Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Nie jesteś zalogowany.
witam! czytając wasze zwierzenia poczułam ogromną ulgę że to wszystko mnie nie dotyczy. Nie mam faceta który woli pomagać ojcu niż być z młodą żoną,nie musze sie zastanawiać gdzie i z kim chce być... Ale...no właśnie ale.jestem mężatką z przeszło dwudziestoletnim stażem mam dwoje dorosłych już dzieci, psa i męża którego nigdy nie ma przy mnie gdy go potrzebuje. Tak ogólnie to go więcej nie ma niż jest, myślę że gdyby podsumować nasze wspólne takie naprawdę razem spędzone chwile nie uzbierałoby się tego wiele .Może ze dwa lata. A ze mną jest tak;mieszkam w małej miejscowości, pracuję bardzo ciężko na trzy zmiany, czasami padam dosłownie na ryj, na mojej głowie pranie, sprzątanie gotowanie,drobne naprawy w domu,zakupy te codzienne i te poważne,remont i inne bo przecież mojego nigdy nie ma.On pracuje.On zarabia.On powtarza mi gdy tylko sie pożalę na swój ciężki los żebym rzuciła pracę i znalazła coś lżejszego,poczekała aż on przyjedzie to razem zrobimy zakupy czy remont.Mąż mój nie jest marynarzem ale pracuje poza miejscem zamieszkania przeważnie bardzo daleko od domu,widujemy sie wsoboty wieczorem mamy dla siebie sobotnie noce jeżeli ja akurat nie jestem w pracy,mamy niedziele i już.I tak co dwa, trzy tygodnie.Dziś się pobeczałam czuje sie taka samotna,jestem chora, ,smutna i zła. Jego nie ma miał przyjechać ale praca... Widzieliśmy sie dwa tygodnie temu jeszcze kilka godzin wcześniej dzwonił że jedzie ale niestety zatrzymano go w pracy, koledzy wyjechali on musi zostać.Teraz mam długi bo prawie miesięczny urlop, wolną chatę i psa doprzytulania.Jestem samotna aż mi wyć sie chce.Nie myśle że on tam kogoś ma,jestem pewna że mnie nie zdradzi może nie tak,ufam mu, ale iu tak czuje się zdradzana nie z jakąs tam babą ale z tą dziwką pracą.Ciągle słysze że ta go wykończy, że on tak nie chce doleko od domu i odemnie ale co robi? nic ,zupełnie nic.Przecież przez te lata mógł zmienić te robotę sto razy ale nie zrobił nic. A ja głupia czekam na niego, nie wiem po co, nie wiem nawet czy go jeszcze kocham czy go nie nawidze za to ciągłe czekanie.Czasami myśle że przez niego zmarnowałam sobie życie;nie mam koleżanek bo nie było czasu, bo dom bo dzieci,nie mam pasji bo nie było czasu i sił,nie mam na nic ochoty bo co to za przyjemność być wszędzie samotnie, Tak więc to wszystko o czym piszecie mnie nie dotyka mnie męczy samotność i pożera złość a może tęsknota.Tego nie wiem, wiem jedno ja tak nie chcę.Ale jest druga strona gdy zdarzy się tak że bedziemy razem,możemy się pozabijać, bo przecież tak naprawdę to my sie nie znamy....
Kochana Pestko - rozumiem Cię doskonale ponieważ sama tego doświadczałam i doświadczam. Nie sądzisz , że to dziwne by czuć się samotną mając własną rodzinę ? Ale cóż znane jest zjawisko tzw. samotności w tłumie. Jak się okazuje to zawsze i wszędzie zdani jesteśmy tylko na siebie, tylko na siebie możemy liczyć bo przecież my sami nigdy się na sobie nie zawiedziemy ... Tak jak ty jestem już kobietą z dużym stażem małżeńskim , dorosłymi dziećmi , no i oczywiście mam męża, który ma pracę i swoje pasje ( których ja nie akceptuję i nie cierpię - pszczoły) Często zastanawiam się gdzie i kiedy prysła ta romantyczna miłość sprzed lat ... Te spojrzenia, uściski dłoni, potrzeba ciągłego bycia ze sobą ... To przeszłość. Zastanawia mnie jednak czy tak na prawdę musi być, że ludzie wraz z wiekiem wyzbywają się całkowicie romantyzmu i fantazji. Ze coraz mniej zależy im na drugiej osobie która kiedyś była dla nich wszystkim ... Ze wzruszeniem patrzę jednak na staruszków spacerujących na skwerkach czy w parku i trzymających się za ręce ... Wiec, tacy ludzie jednak istnieją. I wtedy zadaje sobie po raz enty pytanie gdzie i w którym momencie popełniliśmy błąd i co przegapiliśmy. Głowa do góry pesteczko takich jak ja i ty jest wiele. My same musimy sobie radzić. Szukać jakiegoś odreagowania od życia, może jakiejś niesamowitej pasji - w każdym razie czegoś co da nam siłe na resztę dni, miesięcy, lat ... Wierz mi - nasi mężczyźni na pewno mi nie załatwią. Ja znalazłam swoja pasję w pisaniu artykulików i postów na forum. Myślę też poważnie o .... napisaniu książki. Przecież jeszcze wszystko przed nami. Życie zaczyna się ponoć po 50
Czyż nie
?
Offline
pestka napisał:
witam! czytając wasze zwierzenia poczułam ogromną ulgę że to wszystko mnie nie dotyczy. Nie mam faceta który woli pomagać ojcu niż być z młodą żoną,nie musze sie zastanawiać gdzie i z kim chce być... Ale...no właśnie ale.jestem mężatką z przeszło dwudziestoletnim stażem mam dwoje dorosłych już dzieci, psa i męża którego nigdy nie ma przy mnie gdy go potrzebuje. Tak ogólnie to go więcej nie ma niż jest, myślę że gdyby podsumować nasze wspólne takie naprawdę razem spędzone chwile nie uzbierałoby się tego wiele .Może ze dwa lata. A ze mną jest tak;mieszkam w małej miejscowości, pracuję bardzo ciężko na trzy zmiany, czasami padam dosłownie na ryj, na mojej głowie pranie, sprzątanie gotowanie,drobne naprawy w domu,zakupy te codzienne i te poważne,remont i inne bo przecież mojego nigdy nie ma.On pracuje.On zarabia.On powtarza mi gdy tylko sie pożalę na swój ciężki los żebym rzuciła pracę i znalazła coś lżejszego,poczekała aż on przyjedzie to razem zrobimy zakupy czy remont.Mąż mój nie jest marynarzem ale pracuje poza miejscem zamieszkania przeważnie bardzo daleko od domu,widujemy sie wsoboty wieczorem mamy dla siebie sobotnie noce jeżeli ja akurat nie jestem w pracy,mamy niedziele i już.I tak co dwa, trzy tygodnie.Dziś się pobeczałam czuje sie taka samotna,jestem chora, ,smutna i zła. Jego nie ma miał przyjechać ale praca... Widzieliśmy sie dwa tygodnie temu jeszcze kilka godzin wcześniej dzwonił że jedzie ale niestety zatrzymano go w pracy, koledzy wyjechali on musi zostać.Teraz mam długi bo prawie miesięczny urlop, wolną chatę i psa doprzytulania.Jestem samotna aż mi wyć sie chce.Nie myśle że on tam kogoś ma,jestem pewna że mnie nie zdradzi może nie tak,ufam mu, ale iu tak czuje się zdradzana nie z jakąs tam babą ale z tą dziwką pracą.Ciągle słysze że ta go wykończy, że on tak nie chce doleko od domu i odemnie ale co robi? nic ,zupełnie nic.Przecież przez te lata mógł zmienić te robotę sto razy ale nie zrobił nic. A ja głupia czekam na niego, nie wiem po co, nie wiem nawet czy go jeszcze kocham czy go nie nawidze za to ciągłe czekanie.Czasami myśle że przez niego zmarnowałam sobie życie;nie mam koleżanek bo nie było czasu, bo dom bo dzieci,nie mam pasji bo nie było czasu i sił,nie mam na nic ochoty bo co to za przyjemność być wszędzie samotnie, Tak więc to wszystko o czym piszecie mnie nie dotyka mnie męczy samotność i pożera złość a może tęsknota.Tego nie wiem, wiem jedno ja tak nie chcę.Ale jest druga strona gdy zdarzy się tak że bedziemy razem,możemy się pozabijać, bo przecież tak naprawdę to my sie nie znamy....
Zawsze nalerzy szukac i wynajdowac nowe pasje mi udawało się to prze rok, to szkoliłam psa swojego jak pies urósł to hodowałam rybki ( bojowniki ) ale co jeszcze można zrobic żeby zapomniec o samotności, mam rodzine, ale.........
Moja cała historia była taka : już jako matka i żona poszłam do szkoły zaocznej poznałam nowych ludzi z niektórymi się zaprzyjaźniłam ( niestety odległośc nas teraz dzieli ) chodziłam do szkoły pracowałam opiekowałam się wspólnie z mężem dziemi miałam wtedy wszystko czeo do szczęścia mi było potrzeba, byłam osobą w centrum jak to się mówi, zawsze pomocną ( często kosztem swoim, zawsze na zawołanie ) drzwi mojego domu się się nie zamykały ciągle coś się działo wspólne spodkamia wyjazdy....
a teraz szkoła się skończyła, prace nieoczekiwanie straciłam i zostałam sama......... nawet siostra którą zawsze wciągałam do ludzi staneła do mnie plecami ..........
Często mnie to przytłacza zamykam się w sobie nic mi się nie chce..........
Mąż jest ale też zawiodłam się na nim.........
byłam osobą pełną energi i radości a teraz........
chyba się użalam nad sobą, ale braknie mi kopniaka żeby sie podnieśc....
Offline