Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Cześć wszystkim!

Pisze chłopak.
Życie jest bardzo skomplikowane.

Nie chcę referować całej historii, bo się zanudzicie. Ale jest tak, mam 23 lata, na karku pracę programisty i studenta informatyki.
Kiedyś czułem się bardzo nieatrakcyjny, żeby nie powiedzieć obleśny. Nie wiem. Może dlatego że w gimnazjum byłem najniższy, najchudszy, większość dziewczyn mogłaby mnie znokautować. Potem technikum, a ja sam, koledzy zapraszali na bilard, kręgle a ja odmawiałem bo nie miałem żadnych pieniędzy (tata zmarł gdy kończyłem podstawówkę). Pojawiła się dziewczyna w której się zakochałem, kolega z technikum popełnił samobójstwo. Wpadłem w depresję, sam próbowałem się zabić (jedna próba była bardzo "ostra"). Trwało to 3 lata, dziesiątki opakowań proszków za mną.

W maju tego roku otrząsnąłem się. Nie wiem jak to się stało. Po prostu coś we mnie wstąpiło pewnego ranka i powoli wstawałem z kolan i na nowo uczyłem się "chodzić". Kontynuuję to do dzisiaj, ale jeszcze mam sporo do zrobienia. Zainwestowałem mnóstwo pieniędzy w siebie, bo czułem, że dzięki temu nie wrócą stare demony.

Problem jest dla mnie straszny.

Odtrącam dziewczyny, zwłaszcza te atrakcyjniejsze które wyczuwają jakbym "rósł w siłę" i chciałyby dołączyć. Niektóre to koleżanki, które dystansowały się ode mnie za młodu. Każdej mówię, że ja już miałem szansę ale ją straciłem. Czuję, jakbym je krzywdził w ramach kary za to, co niektóre z nich mogły mi zrobić kiedyś. Dystansuję się teraz ja i niemalże każdą zniechęcam do siebie, co jeszcze bardziej je napędza. Nie czuję się nieatrakcyjny, przeciwnie, poprawiła się moja samoocena i dobrze mi ze sobą. Wiem też, że będzie jeszcze lepiej! Ale żeby nie było - i tak unikam dziewczyn. W autobusie unikam wzroku, na ulicy idę przy budynku i zawsze ustępuję. Dzięki temu unikam jakiegoś zainteresowania mną.

Czuję się trochę dziwnie, bo nie wiem co będzie dla mnie najlepsze. Czy to normalne dla osoby, która miała depresję na głowie? Najpierw choroba, leczenie, wychodzenie samemu na prostą w taki sposób, by nikt nie przeszkadzał i dopiero potem otwarcie się na kogoś? Czy może gdzieś mam zakodowany strach przed drugim człowiekiem?

Czuję się w samotności całkiem dobrze, bo wszystko co zarobię, mogę wydać na swoje zainteresowania i potrzeby, rozwijam się i mogę zrobić coś dobrego dla siebie i najbliższych. Na przykład coś tak ewidentnego jak auto. Koledzy mają jakieś Golfy, BMW, auta bezpłciowe i nudne, żeby wyrywać laski i jeździć nimi na imprezę. Ja mam dwuosobowego charakternego roadstera, jeżdżę nim sam i nie mogę się doczekać jak zdejmę dach. Chciałem mieć coś dla siebie. Dla swoich oczu. To mnie cieszy. Żeby nie być jednak takim hedonistą, niewielki procent oddaję stowarzyszeniom, posyłam coś schronisku dla zwierząt w moim mieście. Pomagam mocno rodzinie.

Nigdy nie traktowałem dziewczyn instytucjonalnie, nie angażowałbym się w związek dla związku. Druga osoba nie może być dla mnie wypełniaczem czasu i rubryczki na Facebooku (w związku z). Nie umawiam się na jakieś spotkania erotyczne.

Ale jestem młody, obawiam się że po trzydziestce dostanę jakiejś kolejnej depresji z powodu samotności. Znowu będę szukał powodów i winy w sobie. To się źle skończy. Nie mam pomysłu na siebie po studiach. Zawsze byłem emocjonalną gąbką, a teraz czuję się jak kawałek papieru ściernego. Boję się, że jest mi wygodniej odtrącić niż spróbować. Albo że podświadomie mszczę się. A może to efekt przyzwyczajenia się do tego, że nikt się mną nie interesował?

Czy to normalne?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2016-12-28 16:11:15)

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Przechodziłam depresję dawno temu, leczyłam ją farmakologicznie i psychoterapią ok. 2 lat. Z tego co piszesz, Ty sam stanąłeś na nogi, bez pomocy lekarzy i terapeutów. To ogromny plus, drzemie w Tobie wielka siła. Trudno mi powiedzieć dlaczego odtrącasz dziewczyny. Moze podświadomie czujesz, że jeszcze nie nadszedł czas, ze nadal potrzebujesz być z sobą i dla siebie. Moze kryje się w tym zachowaniu coś głębszego... np. coś z dzieciństwa... nie wiem... zaborcza matka?
Ja nie miałam takich zachowań po wyleczeniu się z depresji, więc trudno mi się do Ciebie porównywać. Szukałabym przyczyn w czymś innym, tzn. nie wiązałabym tego z byłą depresją. Może po prostu teraz zauważyłeś "problem"- jeśli takowy istnieje, bo dopiero uporałeś się sam ze sobą. Zawsze coś się bierze z czegoś. SZukajcie a znajdziecie przyczynę smile .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

3

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?
vundo napisał/a:

W maju tego roku otrząsnąłem się.

Gratuluję i owocnej pracy nad soba życzę.
Skoro wszystkich odtrącasz zanim ich poznasz, to ich nie krzywdzisz. Oprócz siebie. Zasłużyłeś?

Reklama

4

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?
vundo napisał/a:

(...) Odtrącam dziewczyny (...) Dystansuję się teraz ja i niemalże każdą zniechęcam do siebie (...)

Skoro nie chcesz kontaktu, skoro nie chcesz zawierać bliższych znajomości, to Twoje zachowanie jest adekwatne.



(...) Czy może gdzieś mam zakodowany strach przed drugim człowiekiem? (...)

Masz? Przecież to wiesz.

(...) obawiam się że po trzydziestce dostanę jakiejś kolejnej depresji z powodu samotności. (...)

Lubisz wymyślać sobie powody do zmartwień? Po co? Co z tego masz?


(...) Boję się, że jest mi wygodniej odtrącić niż spróbować. (...)

Jasne. Część osób, by uniknąć ewentualnego (bo nie jest ono pewne) niepowodzenia/odrzucenia, wystawia zasieki z drutu kolczastego.


(...) Albo że podświadomie mszczę się. (...)

Ponawiamk pytanie. Mścisz się? Jeśli tak i zdajesz sobie z tego sprawę, to nie zasłaniaj się podświadomością. Albo coś robi się podświadomie, albo świadomie.


(...)A może to efekt przyzwyczajenia się do tego, że nikt się mną nie interesował? (...)

Może. A może nie.

(...) Czy to normalne?

"To" jest dzieleniem włosa na czworo. Dla niektórych osób charakterystyczne. Ważnym dla Ciebie (tak myślę) jest uświadomienie sobie powodów tego dzielenia i celów, które dzięki temu chcesz osiągnąć. Wskazanym jest też sprawdzenie skuteczności metody działania z obranym celem.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

5

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?
tajemnicza75 napisał/a:

Przechodziłam depresję dawno temu, leczyłam ją farmakologicznie i psychoterapią ok. 2 lat. Z tego co piszesz, Ty sam stanąłeś na nogi, bez pomocy lekarzy i terapeutów. To ogromny plus, drzemie w Tobie wielka siła. Trudno mi powiedzieć dlaczego odtrącasz dziewczyny. Moze podświadomie czujesz, że jeszcze nie nadszedł czas, ze nadal potrzebujesz być z sobą i dla siebie. Moze kryje się w tym zachowaniu coś głębszego... np. coś z dzieciństwa... nie wiem... zaborcza matka?
Ja nie miałam takich zachowań po wyleczeniu się z depresji, więc trudno mi się do Ciebie porównywać. Szukałabym przyczyn w czymś innym, tzn. nie wiązałabym tego z byłą depresją. Może po prostu teraz zauważyłeś "problem"- jeśli takowy istnieje, bo dopiero uporałeś się sam ze sobą. Zawsze coś się bierze z czegoś. SZukajcie a znajdziecie przyczynę smile .

Leczyłem się farmakologicznie, można było na podstawie dokumentacji medycznej zrozumieć jak mnie choroba pochłaniała.
Zaczynałem od lekkiego citalopramu w najmniejszej dawce, po którym czułem się świetnie (wiadomo, pierwszy kontakt z lekami). Potem lekarz kazał brać więcej, dorzucał mocniejsze leki, w międzyczasie było podejrzenie nerwicy natręctw. Miałem psychologa, ale z gabinetu wychodziłem tylko wnerwiony i rozczarowany. Psycholog proponował rozmowę z księdzem jako formę terapii... kpina. Przez pół roku słyszałem tylko "idź pan do księdza" albo "to nie tak, pan kompletnie źle myśli, wszystko źle". No kurde.

Z matką nie mam najlepszych kontaktów. Wielokrotnie podczas konfliktów mówiłem, że to ja sam się wychowałem. Wszystkie zasady moralne i podejście do ludzi - to chyba efekt tego, że byłem pozostawiony na tym polu sam. A ponieważ nie byłem w żaden sposób krzywdzony, to staram się żyć dobrze. Dla matki liczy się porządek w mieszkaniu, tureckie seriale w telewizji i Lotto. W środku choroby, gdy nie mogłem studiować, potrafiła wypalić "ciekawe czy skończysz studia". A ponieważ ja jestem strasznie wyczulony na nawet najkrótsze zdanie, to potem podnosiłem to do rangi przykrego ciosu. Mówiłem "mamo, jestem/byłem chory na depresję, nie lepiej powiedzieć że masz nadzieję że skończę studia?". Później postanowiłem w mieszkaniu robić remonty, wymienić meble, przedmioty kuchenne. Gdy zapraszałem mamę do sklepu żeby wybrała pralkę, potrafiła "ugryźć" mnie w dłoń. Zawsze mówiła że nie potrzebuje, że działa jeszcze. To wtedy mówiłem że wolę sam kupić coś do domu, niż być zmuszonym. Łatwiej jest odłożyć 2x500, niż 1000 od razu - mam w Excelu budżet zrobiony i zawsze mnie bolą nieoczekiwane wydatki. Od dwóch miesięcy po prostu nic jej nie mówię co kupuję do domu lub kupię. Idę, wybieram sam i montuję. Ostatnio ogrzewacz łazienkowy - wymieniłem bo zmęczony wróciłem z pract, chciałem gorącej wody dla odpoczęcia to nie było. Nic jej nie powiedziałem, w piątek facet już mi montował. Oczywiście znowu coś do mnie "fukała", jakbym nie miał na co pieniędzy wydawać. Odpysknąłem że to dla mnie, a ponieważ mieszkamy razem to musi przywyknąć do nowego sprzętu. Morale wzrosło.

Naprędce napisał/a:

Skoro wszystkich odtrącasz zanim ich poznasz, to ich nie krzywdzisz. Oprócz siebie. Zasłużyłeś?

Odtrącanie, zniechęcanie. Nie widzę między tym różnicy.

Czuję że krzywdzę i nie mogę tego zmienić. Jestem zablokowany. Nie wszystko jest zrobione, bym mógł wziąć ma barki odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Niedawno miałem urodziny. Sam do pracy przyniosłem sporo cukierków i każdego obdarowałem, nawet inne działy. I z innego działu koleżanki podarowały mi przytulankę, takiego misia. Owszem, jako IT i tak znam wszystkie działy, ale musiała jakoś dotrzeć do nich moja "sława". Nie czułem się zadowolony, bo miałem wrażenie jakby we trzy chciały zastawić na mnie pułapkę. Podziękowałem oczywiście i szybko się zwinąłem, żeby nie dać im szansy. Ale jedna dziewczyna była naprawdę super, dla mnie wybitnie ciepła i otwarta, chociaż... starsza o 5 lat. Co ciekawe, wielokrotnie pieszczotliwie mnie traktowała jak matka swojego synka, albo mówiła że ona potrzebuje facetów, a nie dzieci. Podobno zajęta przez księcia, bo tak mówiła o nim.

Ona jest zupełnie innym tematem, bo podobała się mojemu kumplowi w jej wieku, ale kumpel fajtłapa, ciągle mi mówił że mu się podoba tamta, potem inna, innym razem jeszcze inna. Proponowałem mu żeby w końcu uderzył, bo na samym gadaniu nie wyjdzie dobrze. Rezygnował. W końcu sam się wkurzyłem, wyszedłem z pomieszczenia do niej (tej starszej, najmilszej) i po 15 minutach miałem jej numer. Ba, po dwóch tygodniach zrobiła mi awanturę w towarzystwie koleżanek (???) że nie odzywam się do niej a mam numer.


Naprędce, czuję że jest odwrotnie. Ja je krzywdzę, a sobie bezpośrednio nie zasłużyły. Ale gdybym krzywdził siebie - to niezasłużenie, bo ja już wyrok "odsiedziałem".

Myślicie, że jakby organizm sam bronił się, bo to nie jest dla niego teraz najlepsze?

Reklama

6

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

A może zwyczajnie nie poczułeś jeszcze pragnienia bycia w związku?
Napisałeś, że nie jesteś gotów wziąc odpowiedzialności za kogoś, a to niestety jest cechą związku. Dla mnie są dwie odpowiedzi: albo nie dojrzałeś jeszcze do bycia w związku, albo w tym aspekcie zawsze będziesz dobrze czuł się sam. Mam kuzynka zatwardziałego bezdzietnego singla (już po 40tce), dobrze mu się żyje, pracuje, ma swoje rozrywki, przyjaciół,  fotografuje, podrózuje po całym świecie. Ja też nie jestem w związku teraz i nie zamierzam być, nie mam nikogo do niezobowiązującego seksu, aczkolwiek mam za sobą małżeństwo i ze sobą dzieci. Nie uważam tego za dziwactwo że sa ludzie, którzy wolą być sami, po prostu niektórzy tak mają. Zdecydowana większość związków oparta jest na zaspokajaniu potrzeb wsparcia, emocjonalnych, seksualnych i finansowych, ja swoje potrzeby zaspokajam samodzielnie. Myślę, że Ty możesz miec podobnie i prędzej fakt, że wychowałeś się w niepełnej rodzinie powoduje Twoje obecne nastawienie do kontaktów z kobietami. Depresja Twoja natomiast odgrywa rolę nie jako taka, ale jej proces wyleczenia - po prostu wzmocniłeś się na własną rękę, bez pomocy nikogo z zewnątrz, potencjalny partner nie był dla Ciebie wsparciem wtedy, więc po co ci teraz, skoro do seksu na razie też go nie potrzebujesz?

7

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Nie chcę bliższej relacji z dwóch powodów:
- "remontuję" się po depresji i nie chcę nikogo wprowadzać między rusztowania swojej nowej konstrukcji życiowej, bo jeden ruch i wszystko stracę
- jestem bardzo nieufny, obawiam się ciosu w plecy

Raczej nie czuję się niedojrzały, prędzej odwrotnie - wydaje mi się, że dużo dziewczyn nie jest gotowa do rzeczywistej, trwałej relacji. To znaczy, powiedzmy że 80% dziewczyn i 80% chłopaków w moim wieku to ludzie, którzy są w związku dla samego związku i tyle. Pozostałe 20% szuka 20% przeciwnej płci. Dlatego jest trudniej znaleźć mi kogoś. Dlatego 20% fajnych dziewczyn narzeka że faceci są tacy sami, bo ciągle trafiają na 80% głupich gości. Dlatego jest wrażenie identyczności.

Dlatego obawiam się, że po tym jak fundamenty i konstrukcja będą silne, to do środka nikogo nie wpuszczę. Może powinienem zająć się tym, co teraz mi dobrze wychodzi. A za jakiś czas zastanowić się co dalej. To dobry plan.

8

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Vundo, nie dziwię się więc, że chcesz być sam teraz. Pytanie - czy Ci teraz źle bez dziewczyny? Następne pytanie: Jak widzisz się w kwestiach związkowych powiedzmy za 5 lat? Czy chciałbyś kiedyś mieć rodzinę, dzieci? Jaka masz wizję starości w tym temacie?

9

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Teraz zupełnie mi to nie przeszkadza, nie mam do nikogo pretensji, nie atakuję dziewcząt za swoją samotność ani siebie nie obwiniam - przecież nawet nie staram się o bycie w kręgu zainteresowań. Kiedyś straszliwie wyłem z powodu braku bliskiej osoby i było blisko do aktów desperacji. Przeszło mi, wyrównało się.

Za 5 lat? Nie wiem jaki będę za 5 lat. Mam nadzieję, że zdrowy, stabilny i atrakcyjny. Jeśli w ciągu 5 lat nie dojdzie do jakiegoś dramatu, to powinienem być bardziej otwarty. Taki okres czasu to sporo. No i powiedzmy 25-letnie dziewczyny będą na pewno dla mnie bardziej atrakcyjne (z charakteru, bo to jest najważniejsze)- już teraz wydają się mi ciekawsze od młodszych koleżanek.

Nie wiem czy chciałbym mieć rodzinę. Z jednej strony w domu została jeszcze moja matka i siostra z lekkim stopniem niepełnosprawności, z drugiej strony co jeśli obudzi się we mnie jakieś uczucie, które będę chciał spełnić na wszystkie możliwe sposoby, łącznie z dziećmi? In plus, kobiety są zaradne, stosunkowo zdrowe, radzą sobie same całkiem nieźle - ja tylko pomagam finansowo. Nie są zdane tylko na siebie. Mógłbym opuścić je, gdybym sam był zdrowy i mógł podźwignąć finansowo swoją nową rodzinę oraz je.

Starość? Tacy jak ja długo nie żyją, w mojej rodzinie mężczyźni młodo umierają. Tata zmarł gdy miał 55 lat, jego ojciec a mój dziadek 54.

Generalnie chodzi o rozwagę. Depresja mocno mnie wyczuliła na tym punkcie. Dwa miesiące temu jeździłem często z kolegą, który świeżo dostał prawo jazdy. Wariował, zwyczajnie wariował i wielokrotnie groziłem mu że wysiądę na ulicy, bo ostro krytykowałem za jak on to nazywał "dynamiczną jazdę samochodem". Skończyło się na tym, ze ubezpieczyłem się na 120 000 zł w sytuacji wypadku telekomunikacyjnego. Kolega sam wielokrotnie dziwił się i pytał, kto mu dał prawo jazdy bo on jeździć nie umie.

Może przez tą rozwagę będę postrzegany jako nudny. Ale zwyczajnie - ja już się "wybawiłem" i "wyszalałem".

10

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Jak dla mnie Twoje podejście jest bardzo zdrowe i normalne, myślę dokładnie jak Ty.  Rozumiem, że czujesz się odpowiedzialny za matkę i siostrę, zwłaszcza finansowo, dlatego warto byś swą potencjalną wybrankę poinformował, że np. zawsze będziesz się opiekował siostrą. Znam małżeństwo, które się rozpadło, gdy po śmierci rodziców mąż-brat zajął się siostrą na wózku.
Im więcej piszesz o sobie, tym mniejszy problem widzę w Tobie, po prostu nie masz teraz w głowie związku, nie utożsamiasz ze związkiem własnej wartości,  a co przyniesie przyszłość - sam nie możesz wiedzieć, podobnie jak ja nie jestem w stanie powiedzieć, czy za 5, 10 lat, kiedy moje dzieci pójdą na studia nie będę tęskniła za rozmową z kimś w domu.
Co do zamykania sie na ludzi słówko - ja też ostrożnie podchodzę do różnych znajomości, zwłaszcza po lekturze tego (chodzi mi m.in. o dział Rozstania i Trudne związki) i innych forów, jest pełno ludzi przedkładających nade wszystko dobro własne i tzw. swoje szczęście, tak jak napisałeś każdy z nas, Ty czy ja też mogę być w tych 20% "normalnych" trafiających ciągle na 80% pozostałych.

11

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Siostra nie jest kompletnie niepełnosprawna, jej jedyna niepełnosprawność to problemy ze skupieniem i wykonywaniem skomplikowanych czynności (skutek choroby mózgu). Ale spokojnie czyta, rozmawia, a że jest religijna to żyje jej się dobrze. Tutaj naprawdę niewiele wystarcza, bo rozmowa i czasami większe zakupy (ja to biorę w swój budżet). A ponieważ inwestuję w nowy sprzęt do domu, to spadną im rachunki i nie będzie ryzyka że coś się zepsuje a ja np. będę w innym mieście i nikt nie będzie w stanie kupić i wstawić nowego urządzenia.

Czy kiedyś znajdę sobie dziewczynę? Nie wiem czy którakolwiek by mnie chciała (tutaj czasami odzywa się moja "była" depresja - całkowicie nie pozbędę się jej). Na plus powiem, że wzbudzam szybko sympatię, tak przynajmniej zauważyłem. Gdzie się nie pojawię to po jakimś czasie jestem zżyty i mile widziany. I wcale nie muszę cwaniakować, pajacować, opowiadać dowcipy na lewo i prawo i ciągle zwracać na siebie uwagę. Po prostu pojawiam się, słucham, opowiem jakąś ciekawą historię czy ciekawostkę i... i ludzie chcą mnie, bo mam coś fajnego do powiedzenia. Tyle że dotyczy to osób nieco starszych i z trochę większym horyzontem myślenia niż tanie piwo, papierosy, impreza i Wyższa Szkoła Robienia Hałasu w tle. Może dlatego też odczuwam niechęć do wiązania się rówieśniczkami, bo męczące byłoby odfiltrowanie ziarna od plew. Mógłbym zniechęcić się do wszystkich istot.

Będzie dobrze jak na razie zajmę się sobą. Dopiero gdy będę bez skaz i gotowy, to postanowię kogoś sobie znaleźć i jej poświęcę cały pozostały czas. Dam sobie szansę.

12 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2016-12-30 17:28:00)

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Sądzę, że jesteś dojrzalszy jak na swój wiek. Dlatego widzisz pewne rzeczy inaczej.
Trochę przypominasz mi moją córkę. Jest nastolatką, ale nijak nie umie się odnaleźć wśród rówieśników. Uważa, że zachowują się jak dzieci, że ona postąpiłaby inaczej... i tutaj mówi jak dorosła. Nie ma przyjaciółki ani kolegów wśród rówieśników. Najlepiej się czuje w obecności osób kilka lat starszych. Jej rówieśniczki myślą tylko o chłopakach, mają w głowie różne eksperymenty, a ona czuje się jakby do nich nie pasowała. Mentalnie i emocjonalnie jest dojrzalsza. Rozumie, ze nauka najważniejsza (nigdy nie musiałam jej tego klarować), że na chłopaków ma czas, ze używki to zło, a seks może poczekać. Odstaje od rówieśników, ale nie nazwałabym krzywdzeniem ich. A mogłaby tez tak mówić, bo w rezultacie odpycha ich od siebie.

Wracając do Ciebie: sądzę, ze z tym krzywdzeniem nieco przesadzasz.  Każdy mierzy swoją miarą i myślisz pewnie, ze gdyby Ciebie ktoś tak traktował, to byś się czuł skrzywdzony. Jednak każdy jest inny, być może one nie odbierają tego w ten sposób. Samo odtrącenie nie jest wielką krzywdą... to przykrość, ale nie krzywda. Dlatego uważam, ze niepotrzebnie się nakręcasz. Skup się na czymś innym, nie myśl stale o rzekomym krzywdzeniu.... bo być może go nie ma.

Na marginesie: możliwe, ze twoje separowanie się od kobiet, odtrącanie ich, to wynik braku ciepła i wsparcia u matki. Boisz się skrzywdzenia przez kobiety więc atakujesz zanim one to zrobią. Być może masz do przepracowania całe dzieciństwo z matka, aby się odblokować. Poczytaj jakieś psychologiczne książki o relacjach matka-dziecko, może coś tam dla siebie znajdziesz, może sam przepracujesz... .
A może to po prostu strach przed kolejną odpowiedzialnością (matka i siostra pod opieką), a tu jeszcze ewentualna żona. Jednak muszę coś doprecyzować, bo odnoszę wrażenie, ze wielu ludzi myli pewna kwestię. Odpowiedzialność za rodzinę, konkretnie za dzieci to ważna rzecz i nie podlega dyskusji. Jednak partnerka jest indywidalnoscia, jak i Ty i mimo, ze jesteście razem to nie jako jedno ciało i jedna dusza. Macie prawo myśleć inaczej, lubić co innego, czuć  inaczej. Żyjecie razem, ale musicie zachować "własny ogródek duszy" . Każde jest odpowiedzialne tylko i wyłącznie za siebie samych i za dzieci. Nie zajmujemy się żoną/mężem jak kolejnym dzieckiem, nie opiekujemy się jak ubezwłasnowolnioną osobą.
Po co o tym pisze? Bo odnoszę wrażenie, że przeceniasz role męża/partnera. Może w Twoim wyobrażeniu bierzesz sobie na barki zbyt dużą odpowiedzialność, za coś za co nie powinieneś i stąd strach przed związkiem. Związek to przede wszystkim wzajemne wspieranie się, uzupełnianie.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

13

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Tajemnicza75 - ale wiesz, dziewczyny czasami mają kosmiczne wymagania: auto, praca, wysoki, przystojny, bogaty, zabawny. Niektóre są skrajnie nieodpowiedzialne i głupie, w stylu: chcę być dziewicą do ślubu, ale oralnie mogę seks uprawiać. Obawiam się, że nie będę w stanie znaleźć dojrzałej dziewczyny. Z prostej przyczyny, bo dojrzałe dziewczyny trudno znaleźć. Ukrywają się, tak jak ja. Trzeba czekać lub liczyć na szczęście.

Wierzę w słuszność swoich motywów postępowania. Dziękuję za wiadomości, zobaczymy za kilka lat, czy wyszło mi to na dobre.

Wszystkiego dobrego w nowym roku dla Was, waszych partnerów, dzieci, rodziny, przyjaciół. Kolejny rok walki przed nami.

14

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Vundo> takie o których piszesz to pustaki- jak to mój mąż nazywa. Trudno znaleźć, ale to nie jest niemożliwe wink . Może trzeba dopomóc szczęściu i założyć sobie profil na jakimś portalu randkowym. Określić konkretnie czego oczekujesz albo samemu przeglądać oferty innych dziewczyn. Jednak ja uważam osobiście, ze jesteś jeszcze młody i może z tym poczekać. Mój mąż się ożenił ze mną w wieku 30 lat, a coraz częściej mają i więcej lat.
Jedyne co mogę Ci doradzić, abyś nie myślał o obawach i o tym czego NIE chcesz. To pogłębia Twoje niechcenie i lęk. Myśl o tym czego chcesz i czego pragniesz.
Wiedz, ze przyciągasz to o czym myślisz, więc myśl pozytywnie, myśl pięknie i marz.... z całego serca, a z czasem będzie lepiej smile .
Pozytywnego 2017 roku big_smile .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

15 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2017-01-02 14:53:50)

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?
vundo napisał/a:

Myślicie, że jakby organizm sam bronił się, bo to nie jest dla niego teraz najlepsze?

Całkiem możliwe, że intuicyjnie masz rację i że w wyniku długotrwałego stresu Twoja gospodarka hormonalna (a dokładnie jak przypuszczam poziom kortyzolu) została zachwiana i teraz powoli się stabilizując ma jakiś wpływ na Twoje podejście i "blokuje" Cię w pewien sposób.
Generalnie potoczna wiedza ludzi jak bardzo procesy fizyko-chemiczne determinują ich życie jest znikoma. Warto się czasem przyjrzeć swoim poglądom, nastrojowi itp. pod tym kątem. Nie zawsze można coś z tym zrobić konkretnego, ale sama znajomość istnienia pewnych mechanizmów może być pomocna.
Jeśli je poznasz i będziesz mógł przyporządkować niektóre z nich do swojej konkretnej sytuacji, będzie Ci łatwiej podjąć bardziej świadomą decyzję co robić ze swoim życiem.
Bo może byc tak, że organizm za rok, 5, 10 lat itd. nadal będzie "dawał Ci te same "znaki" co teraz.
I co wtedy? Będziesz do końca życia odkładał chwilę, w której ruszysz bardziej energicznie do przodu?

Co do tego "krzywdzenia" to ta teoria jest dość -wybacz komiczna. Tak jakbyś sugerował, że krzywdzisz dziewczyny samym tym, że nie pozwalasz im ze sobą (w domyśle "zajebistym gościem") obcować.
Wydaje Ci się, że zamartwiają się za każdym razem jak je odtrącasz? Płaczą w poduszkę z Twojego powodu może? smile
Jesteś pewny siebie i wyróżniasz się swoim charakterem, "tajemniczym" stylem życia, detalami (np. roadcoasterem itp.) od innych facetów z ich kręgów i wzbudzasz tym ich zainteresowanie. Jesteś trochę jak egzotyczny ptak, którego chcą oswoić, pogłaskać itp. 
Wszystkie interakcje sprowadzasz ściśle do kontekstu K-M, a powodów ich zaistnienia może być wiele: ciekawość, luźny flirt, zwykła uprzejmość, potrzeba zabicia nudy, współczucie, rodzaj "zadośćuczynienia" (jeśli któraś Cię kiedyś jakoś skrzywdziła), to że wzbudzasz zaufanie i sympatię (co prowadzi do chęci odwzajemnienia tego lub/i docenienia), spontaniczny impuls i wiele innych.
Na przykład awanturę o telefon odczytujesz dosłownie (że ona miała pretensje DO CIEBIE), tymczasem mogła być elementem "gry" pomiędzy dziewczynami, która z nich zbliżyła się do Ciebie bliżej i w gruncie rzeczy mogła nie mieć z Tobą nic wspólnego (mogła nie być Toba zainteresowana, ale aferę zrobiła żeby "ustawić się" nieco wyżej w "hierarchi"). ITD. ITP.
Właśnie dlatego między innymi powinieneś zachowywać się naturalnie i kontunuować kontakty by uczyć się powoli i tych (czysto spolecznych) mechanizmów, budować bazę zachowań ludzi i ich interpretacje, po to, kiedy uznasz że jesteś gotowy- nie być bezbronny, nie miotać się i "męczyć" dłużej niż to konieczne oddzielaniem "ziaren od plew".

Inny powód żeby jednak trochę sie otworzyć jest taki, że świadomie separując się od potencjalnie wartościowych dziewczyn (lub ludzi generalnie) zamykasz się jednocześnie na to co mogą Ci dać. Nikt nie jest doskonały i każdy uczy się całe życie. Ta nauka najbardziej treściwa jest w wypadku kontaktów z ciekawymi, wartościowymi jednostkami.
Ty od tego uciekasz i w tym sensie (z mojej perspektywy)- krzywdzisz samego siebie.

Ostatnia moja uwaga odnosi się do sedna tego co poruszasz czyli lęku, że kiedy się otworzysz i w efekcie tego ewentualnie ulokujesz uczucia w niewłaściwej osobie zanim "nie będziesz gotowy".
Ten lęk jest napędzany Twoim jak sądzę przeświadczeniem, że może być to niezależne (silniejsze) od Ciebie. Że jest jakaś przypadkowa, ślepa strzała amora nas trafia, jesteśmy ugotowani i nie mamy de facto wpływu na to z kim się wiążemy. Owszem, można pójśc na żywioł i się zauroczyć (zwłaszcza jak człowiek sztucznie tamuje emocje jak Ty- wtedy może się to "przelać" na dość przypadkową osobę), ale jeśli nauczysz się odróżniać powierzchowne czasem zauroczenie od "zakochania", zawsze będziesz miał czas na analizę i podjęcie właściwej decyzji w tym względzie. To nie jakiś "romantyczny fatalizm" decyduje z kim się dojrzały człowiek wiąże, ale tenże człowiek podejmując WYBÓR.
A jakość i "celność" tego co nas "trafia" jest wypadkową tego jak świadomymi ludźmi jesteśmy i co potrafimy. Jeżeli nie wiesz czego oczekujesz od partnerki a co Ci nie odpowiada, to faktycznie może Ci to grozić i możesz uczyć się na błędach (już w związkach) i z reguły cierpieć.
I znów, część tych "wymagań" możemy sobie jakoś teoretycznie -w głowie poukładać, jednak choćbyś nie wiem jak miał dobry "plan' pod tym względem, trzeba to na bieżąco z ludźmi -poprzez rozmowę i obserwację -weryfikować/ewaluować. Bo raz, że Ty się zmieniasz, a dwa pojawiają się nowe elementy, których wcześniej nie byłeś nawet świadomy.
Tak czy inaczej- nikt nie każe Ci się wiązać, ale tą szeroko rozumianą "naukę" (siebie, innych) na jakiś bliżej nieokreślony czas odkładać nie radzę.

16

Odp: Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Jeśli dziewczyny między sobą grają to okej, ale ja nie zamierzam brać udziału w grach damsko-męskich. Dlatego też mam ograniczone zaufanie do dziewczyn, które powiedzą mi coś miłego, związanego z tym kim jestem w ich oczach. Boję się, że mogą próbować coś ugrać dla siebie, zabawić się. Potraktować jak wyzwanie, skonsumować nagrodę i wyrzucić jak opakowanie.

Nie chodzi o to, że odmawiając zbliżenia krzywdzę do poziomu płaczu po nocach. Może to je deprecjonuje? Jeśli którejś dziewczynie mocno się spodobam, a ja ją zwyczajnie chwycę za kark i wyrzucę za drzwi, to reakcja może być bardzo gwałtowna i zła. Nie traktuję się jak skarb, pomnik niedostępny dla pospólstwa. Niech mi tylko nikt nie przeszkadza w swojej dziejowej sytuacji wyjścia na ludzi. Czy skazałbym się na totalną izolację? Na pewno nie. Od dwóch tygodni pracuję sam w gabinecie i mi odbija, postępy są mizerne i nawet muzyka nie pomaga.

Nie jestem mizoginistą! Przeciwnie, często jestem wdzięczny dziewczynom za zmiękczenie mojego technicznego i analitycznego myślenia oraz finezyjne podejście do niektórych spraw.

Wielu mówiłem co ze mną się dzieje, odpowiadałem prosto: jestem wolny, ale niedostępny.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Depresja mnie zmieniła? Podświadomie krzywdzę ludzi?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016