Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Bardzo często osoby chore czują się samotne -bo zostają same ze swoim problemem- nie uważacie że to okrutne?
Offline
Wiesz- według mnie - to dość złożony problem.Sama przez lata borykałam się z chorobami moich bliskich.Tak zostałam wychowana,że nie widziałam innej opcji- niż opieka nad nimi.Równocześnie mam świadomość tych lat - jakby wyjętych z życia.Dlatego moim dzieciom powiedziałam- z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa,że gdyby coś - mają mnie oddać do placówki powołanej do pomocy osobom chorym.Tam przez 24 godziny jest i opieka lekarska i pielegnacyjna.Nie chciałabym by moje dzieci musiały przechodzić przez to- co mnie nie zostało oszczędzone.Może powiesz,że jestem okrutna- ale uwierz mi- ja przeszłam to na własnej skórze - i wiem co mówię.
Offline
Domyślam się że nie łatwo jest coś oceniać kiedy sie przez coś samemu nie przeszło!
A powiedz mi miałaś styczność z dolegliwoscią taka jak pęcherz nadreaktywny bądź nietrzymanie moczu?
Offline
mysle ze spora czesc naszego spoleczenstwa poprostu sie boi powaznych chorob i dlatego unika kontaktu z osobami przewlekle chorymi, pamietam jak moja przyjaciolka powiedziala mi ze nie chce do mnie przychodzic wtedy mialam siostre po wypadku ktora byla przykuta do lozka wiec moja przyjaciolka oznajmila mi ze nie bedzie przychodzic do mnie bo nei chce patrzec na jej cierpienia, chociaz ona sie nie uzalala nad soba i byla mimo tego bardzo usmiechnieta i szczesliwa ze zyje.a wczesniej sie lubily i to byl dla mnie szok jak w takiej sytuacji mozna kogos olac z tak egoistycznych powodow bo nie chodzi bo ma trane na ranie i nie wiadomo jak jej zycie dalej sie potoczy, mnie tez sie nogi miekkie robily jak na nia patrzylam ale ona nas potzrbowala kontaktu z ludzmi nie litosci ale takiego zwyklego traktowania, rozmów itp.
Offline
Ja jestem osobą niepełnosprawna. Mam wielu znajomych ale też poczucie że inni przychodzą jak coś chcą, skorzystać z neta itp. Wszyscy traktuja mnie normalnie, wymagają, chwalą i karcą jak trzeba. Sama staram sie być potrzebna i robić co mogę dla innych, być samodzielna na tyle na ile mogę.
Często doskwiera mi samotność mimo wszystko ale to nie jest niczyja wina. Ludzie boją się i też nie można mieć o to do nich żalu. Muszę ich przekonać, że mimo to coś potrafię.
Odwracają się znajomi po wypadkach , to boli ale też trzeba ich zrozumieć że nie wiedzą jak się mają zachowywać kiedy ich znajomym nagle świat się zawalił.
mój apel:
1. niepełnosprawni niech idą do ludzi, niech się rodziny ich nie wstydzą brać na urlop czy wesele
2. "zdrowi"- tak naprawdę każdy czegoś nie potrafi, nie może więc ma coś z niepełnosprawności. I nic w tym strasznego . Nie bójcie się
Offline
Martuska ,kiedy moja siostra nie chodzila ( teraz po 2 latach i kilkunastu operacja jest ok) pierwszy wyciagnelismy ja z domu doslownie wyciagnelismy o polnocy mniej wiecej bo chcial miec pewnosc ze nikt jej nie zobaczy na wozku, nastepnym razem musielismy uzyc podstepu wszyscy zgodnie tzn rodzina i znajomi powiedzielismy ze nie zamierzamy z nia dluzej siedziec w domu,jesli on zamierza spedzic reszte zycia w lozku w porzadku ale bez nas , trwalo to moze dwa tygodni i przelamala sie , zaczela kozystac z wozka, potem zaczela chodzic o kulach, cigle byla bardzo slaba i czekaly ja jeszcze operacje i wiesz co spotkala chlopaka zreszta bardzo fajnego, byl przy niej przez ten caly czas kiedy byla w domu, w szpitalu , teraz zaczela chodzic i nadal sa razem.Wiec nie kazdy sie boi, napewno nie wszyscy przychodz bo cos chca zapewniam cie. Jak moja siostra zachorowala spotkalismy na naszej drodze wielu cudownych ludzi, ktorzy zupelnie bezinteresownie pomagali, oczywiscie trafiali sie tez ci zli ale to juz tak jest.
Offline
Ja zauważyłam, że nie tylko choroba fizyczna prowadzi do samotności. Kiedyś miałam przyjació, byłam duszą towarzystwa, wszyscy mnie lubili, bo zawsze potrafiłam pomóc i zrezygnować z czegoś,odwołać spotkanie, jeśli ktoś tego potrzebował. Jednak sama pogrążałam się w depresji i mimo, że na zewnątrz dalej byłam wesoła i miła, to coś złego działo się w mojej duszy. Zaczęłam odsuwać się od ludzi, ale nie odtrącałam ich. W pewnej chwili byłam tak załamana , że próbowałam popełnić samobójstwo. Po pobycie w szpitalu psychiatrycznym czuję, że ludzie się mnie boją i unikają rozmów ze mną. Gdy rozmawiam ze znajomymi na temat swojego problemu, zmieniają temat i więcej się ze mną nie spotykają. Ludzie uciekają po prostu od tego co trudne. Lubią kogoś póki niczego nie oczekuje. Szkoda, bo właśnie teraz najbardziej potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie i pomoże...
Offline
Samotność osób chorych z mojego punktu widzenia i doświadczenia to pewnego rodzaju kolejne schorzenie, nie miło to brzmi ale tak jest, widać to po tym kiedy zaczynamy zajmować się ta osobą, wielu z nas traktuje ta osobą nadal tak jak gdby nigdy nic, bo okazując jej to że czegoś robić nie może pogrążamy ja, ale do rzeczy, są osoby które w swojej chorobie nie są same, otaczają ich przyjaciele Ci prawdziwi, rodzina i inni, dają tej osobie otuchę ale i oderwanie o smutku, ale ta osoba w głębi duszy czuje sie nadal sama jest zgryźliwa itd, jest to wynik dodatkowego stresu, problemu, samej choroby, nigdy osoba chora nie będzie czuła się jak gdyby miała świat na dłoni, to przykre bo sprawia to czasem ludziom przykrość tym którzy tyle dla nij robią, ale nie ma się czemu dziwić, gorzej jest z osobami naprawdę samotnym starszymi bez rodziny, ich problem jest dużo głębszy, ale u tych osób można zauważyć większą chęć życia radość i inne sa jakby mniej samotni, to z moich obserwacji, a dlaczego tak jest nie wiem. Wiem ze samotność dotykająca chorych to jak druga choroba... mam nadzieje ze nie na zbyt chaotycznie
Offline
Nie wiem czy niepełnosprawność jest chorobą... ale na pewno pociąga za sobą skutki, głównie te emocjonalne.. Tak się składa że należę do osób niepełnosprawnych. Jestem słabosłysząca, ale nie od urodzenia. Nauczyłam się z tym żyć... radzę sobie... nie daje po sobie poznać że jestem niepełnosprawna.. Nigdy się nie użalałam nad sobą, zresztą nie mam komu;) Od pewnego czasu czuję się bardzo samotna... Nie mam nikogo poza bliższą rodziną... żadnych znajomych, chłopaka czy przyjaciółki.. Forum to jedyne miejsce gdzie mogę zdjąć maskę i pokazać swoje słabości. Na co dzień bywam twarda... Wiele już przeszłam.. Szkoła to była dla mnie katorga. Na studiach ludzie są bardziej wyrozumiali.. Tak bardzo bym chciała mieć chociaż tą jedną bliską osobę-przyjaciela... Tak bardzo bym chciała móc zrozumieć wszystko co inni mówią...ehh.. Wiem że to zawsze będzie moje niespełnione marzenie...
Offline