Witaj na pierwszym niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tu wsparcie użytkowniczek forum oraz fachowe porady naszych Ekspertów!
Nie jesteś zalogowany.
Sama nie wiem od czego mam zaczac ;/ To, ze zajrzalam na ta stronke zostalo wywolane klotnia z moim chlopakiem. Pewnie powinnam zaczac od poczatku... spotykam sie z pewnym chlopcem od jakiegos czasu, bardzo bylam zadowolona z tego, ze w koncu poznalam mezczyzne, ktory mnie zrozumie, tak mi sie wydawalo. Szczerze mowiaz sparzyłam sie juz wiele razy, czasai bylo to dla mnie barzo bolesne, ale zawsze jakos dawalam rade, niestety z kolejnymi nieudanymi zwiazkami cos sie we mnie dzialo dziwnego, troche sie uodparnialam na bol, ale z czasem wszystko wracalo... do rzeczy ... Po ostatnim moim zwiazku obiecalam sobie,ze nie bede stawiac faceta ponad wszystko, bede starala podchodzic sie do tego olewajaco, nie pokazywac jak bardzo mi zalezy etc. Niestety nie wytrwalam w tym ;] facet z ktorym obecnie sie spotykam, nie byl raczej nigdy w powazniejszym zwiazku, mozna powiedziec, ze ze mna uczy sie wszystkiego. jednak przede mna spotykal sie z weiloma kobietami, byly to przelotne zwiazki, niezobowiązujące. Troche balam sie zaangazowac, bo nie wiedzialam na co sie porywam, ze moze to byc trudne dla nas obojga. w kazdym razie wytrwalismy jakis czas, poswiecilam sie na maxa, jestem cala dla niego, staram sie zeby czul sie przy mnie wyjatkowy, chociaz to ja powinnam sie czuc ciagle wyjatkowa:(( Dzisiaj mam watpliwosci czy aby na pewno warto sie starac ;/ Poklocilismy sie o to, ze palnelam cos , co nie chcialam zeby tak zabrzamialo, mianowicie kiedy szlismy zobaczyl samochod (bardzo dobrej klasy ) i powiedzial cos ,z e taki chcialby miec, a ja niewiele myslac powiedzialam , ze "ma wygórowane ambicje" nie mialam nic zlego na mysli, poprostu tak mi sie powiedzialo, nie chcialam go urazic, bardzo sie wkurzyl. nie odzywal sie staralam sie jakos zazartowac, zalagodzic sytuacje, ale bardzo mnie olewał szlismy jakies 20min bez slowa, on rece w kieszeni a ja samopas obok ;/ w koncu zapytalam czy glugo jeszcze nie bedzie sie odzywal , odp"ze tez moglabym sie odezwac" wiec zwrocilam uwage, ze to on idzie nadasany z rekoma w kieszeni i ma mnie gdzies, prawie ruszylismy kiedy jeszcze bardziej podkurzona sytuacja, powiedzialam mu "chcesz to ogladaj sobie sam mecz z xxx(kolega) ja nie bede Ci w tym przeszkadzac,jak Ty sie zahcoujesz" odwrocilam sie i poszlam sama, dzwoni do mnie i myslal, ze chce isc do sklepu, powiedzialalm, ze nie IDE DO DOMU, rozlaczyl sie. wrocilam do domq przespalam sie z tym, obiecalam sobie , ze nie odezwe sie pierwsza, niestety po raz kolejny nie wytrwalam w tym, poprosilam o rozmowe, jesli mu zalezy,zeby przyszedl, niesetyy napisal mi,ze nie chce dzis gadac musi sobie cos przemyslec,ze dzisiasiaj sama sibie podsumowalam;/ racja palnelam troche z tym samochodem, staraam sie zrozumiec, sama jezdze samochodem, moze to go zabolalo, jednak nigdy nie pookazywalam , ze ja mam ON nie;/. Rozawialam z pewna ooba, ktora powiedziala mi, ze moze go boli to, ze sam musi na siebie zapracowac a ja wciaz jeszcze moge liczyc na wsparcie rodzicow. w kazdym razie napisal mi pozniej,ze bardzo go urazilam , ze teraz wie jak ja go postrzegam, nie jest mu przykro sprawwilam mu ogromna przykrosc, zadna kobieta nigdy mu tak nie powiedziala, ze wg niego On dla mnie nie jest ambitny itd, wrecz przeciwnie nic innego nie robilam tylko zawsze o nim mowilam, On to On tamto chwililam go do rodzicow ze jest samodzielny itd, a nagle taka klotnia, za cos co zle odebral ! Szczerze mowiac bardzo doluje mnie ta sytuaacja , wciaz jestem na straconej pozycji, nigdy nie ukrywalam swoich uczuc, co czulam tak mowilam, zakochalam sie, powiedzialam mu to, niestety nie uslyszalam od niego slowa KOCHAM CIe, nie wiem co juz mam robic i mysle, boje sie , ze sie rozstaniemy, bedzie to kolejny bolesny dla mnie zwiazek ;/
(
Oboje powinniście czuć się wyjątkowi, a jednocześnie nikt nie powinien czuć, że "poświęca" swoje dobro dla drugiej osoby.
Po drugie- w żadnym związku eskalacja negatywnych emocji nie może się dobrze skończyć. Jeśli on obraża się o głupstwo, potem nie chce Ciebie przeprosić, więc Ty się obrażasz, nie odzywasz, on rzuca słuchawką; a co najgorsze- poprzysiągacie sobie, że żadne nie zrobi pierwszego kroku- to wybacz moja droga tę krytyczną uwagę, ale chyba oboje musicie sobie dobrze przemysleć sens istnienia takiego związku, bo nie uwierzę, że w takiej niestabilności i lęku( że każda sytuacja może zakończyć się dużą kłótnią) czujesz się dobrze, spełniona, wartościowa i na miejscu...a tymczasem w związku tak właśnie powinniście oboje się czuć!
Nie możesz trwać w związku, który nie daje Ci satysfakcji, tylko dlatego, że nie chcesz mieć kolejnej bolesnej relacji "na swoim koncie".
Nie wiem też skąd wzięło sie Twoje przekonanie, żeby być dla kogoś drugiego " w całości", całym światem, wyłącznie na jego potrzeby? w zasadzie w każdym poście staram się podkreślić, żę dla dobra(!) związku koniecznym jest odrobina swojego świata. Kiedy ludzie spędzają ze sobą cały czas, wszystkie rzczy robią wspólnie, nie dają sobie chiwli" wytchnienia"( choćby nawet uważali, żę tak sie kochają, że wcale tego nie pragną)- to na [rawdę rzadko kiedy są ze sobą naprawdę szczęśliwi.
Przemyśl swój związek, pomyśl o tym, jak powinien wyglądać i co możesz zrobić, żeby tak się stało- nie tylko Twój chłopak, ale Ty również dokładasz ogromu chaosu do Waszej relacji- może warto z tego zrezygnować...zastanów się za co go kochasz i porozmawiajcie o tym co się stało- żadne z was nie miało prawa się tak zachowywać, ale to, że każde z was czuje żal, to nie powód, by budować związek opart na "kto pierwszy ustąpi"...
Offline
Niestety, ale zawsze podczas takich klotni to ja odpuszczam, odzywam sie pierwsza, tlumacze , probuje jakos zalagodzic sytuacje itd. Poza tym w naszym zwiazku nie ma zadnych nakazów Ty musisz tylko ze mna, ja lubie niezaleznosc, ale skoro sie zwiazalam to chcialam w ten sposob pokazac , ze bardzo mi zalezy, klazde z nas ma tez swoje zycie, nie bronie mu zeby wyskoczyl sobie gdzies sie rozerwac z kumplami, poszedl nieraz , nie kontroluje mu telefonu, bo powinnam mu ufac. Po tym, co mi napisalas naprawde przez chwile zaczelam zastanawiac sie czy to ma sens, ale zaraz potem pomysle jak nam dobrze kiedy jestesmy we dwoje i nie chce tego wszystkiego niszczyc
Za co go kocham ? Naprawde spodobalo mi sie w nim to,ze jest taki samodziellny, potrafi odnalezc sie w kazdej sytuacji wie czego chce! a wczoraj uslyszalam, ze wg niego ja uwazam, ze on nie jest ambitny, ze teraz wie jak ja go postrzegam. Chociaz wcale tak nie jest, musialam wyjasniac mu to przez durnego smsa, bo nie chcial gadac nawet ze mna(spotkac sie) bo ta cala sytuacja zrobilam mu ogromna przykrosc, owszem palnelam cos, ale mysle,ze nie jest to powod, zeby tak sie zachowywal ? a moze sie myle ? nie wiem. Dziekuje slicznie za odp.
Myślę, że bardzo ważne jest, czy to była jednorazowa sytuacja, czy też takie są w Waszym związku na porządku dziennym? pytam, bo sama miałam bardzo burzliwy ostatni związek i wiem, jakie to uczucie, kiedy każda sytuacja może zakończyć się kłótnią, jakie to rodzi napięcie i jak bardzo nie jest się wtedy sobą...
Te wszystkie pozytywy, które napisałaś o swoim chłopaku powinnaś przede wszystkim mówić jemu. Obgadajcie dobrze tę sprawę, powiedz, że źle się czujesz z tym, że większość sporów próbujesz załagodzić Ty, wysłuchaj tego, co on Ci powie, ale też pomyśl co sama mogłabyś z ym zrobić- może nie bierz na siebie całej odpowiedzialności za ten związek i czasami daj sie również jemu "wykazać". Choćby po to, że jeśli macie ze sobą wieść życie to musisz wiedzieć i akceptować(!) jego sposoby rozwiązywania trudnych spraw. Życie dopiero przed wami, a spraw trudnych jest w nim ogrom- nie da się od nich uciec za zasłonę milczenia, obrażania się, zrzucania odpowiedzialności na kogoś innego.
Trzymam kciuki za Waszą rozmowę i życzę powodzenia!
Offline
problem w tym, ze dzisiaj mija nam 3 miesiace, On sie nie odezwał do tej pory, mimo tego,ze zrobilam wczoraj [pierwszy krok... jest mi przykro
Emila, przeczytaj swoje posty i zastanów się, gdzie jest w tym związku Miłość, nie zauroczenie czy dobry seks. Jeśli teraz wasze poznawanie się wygląda na dyskusję " ego na ego", to jak to będzie wyglądać za 3... 5 ... 10 lat, czy w ogóle dożyjecie takich rocznic?
Zapytaj siebie, czy chcesz zestarzeć się z takim nadwrażliwym partnerem i robić za "tacę" na ołtarzu związku.
Masz jeszcze czas i dobrze przemyśl swoje decyzje, bo tylko na te masz wpływ .. i jeszcze jedno, nie oczekuj, że za czarodziejską różdżką wszystko będzie dobrze. Posłuchaj Joasi, każdy związek to wiele kompromisów i to obustronnych.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
dziekuje !! :** czytam czytam. zdaje sobie sprawe z tego, co napisalas, ale ... mimo tego chce zeby bylo dobrze ;/ ehhh pojade na weekend odpoczne , czas pokaze, co ma byc to bedzie ;/ pozdrawiam