadzi też spotkania przez skype'a, które również może pomóc uporządkować wiele spraw i w ten sposób nie musisz się ograniczać się w poszukiwaniach właściwej osoby, jeśli chodzi o odległość.

Leki to odrębna sprawa: istnieje depresja endogenna, która wynika stricte z zaburzeń w przekazie serotoniny i z twoimi emocjami jest wszystko ok, a i tak czujesz się okropnie. Rzadka sprawa, ale nie niemożliwa. Nie mniej, jakiekolwiek podłoże ma twoja depresja, to z pewnością leki potrafią dać początkowego "kopa" do działania i sprawić, że będziesz lepiej ogarniać swoje życie, przez co będziesz miała też więcej energii do analizowania swoich problemów.
Druga strona medalu jest taka, że (podobnie jak z psychologami), czasami trzeba się dłuuuugo namęczyć, zanim znajdziesz odpowiedni lek. Tu nie ma niestety innej metody, niż prób i błędów. Każdy organizm działa trochę inaczej i żaden psychiatra nie przewidzi, jak zareaguje twój. Po prostu będzie po kolei przepisywać ci kolejne leki (na których ewentualne działanie i tak będziesz długo czekać), aż wreszcie utrafi z właściwym. Bywa tak, że komuś zadziała dobrze już pierwszy taki "eksperyment", a bywa (tak jak w moim przypadku hmm ), że trzeba przetestować na sobie prawie cały antydepresyjny asortyment farm indexu, zanim wreszcie coś pozytywnego się zadzieje. Tak piszę, żebyś wiedziała, że nie trzeba się zniechęcać nawet po roku czy dwóch poszukiwań, bo jeżeli cały czas będziesz po tym okresie w depresji, to warto walczyć dalej:)
To, co napisałaś o lekach psychotropowych (przymulenie, otępienie, itp.) to raczej dotyczy leków antypsychotycznych... leki SSRI miewają różne skutki uboczne, ale raczej nie takie.

Jest jeszcze kwestia tego, że większy poziom serotoniny i dopaminy można wywołać też innymi metodami. Np były badania, gdzie jednej grupie kontrolnej zlecono codzienne ćwiczenia fizyczne, a drugiej przepisano wenlafaksynę (jedna z popularniejszych substancji czynnych na depresję). Okazało się, że skuteczność leku przewyższała sport tylko o parę procent wink

Jak widzisz, są różne metody walki z tym paskudztwem, ale... z pewnością samodzielna praca nie zaszkodzi, przy czym wybrania się do specjalisty absolutnie NIE ODRADZAM, a jedynie sugeruję rozwagę w kwestii dokonywania wyborów.

Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do prawdziwego życia smile

Reklama

6

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Samodzielna praca nie zaszkodzi, ale może też nie wystarczyć.
Warto zwrócić się o pomoc do odpowiednich osób.
Jeśli mieszkasz na Śląsku, to służę kontaktami - trochę w tym siedzę, gdyż dość długo szukałam dla siebie pomocy, na początku byłam źle zdiagnozowana, nie było poprawy, dopiero później, przy znalezieniu udpowiedniego lekarza moje samopoczucie poprawiło się i jest coraz lepiej. Tak czy inaczej, nie poddawaj się, każdy problem można rozwiązać, z wieloma rzeczami można się pogodzić i żyć normalnie, i być szczęśliwym.

Pozdrawiam.

Wina była znajomym strojem, który od początku wisiał w jej szafie i który wkładała każdego ranka. Bez niej czuła się naga. Majgull Axelsson

7

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Przychylam się do opinii, że jednak potrzebne jest wsparcie.
Ja leczyłam depresje w sumie jakieś 2 lata. W tym około 1-1,5 roku farmakologicznie i sporo dłużej terapią.
Nie wiem czy wyszłabym z tego sama... myślę, ze nie. Przykładem może być moja mama, która tkwi we wiecznej depresji odkąd pamietam. Nie leczy się i uważa, że nie potrzebna jej pomoc. To nieprawda.... wszyscy widza, że nie radzi sobie sama od wieeeelu lat. Jest etap, że niby czuje się lepiej.... ale w jej oczach zawsze jest straszny smutek, ma nieszczęście wypisane na twarzy. Nie bądź chodzącym obrazem rozpaczy, zapisz się na terapię.
Powodzenia życzę, wyjdziesz z tego smile .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

8 Ostatnio edytowany przez Symbi (2016-12-29 17:15:16)

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Jeśli wolno się wypowiedzieć, to uważam, że psychotropy wcale nie powodują otępienia czy "przymulenia". Ja biorę leki przeciwpsychotyczne i nie miałam żadnych skutków ubocznych poza lekkim przyrostem masy, ale z drugiej strony może tez było to spowodowane wiekiem (zbliżam się do 40) i złą dietą. Dzięki zastosowaniu diety od dietetyka schudłam 12 kilogramów i obecnie z powodzeniem nosze rozmiar 36.  Funkcjonuję jak normalnie, nie jestem senna, przymulona czy otępiała a pracę zawodową mam wymagająca sprawnego intelektu. Może trochę mi libido spadło, ale tez nie wiem, czy to wiek, czy kwestia psychotropów, zresztą absolutnie mi to nie przeszkadza, bo nie jestem w związku.
Brałam też przez jakiś czas leki antydepresyjne (też nie powodowały one żadnych skutków ubocznych), ale uważam, że poradzić sobie z problemem depresji można poprzez połączenie leków z aktywnością. Dla mnie najlepszą terapia była praca, poradzenie sobie z problemami finansowymi i "wygadanie się" przyjaciołom co do swoich problemów. Dużo mi dało to, że ktoś mnie po prostu wysłuchał. Byłam przez jeden dzień na terapii grupowej na oddziale otwartym na NFZ, ale były tam tak ciężkie przypadki, że uznałam, że w ich obliczu moje problemu są żadne, wynikły po prostu ze zmiany stanu cywilnego (rozwiodłam się) i problemów z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości (porozwodowej). Myślę, że Miranna dużo lepiej radziłaby sobie z nastrojem, gdyby choć w jednej osobie w realu miała wsparcie. Jednak na wszelki wypadek myślę, że warto by było opowiedzieć psychiatrze o swoich problemach. To lekarz stawia diagnozę, a nieprawdą jest, że kto raz wejdzie w psychotropy, na zawsze w nich zostanie. Ja odstawiłam leki przeciwdepresyjne dwa lata temu i humor mam znakomity każdego dnia, wiadomo czasem jestem zmęczona czy znużona pracą, ale widzę sens swojego życia i o to chyba wszystkim chodzi. Będąc jednak pod stalą opieka poradni zdrowia psychicznego , widząc ilu pacjentów tam się leczy, nie boje sie psychiatry i piętna osoby chorej psychicznie.

Głupcy biorą nóż i wbijają go innym w plecy.
Mądrzy ludzie biorą nóż, odcinają się i tym samym uwalniają się od głupców.

9

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Brałem leki przez 3 lata, zdarzały się momenty zamulenia w toku leczenia. Przez kilka tygodni spałem przy biurku w pracy. Potem postanowiłem zwyczajnie wziąć się do gruntowej pracy nad sobą, bo sam wiedziałem co mi pomoże. Tyle że trzeba być cierpliwym i odpornym na trud pracy nad sobą.

Dlatego polecam po pierwszym pozytywnym efekcie brania antydepresantów pójść za ciosem i zrobić coś dla siebie, żeby uniknąć myśli, że leki są rozwiązaniem na całe zło. Nie są w ogóle rozwiązaniem, jedynie pozwalają odzyskać komfort życia.

U mnie szczęśliwie się złożyło, że miałem tę szansę, bo studia w dużym mieście, bo dobra praca. Ale nie miałem dobrych lekarzy, wsparcia znajomych, rodziny. Poradziłem sobie wierząc w chęć odczuwania sukcesu i spełnienia życiowego.

Trzymam mocno kciuki.

10

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?
takiwiatr napisał/a:

Być może nie chcesz pisać o tym dlaczego wychowują Cię wujkowie a nie rodzice, ale pewnie z tym związane są początki Twoich problemów. Przygarnęli Cię ale chyba nie masz z nimi takiej więzi jaką zwykle ma się z rodzicami, brakuje Ci ciepła, serdeczności. Dobrze by było pójść do psychologa, zwłaszcza, że nie masz z kim rozmawiać o swoich problemach, może się okazać, że wystarczy terapia bez konieczności brania leków.

Też o tym myślałam, ale to nie to. Moi rodzice zginęli w wypadku kiedy byłam mała, nawet ich nie pamiętam. Przygarnęli mnie i siostrę wujkowie, którzy nie mogli mieć dzieci, więc byłyśmy takimi ich oczkami, kochali nas. Nigdy nie czułam braku miłości od ich strony. Akurat to jedna z nielicznych sfer życia, której za nic bym nie zmieniła

11

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Być może szok po utracie rodziców ma swój udział w Twojej depresji. Na to nałożyło się odtrącenie przez rówieśników. A Twoi wujkowie, cóż, pewnie nigdy nie mieli takich problemów i nie potrafią Ciebie zrozumieć. Piszesz, że w domu dużo płakałaś, czy Twoi wujkowie wiedzieli o tym? Czy wiedzą, że nie możesz spać w nocy? Czy Twoja siostra jest podobna do Ciebie? Czy ma podobne problemy? Czy jest Ci bliska?
Spróbuj szukać pomocy. Depresja nie jest jakimś tabu, można o niej rozmawiać, zwłaszcza ze specjalistą.

12

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Moi drodzy, chciałam Wam bardzo podziękować za odpowiedzi! Na prawdę podnieśliście mnie na duchu!

Znam podłoże swoich problemów, wiem skąd te stany obniżenia nastroju, zajmie mi to jednak dużo miejsca, bo żeby o zrozumieć muszę uwzględnić każdy szczegół, bo bez niektórych z nich nie da się ocenić jednoznacznie sytuacji, jak ktoś nie chcę czytać tych wypocin, to nie zmusza, jednak jeśli ktoś jest ciekawy......

A więc nie mam problemu z tym, że wychowywali mnie wujkowie. To oni byli zawsze dla mnie rodzicami (wielu osobom nie mówię tego, bo wujków traktuję niczym rodziców, sami nie mieli dzieci, byłam z siostrą ich oczkiem w głowie), tak się do nich zwracam, kocham ich, nie zamieniłabym ich na żadnych innych. Rodziców nawet nie pamiętam. Na pewno to nie jest podłoże do depresji. Czy wy płaczecie po swoich pra pra dziadkach, których nawet nie znaliście?
Zawsze byłam szczęśliwym dzieckiem. Swoje dzieciństwo wspominam dobrze. Zawsze miałam zabawki, zawsze miałam 1000 pomysłów na zabawę.
Problem rozpoczął się w II klasie gimnazjum. Człowiek zaczął dojrzewać i pragnął akceptacji przez rówieśników. Od I klasy zakolegowałam się z koleżanką Magdą, praktycznie cały czas w szkole łaziłyśmy razem, siedziałyśmy razem w ławce. Po skończonej III klasie w lipcu Magda miała do mnie przyjechać. Spóźniała się godzinę, napisałam o co chodzi. Odpisała, że jest z bratem w klinice. Zdziwiłam się, bo widziałam ją w ostatnie popołudnie na rynku w naszym miasteczku z całą rodziną na lodach. Napisałam jej to. Już się więcej nie odezwała. Magda zawsze była chamska i dwulicowa, ale i tak najlepsza z całego towarzystwa. Niestety mieszkam w małym miasteczku, gdzie ludzie do ambitnych nie należą. W III klasie gimnazjum była taka niezbyt przyjemna sytuacja. W szkolnej szatni po WF-ie kilka dziewczyn z mojej klasy (miałam mało osób w klasie w tym tylko 11 dziewczyn) zmawiały się na wyjście do kina. Nawet spytały Magdę, czy chce z nimi iść, ja stałam z boku a one wszystkie w kilka osób się zmawiały do kina. Magda potem mi powiedziała, że może zwróci im uwagę na to, żeby mnie też zaprosiły, ale jako że zawsze byłam osobą honorową to wymuszonych zaprosin nie chciałam. Jakby chciały to by zaprosiły.
Potem było liceum. I klasa była na prawdę w porządku, miałam fajnych ludzi w klasie, całkiem niezłych nauczycieli. Od II zaczął się horror, którego skutki odczuwam do dziś. Kilka fajnych osób odeszło, bo zmieniało profil, połowę klasy, co chciała zostać przenieśli do innych klas (ten sam profil, ale inna klasa). Tych normalnych nauczycieli, których mieliśmy zmienili na beznadziejnych a tych, co byli beznadziejni zostawili. Moja klasa była tak pechowa, że z każdego przedmiotu mieliśmy najgorszego nauczyciela np. z 5 polonistów na szkołę dostaliśmy największą- za przeproszeniem- mendę.
Niestety byłam z lekarskiej rodziny. U mnie w szkole wszyscy nauczyciele chcą wysyłać dzieci na medycynę, więc żeby nie było konkurencji dosłownie gnoiło się dzieci medyków. Ja byłam gnojona i 2 inne osoby z klasy również. Oczywiście nauczyciele chcąc pokazać wyższość wszystkich uwalali, ale nasze trio było wyjątkowo mobbingowane. Trenuję pewien sport, z którego jestem całkiem niezła (niegdyś jeździłam na zawody ogólnopolskie). W mojej szkole organizowane były zawody sportowe z tej właśnie dziedziny. Wygrałam, zajęłam I miejsce. I myślicie, że szkoła pochwaliła się dobrym zawodnikiem? A skąd. Na stronie szkoły nawet nie wspomnieli, że takie zawody miały miejsce. Za to córka jednej z nauczycielek w szkole została jakąś tam miss, to na stornie szkoły wisiała w takich jakby postach przypiętych.
W III klasie od mojej wychowawczyni, której nie znosiłam ja i wiele osób słyszałam: "Nie radzisz sobie w tej szkole" oraz wiele innych. Było to dla mnie bolesne, gdyż zawsze byłam wyróżniona, zawsze się dużo uczyłam i lubiłam naukę, a w LO musiałam cieszyć się z 3. Dla osoby, która stawia na edukację to była porażka.
W pewnym momencie nadszedł czas 18-stek. Byłam ciekawa, kto mnie zaprosi. Niedoczekanie moje. Byłam tylko na domówce u jednej koleżanki z ławki- Darii. Miałam też przykrą sytuację związaną z zaproszeniem. Pewnego dnia miałam 2h zajęć pod rząd w 1 sali, więc nauczyciel wyszedł, kilka osób zostało w sali, kilka wyszło. Ja z Darią gadałyśmy. W pewnym momencie musiałam do toalety. Wstałam, wróciłam za 2 minuty, patrzę a Daria trzyma w rękach zaproszenie na urodziny. Po piśmie poznałam, że to od jakiegoś chłopaka. Oglądała, spojrzała na tylne ławki do chłopaków i nic nie powiedziała, bo taka niezręczna sytuacja. Ktoś po prostu czekał, aż wyjdę, żeby móc dać jej zaproszenie.
Nie zawsze jednak byłam wyrzutkiem. Od wielu lat raz do roku jeździłam na obozy sportowe. Na prawdę wiele osób mnie tam lubiło a nawet podziwiało za umiejętności sportowe. Na obozie przed III liceum poznałam dziewczynę- Kasię. Miałyśmy podobne zainteresowania, doświadczenia, poglądy. Mieszkałyśmy daleko od siebie, ale w 1 województwie, tak więc średnio co 1,5 miesiąca wsiadałyśmy pociąg, ja miałam 1h i ona też, spotykałyśmy się w większym mieście, gadałyśmy, spacerowałyśmy....
W ostatnie wakacje, zaraz po maturach wyjechałyśmy razem, we dwie na wakacje do Hiszpanii, ona sama powiedziała niedawno, że było super. Z Kasią pisałyśmy praktycznie cały czas od obozu. Kasia miała tendencję pisać raz na 1-2 dni, bo wyłączała wszelkie aplikacje i wiadomości wszystkie odczytywała raz na dzień. Nie przeszkadzało mi to, bo ja też gdy byłam zajęta odpisywałam po kilku h. Jednak od października może listopada się popsuło. Kasia odpisuje 1-2 razy nie na tydzień a na miesiąc. Owszem, kilka razy przepraszała za to, tłumaczyła, że ma zaliczenia i sesje itp. ja to w pełni rozumiałam i szanowałam, jednak miała niedawno tydzień ferii na studiach i w ciągu tego tygodnia napisała do mnie raz. Już w grudniu myślałam, że ma mnie gdzieś, ale bez problemu zaprosiła mnie do siebie (studiuje i mieszka teraz dalej), przenocowała, było normalnie, dlatego nie wiem co się dzieje.
Nie dostałam się ostatnio na medycynę. Stwierdziłam, że na jakiekolwiek studia nie jestem gotowa psychicznie iść, pieniędzy też szkoda, więc zostałam w domu, zapisałam się do studium na technika usług kosmetycznych, fajny kierunek, trochę nowych osób się poznało, zawsze coś, żadnej głębszej przyjaźni w każdym razie.
Czuję się teraz samotna towarzysko. Stwierdziłam, że nie będę na siłę do nikogo pisać, żeby zobaczyć kto w ogóle się tym interesuje. Efekt? Od miesiąca z nikim nie pisałam (z jedną koleżanką o projekcie do tej szkoły policealnej oraz z Kasią kilka zdań, która i tak od tygodnia milczy jak grób). Smutne to trochę, że wszyscy mają mnie gdzieś.
Ostatnio jednak pojawiła się u mnie nadzieja. Otóż zawsze jednym z moich największych hobby było lotnictwo. Kochałam latać, uwielbiałam te maszyny. Myślałam nawet kiedyś, żeby iść zawodowo w tym kierunku. Linie lotnicze ogłosiły nabór na stewardessy na sam sezon letni. Dla mnie idealnie- po maturach poprawkowych, do końca września. Niestety mija miesiąc od złożenia aplikacji a telefon milczy. Z każdym dniem tracę nadzieję. Całą sprawę opisałam dokładniej w osobnym temacie, któy jest na moim profilu
Czy mam depresję? Mogę odpowiedzieć na to przykładem. Może ktoś słyszał o katastrofie niemieckiego samolotu w Alpach pod koniec marca 2015, który leciał z Barcelony do Dusseldorfu? Leciała nim grupa nastolatków wracających z wymiany językowej. Sprawdziłam tych nastolatków na Facebooku- ci ludzie byli rok lub 2 młodsi ode mnie. I wiecie co? Zazdrościłam im. Zazdrościłam im, że to oni mają już spokój z życiem a ja się muszę męczyć. Zamieniłabym te 150 osób na jedną mnie. Wiem, że to straszne.
Zawsze byłam osobą towarzyską i kochliwą. Jak się zakochałam, to nawet na 2 lata (bez wzajemności oczywiście). Teraz mam chwilami takie momenty, iż tak bardzo pragnę, by przytulić kogoś, na kim mi zależy albo wyżalić się przyjaciółce lub porozmawiać z nią o pierdołach. Bardzo mi tego brakuje. Ostatnio zaobserwowałam u siebie niepokojące obawy. Stałam się jakaś zgorzkniała, nie potrafię się cieszyć z czyjegoś szczęścia, mam pesymistyczne podejście do życia. Poza tym już tak przywykłam do tej samotności, że nie wyobrażam sobie, iż ktoś może mnie lubić, przyjaźnić się ze mną, albo pokochać. Zauważyłam, że nieświadomie jak myślę o przyszłości to myślę tylko o sobie a nie o sobie plus np. mężu. To zupełnie podświadomie.
Możecie mi wierzyć lub nie, ale nie jestem brzydką osobą. Jak jeździłam na obozy sportowe zawsze jedna lub więcej osób się we mnie kochały. Niestety zaś ja nie odwzajemniałam uczuć. Byli to ludzie z charakteru o 180 stopni inni niż ja a ja szukałam kogoś z charakteru podobnego do siebie: ambitnego, mającego pasje, lubiącego sport, spokojnego..... oczywiście są tacy panowie, ale przeważnie zajęci lub niezainteresowani. Ja zaś nie chciałam się pchać w związek bez przyszłości, już wolę być sama niż na przymus.
Z tej samotności zaczęłam popadać w uzależnienie. Od kilku lat moim takim uzależnieniem jest komputer. Na różnych forach mogę się zwierzyć, pogadać z ludźmi, czego nie miałam za dużo na co dzień. Uwielbiam filmy, gdyż oglądając je, odcinam się od rzeczywistości. Ostatnio oglądam program "19+", wiele osób pewnie powie, że to beznadziejny serial, dla głupich itp, ale przedstawia on grupkę osób w moim wieku, z podobnymi problemami, które próbują razem rozwiązać. Ja właśnie o takich przyjaciołach zawsze marzyłam.
Co do rodziców (wujków) to oni nie wiedzieli, że jest ze mną źle. Ukrywałam mój stan praktycznie do III klasy LO. Dopiero po liceum było ze mną tak źle, że nie dało się tego ukryć, wpadałam w płacz gdy tylko wspomniało się o studiach (a średnio mi poszły matury), no jednym słowem masakra. Wcześniej, przez kilka lat ryczałam po nocach, nie co dzień, ale miałam lepsze lub gorsze tygodnie, dni. Ukrywałam to przed nimi, bo oni mają inne poglądy- ich pocieszenie to "Weź się w garść" oraz "Musisz uwierzyć w siebie" i to było całe ich pocieszenie. Pomagało na kilka dni. Sami jako medycy byli przeciwnikami różnych lekarstw i terapii, mama/ciocia mówiła, że jak raz w to wejdę to potem przy każdym problemie będę po to sięgać. Dlatego jeśli chcę się zapisać na terapię, to dopiero po przeprowadzce na studia, do innego miasta. Jednak nie mam bladego pojęcia, jak to wygląda z płatnością? Bo psychiatra to na przychodnię, ale psychoterapie? Bo wiecie jak to wygląda z pieniędzmi u studentów....
Poza tym strasznie się wstydzę tego. Nie wiem, jak mam zupełnie obcej osobie zwierzać się z takich problemów?

13

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

To co napisałaś w zasadzie wszystko wyjaśnia, jesteś normalną, ambitną, wartościową dziewczyną, która w tym momencie jest niszczona i szykanowana przez zawistne środowisko. Przykro czytać, że brali w tym udział również nauczyciele podcinając Ci skrzydła. Myślę, że sam wyjazd na studia, zmiana środowiska, już wiele zmieni, tak jak wyjście z dusznej piwnicy na świeże powietrze. Na razie postaraj się przetrwać, dbaj o swój rozwój, rób to co lubisz, wróć do ulubionego sportu lub choćby czasem oglądaj te głupie seriale jeśli to przynosi Ci chwilową ulgę. Nie daj się zniszczyć tym karłom jakich masz wokół siebie.
Kasia nieładnie z Tobą postąpiła, pewnie było tak, że na studiach poznała nowych znajomych, takich z którymi ma kontakt na codzień, więc Ty już nie jesteś dla niej tak ważna jak wcześniej.
"Nie wiem, jak mam zupełnie obcej osobie zwierzać się z takich problemów?"-przecież właśnie to robisz!
Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

14

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?
takiwiatr napisał/a:

To co napisałaś w zasadzie wszystko wyjaśnia, jesteś normalną, ambitną, wartościową dziewczyną, która w tym momencie jest niszczona i szykanowana przez zawistne środowisko. Przykro czytać, że brali w tym udział również nauczyciele podcinając Ci skrzydła. Myślę, że sam wyjazd na studia, zmiana środowiska, już wiele zmieni, tak jak wyjście z dusznej piwnicy na świeże powietrze. Na razie postaraj się przetrwać, dbaj o swój rozwój, rób to co lubisz, wróć do ulubionego sportu lub choćby czasem oglądaj te głupie seriale jeśli to przynosi Ci chwilową ulgę. Nie daj się zniszczyć tym karłom jakich masz wokół siebie.
Kasia nieładnie z Tobą postąpiła, pewnie było tak, że na studiach poznała nowych znajomych, takich z którymi ma kontakt na codzień, więc Ty już nie jesteś dla niej tak ważna jak wcześniej.
"Nie wiem, jak mam zupełnie obcej osobie zwierzać się z takich problemów?"-przecież właśnie to robisz!
Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

Jejku dziękuję, że przeczytałeś moje wypociny, nie umiem pisać krótkich wypracowań smile
Masz całkowitą rację, zmiana środowiska da dużo, ale boję się, że tam też się nie będę umiała zaklimatyzować (pomimo że byłam wiele razy na obozach z obcymi ludźmi). Został mi ten uraz.
Nauczyciele odegrali tu największą rolę mówiąc szczerze. Do II klasy LO może i nie miałam jakoś super dużo przyjaciół, ale uczyłam się dobrze, lubiłam to, nagrodą były wyróżnienia. Potem od II klasy zaczął się horror. Oceny z 4 i 5 spadły mi na 2 i 3. To wyglądało tak, jakbym się nic nie uczyła. Wiem, że dużo osób ma oceny w głębokim poważaniu, ale dla mnie edukacja była zawsze bardzo ważna. Była to taka rekompensata za przyjaciół. Mówiłam sobie, że "Po co mi jacyś bliscy przyjaciele, skoro dobrze się uczę i mam przyszłość?". I nie było tak źle, ale jak nie miałam już nawet znajomych, na 18- stki mnie nie zapraszali, w szkole była masakra to już na żadnym polu mi nie wychodziło
Co do Kasi to też tak myślałam, że znalazła sobie innych znajomych, ale z drugiej strony, to nie tak, że myśmy się przyjaźniły od dzieciństwa, razem, co dzień a ona nagle wyjechała i poznała innych. Nie, było inaczej. Ona mieszka 2h pociągiem ode mnie. Odkąd tylko się poznałyśmy, nie widziałyśmy się częściej niż raz na 1,5- 2 miesiące. Ona miała w liceum dużo znajomych, z nimi trzymała.... a poza tym, jak napisała ten tydzień temu to pytała, czy mamy już ustalać wakacje (w zeszłym roku stwierdziłyśmy, że fajnie by było zobaczyć Włochy) no i czy pytała by się o to, gdyby chciała mnie olać? Niektórzy ludzie są trudni do rozszyfrowania.

15

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Możesz się rozpisywać, ciekawie piszesz... Postawa Twoich nauczycieli woła o pomstę do nieba, tacy ludzie nie powinni uczyć.
Problem z Kasią chyba polega na tym, że dla Ciebie Kasia jest najważniejszą przyjaciółką, natomiast pewnie Ty dla niej jesteś jedną z wielu ważnych osób. Pewnie cały czas z kimś się spotyka, z kimś pisze i nie zdaje sobie sprawy z tego, że minęło sporo czasu odkąd się ostatnio z Tobą kontaktowała. Chyba trzeba się pogodzić z tym, że to Ty będziesz bardziej dbać o kontakt. Ale jednak pamięta o Waszych wspólnych planach.

16

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?
takiwiatr napisał/a:

Możesz się rozpisywać, ciekawie piszesz... Postawa Twoich nauczycieli woła o pomstę do nieba, tacy ludzie nie powinni uczyć.
Problem z Kasią chyba polega na tym, że dla Ciebie Kasia jest najważniejszą przyjaciółką, natomiast pewnie Ty dla niej jesteś jedną z wielu ważnych osób. Pewnie cały czas z kimś się spotyka, z kimś pisze i nie zdaje sobie sprawy z tego, że minęło sporo czasu odkąd się ostatnio z Tobą kontaktowała. Chyba trzeba się pogodzić z tym, że to Ty będziesz bardziej dbać o kontakt. Ale jednak pamięta o Waszych wspólnych planach.

Tak, też tak uważam. Dla mnie Kasia jest jedną z ważniejszych a ja dla niej jedną z wielu. Ja co prawda też mam kilka koleżanek. Przykładowo nie byłam sama na sylwestra, bo pojechałam do miasta, gdzie studiuje Daria (koleżanka z ławki z LO) z jeszcze jedną koleżanką z klasy, ale Kasia w tym czasie zorganizowała sobie z koleżankami 10-osobowy wyjazd nad nasze morze, albo niedawno była zaproszona do jakiegoś miasta na urodziny koleżanki z klasy. Co do moich koleżanek, jak widać, nie można powiedzieć, iż jestem samotna w 100%, ale gdybym miała większy wybór to na pewno nie pojechałabym do tych koleżanek. Są to takie typowe zazdrośnice. Wiedzą, że mówię dobrze w obcych językach a jak gadaliśmy ze znajomym z GB to pytały "Rozumiesz wszystko?" albo "Chcesz jakieś słówko?" a ja jestem osobą, która uczy się do certyfikatu językowego, one nie. To samo z wieloma innymi dziedzinami
A nauczyciele? O pomstę do nieba? Lepiej bym tego nie ujęła. Najgorzej było z moją wychowawczynią. Uczyła polskiego, ja z polskiego byłam całkiem dobra, lubiłam pisać wypracowania, a ona na koniec klasy maturalnej wystawiła mi 2. Maturę zdałam na 84%. Oczywiście to podstawy, ale nie miałam rozszerzenia

17

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Ci nauczyciele i te koleżanki to właśnie takie karły które Cię otaczają. Same niewiele sobą reprezentują ale usiłują dowartościować się cudzym kosztem. Bądź dla nich wyrozumiała, chyba nie potrafią inaczej. Z czasem będziesz miała większy wybór znajomych, zwłaszcza gdy wyjedziesz na studia ze swojego miasteczka, z tej dusznej krainy.

18

Odp: Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?
takiwiatr napisał/a:

Ci nauczyciele i te koleżanki to właśnie takie karły które Cię otaczają. Same niewiele sobą reprezentują ale usiłują dowartościować się cudzym kosztem. Bądź dla nich wyrozumiała, chyba nie potrafią inaczej. Z czasem będziesz miała większy wybór znajomych, zwłaszcza gdy wyjedziesz na studia ze swojego miasteczka, z tej dusznej krainy.


Masz w 100% rację
Dzięki za wsparcie smile

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy można samodzielnie wyleczyć tą chorobę?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016