Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Interesująca dyskusja to nasza specjalność ...
Nie jesteś zalogowany.
To zdarzyło się trzy lata temu. Trzy lata temu, we wrześniu był najszczęśliwszy dzień w moim życiu – mój ślub z Jarkiem. Wesele, twarze gości, muzykę, wspólne zdjęcia - wszystko to pamiętam już jak przez sen. Wiem tylko, że byłam naprawdę bardzo szczęśliwa. W podróż poślubną udaliśmy się na Słowację. Oboje uwielbialiśmy Wysokie Tatry i górskie wspinaczki po najwyższych szczytach tych pięknych gór. Zamieszkaliśmy w okolicach Smokovca, w pięknie położonym maleńkim pensjonacie prowadzonym przez dwoje miłych staruszków. Pierwszego dnia zwiedzaliśmy tylko okolice, natomiast drugiego wybraliśmy się już na dłuższą wędrówkę. Pogoda była prześliczna, a niebo bezchmurne, kiedy jednak wychodziliśmy starsza pani Jana pokręciła głową i zawyrokowała, ze będzie na pewno burza więc ostrzegła żebyśmy się daleko dziś nie zapuszczali. Choć byliśmy doświadczonymi piechurami i wiedzieliśmy, ze pogoda w górach bywa zdradliwa to jednak nie przejęliśmy się zbytnio przeczuciami pani Jany i nie zamierzaliśmy rezygnować z wycieczki. Ruszyliśmy na nasz ulubiony szlak – nasz cel na dziś to był Krywań – góra na której rok temu Jarek się mi oświadczył. Na początku nie było zle, ale skala trudności rosła, a panorama stawała się coraz rozleglejsza. Co pewien czas pojawiała się sylwetka Krywania, znikająca za kolejnym trawersem szlaku. O wysokości można było zorientować się po piętrach roślinnych. Spotkaliśmy grupę turystów z Niemiec, przez chwilę zatrzymaliśmy się nawet z nimi na małą pogawędkę, ale Jarek rwał strasznie do przodu więc po jakimś czasie zostawiliśmy ich daleko z tyłu. Mijaliśmy kolejno Krywańską Kopę (1773 m npm), Niżnią Przehybę (1779 m npm) oraz Wyżnią Przehybę (1982 m npm). Odtąd ciągle towarzyszył nam z prawej strony Wielki Źleb Krawański. Osiągnęliśmy w końcu wysokość 2140 m npm, w którym to miejscu łączą się dwa szlaki biegnące na Krywań: zielony z niebieskim. Cicho szemrał mały potoczek przepływający opodal kiedy spoczęliśmy na moment. Kończyły się pojedyncze krzaki kosodrzewiny, wokół nas rozpościerały się już tylko trawa i kamienie. Wszędzie panowała błoga cisza, za którą tak tęskniliśmy. Mijały nas grupki turystów schodzących ze szczytu. Pogoda zmieniła się w międzyczasie. Było zimno i zaczął padać deszcz. W oddali słychać było tez grzmoty. Postanowiliśmy – choć z wielkim żalem - wracać. Niestety nie uszliśmy daleko, kiedy dogoniła nas burza. Pamiętam tylko przeraźliwy, rozdzierający huk, potem nic więcej. Kiedy się ocknęłam leżałam w słowackim szpitalu. Na początku nie wiedziałam co się stało. W końcu jeden lekarz zlitował się nade mną i wyjaśnił, że mieliśmy wypadek w górach. Jarka trafił piorun i zginał na miejscu. Mnie huk odrzucił na skałę i dla tego straciłam przytomność. Znaleźli nas niemieccy turyści i wezwali pomoc. Nie przyjmowałam tego długo do świadomości. Nie pamiętam pogrzebu, jakiś rok dochodziłam do siebie. Po roku wywołałam w końcu zdjęcia ze ślubu. Większość zdjęć była bardzo rozmazana w miejscu gdzie był Jarek i fotograf zupełnie nie umiał mi wytłumaczyć dlaczego. Natomiast jedno zdjęcie gdzie byliśmy razem było niesamowicie dziwne i każdy kto je ogląda dochodzi do tego samego wniosku. Za Jarkiem stoi biała, rozmazana postać z kosą. Uszkodzony film fotograficzny ? Czy zbyt późne ostrzeżenie z góry ? Pewnie nigdy się tego nie dowiem …
Ostatnio edytowany przez Angie32 (2007-07-30 12:10:25)
Offline
Przerażająca historia , ja przeżyłam parę razy burzę w górach i wiem jak to jest. Człowiek jest wtedy taki bezsilny i mały ...
Fakt, historia przerażająca. Ale, moim zdaniem, jeżeli ktoś przeżył taką tragedię, to dlaczego pisze o tym jak w zwykłym opowiadaniu, bez specjalnych emocji? Dziwne mi się to trochę wydaje...
Offline
niesamowita historia, to musiało dla ciebie byc bardzo trudne. Życze ci wiele sił. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece.