Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Nie jesteś zalogowany.
Postanowiłam napisac cos tutaj...może ktos mi coś doradzi, pomoże...a może po prostu wysłucha...
czuje się okropnie samotna...
nie jestem sama...
mam rodzinę, chłopaka, przyjaciółkę...
ale nikogo poza tym, nie mam znajomych z którymi mogłabym iść na spacer, do kina...
mój chłopak jest strasznie zabiegany...mieszka blisko, ale ma swoją firmę, pasję...kocha mnie, wiem o tym...
z przyjaciółką się mijamy...mieszkamy niedaleko ale ona studiuje dziennie, dorabia korepetycjami...i od września wyjeżdża na stypendium na Węgry...
z nią rewelacyjnie się dogaduję...nie widujemy się często ale choćbyśmy sie nie widziały nie wiem jak długo to i tak rewelacyjnie się rozumiemy...
dlaczego jestem samotna?
bo wracam z pracy i jeśli nie spotkam się ze swoim chłopakiem to nie mam się zbytnio do kogo odezwać...
pracuję 10h dziennie, z dojazdem pobyt poza domem zajmuje mi prawie 12h...
po powrocie do domu mam tylko siłę i ochotę zeby spotkać się z nim...nikogo więcej nie mam...
zaczęło go to męczyć...to że za każdym razem kiedy wracam do domu proszę o spotkanie...on ma swoje sprawy, dużo obowiązków...znajduje czas dla mnie ale przeciez nie możemy się spotykać codziennie bo to powoduje u niego zaległości...
zaczęliśmy się nawet z tego powodu kłócić...
on nie wie że czuję się samotna...wydaje mi się że myśli że chcę mieć go tylko dla siebie, że jestem uzależniona...
a ja po prostu potrzebuję kontaktu z drugim człowiekiem...
kocham go nie tylko jako mężczyznę...ale jak drugiego człowieka...chyba zbyt wiele oczekiwałam od niego bo mój związek wisi na włosku...on już ma dość...
przez swoją samotność stałam się nerwowa...
wszystko się posypało...
pracuję jako opiekunka- mam słaby kontakt z ludźmi...przez 10h rozmawiam praktycznie tylko z niespełna trzyletnią dziewczynką...
od września, października zmieniam pracę...mam nadzieję że wszystko się wtedy zmieni...że poznam ludzi, otworzę się na nowe znajomości...
chciałabym żeby dał mi szansę...
tylko jak to zrobić...
jesteśmy razem ponad dwa lata...jakiś czas temu zaczęło się układać a teraz znów się posypało...
co mam zrobić żeby mnie zrozumiał...
Droga uwww!!!!!!!!!
Cieszymy się że jesteś z nami , trafiłas pod właściwy adres:)Twoja sytuacja na pierwszy rzut oka jest zła, dla innych tragiczna. ALE!!!!!Wspaniałe jest to że chcesz coś zmienić, że wiesz ze jest problem i szukasz wyjścia z sytuacji.Ale zacznijmy od początku.....
ON.... to on. Jest facetem i nie rozumie takich rzeczy. My kobiety jesteśmy inaczej zbudowane i patrzymy innym okiem na świat. Daj mu czas, przystopuj. Wytrzymaj jeszcze te dwa czy trzy miesiące. I nie możesz patrzeć na to że to on ma dać Ci szansę. Do czego?? Do poprawy????? Przecież TY masz problemy i tu nie chodzi o szanse ale o zrozumienie. Jesteście już razem dwa lata a to jest długi okres. Przeżywacie kryzys ale jeśli to co jest między wami szczere i prawdziwe, przetrwacie to.
TY.... masz ciężką prace i zrozumie to dopiero osoba która popracuje tak jak TY. Jeśli czujesz że to nie to, nie realizujesz się to jak najbardziej zmień to!!!!!!!!!!!!!! Jest tyle możliwości.A co za tym idzie gdy zmienisz pracę to będziesz miała więcej czasu dla innych. Poznasz nowych ludzi. Wszystko się ułoży.
Offline
Nie możesz go winic za to, że ma swoje zajęcia. Poza tym firma to coś innego niż praca kogoś, więcej obowiązków i więcej na głowie. A Ty nie mogłabyś mu jakoś w tym wszystkim pomóc ? Może żeby mógł wcześniej skończyc i nie miec zaległości powinnaś mu trochę poprzeszkadzac ? I pomagając mu połączyc przyjemne z pożytecznym ?
Szkoda o głupią samotnośc zakończyc takiego związku.
Fajnie byloby gdyby Cie zrozumiał.
Ale przecież są jeszcze inne formy poznawania innych ludzi niż praca ![]()
Offline
jak cholernie brak kogoś bliskiego.jesteśmy skazani na samotność, bo czy ktoś może poczuć to co ja?miotamy się.szukamy jakiejś namiastki.raz poczułem prawdziwą empatię,jedność i współodczuwanie.minęło 9 lat.boli do tej pory.mam wrażenie,że kobiety wcale nie pragną być kochane.chcą być podległe.słabość,niewiara w siebie,kompleksy.co nimi kieruje.wybacz. miałem potrzebę się wyżalić.
dziękuję za odpowiedzi...
to naprawdę miłe kiedy ktoś to jednak czyta ![]()
troszkę mnie to podbudowało...
problem w tym że on powiedział że juz nie chce ze mną być, że w jego wnętrzu sa takie barykady których chyba nie da rady przeskoczyć...
mam zatrzymać go siłą? płaczem?
tak też już było...a to trzymałam go uwięzionego w pokoju i nie chciałam wypuścić zeby tylko ze mną porozmawiała i nie odchodził...
a to nie chciałam wysiąść z jego samochodu "bo musimy sobie coś wyjaśnić"...
jestem zaborcza?
ja naprawdę nie wiem co robić...
dziś lub jutro czeka mnie spotkanie z nim...nie wiem co mu powiedzieć i co on powie mi...wiem że chcę zacząć pierwsza, może uda mi się jakoś wybronić...
droga Cleo...oczywiście że mu pomagam...pomagałam...
tylko to taki dziwny typ człowieka...jest jedynakiem, ma w sobie coś z egoisty...wie że najlepiej wszystko robi sam...często nie doceniał tego co robiłam...
ostatnio była dziwna sytuacja...
byliśmy w magazynie w którym przechowuje swój towar który potem sprzedaje...mimo że to miał być nasz dzień, on powiedział że musi spakować paczki...
nie wysiadłam z samochodu, było mi przykro...i nagle usłyszałam "choć bo musisz wypisać kartki" (takie z adresami...powiedziałam tylko "ja nic nie muszę"...zbuntowałam się...poczuł się urażony...tego dnia kłóciliśmy się już o wszystko, on był tak poddenerwowany...powiedział mi trochę przykrości a ja w nerwach rzuciłam w jego stronę cukierkowym zegarkiem który od niego dostałam i powiedziałam "weź to sobie i daj mi spokój" zapytał czy może to zjeść...odpowiedziałam że może to sobie nawet w d*** wsadzić...strasznie go to uraziło...on bardzo lubi wręczać prezenty...ja nie chciałam go urazić...to wszystko tak szybko się działo...w zasadzie rozstaliśmy się umawiając sie na kompromis...ale jak tylko wyszedł dostałam smsa który wcale nie był pozytywny, wręcz przeciwnie...od tamtej pory praktycznie nie chce ze mną rozmawiać...za mieniliśmy tylko kilka słów na gg...ahhh i umówiliśmy się na spotkanie...nie wiem co będzie...
a Ty "dlaczego" nie trać wiary w kobiety...chcemy być kochane...tylko czasem oczekujemy innej miłości niż nam dajecie..a może po prostu połączyły się nie te serca które powinny...mimo tej wspaniałej jedności...
pozdrawiam
Czesc.mam bardzo podobne odczucia do Ciebie.tez czuje sie samotna moj chlopak jest pracoholikiem,dodatkowo domatorem,wiecznie zmeczony,bez checi na cokolwiek.jestem ciekawa ile masz lat?zauwazylam ze im wiecej sie wsciekamy na nich im bardziej pokazujemy nasze niezadowolenie i zlosc tym szybciej oni uciekaja:
doslownie.u Ciebie to widac,u mnie tez tak jest.......
nie wiem co to oznacza..czy oni nas po prostu nie kochaja/nie darza szczegolnym uczuciem lub sa takimi samolubami,zadufanymi w sobie gosciami, za pewnymi siebie.....lub my jestesmy jakies dziwne meczace z wygurowanymi wymaganiami z glodem milosci uwagi itp.
Ale radzilabym Ci zaczac zyc wlasnym zyciem cos tam sobie kombinowac po swojemu i dla siebie.wychodzic,zapisac sie na cos,sauna (polecam:))fitness,cokolwiek.po prostu nie uwieszac sie na facecie.ja tak probuje.ale czase zastanawiam po co mi ten facet jak ja musze sama czesto chodzic.zycie nie rozpieszcza.buziaki.
Offline
Moje drogie nie załamujce się toprawda że życie nas nie rospieszcza a związki odbiegają od naszych wyobrażeń ale to jest cena dorzałości . połowe życia spędzamy w pracy lub szkole częśc poświęcamy rodzinie i częśc ukochanym mężczyznom. Jednak jako kobiety przeważnie jesteśmy same ale głowa do góry skoro nasi panowie mają dla nas tak mało czasu to postarajmy się aby był on wyjątkowy bo czasami w życiu liczą się tylko chwile ![]()
Offline
mam 20 lat...
a czasami czuję jakbym miała 50...
ja myślę że problem nie tkwi w NIM ale w mojej pracy...
ja mam wiele marzeń, wiele planów, których nie jestem w stanie realizować w swoim czasie wolnym...o godzinie 18:30 kiedy wychodze z pracy kursy gry na gitarze raczej się nie odbywają, na wolontariat w placówkach też nie ma szans, a do kawiarni nie mam ochoty iść sama...
wiem że jedyną mądrą decyzją jest zmiana pracy...
jestem strasznie lojalna i jak powiedziałam że zostanę dopóki moja podopieczna nie zadomowi się w przedszkolu to na pewno tak zrobię, szkoda mi dziecka które przeżyje szok zmianą otoczenia a jeszcze miałabym jej sołożyć swoim odejściem...taka już jestem...
wytrzymam ten miesiąc, półtora...
od dzisiaj mam dwutygodniowy urlop i chcę go wykorzystać...
ale zaczynam go mało przyjemnie bo od rozmowy z ukochanym...
nie wiecie jak ja się tej rozmowy boję...
tak bardzo bym chciała żeby zrozumiał...
nie jestem uzależniona, nie boję się że zostanę bez niego...
boję się że przez swoją samotność stracę kogoś na kim mi strasznie zależy...
w sumie zawsze jeszcze mam kota...![]()
Offline