Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
skąd ja to znam...
Ogólnie w moim przypadku Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go..
Wiem to się wyda okropne, ale jak kogoś nie mogę mieć to szaleje i chcę bardziej.
A jeśli facet jest kochany czuły itd. to stwierdzam ze jest za dobry. Jaki w tym sens?
Poza tym nie wiem czego szukam w związku. Według mnie to wszystko przez to ze zawiodłam się kilka razy
może strach przed rozczarowaniem kolejnym?
Offline
Jest taka szansa,czasem nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo przeszłość ma na nas wpływ, tylko że kiedyś trzeba się z tym uporać. Coś co mi przychodzi na myśl w Twoim przypadku to słowa Paulo Coelho „Moje serce obawia się cierpień. Powiedz mu, że strach przed cierpieniem jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia.."
Oj, miłe Panie obyśmy się kiedyś ogarnęły:D![]()
![]()
Offline
Pinacolada, a co masz na mysli jesli mowisz o przeszlosci? To zbaczy chodzi Ci o to, ze ktos nas zranil i dlatego boimy sie podejmowac kolejne proby?
Bo mnie np. nikt nie zranil, nie mam zych doswiadczen- moze dlatego, ze nie dalam nikomu ku temu szansy
Sama nie wiem dlaczego nie wchodze w zwiazki. Zawsze tlumaczylam sobie, ze to po prostu nie ten, ale ta decyzje podejmowalam najczesciej tak naprawde nie znajac dobrze czlowieka. No ale z drugiej strony jak ja mam podjac decyzje po lepszym poznaniu kogos, to wydaje sie niemozliwe skoro wiekszosc chce pocalunku na drugiej randce! Dobra, moze jestem staroswiecka, ale dlaczego znajomosci nie moga sie toczyc jakims takim zwyklym tempem, kiedy to ludzie maja okazje sie poznac, porozmawiac, a dopiero pozniej ewentualnie bardziej zblizyc sie do siebie? ![]()
Offline
Cześć Wam, tak sobie poczytuje ten wątek od jakiegoś czasu;)
inesita muszę powiedzieć, że mam bardzo podobnie do Ciebie.....też nie dałam nikomu szansy, nie dopuszczam nikogo do siebie
po 1 lub 2 randce, urywam znajomość mówiąc sobie, że to nie to...nie daje szansy aby coś więcej się rozwinęło albo chociaż żebyśmy się lepiej poznali... sama nie wiem czemu tak robię... moje koleżanki tego nie rozumieją i dziwią się, uważają że szukam księcia na białym koniu.. a to nieprawda, sama nie wiem czego szukam... albo wiem.. czegoś prawdziwego...
Pozdrawiam:)
Offline
Nieznajoma, moze to glupio zabrzmi, ale dobrze slyszec, ze nie jest sie samemu z "problemem". Czlowiek przynajmniej ma swiadomosc, ze nie jest odosobniona jednastka na swiecie i ktos gdzies ma podobne rozterki. Tylko to nie zmienia faktu, ze sytuacja pozostaje nierozwiazana. Najgorsze jest to (albo i najlepsze), ze nie moge narzekac na powodzenie. Caly czas mysle, ze to kwestia czasu kiedy cos sie wydarzy, ale wciaz sie nie wydarza, a latka leca. Mogloby czasem czlowieka cos natchnac i popchnac gwaltownie do przodu
Ale co tam, dzis tanczylam salse do upadlego i ani troche nie przejmowalam sie ww problemami
![]()
Offline
Wiesz co, może niekoniecznie dokładnie tak, że nas ktoś skrzywdził i nieźle się sparzyłyśmy. Zawsze trzeba pogrzebać trochę w dzieciństwie, to jakie miałyśmy relacje np z ojcem, jakie z kolegami a nawet koleżankami. To złożony psychologicznie problem mega indywidualny działający na zasadzie powiedz mi jakie miałeś dzieciństwo to powiem Ci dlaczego jesteś jaki jesteś ![]()
(Inesita, salsa jest dobra na wszystko:P)
Offline
Witam:) Jestem tu od nie dawna w sumie od dziś i zwróciłam uwagę na te posty i pomyślałam ze jak mogę to się przyłącze...Może trochę z innego punktu widzenia ale rozumiem o czym piszecie bo sama też tak miałam...Szukałam nie wiadomo czego nie byłam pewna a na dodatek jak ktoś się zbliżał to od razu twierdziłam że mnie okłamuje i tym podobne(taka moja natura pesymistką jestem od zawsze)...Ale wiecie co...zabrzmi to banalnie ale czas przyniesie zmiany na lepsze i "podrzuci" tego którego wy zaakceptujecie i jednocześnie on nie zrazi się do was przez waszą w jakimś stopniu ignorancję jego samego z początku znajomości...Myślę sobie że uparcie szukać nie ma sensu bo właśnie w tedy się nie znajduje zresztą mówi się że w tedy kiedy się czegoś chce tego nie ma...
A ja w czasie kiedy miałam podobne sytuacje do was wbiłam sobie do głowy że nie ma co główkować nad tym czemu jest tak jak jest tylko trzeba pędzić do przodu a miłość pojawi się w najmniej odpowiednim momencie i jak będzie prawdziwa na pewno przetrzyma;)
Offline
inesita napisał:
Czy są osoby, które unikają związków jednocześnie ich pragnąc?
Ze mną jest tak, iż chce z kimś być, ciągle o tym marzę, a ostatecznie jak się nadarzy okazja, wycofuję się i nic z tego. Zawsze znajdę jakiś powód, mimo że z reguły dobrze oceniam potencjalnego partnera. To już zaczęlo być standardem...
Pomyślałam, że być może czegoś się boję. Nie lubię np. gdy nie mam czasu dla siebie. A najczęsciej druga strona chce ciągle spędzać ten czas razem. Wiem, że to dziwne, ale związek chyba traktuję jako znaczne ograniczenie niezależności i to mnie chyba trochę przeraża...
Na razie kocham bez wzajemności kogoś i bardzo chciałabym, by odwzajemnił moje uczucie, ale któż to wie, czy wówczas znowu nie zrobiłabym kroku w tył...
Mam identycznie.Dwa do przodu,trzy do tyłu.Ale faceci to lubią.Dzięki temu nie tracimy na atrakcyjności.
Offline
Duzo kobiet tak ma.Najczesciej zdazaja sie przypadki ze gdy juz zdobedziemy to co wydawalo nam sie trudne do osiagniecia,zaczyna nas nudzic.
Ja też marze o tym by wkoncu odnależć tą osobę.Ale tak jak napisałam wyżej wycofuje sie gdy juz to osiagne..mozliwe ze przerazają mnie starania 2giej osoby...sama nie wiem czemu
Offline
Moja historia nie jest skomplikowana:
Pragnę partnerstwa, miłości, czułości. Ale gdzie się nie obejrzę życie w związkach wygląda jak kierat. Tego nie możesz, tamtego nie powinnaś a tyle innych rzeczy jest Ci zabrane (wolność, poczucie własnej wartości, czasem nawet własne myśli nie są „dość dobre” więc milczysz) albo sama rezygnujesz z siebie "dla dobra ogółu". Widzę mężczyzn którzy nie wiedzą czego chcą.
Lub dziewczyny zachowujące się wulgarnie, nieprzyzwoicie. Są niepoważne zachowują się jak dz** a później osoba taka jak Ja muszę za to płacić... ile razy byłam wyzywana od ku*** tylko dlatego że nie zachowuje się jak jedna z nich. Po jakimś czasie miałam dość zrezygnowałam z towarzystwa mężczyzn i tyle, a trudno nie być samotnym gdy nie ma się szans kogoś poznać.
To mój pierwszy post tutaj wiec witam wszystkich bardzo serdecznie ![]()
Offline
Milo Cie powitac Suva ![]()
Wiesz co, zgodze sie z Toba. Kiedy rozejrze sie wokol, widze niewiele partnerstwa w zwiazkach. Wystarczy tez, ze spojrze na moich rodzicow, gdzie 90 % obowiazkow spoczywa na mojej mamie. Tez troche sie obawiam, ze kiedys zostane postawiona przed taka sytuacja, a tego wlasnie strasznie nie chce.
Przykre jest to, ze bylas tak niewdziecznie traktowana. Nie ma sensu zadawac sie z kims, kto Cie nie szanuje za to jaka jestes.
A co do szans by kogos poznac, to akurat jest to sytuacja zmienna i nigdy niewiadomo, co przyniesie jutro ![]()
pozdrawiam
Offline
Ja tak mialam przez jakis czas tak bardzo balam sie porazki ze wolalam nie probowac, az chlopak ktorego kochalam ale oczywiscie on o tym nie wiedzial wyjechal daleko daleko i zdalam sobie sprawe ze poprostu mu na to pozwolilam a potem plakalam i tesknilam, po jakichsdwoch latach po raz setny zaproponowal mi zebym do niego przyjechala i zebysmy sprobowali jednak stworzyc powazny zwiazek bez moich unikow i wymowek, tak bardzo za nim tesknilam ze pelna strachu i obaw wsiadlam w samolot i polecialam, troche czasu minelo zanim poddalam sie temu uczuciu bez reszty i wpuscilam go do swojego zycia,warto bylo a ja sie tak abrdzo balam. Ale wpewnym momencie zdalam sobie sprawe ze jak tak dalej bede sie wycofywac to zawsze bede tesknic i plakac tak naprawde z wlasej glupoty a moze tchozostwa.
Offline
Przeniesiony post Bubu:
Bubu napisał:
Muszę się komuś wyżalić... Nie mam przyjaciół, a do psychologa jeszcze nie pójdę (chociaz w ostateczności rozważam taka opcję).
Mam 28 lat i cudowne zycie. Jestem wykształcona, mam dobra pracę, pieniądze. Stac mnie na wiele. Dużo podróżuję, mam liczne pasje. Jestem zdrowa i podobno atrakcyjna. Zatem czego mi brakuje?
Ano tego, że pomimo wieku nie byłam jeszcze nigdy w prawdziwym związku. Miałam (dosłownie) kilku chłopaków, ale zaden z tych "zwiazków" nie przetrwał dłużej niż 2 miesiące.
Nigdy nie zastanawiałam się nad przyczyną. po prostu czekałam na "tego jedynego". Kłopot zaczął się w momencie, gdy wszystkie moje kolezanki i koledzy zaczęli sobie układac zycie. Żenić się, rodzić dzieci...
A ja wciąż w tym samym miejscu. Sama. (Nie samotna!! Sama. Single)
Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jak mówię - mam tyle zainteresowań i pasji, ze ledwo starcza mi czasu na ich realizacje. Wieczorem, zamiast wtulać się w faceta - świetnie czuję sie sama ze sobą. Mam duże mieszkanie, urządzam sobie wieczory z winem i muzyką, lub kąpiele przy świecach
Tak więc na samotnośc nie narzekam.
Domyslam sie jednak, że może jest to tymczasowe. Może kiedyś, jak zacznie mi tykać zegar bilogiczny zacznę w panice szukać męża, ojca dzieci? I co wtedy?
I tu zaczyna się mój problem.
Pochodzę z porządnej rodziny. Miałam wspaniałe dzieciństwo, rodzice już od 30 lat sa małżeństwem.
Niby się nie kłócą, ale....
u nas w domu zawsze panował patriarchat ojca. tata był panem i władcą, nie znoszącym sprzeciwu. Moja mama nie ma prawa głosu. a gdy już cos powie, zaproponuje - zostaje o to skarcona.
tak już zyją 30 lat i wydaje mi się, że obojgu to pasuje.
Ja jednak mam troche inny charakter i nie pozwolę tak jak mama soba rządzić.
Przez zachowanie ojca boję się facetów. Boję się ze trafię na kogoś takiego jak on, kto będzie bezwzględny i szowinistyczny. Tak - szowinistyczny. Tata niestety nie ma za grosz szacunku do kobiet... Czesto wysmiewał się z moich studiów twierdząc, że pewnie i tak skończę w kuchni - bo tam jest miejsce kobiet.....
Nie chce być niczyja służącą!
Przez mojego tate (ktorego wciąż kocham bardzo) zaczęłam generalizować i wszystkich facetów uważam za egoistów i szowinistów. Wychowałam się w domu gdzie matka jest służącą ojca... ojciec ma zawsze rację. Matka nie ma prawa do własnej opinii....
Nie znam innych standardów.
Co zrobić, żeby uchronić się przed takim finiszem w mojej ewentualnej przyszłej rodzinie?
A po pierwsze - jak przełamać w sobie ten stereotyp i uświadomić sobie, że są mężczyźni, którzy szanują, kochają i sa partnerami?
Bo w tej chwili takich nie znam.... I daltego jestem sama.
(dzięki, że mogłam się wygadać()
Offline
Ja tak samo boję się związków , z jednej strony chcę już kogoś mieć a z drugiej nie wiem czy potrafię byc w zwiazku . Poznaje kogoś , jest fajnie , a po spotkaniu zaczynam się nakręcać że nic z tego nie będzie , że to nie mój typ. Ostatnio poznałam super faceta , bardzo go lubie , dogadujemy się jakbyśmy znali się od dawna , chciała bym spróbować byc z nim ale mam jakąś blokade . Dużo piszemy na gg i wtedy potrafie z nim flirtować i czuje że on mi sie podoba , moge z nim rozmawiamy o wszystkim . A jednak coś mnie powstrzymuje . Wiem że ja mu się bardzo podobam i akceptuje mnie taka jaka jestem , z moimi wadami i zaletami . Chciała bym żeby to wszystko było prostrze . Czasami jak sobie tak myślę o nim to mam straszną ochotę żeby mnie pocałował , przytulił ale jednoczśnie sie boje że ta nasza "przyjaźń" wtedy przepadnie , że go strace jak nic z tego nie wyjdzie . Mam juz mętlik w głowie , czuje się jak jakaś niedojrzała nastolatka która nie wie czego chce .
Offline