Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
On nie odbiera telefonów... nie odpisuje na sms'y. Powiedział że nie ma siły tak żyć że ja u rodziców a on tam... miałam wracać w poniedziałek... ,,, wracasz albo do widzenia''
nie wróciłam... był po kilku kieliszkach - choć nie wyczółam tego w rozmowie...
raz jak odebrał powiedział ,,wczoraj powiedziałem wszystko co miałem do powiedzenia'' i się rozłączył...
nie wiem co się stało... myślę że ktoś mu coś powiedział na ten temat... bo przecież jeszcze w pon. rano było dobrze... po południu strzelił piorun...
niedziela piękna, pełna uczuć, rozmów na temat terapii... myślałam że to początek dobrej drogi... ale sie pomyliłam... znów próbuje mnie słowami ściągnąć do domu...
o co chodzi Marto??? co mam robić...
dodam jeszcze że po jego telefonie w poniedziałek zadzwoniła teściowa, mówiła bym nie wracała bo on wypił 3 kieliszki,że jak tyle wytrzymałam to żeby,m została u rodziców....
a wczoraj!!! zadzwoniła i powiedziła bym wracała do domu bo on się denerwuje żę nas nie ma... że musimy spróbować jeszcze raz dla dobra dzieci, bo jej ich szkoda...mówiła żebym potem nie żałowała swojej decyzji...
Żałuje dzieci...ale kogo jej dziecka czy moich??? ona chce tylko by one tam były bo oni tęsknią i mąż też... a one już są skołowane... bo widziały nas objętych i szczęśliwych w niedzielę, cieszyły się że za kilka tyg. będziemy razem a tu mąż wypalił swoim tekstem... zachowywał sie jak zawsze... chyba powinien w rządzie pracować bo bardzo lubi rządzić innymi!!!
powiedziała jeszcze że on wypił tylko 3 kieliszki bo była okazja... przecież chyba może wypić.... a w poniedziałek mówiła że on musi iśc do psychologa lub na leczenie bo on nie radzi sobie...
jeju jaka ona jest zmienna... bardzo mnie zdołował... bo jak mam w niej oparcie to było mi lżej... a teraz??!! próbuje uszczęsliwiać wszystkich na się!!!
nie wiem już co mam robić... wszyscy mi mówią bym nie wracała ale jego rodzina jest innego zdania...
a mąż posłucha jednego wujka, drugiego i teraz skutki są... oni pewnie mówią a powiedz jej wóz albo przewóz, daj jej ultimatum wraca albo nie...co będzie się rządzić..
a ja na swoim trzymam póki co... pewnie mąż był zdziwiony że nie wróciłam...
a ja piszę do niego miłe sms, nie gniewam się, niech widzi to, ale niech sobie wbije do głowy że ja nie chcę takiego życia jakie miałam... on też musi się starać... póki co to nie ma ochoty... nawet jak stwierdził nie ma mnie za co przepraszać...
jutro jedziemy na Odpust do nich.. mąż pewnie nie będzie do mnie sie odzywał, ale ja będę do niego..tak myslę... kocham go i muszę mu pokazać żę kocham go mądrą miłością a nie zachukaną... ale czy on to zrozumie?????
Offline
Anniko zrozumie. Jeszcze mysle, ze mozesz miec przygotowane namiary na psychologa, do ktorego chcece sie udac. Byc moze jego to przerasta. A jak dasz mu namiar i powiesz, zeby sie zapisal, albo ze Ty mozesz zapizsac to moze szybciej pojdzie. Wiesz, zeby jakis konkret byl.
Offline
wITAM...
z MĘŻĘM ROZMAWIAMY OD KILKU DNI... JEST DOBRZE... ZGODZIŁ SIE NA TERAPIE MAŁŻEŃSKĄ... ..
PSYCHOLOGA TEZ MAM W PLANIE ALE ŻEBY GO NIE WYSTRASZYC TAK OD RAZU TO MYSLE ŻE NAJPIERW PÓJDZIEMY WŁASNIE TAM...
znalazłam nawet taka Diecezjalna Poradnie rodzinną... jest chyba bezpłatna...
Wiesz sama sie troche boję co z tego będzie... na terapie chodze sama... a tu z mężem... nie wiem coz tego wyniknie....
o leczeniu alkoholizmu na razie nie chce słyszeć... nie pije póki co... ale czy psycholog czy terapeuta małzęński będzie wiedział co mówic takiemu człowiekowi... chodzi mi by dowiedziął sie jak unikac alkoholu... jak można żyć beż picia... i jak w sytuacjach stresowych nie sięgac po alkohol... chciałbym żeby te spotkania byłe takie 3 w 1
Offline
mysle, ze jezeli traficie na dobrego specjaliste to juz bedzie wiedzial co zrobic. Trzeba zaufac ludziom. Staraj sie nie rozmawiac za duzo o terapii. Czas na terapie jest w dzien terapii. Oczywiscie trzeba to co sie nauczycie na niej wcielac w zycie, ale jednak zeby nie byl to temat non stop na tapecie bo sie zniecheci maz. a jak dzieci?pozdrawiam
Offline
Witam!!!
Dobrze że mi o tym napisałaś... bo ja najchetniej przypominałbym mu to co chwilę... ale póki co powiedziałam mu 2 razy, że we wtorek mamy terapię, żeby nie planował nic innego...
dzieci sie ciesza bardzo że tata jest co dzień... nie umie tylko zająć się nimi za bardzo... raczej siedzi przed telewizorem.. jedynie zabiera nas na lody lubna plac zabaw... robimy grila albo w niedziele wypad na festyn... ciesza się ale ostatnio jakmielismy spiecie niepatrzył na to że są dzieci... mówił podniesionym głosem... ja sie nieodzywałam... wtedy sie go bały... myslały że jest pijany-choc nie widziały przeciez jak pije(i nie pił)... taki podniesiony głos byl dla nich sygnałem że cos jest nie tak, że tata może jest pijany....
jak mam męzowi tłumaczyc że dzieci nie powinny słuchac takich rozmów... wydaje mi sie że moja starsza córka o wiele bardziej rozumie pewne rzeczy niz jej tata... on nie umie póki co sie opanować, opamiętac i zmilczeć... mówi co mu slina na język przyniesie.. to mnie własnie niepokoi...
szkoda że mieszkam tak daleko od Warszawy... napewno skorzystałabym z Twojej poradni Marto ![]()
Offline
bylismy na terapi małżeńskiej... mąż w pewnym momencie chcial wyjśc... terapeuta zadawał wiele mądrych pytan i kierowal je rzede wzystkim do męża... pytał o relacje z dziecmi... mąż nie bardzo chciał sie otworzyc... ale troche mówił... powiedział, że chciałby cos zmienic w swoim życiu by dzieci miały, na nas dobry przyklad... ale gorzej jest to jemu wprowadzic w życie... nie umie sie pochamowac... pomalutku idziemy do przodu, chce jedynie, by sie nie zatrzymac... a dni są różne raz lepsze ,raz gorsze...
nie możemy sie zebrac żeby pogadac..., dzieci wszedzie sa znami... a co gorsza - przeszkadzają kiedy my zaczynamy rozmawiać... tłumcze im,że musimy porozmawiać, ale zwłaszcza starsza nie ustepuje na krok... ja wtedy denerwuje sie i nie przerywam,a nawet nie zaczynam rozmowy... czesto potem nie dochodzi do rozmowy na dany temat...
mysle że powinnam na bieżąco mówic mężowi co i jak... teraputa powiedział że przez te 10 lat przezylismy obok siebie a nie ze soba...i rozmowa jest tu najwazniejsza... może dzieki temu sie ułoży???
Offline
Anniko koniecznie musicie wygospodarowac czas tylko dla siebie. Nie moga dzieci Wam dyktowac czy mozecie rozmawiac czy nie. tym bardziej ze jak teraz o to nie zadbacie to potem moze byc za pozno. dlatego pamietaj, zeby o to zadbac. koniecznie. terapeuta ma absolutna racje. To dialog teraz jest najwazniejszy. Rozmowa, czyli mowienie ale przede wszystkim sluchanie tego, co mowi druga osoba. Dzieci jesli zobacza ze ze soba rozmawiacie, to mysle, ze dla nich to bedzie wielka radosc. pozdrawiam
Offline
troche mnie to nie było... wiele sie wydarzyło... nie jest dobrze ani trochę...
zaczne od tego, czego sie sama nie spodziewałam... obfite deszcze spowodowały podtopienie domu moich rodziców... bylismy przerażone obfitościa deszczu który w ciągu 15 min. zalał wioske... nie moglismy wyjść z domu... dzieci - ja zreszta tez bylismy przerażenitym co jest i co może sie zdarzyć...
przyjechał po nas mąż... nie dzwonił,nie pytał... pojechalismy z nim do domu... zabralismy najpotrzebniejsze rzeczy... po dwóch dniach znów ulewa... wody na dworze po kolana u moich rodziców... nawet samochodem nie można wjechać... zakaz wjazdu przed wioską... drzewa zawalaja się na drogach... korzenie tak podmokły że nie utrzymują drzew...
a my w domu, z mężem... ściska mnie na samą myśl... nie mam jak wrócic do rodziców... tam jest jedno wielkie jezioro i smród...1 a mąż dwa dni był kochany, trzeci dzień mnie wkurzył... a 2 razy był tak nachlany że sie przewracał...
wolałabym juz mieszkać chyba w tym smrodzie, ale boje sie o dzieci, były przerażone tym wszystkim... teraz znów widzą pijanego tatę...
byłam na terapii... zaczynam wszystko od nowa... nowa terapeutka, nowe zadania, ale tu z nim... jestem silniejsza niz kiedys, ale nie poradze sobie bez terapeutki...
mam odgrywac teatr... nie reagować na zaczepki męża... udawać że nie słysze jego docinek ... tak robię, choć czasem mnie nosi...
dzisiaj byłam na basenie z dziećmi... a on znów pijany...
,uszę się teraz zająć nimii sobą a on niech robi co chce....
tak musiało być...
marto zmieniłam tez terapeutkę... uświadomiła mi że wszystko co do tej pory robiłam nie poskutkowało... więc pleciła mi bym teraz zagrała inaczej...tzn. mam nie reagoac na zaczepki męża, mam sie usmiechać,miło rozmawiać - nawet jak będzie na rauszu...mam udawac że nic złego się nie dzieje,a przykrych słów jakby nie było... nie obrażac sie i nie dawac sie wciągac w kłótnie... troche mnie to denerwuje,bo czasem nie dajerady, ale ogólnie jestem spokojniejsza...
jak widzisz , mimo tak krótkiego czasu - zmiany bardzo duże...
często żałuje żę tak sie stało, że musiałam wrócić- ale tez chciałam tego- tylko szoda że w takiej sytuacji to nastąpiło...
chciałam go przytrzymać, a jednak stało sie inaczej... nie wiem co będzie dalej.. boje sie tylko żeby nie zaczął być agresywny wobec mnie i dzieci... bo jest taki jak wypije---a dzisiaj to juz 3 dzień pod rząd...
Offline
Anniko czy jeszcze tu bywasz?jak Twoje sprawy?jak sobie radzisz?dlugo mnie nie bylo, ale wyszlam za maz i potem wyjechalam na urlop. Jednak juz jestem ![]()
Offline
Witaj.. moje gratulacje Marto ![]()
Bywam tu ale przez całe wakacje jakoś Cie tu nie widziałam więc i ja przestalam tu zaglądać...
u mnie jakos leci... duzo by pisać....
Starsza córcia w przedszkolu... raz płacze raz nie.. młodsza w domciu ze mna...
ja dalej na terapie chodze...
mąz pije ciągami... teraz jest w fazie abstynencji... mówi że juz nie będzie się tak upijał... ale ja jestem nieufna... od kąd mieszkamy znów razem pił niemal codzień i codzień mnie wyganiał...
jednak dla mnie jasne jest to że nie wyprowadzę sie z tąd czy będzie dalej pił czy nie... jakos mi to wychodzi... mielismy znów separacje ... nie rozmawialismy ok 3 tyg. przełamał sie i powiedziąl że ma dość... ale i tym razem nie poszedł na terapie-choć obiecal że pójdzie... mowi jak zawsze i nie dotrzymuje slowa... a ja za każdym razem ciesze sie jak małpka bananem .. a potem jestem przybita jak nie wiem co... i tak jest teraz ... znów mnie zawiódł-choć nie upija sie ale nie chce skorzystac z pomocy psychologa....
moja psycholog mówi że dla niego dnem najprawdopodobniej jest abstynencja seksualna z mojej strony... jak trwa gługo on mieknie... póxniej obietnice i ja juz ulegam... to juz grugi raz dałam sie tak zwieść pozorom....
ale jednego sie nauczyłam... mówie o tym glosno, noe wstydze sie i nie ukrywam że mój mąz jest alkoholikiem i mówie mu wprost że jak chce pić niech pije tylko mnie niech nie zaczepia i dzieci... z tym jest troche gorzej, bo ja napije się to jest bardzo niemiły...
a nawet ja=k nie pije to nie moge słowa mówic na temat picia bo on dostaje furii,,, ja jednak mam troszeczke niewyparzona buzię i jak coś mi nie pasuje to czepiam sie własnie tego... jestem nieufna a on bardzo nerwowy...
nie wiem juz co robic by go przekonac ale juz nie robie nic... po prostu ucze sie zyć dla siebiei zieci..
pozdrawiam i dziękuje, że sie do mnie odezwałaś... przepraszam za styl pisania i błędy... pewnie jest ich nie mało...
jeszcze raz moje gratulacje i wszystkiego co najlepsze!!!!!!!!!!!!
Offline
anniko no niestety nie na wszystko co robia nasi bliscy mamy wplyw. serca bysmy im uchylili ale jak nie chca to nic nie mozemy zrobic. ciesze sie jednak, ze masz psychologa, ktoremu mozesz sie wygadac i ktory udzieli ci wsparcia. jestes silna kobieta i pamietaj dbaj i troszcz sie o siebie.
Offline