Witaj na pierwszym niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tu wsparcie użytkowniczek forum oraz fachowe porady naszych Ekspertów!
Nie jesteś zalogowany.
Witam.Cieszę się,że znalazłam tę stronkę i osoby z podobnymi problemami jak mój.Jestem 14 lat po ślubie mam 2-kę dzieci.Może po tylu latach człowiek powinien już przywyknąć do tego,że co piękne już za nami.Zacząć żyć realnym światem a nie marzeniami,które nie mogą się spełnić.Mamy teraz urlop jednak nie spędzamy go wspólnie ja jestem z jednym dzieckiem w domu a on z drugim na działce razem ze swoimi rodzicami.Niedawno byliśmy tam razem.Jednak mój mąż wcale mnie tam nie zauważał ciągle ma tam jakieś zajęcie.A to pomaga swojemu ojcu przy jakiś pracach a to idzie na ryby ,jeśli ja się nie odezwę on może przez cały dzień nie powiedzieć do mnie ani jednego zdania.Najważniejsze żeby miał puszkę z piwem jedną która będzie pił przy mnie a drugą ukradkiem gdzieś w ukryciu,ponieważ ja bardzo nie lubię kiedy on jest wypity.On jednak uważa że ma urlop i codziennie musi wypić.Nie mogę mieć tu nic do powiedzenia ponieważ zawsze teściowa staje po jego stronie.Już nieraz powiedział do mnie a co on jakiś pijak jest czy co przecież jak chodzi do pracy to ci nie pije i sama nieraz jechała do sklepu i kupowała dla niego piwo.Może to się wydaje niektórym niezrozumiałe moje zachowanie a może ja faktycznie przesadzam ale bardzo się denerwuję kiedy widzę mojego męża pijanego czy wypitego kiedyś było tak ,że podczas wolnego przez cały tydzień pił kiedy były teścia imieniny powiedziałam teściowej żeby jemu nalewała po pół kieliszka a ona powiedziała a co on jaki gorszy czy co? powiedziałam wtedy że może nie gorszy ale przez cały tydzień nie trzezwieje a ona,że jak chodzi do pracy to przecież nie pije.Na drugi dzień po imieninach mieliśmy jechać odwiedzić znajomych,ustaliliśmy że pojedziemy swoim samochodem,jednak teściowa przyszła i powiedziała,że teściu nas zawiezie,żeby mój mąż mógł wypić coraz bardziej mi to przeszkadzało,kiedy byłam w ciąży i byliśmy w święta u teści mój mąż już sporo wypił godzina też była bardzo pózna więc zaproponowałam mu żebyśmy się już położyli i żeby nie pił a on mi wylał literatkę wody prosto w twarz.Jeszcze wiele było takich różnych sytuacji z tąd moja reakcja na alkohol.Dlatego też postanowiłam teraz zostać w domu,nie chcę się denerwować.powiedziałam ,że mogę dojechać ale jeśli on nie będzie pił.On powiedział,że mam go nie szantażować jak nie chcę to mogę nie przyjeżdżać.A przecież nie o to mi chodziło myślałam,że jednak ja będę ważniejsza,że bedzie chciał abyśmy ten urlop spędzili razem.Jednak się myliłam.Czuję się teraz taka samotna.Może i na własne życzenie Ale moje nerwy już tego nie wytrzymują przez tyle lat robiłam wszystko wbrew sobie i płaciłam za to zdrowiem teraz postanowiłam zrobić coś dla siebie i zostałam w domu mając jednak nadzieje,że ...?Zawsze starałam się abyśmy w czasie urlopu mogli wyjechać z dziećmi na jakieś wczasy i za każdym razem mój mąż psuł na radość takiego wyjazdu,mówił,że jemu jest wszystko jedno czy gdzieś wyjedziemy.Pamiętam jak jak cieszyłyśmy się z dziećmi kiedy zarezerwowałam kwatery.Nie mogłyśmy się doczekać kiedy wróci z pracy i mu o tym powiemy.Jego reakcja to było tylko wzruszenie ramionami,a nam zrobiło się bardzo przykro.Kiedy jesteśmy w domu też prawie nigdy nie chce ze mną rozmawiać,to ja próbuję poruszać różne tematy opowiadam co było w pracy pytam co u niego.jak coś opowiadam to przeważnie patrzy w telewizor,więc pytam czy słyszy co mówię a on że przecież nie jest głuchy.Nigdy nie zwraca się do mnie po imieniu jak coś chce to mówi ..ej...kiedyś spytałam go czy on mnie jeszcze kocha czy mu na mnie zależy odpowiedział...niewiem..Zadał mi tym straszny ból.Jednak ma też pewne zalety,jest bardzo dobrym ojcem,zajmuje się dziecmi,zabiera je na basen lodowisko chodzi na spacery.Pracuje,zarabia.Tylko ja jestem takim nie potrzebnym ciężarem dla niego.
Offline
Witaj. Doskonale cię rozumiem - w Polsce jest jakaś durna kultura picia pifka jednego czy drugiego i nikt nie widzi w tym problemu- ale to jest duży PROBLEM. Bardzo duży ! Zwłaszcza dla bliskich takiej osoby.Ja miałam tatę który codziennie sobie pił takie pifko raz czy dwa w ciągu dnia i choć byłam mała już wtedy czułam ze coś nie jest tak ... Ostatecznie rodzice się przez to rozwiedli - mam nie mogła tego dłużej znieść... Bo to nie jest normalne- to jest najzwyklejsze pijaństwo i nałóg. Tak uważam. Musicie porozmawiać, co za sens ma związek w którym ktoś nie wie czy kocha drugą osobę Elu ? To jest bez sensu !!! Albo wskrzesicie to co było między wami albo musisz coś zadecydować innego ... Nie wiem - może rozstanie na jakiś czas, żebyście zobaczyli co dla siebie znaczycie ...Miłość nie jest dla wybranych. Jest dla nas wszystkich - trzeba tylko o nią walczyć. Czasem pazurami ... Pomyśl o sobie ! Nie masz jeszcze 80 lat ... w tym wieku ewentualnie można się z czymś takim pogodzić
Choć i tak rozczulają mnie moi dziadkowie i spojrzenia dziadka który wciąż kocha moją babcię. Życzę Ci powiedzenia !!
Parę dni temu dojechałam do mojego męża ,ponieważ wcześniej dzwonił do mnie pare razy i wydawało mi sie ze chce abym do niego dojechała .jednak nic się nie zmieniło ja chodziłam sama on swoimi ścieżkami prawie ze sobą nie rozmawialiśmy.Zaproponowałam wyjazd do Lichenia.Ile się przy tym nasłuchałam.W końcu pojechaliśmy.Byłam u spowiedzi i zostałam na mszy a mój mąż w tym czasie poszedł do sklepu kupować wódkę na grilla.Moja córka która została ze mną na mszy co chwilę chciała żebyśmy juz z tej mszy wyszły bo tata na pewno się zdenerwuje że tak długo tu jesteśmy.Kiedy wkońcu wróciliśmy z Lichenia było już za pózno na grilla mój mąż był zły z tego powodu.A ja pczułam wielką ulgę,że dziś nie będzie wypity.Kiedy wczoraj.Wróciliśmy do domu chciałam z nim poważnie porozmawiać,ale on nie chciał powiedział,że nie ma ze mną o czym rozmawiać,że nie ma zamiaru niczego robić dla tego związku bo mu na nim nie zależy on juz nie chce ze mną być ten związek dawno nie istnieje.Spytałam czy pamięta jak kiedyś było fajnie,jak się prowadzaliśmy za ręce wtedy powiedział,że on już nigdy nie będzie prowadzał mnie za ręce bo on nie chce ze mną być on chce rozwodu i to jak najszybciej.Bolały te słowa chyba bardziej niż udeżenia.Ale na tyle szanuję siebie,że chociaż będę cierpieć nigdy się przed nim nie poniże.Jestem dla niego nikim.Rozmowa oczywiście odbywała się przy puszce piwa,spytałam czy to jest dla niego ważniejsze niż nasz związek niż nasze dzieci?On nie chciał ze mną rozmawiać.Spytałam czy ma kogoś powiedział,że nie.Ale nie jestem tak do końca o tym przekonana.Dziewczyny poradzcie mi co Wy byście zrobiły na moim miejscu.Może ktoś mi pomoże znalejść wyjście z tej sytuacji.Wikciu Ty mi radziłaś rozstanie na jakiś czas,też o tym myślałam.Już kiedyś mieliśmy takie rozstanie.
czytam te posty.........elu i mogę ci poradzić że on już wybrał.... ale ty nie zakładaj sprawy o rozwód bo w zasadzie to nie chcesz i nie jesteś gotowa na takie przeżycie taże radzę izolację na ile to mozliwe od męża , a czas pokaże co dalej z tym fantem zrobić .Do wszystkiego trzeba dojrzeć , bądż mądrzejsza od męza o tyle żeby mu pokazac na ile rodzina jest wazna w zyciu jak zabraknie to moze przyleci.........życzę tego
Bardzo Ci współczuję. No masz nieciekawie ... Ale w sumie wiesz jacy sa faceci - niby im nie zależy a jak przyjdzie co do czego to sie okazuje inaczej ... Tak podtrzymuje to żebyście się rozstali na jakiś czas - nawet dwa - trzy miesiące. Musi być tak długo żeby odczuł !!! Musisz znaleźć siłę na takie rozstanie, ale pomyśl ,ze przez taki związek jaki macie teraz cierpisz nie tylko ty ale i dzieci ... Przez te dwa , trzy miesiące nie spotykajcie się często, nigdy nie inicjuj spotkań, potem jak mnie ten czas możesz powoli zacząć go odzyskiwać ... O ile rzeczywiście ten alkohol do cna nie wypalił w nim uczuć ... Niech niczego nie będzie pewien. Nie błagaj o powrót. To ich najbardziej wkurza ... Przypomnij sobie siebie jaka byłaś gdy się w Tobie zakochał i spróbuj odnaleźć tamtą dziewczynę ... Kup sobie fajny ciuch, idź do kosmetyczki - zadbaj o sobie ... Niech widzi ,ze świetnie Ci się wiedzie bez niego i że żyjesz pełnią życia nawet jak masz płakać po nocach w poduszkę .. Umów się raz czy drugi z jakimś kolegą do kina czy kawiarni - tak żeby o tym wiedział .... Jeżeli są w nim jakieś jeszcze uczucia powinien się ocknąć i zacząć walczyć o Ciebie i dzieci ... Trzymam za Ciebie kciuki !!!!
Myślę że macie rację,wiem że powinniśmy się rozstać .jednak to nie jest takie proste.mnie nie stać na wyprowadzenie się.Zostałam ostatnio bez pracy,jestem więc od niego uzależniona.On coraz częściej mówi że się wyprowadzi jednak kończy się tylko na słowach.Po ostatniej kłótni spytałam kiedy ma się zamiar wyprowadzić powiedział,że jak sobie coś znajdzie.Niby z pozoru jest jak by normalnie ale tylko z pozoru.Prawie ze mną nie rozmawia jest taki obojętny.Za tydzień znów będzie miał urlop i aż się tego boje,bo znów będziemy musieli jechać do jego rodziców.Najchętniej została bym w domu ale tak nie pasuje bo co oni wszyscy powiedzą a jeśli tam pojadę będę sie tylko denerwować.Jutro jadę w sprawie pracy może coś z tego wyjdzie i będę mogła zostać w domu.w najgorszym wypadku mam zapewnioną prace za 3 miesiące.
Ostatnio zabrał mnie z dziećmi w jeden dzień na basen na drugi nad wodę.nawet było fajnie jednak prawie wcale się tam do mnie nie odzywał.Nie dlatego że byliśmy pokłóceni.On po prostu traktuje mnie jak powietrze.Chociaż jak ktoś z boku na nas patrzy to wyglądamy na szczęśliwe małżeństwo.To zachowanie wykańcza mnie psychicznie.Bo to bardzo ciężko mieszkać z osobą z którą nie można porozmawiać ani mieć w niej wsparcia,Jakiś czas temu po pewnej kłótni byłam tak zdenerwowana,że w rękach czułam mrowienie od palcy aż po łokcie z twarzą zaczęło mi się robić podobnie w głowie mi się kręciło.Tak się przestraszyłam,że wezwałam pogotowie lekarz stwierdził że to nerwica.Ostatnio dużo straciłam na wadze miałam robione wszystkie badania i wszystko wychodzi ok lekarka twierdzi,że to od jakiegoś stresu tak się dzieje.Doradziła żebym poszła do specjalisty chodziło o psychiatrę.A ja jestem zrozpaczona do jakiego stanu się doprowadziłam.
Wesz co powiem Ci że tak się też działo w małżeństwie moich bliskich znajomych tam jeszcze dochodziło oprócz milczenia gdy Pan miał złe dni kompletnie przedmiotowe traktowanie żony. Z oddali to wyglądało na naprawdę dobre i udane małżeństwo wchodząc głębiej dostrzegałaś coś potwornego... Po kilku latach silna kobieta którą była moja znajoma stała się kłębkiem nerwów z kompletnie rozwaloną przez męża psychiką.
A odnośnie tego wątku finansowego to w tamtym małżeństwie było dokładnie to samo doszło do tego że kobieta musiała prosić się swego Pana o każdy grosz ... Czuła się przez to jeszcze bardziej upodlona.
Długo siedziałam w domu najpierw wychowywałam jedno dziecko.Mój mąż zawsze chciał mieć jeszcze jedno.Długo z tym zwlekałam,jednak przekonywał mnie że drugie dziecko wszystko u nas zmieni ,że zaczniemy wszystko od początku itd...po 8 latach zdecydowałam się na drugie dziecko.Miałam wtedy niezłą pracę jedno dziecko odchowane.Chciałam żeby było tak jak mąż mi obiecywał,ta decyzja była dobrze przemyślana.Dziś mogę powiedzieć że dzieci to najlepsze co w życiu osiągnęłam.Bardzo je kocham to jedyna radość w moim życiu.Jednak między mną a mężem niczego nie zmieniła.Ja straciłam pracę zajęłam się wychowaniem drugiej córeczki od teściowej usłyszałam że siedzę w domu przy dziecku to się wyśpię i nie narobię.W zeszłym roku poszłam w końcu do pracy młodsza córeczka do przedszkola.Byłam taka szczęśliwa w końcu wyszłam do ludzi miałam pracę która bardzo mi odpowiadała.Jednak nie długo się tym cieszyłam nastąpiła redukcja etatu i straciłam pracę.Do tego mąż miał pewne obawy czy na pewno chodziło o redukcję czy o to że się nie nadawałam.Byłam załamana jednak mam tam wrócić.Mogłam do tej pory podjąć inną pracę ale czekam za tą żeby pokazać mężowi,że nie z mojej winy zostałam zwolniona.Poza tym to praca na jedną zmianę więc nie będę musiała nikogo prosić o pomoc do dzieci jeśli nasze zmiany by się zeszły.A to dla mnie bardzo dużo.Bo już nie jedno piekło przez to przeszłam.
cześć tu ewunia- wiem że ciężkie życie jest razem pod jednym dachem zwłaszcza że sie nie układa ja przeszłam to samo tylko że jeszcze po rozwodzie mieszkałam z nim pod jednym dachem to było coś przykrego......jeżeli nie jesteś gotowa na rozstanie a tym bardziej że nie masz gdzie się wynieśc zyj swoim życiem iżyciem dzieci nie zwracając na niego uwagi a przy tym weż sie w garść i wybierz się do psychologa to nic złego a z koleji psycholog jeżeli uzna za stosowne to wyśle cię do psychiatry.PAMIęTAJ żE TY JESTEś PANIą DOMU I NIE POZWóL SOBą POMIATAć BO NIKT CIę NIE POSZANUJE JAK TY SAMA.A może małą znajomosc z kimś miłym dla wyżalenia się a dla niego bedzie sygnał że coś traci i niech zacznie mysleć i dorastac pozdrawiam
Offline
jeszcze dopiszę że wcale nie jeżdziłam bym do dziadków jak bym nie maiła na to ochoty niech też zauważą że coś się dzieje.........i wcale nie musisz robić to czego oni chcą bo tak należy i wypada.........omijaj stresy bo masz ich nad to pozdrawiam
Offline
Dziadkowie dobrze wiedzą że coś jest nie tak.Ale mój mąż jest jedynakiem i i zawsze może liczyć na ich wsparcie.obojętne czy ma racje czy nie.Kiedyś mój mąż oglądał mecz ja w tym czasie chciałam żeby coś zrobił,on nie chciał ja mu dogadałam coś co mu się nie spodobało.Byłam odwrócona tyłam a on podszedł i z całej siły uderzył mnie w kark w pierwszej chwili nie wiedziałam co się stało ciarki mi przeszły po całym ciele aż do stóp ręce zaczęły latać jak w padaczce nie mogłam się uspokoić.Zadzwoniłam wtedy do teściowej opowiedziałam co się stało.Niby mnie zrozumiała,wiedziała że zle zrobił ale z jej ust padły słowa że jak mężczyzna ogląda mecz to może być zdenerwowany jak mu się przeszkadza.Więc on pewnie się zdenerwował.Może i fajnie by było kogoś poznać,ale jestem osoba która nie potrafiła by się umówić z innym będąc w tym związku.ponieważ sumienie by mi na to nie pozwoliło.
to przykre że nasi mężowie to jedynaki mój też był jedynakiem ale to nie zmienia faktu że ma cię szanować i nie bić!!!!!!!!!damski bokser, ale to świadczy o jego inteligencji i poczuciu własnej wartości.Zapewne jego ojciec tak samo pochodził do sprawy......robiłaś obdukcję, zawsze możesz go postraszyć że to karalne......ale nie rozumiem dlaczego tak jesteś uzależniona od teściów i jego.........dziewczyno nie pozwalaj sobie na takie traktowanie, bo jesteś tak samo człowiekiem masz mamę tatę? rodzeństwo ?zacznij odpowiadać sobie na pytanie co dalej czemu z nim jestes i za co go kochasz, czy wogóle go kochasz?masz znajomych nie chodziło mi o konkretnie kolegi miłego bo do tego też trzeba dojrzeć żeby takie coś zrobić........ rozumiem cię, ale z drugiej strony jakie masz przyjemności w zyciu?poprosu się umów i pogadaj nic wiecej.. to nic złego a jego zapytaj sie czy nie dręczy go sumienie że cie uderzył? zgnije za to w piekle ale zanim tam trafi to mam nadzieję że odszczeka to nie raz jeszcze sorki za mój niewypażony jezor ale jak możesz sie tak dawać.........pewnie się boisz przeciwstawić?gdzie mieszkasz w dużym miescie ?
Offline
Mieszkam w dużym mieście,mam też trochę znajomych.Rodziców i siostrę ,Chociaż nie mieszkają w tej samej miejscowości.Kiedy urodziłam drugie dziecko zasiedziałam się w domu Był tylko dom i dzieci.Brak kontaktu ze znajomymi.Tak się do tego przyzwyczaiłam,że w końcu kiedy się ocknęłam zauważyłam że dzieje się ze mną coś nie dobrego popadłam w jakąś depresje.Zaczęłam myśleć o chorobach czułam lęki przed wyjściem z domu. To było straszneI nikogo z kim bym mogła na ten temat porozmawiać.Potrzebowałam bliskości i zrozumienia mojego męża.Ale go u niego nie znalazłam.Kiedy jechaliśmy do teści pod wieczór jezdziłam rowerem do swojej babci,to była moja rozrywka bo mąż był ciągle tam zajęty.Ale nawet te wycieczki rowerowe zostały mi przez teściową wypomniane.Moja starsza córka zaczęła mnie wkońcu wyciągać z domu.Dzięki niej wkońcu się ruszyłam z miejsca,zdałam sobie sprawę że jeśli nie zrobię czegoś sama dla siebie to zniszczę się psychicznie.Zaczęłam spotykać się z koleżankami To nie były jakieś spotkania towarzyskie raczej spacery z dziećmi.Ale to już zawsze coś.Przynajmniej wśród ludzi.Wczoraj rozmawiałam z moją byłom szefową i za 3 miesiące wracam spowrotem do pracy a być może uda się już za miesiąc.Naprawdę nie mogę się tego doczekać Zapisałam się też od września do szkoły,chcę się dalej uczyć.A dziś byłam z siostrą na zakupach kupiłam sobię parę ciuszków .Jednak w środku znów dopada mnie jakiś niepokój.To jest straszne,bo zabija każdą radość.Niewiem skąd się to bierze.Ale może to nerwy bo jutro mamy jechać do teści I od paru dni przeżywam ten wyjazd.
witam jak czytam to widzę siebie po częsci w tym życiu wczesniejszym , które ty teraz przeżywasz.Cóż ja moge ci powiedziec- kontakty z ludżmi jak najbardziej i nie żadne balety tylko towarzysko na spacerek tak jak napisałaś i oddychaj świerzym powietrzem........które cię ma uspokoić i wyciszyć, a teściowa się nie przejmuj to jest tylko teściowa.......niech pilnuje swoich spraw a nie ocenia ciebie.Ja tez oprócz mojego syna nie mam nikogo innego i żeby nie on to bym już chyba wyladowała w psychatryku, też cały czas się uczę, szkoła za szkołą i pracuję i wiesz mi że jak się chce to można wszystko ......chociaż już czasami mam dość bo braknie mi czasu- z przemęczenia i ciągłego myślenia co i z czym........zjeśc ale to przechodzi i tego sie nie pamięta a życie leci dalej takze głowa do góry i do pracy nad sobą dziećmi i samorealizacji i poczucia własnej wartosci.Myśle że nastepna wiadomosć bedzie już bardziej optymistyczna - możesz na mnie liczyć pogadac zawsze można pa
Offline
Fajne jeśli można tak z kimś porozmawiać.Czasami lepiej się rozmawia z całkiem obcą osobą niż z kimś bliskim.piszesz,Ze kończysz szkołę za szkołą nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę a do jakiej szkoły chodzisz? Ja jeszcze nie zaczęłam a już myślę żeby zrezygnować Boję się że nie dam sobie rady.Tyle lat już się nie uczyłam,teraz musiała bym zaczynać wszystko od nowa.A Ty jak sobie dajesz radę?ciężko jest?
witam jestem z wykształcenia krawcową po zawodówce , póżniej ślub , po 3 latach dziecko i jak mały miał 2 lata poszłam do L.O 3 letniego i ledwo skończyłam bo chorowałam [operacja za operacją] było cięzko ale jeszcze zrobiłam prawo jazdy i praca na 2 zmiany - przeszło wszystko i teraz sie z tego śmieję a o samozadowoleniu nie wspomnę, bo mąz zawsze uwazał że powinnam zmywać podłogi a przy tym poniżał do samej podłogi ha ha- ale to już było i nie wróci więcej - jak śpiewa Rodowiczka.A przerwę w nauce miałam 13 lat i było zawaliscie pózniej 2 lata przerwy bo się budowałam........... i znowu szkoła Reklama i marketing ale nie skończyłam bo za mało nas zostało na 2 rok i zatrzymali kierunek, a teraz chcę się znowu zapisac na 2 lata ale nie wiem jeszcze na co- bo ja pustke zalepiam jakims zajeciem , pracą w domu i poza domem to mi daję satysfakcję i nie wracam do pechowego małżeństwa co było dla mnie strata czasu pozdrawiam Ewa
Offline
a pytałaś jak sobie daję radę w szkolę czy w domu? w szkole to odpoczywałam od obowiązków domowych pełen luzik a prace pisałam czasem po nocach żeby mieć spokój , bo to szkoła zaoczna - wiec soboty i niedziele daj esię wytrzymać i ty też idż zobaczysz czy dasz radę i nie zrazaj sie od razu bo to błąd w samym założeniu bądz twarda jak facet i nie daj się ponieść emocjom- zapisz sie i zacznij coś robić dla siebie, poznasz ludzi, spojrzysz inaczej na swiat a do jakiej szkoły chciałaś się zapisac o jakim kierunku?ja zamierzam jeszcze iść na studia jak zdobędę trochę kasy na początek pozdrowiam
Offline
Cześć.Ja skończyłam zawodówkę,ale to już tyle lat...Od września zapisałam się do ogólniaka zaoczne dwu letnie.Bardzo bym chciała to skończyć,jednak mam wiele obaw.A Tobie można tylko pozazdrościć,musisz być naprawdę silną kobietą,tyle przeszłaś,i ciągle idziesz do przodu,jak czytam to co piszesz , to tak jak bym widziała siebie.Ale siebie niestety tylko w marzeniach,bo w rzeczywistości to stoje w miejscu.A zawsze marzyłam,żeby mieć jakieś wyższe wykształcenie[no nie mówię już o maturze itd..ale chociaż średnie]Zawsze też chciałam mieć prawo jazdy i pracę która by mnie nie uzależniała finansowo od męża.Jednak brakuje mi ciągle odwagi.
A od poniedziałku mój mąż ma urlop i jak zwykle mamy go spędzić u jego rodziców.Tłumaczyłam mu,że ja się tam dobrze nie czuję,i nie chcę każdego wolnego spędzać z jego mamą.Ale on tego nie rozumie.jemu jest tam dobrze.Wczoraj moja siostra wyjeżdżała nad morze i zabrała ze sobą moją starszą córkę,a mój mąż zaproponował,żebym jechała z nimi a on z młodszą pojedzie do rodziców.Super tylko że mnie nie o to chodziło,chciałam urlop spędzić z nim i dziećmi.Chyba tak jest w normalnych małżeństwach?w normalnej rodzinie.Chyba każda kobieta chce mieć faceta dla którego będzie najważniejszą osobą a nie ciągle jego rodzice i jego rodzice.Oszaleć można.
Trochę się rozpisałam ale chciałam gdzieś to z siebie wyrzucić.
A jeśli chodzi o szkołę to jak Ty sobie radziłaś?czy ciężko było?Czasami słyszałam że wystarczy chodzić pisać prace to i na zaliczeniach łagodniej patrzą.Ale czy rzeczywiście tak jest?Tego się najbardziej boję.
Ja natomiast już jestem po studiach mam tytuł magistra i co z tego..... Może i mam dobra pracę, ale jestem sama, bo mój facet się chyba mnie przestraszył.... nie wiem może poczuł się głupszy, choc wcale tak nie jest bo nawet ja nie wiem tyle co on, nigdy nie uważałam się za lepszą, poprostu znam swoją wartość
Ela nie bój sie szkoły bo ona naprawdę uczy wiele
i przez głupi papierek możesz lepiej zarobić, wierz mi
ja studia nie zrobiłam bo jestem ambitna tylko dlatego żeby nie mieć takego życia jak moi rodzice- czyli od 1 do 1 i wciąż liczenie pieniędzy
wiem, że początki są trudne, ale musisz znaleźć w szkole swoich sprzymierzeńców i razem będzie łatwiej ![]()
pozdrawiam
Offline
no widzisz dfroga Elu nie tylko ja jestem zwolenniczką nauki , choc to wymaga wielu poświeceń i czsami to się pada na ryjek.... ale warto . Mnie szkoła nauczyła wiele rzeczy np. patrzeć na coś i nie tylko widzieć ale i analizować co z tym zrobić......wychodząc ze szkoły z podniesioną głową masz cholerną satysfakcjęi nie przejmuj się zdaniem innych że po co ? że na stare lata nie trzeba? wcale tak nie jest to tylko kwestia podejscia.......... ja podchodziłam do tego tak że mam co robić mam cel , i zagram na gólu dla szanownego małżonka ze ja też się liczę i stać mnie na to i zrobiłam tak jest w zyciu, szkoła to przykład i wcale nie musisz się nikomu tłumaczyć!!!dzięki temu wzbogacasz poczucie własnej wartości i dokonujesz trafnych wyborów i wniosków. To tyle na podbudowę i zachęte masz iśc do tej szkoły i choćby to miało cię kosztować nie przespane noce to wiesz mi że warto!!!!!!a jak ja sie uczyłam to z niektórych przedmiotów trzeba było kuć a z niektórych to ładny uśmiech wystarczył i oczywiscie praca zdana pozdrawiam ewa
Offline
Od września zaczynam dalsza naukę jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie,ale na pewno spróbuję.A teraz czekam na telefon,.Mam dostać odpowiedz w sprawie pracy.Modlę się ,żeby ją dostać.To dla mnie bardzo ważne.
Cześć Ela. Postanowiłam napisać ci kilka słów, bo doskonale wiem, jak się czujesz - przerobiłam podobną sytuację. Dlatego zaczne od najwazniejszego: DASZ SOBIE RADĘ!!! Ja jeszcze niecałe 2 lata temu wyłam z rozpaczy i powtarzałam w kółko, ze nie dam rady... Guzik prawda - jak człowiek musi, to da radę! Masz dzieciaki, więc nie jesteś sama na świecie. Masz też plany nauki - trzymaj się tego (zresztą wszyscy ci to piszą)! A co do twojego męża - pewnie, że powinniście pogadać tak szczerze, nawet jeśli miałoby to być rozmowa o końcu związku. Tylko że z doświadczenia wiem, że to nie takie proste, jak ktoś nie chce rozmawiać - a mam wrażenie, ze twojemu mężowi jest dobrze tak jak jest, bo jest mu po prostu wygodnie. Myślę, że powinnaś też zgłosić się koniecznie do psychologa - z czasem na pewno zaproponuje ci , żebys przyszła z mężem - ale nawet gdy to nie wypali, to tobie potrzebna jest pomoc i poczucie, że ktoś cie rozumie. I jeszcze jedno: nie przerażaj sie tym, ze jesteś finansowo uzalezniona (przynajmniej dopoki nie znajdziesz pracy) od męża, że nie masz innego kąta jak tylko wspólny dom itp... Masz też swoje prawa!!! Wierz mi, wiem co piszę: mój aktualnie już były mąż żądał ode mnie, żebym rzuciła pracę ("bo on tak chce"), przepisała na niego połowę mieszkania (za która spłacałam kredyt), gwarantował mi,że zamieni mi życie w piekło... Też miałam przeciwko sobie jego rodziców. I byłam przerazona. Ale pomału zaczęłam wszystko układać tak, żeby nie dać się dalej krzywdzić. I dałam radę! Nie namawiam cię do niczego, ale na pewno wiesz, że masz prawo do waszego wspólnego dorobku, a twój mąż (cokolwiek sie stanie) będzie musiał uczestniczyć w utrzymaniu dzieci. Więc głowa do góry i trzymaj się! Życzę ci powodzenia z pracą i szkołą!
Dziękuję za słowa otuchy.Ja też mam nadzieję,że jakoś sobie poradzę.A jak będzie naprawdę to czas pokaże.Dziś jadę dowiedzieć się od kiedy zaczynamy zajęcia.A jeśli chodzi o moje małżeństwo to jak by w nim trochę lepiej .Wyjechałam z mężem na ostatni tydzień jego urlopu.Wcześniej powiedziałam mu o wszystkim co mi leży na sercu.Może coś do niego dotarło,ponieważ na tym urlopie było naprawdę miło,zaczął mnie wkońcu dostrzegać,nie czułam się w koncu sama.Nie wiem jak długo to potrwa.Teraz jesteśmy w domu moi rodzice wzięli do siebie nasze dzieci,tak więc jesteśmy sami.On po południu pracuje,więc mam czas dla siebie,naprawdę odpoczywam psychicznie.Mogę czytać książki,oglądać filmy,odwiedzam znajome,czuję się taka swobodna i odprężona,bez żadnych obowiązków.Nie czułam się tak od lat.Zawsze miałam wyrzuty sumienia na samą myśl,że mogła bym dać dzieci do dziadków a sama zostać w domu bo jak by to wyglądało itd...Ale teraz spojrzałam na to wszystko inaczej.Chyba do tej pory nie zdawałam sobie sprawy,że potrzebuję chwile takiej swobody.Do tej pory zawsze wszystko robiłam w biegu.Najpierw śniadanie,zakupy ,sprzątanie,biegiem obiad,zmywanie spacer z dziećmi itd do kąd nie padłam ze zmęczenia.A do tego żadnego miłego słowa.Tęsknię już za moimi dziećmi dzwonię do nich kilka razy dziennie.Ale ciesze się,że mam tą chwilę dla siebie.I nawet wyrzuty sumienia gdzieś się podziały.