Gdzie jest granica...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdzie jest granica...?

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 67 z 67 ]

39

Odp: Gdzie jest granica...?

Cóż Jambo,za dostęp do krocza musisz zapłacić...chyba nie myślałeś,że będziesz miał darmowe bzykanko bez zobowiązań.
Beta provider,mówi Ci to coś ?

Stronger and stronger ...
Reklama
Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Gdzie jest granica...?
theonlyone napisał/a:

Cóż Jambo,za dostęp do krocza musisz zapłacić...chyba nie myślałeś,że będziesz miał darmowe bzykanko bez zobowiązań.
Beta provider,mówi Ci to coś ?

A mówią, że seks tylko w małżeństwie jest najdroższym interesem : D Jak widać, nie zawsze.

"Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi"

41 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2018-01-02 22:42:20)

Odp: Gdzie jest granica...?

Ale co, po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się.
Wyłożyłeś trochę daniny, ofiara została zaakceptowana.
Może nie rokujesz na więcej wg. niej wiec  mógłbyś zwolnić miejsce dla nowego.

Odejdziesz w poczuciu , że to zła kobieta była i wredna i tak musiałeś.
Ona pierwszego dnia kiedy odejdziesz otworzy szampana  i pójdzie na randkę z nowym.

Proponuje korzystać z "życia" , ograniczyć gotówkę i patrzeć jak dokręca śrubę niby z innych powodów.
Zawsze to jakaś rozrywka.

Nie wiadomo jaki ta pani przewidziała finał , no ale niespodzianki tez są fajne.

Jedną z nielicznych zalet głupoty jest to , że nie można nią się zarazić.
Reklama

42

Odp: Gdzie jest granica...?

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

43

Odp: Gdzie jest granica...?

No oczywiście jeśli chodzi o jej reakcję na kradziez syna cz bezczelne teksty kolegi no to bez komentarza. Dno dna. I tu bym się zastanowiła czy ona jest z Tobą czy przeciw Tobie.

Reklama

44

Odp: Gdzie jest granica...?
justa_pl napisał/a:

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Ok. Ja nie mam nic przeciwko prezentom, ale hasło, że nie jest nauczona płacić za wakacje (zaznaczę że tylko noclegi) ,że zawsze może mieć jak kiedyś (ktoś za nią płaci wszystko). Gdy daje znać że zawsze może zmienić faceta to ja pytam... lepszy facet to ten który więcej da pieniędzy?

Po 5dniach milczenia przerwałem ciszę i chciałem porozmawiać o konflikcie, rozwiązać go i nie dopuścić w przyszłości do podobnej sytuacji.

Cały czas jej wzrok był wbity w ziemię. Zaproponowałem wspólne konto, gdzie przelewalibyśmy pensje. NIE. Ona nie bedzie mi się tłumaczyć na co wydaje pieniądze. Powiedziałem to zaproponuj coś. CISZA.

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Zapytałem wprost, czy mnie kocha i czy chce walczyć o nas i dogadać się jakoś.
Skwitowała, że robię jakieś hece z rozmowami na nasz temat i czego ja od niej chcę...

Jej koleżanki mają facetów, którzy płacą za wszystko a one swoje pensje mają na drobne wydatki. Tylko ja taki dziwak jestem.

Mam wrażenie , że chyba jestem skąpcem. Czuję się wręcz winny.
W dodatku nadmiernie agresywny bo facet ktory mnie obrażał na Sylwestra tylko żartował nazywając mnie grubym a ja to biorę do siebie.

Powiedziałem na koniec ,żeby wstała i złapała mnie za rękę, pocałowała i powiedziała że damy sobie z tym radę ,ale została siedząc. Skwitowałem żeby spojrzała w lustro ile ma do mnie miłości bo to teraz widać.

Nie wiem czy mogę do niej dotrzeć, czy ona zrozumie mój punkt widzenia.
Zaproponowałem psychologa ale mnie wyśmiała... nie wyparskała mnie.
Po co w ogóle mielibyśmy komuś opowiadać o tych nie-problemach

45 Ostatnio edytowany przez Miłycham (2018-01-06 16:35:46)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Dorośli ludzie nie potrzebują opieki.
Zostaw ją. To roszczeniowa babka. Dalej w tym niepotrzebnie siedzisz.

46

Odp: Gdzie jest granica...?
Miłycham napisał/a:
Jambo napisał/a:

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Dorośli ludzie nie potrzebują opieki.
Zostaw ją. To roszczeniowa babka. Dalej w tym niepotrzebnie siedzisz.

Może tu całe forum pisać:"zostaw ją" a karty rozdaje ona.

Jambo czy widziałeś, żeby ktoś zakochał się w bankomacie?

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego pobytu na forum.

47

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie widziałem.

Mogła na pierwszym spotkaniu spytać o wysokość pensji. Powiedzieć też gdzie jest pułap szczęścia na 10 czy 20tys miesięcznie.

Żeby tylko o kasę chodziło ? nic nie zostało z tych jej słodkich deklaracji z zeszłego roku.

Twierdzi ,że skoro jej nie stać na wakacje to nie będzie na nie jeździć. Ja mówię o wspólnym planowaniu wydatków i oszczędzaniu pieniędzy z naszych pensji. Wtedy będzie kasa na wakacje,auta i inne. Odp : "NIE"

48

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie przeciśniesz się przez ucho igielne.

49

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie widziałem.

Mogła na pierwszym spotkaniu spytać o wysokość pensji. Powiedzieć też gdzie jest pułap szczęścia na 10 czy 20tys miesięcznie.

Żeby tylko o kasę chodziło ? nic nie zostało z tych jej słodkich deklaracji z zeszłego roku.

Twierdzi ,że skoro jej nie stać na wakacje to nie będzie na nie jeździć. Ja mówię o wspólnym planowaniu wydatków i oszczędzaniu pieniędzy z naszych pensji. Wtedy będzie kasa na wakacje,auta i inne. Odp : "NIE"

Ciekawe kto płaci teraz za mieszkanie  i utrzymuje  dwudziestolatka?

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego pobytu na forum.

50 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-01-06 17:43:46)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:
justa_pl napisał/a:

Czy Wy wszyscy nie przesadzacie? A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Ok. Ja nie mam nic przeciwko prezentom, ale hasło, że nie jest nauczona płacić za wakacje (zaznaczę że tylko noclegi) ,że zawsze może mieć jak kiedyś (ktoś za nią płaci wszystko). Gdy daje znać że zawsze może zmienić faceta to ja pytam... lepszy facet to ten który więcej da pieniędzy?

Po 5dniach milczenia przerwałem ciszę i chciałem porozmawiać o konflikcie, rozwiązać go i nie dopuścić w przyszłości do podobnej sytuacji.

Cały czas jej wzrok był wbity w ziemię. Zaproponowałem wspólne konto, gdzie przelewalibyśmy pensje. NIE. Ona nie bedzie mi się tłumaczyć na co wydaje pieniądze. Powiedziałem to zaproponuj coś. CISZA.

Wywoływanie w mężczyźnie poczucia winy bo kiedyś miałam lepiej a teraz Twoje lipne kilka tysięcy nie pozwala Ci na "zaopiekowanie się mną"
Hasła,że zawsze mogę sobie zmienić. Nie budują związku.

Zapytałem wprost, czy mnie kocha i czy chce walczyć o nas i dogadać się jakoś.
Skwitowała, że robię jakieś hece z rozmowami na nasz temat i czego ja od niej chcę...

Jej koleżanki mają facetów, którzy płacą za wszystko a one swoje pensje mają na drobne wydatki. Tylko ja taki dziwak jestem.

Mam wrażenie , że chyba jestem skąpcem. Czuję się wręcz winny.
W dodatku nadmiernie agresywny bo facet ktory mnie obrażał na Sylwestra tylko żartował nazywając mnie grubym a ja to biorę do siebie.

Powiedziałem na koniec ,żeby wstała i złapała mnie za rękę, pocałowała i powiedziała że damy sobie z tym radę ,ale została siedząc. Skwitowałem żeby spojrzała w lustro ile ma do mnie miłości bo to teraz widać.

Nie wiem czy mogę do niej dotrzeć, czy ona zrozumie mój punkt widzenia.
Zaproponowałem psychologa ale mnie wyśmiała... nie wyparskała mnie.
Po co w ogóle mielibyśmy komuś opowiadać o tych nie-problemach

Jambo wybacz ale Ty chyba lekko uposledzony jestes bo nie docieraja do Ciebie jasne komunikaty. Ona sie wyrazila jasno. Ty masz placic za wszystko a ona swoja pensje ma na "waciki". Jak Ci ten uklad nie pasuje to zawsze znajdzie sie inny ktoremu bedzie pasowal. A Ty...prosisz ja by Cie przytulila i proponujesz psychologa big_smile Chyba dla siebie bo to Ty masz problem z poczuciem wartosci i zagubionymi jajami. Ona ma sie swietnie. Zrozum chlopie ze ona nie ma zadnych rozterek typu zalezy mi na nim i zle sie czuje z tym ze nam sie nie uklada. Dla niej wsio jest jasne, placisz- jestesmy, nie placisz - nie ma nas i czuje sie zazenowana ze Ty tu o jakis uczciach gadasz ( w jej jezyku robisz hece). Naprawde tego nie widzisz??
Ale jak sie tak zastanowic to w sumie nie ma Cie co zalowac. Bo Ty nie trzymasz tej baby kurczowo z milosci do niej tylko dlatego ze Ci na ambicje wjezdza ze jestes nieudolnym golodupcem co to nie umie dogodzic kobiecie finansowo. Chcesz jej tak na sile udowodnic ze sie myli ze  kredyt zaciagniesz a pokazesz jej ze Cie na  Kanary na 2 tygodnue  stac. Takze siedz cicho, plac i trzymaj fason ( ten w swoim mniemaniu bo w przynajmniej  mojej ocenie zalosne jest to co robisz).

51

Odp: Gdzie jest granica...?

Przypomniało mi się, że znałam podobny przypadek. Jej zachciało się modernizacji domu, on zaciągnął kredyty, a potem ukrywał się przed komornikami. Uciekł za granicę i za parę lat powrócił wyleczony z "miłości".

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego pobytu na forum.

52 Ostatnio edytowany przez Jambo (2018-01-06 18:21:30)

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie nie... ja wyznaczam granicę mówię, że nie będzie sponsoringu ,sorry opieki. Robię to na co mnie stać pomimo iż jak to dzisiaj ponownie zaznaczyła, to niewiele. Wprowadziłem się do niej i płacimy czynsz i media po połowie, ale tymi  kilkaset złotymi to podobno  łaski nie robię. "Nie ma wielkiego wow"

Nie zaciągnę kredytu, chyba że na moje własne mieszkanie do którego zwieję.

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tymczasem robi ze mnie winnego sylwestrowej kłótni bo :
A) obruszylem się na kiepskie żarty kolegi
B) w obliczu jej pretensji powiedziałem tak że słyszeli to wszyscy znajomi,że gdybym ją sponsorował to byłbym popierany i "kochany". Czym zrobiłem z nią (tu jej słowa) puszczalską a ona jest mi wierna

Kto płaci ? No my, ja ona. On swoją pensję przepuszcza w expresowym tempie. Wcześniej pożyczał ode mnie kasę, którą oddawał , ale teraz nie ma odwagi poprosić.

53

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie nie... ja wyznaczam granicę mówię, że nie będzie sponsoringu ,sorry opieki. Robię to na co mnie stać pomimo iż jak to dzisiaj ponownie zaznaczyła, to niewiele. Wprowadziłem się do niej i płacimy czynsz i media po połowie, ale tymi  kilkaset złotymi to łaski nie robię. "Nie ma wielkiego wow"

Nie zaciągnę kredytu, chyba że na moje własne mieszkanie do którego zwieję.

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tymczasem robi ze mnie winnego sylwestrowej kłótni bo :
A) obruszylem się na kiepskie żarty kolegi
B) w obliczu jej pretensji powiedziałem tak że słyszeli to wszyscy znajomi,że gdybym ją sponsorował to byłbym popierany i "kochany". Czym zrobiłem z nią (tu jej słowa) puszczalską a ona jest mi wierna

Kto płaci ? No my, ja ona. On swoją pensję przepuszcza w expresowym tempie. Wcześniej pożyczał ode mnie kasę, którą oddawał , ale teraz nie ma odwagi poprosić.

Czyli nie jest tak najgorzej. No, to życzę powodzenia w przekonywaniu, oby tylko nie trwało parę lat.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego pobytu na forum.

54

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Liczę, że ona zmądrzeje i w obliczu mojego odejścia zechce rozmawiać o planowanych wydatkach i współpracy w związku. Może zastanowi się i zrozumie że ja szukam rozwiązań aby każdy w związku był szczęśliwy.

Tyy chyba czegoś nie zrozumiałeś. Twoje podejście Ją unieszczęśliwia. Mnie dziwi jedno dlaczego tak długo już od dawna widząc Ich zachowanie dalej wmawiasz Sobie pierdoły typu miłość.

Napisz mi co spowodowało, że wybrałeś właśnie Ją i tak się trzymasz? Dlaczego jesteś typem mężczyzny co doskonale wpisuje się w tezę, iż mężczyźni kochają zołzy?

55

Odp: Gdzie jest granica...?

Twoje podejście Ją unieszczęśliwia.

Nie bardzo rozumiem.

Mnie dziwi jedno dlaczego tak długo już od dawna widząc Ich zachowanie dalej wmawiasz Sobie pierdoły typu miłość.

Znam ludzi ,którzy docierają się i mają problemy, kłócą się o pieniądze, ale mimo wszystko się kochają.

Napisz mi co spowodowało, że wybrałeś właśnie Ją i tak się trzymasz? Dlaczego jesteś typem mężczyzny co doskonale wpisuje się w tezę, iż mężczyźni kochają zołzy?

Wybrałem ją bo mój wcześniejszy związek to był związekz zołzą. Pesymistka, ktora wszystkiego się czepia. Rozlicza z pomyłek, a na wszelkie czułości prycha. Uważa, że kobieta nie musi dla faceta nic zrobić, dbanie o faceta urąga dumie kobiety. Taka feministka nie posiadająca koleżanek.

Ta obecna była czuła, chciała dla mnie zrobić wiele, takie pierdoły jak obiad na stole były dla mnie objawem chęci dbania o mnie i moje potrzeby.
Do tego ładna, wesoła, wyluzowana, podobne temperamenty w łóżku.

Dlatego gdy dokładnie rok temu zaproponowała wprowadzkę zgodziłem się. Tym bardziej , że bywała zazdrosna o to co mogę wyprawiać mieszkając gdzie indziej. Zakochałem się.
Czułem, że jest typem gdzie ważna jest kasa , ale sądziłem że jest do tego rozsądna. Skoro jej zależy ,tak odbierałem jej zachowanie, to moje zarobki powinny ją satysfakcjonować.

Teraz siedzi na łóżku i zamknięta ( nogi, ręce skrzyżowane, wzrok wbity w ziemię) i nie chce podejmować rozmowy. Mówię że chcę wiedzieć czego  ona chce od życia. Na to pada ,,Nie wiem"

Tłumaczę, ze szkoda życia na przepychanki, marnujemy swój czas jeśli nie będziemy razem o to dbali. Nie kasa jest najważniejsza. Ważniejsze jest wzajemne wspieranie się partnerów, miłość, zrozumienie.

Wkurzylem się gdy okazała ignorancję gdy powtarzałem jej słowa, że zna wielu co zarabiają kupę kasy i opiekują się kobietami. Ignorancję, gdy powiedziałem ,,to co tu jeszcze robisz" Odpowiedziala z przekąsem :"no nie wiem"
Później powtarzała ,że jeszcze jej zależy.

Powiedziałem ,że wywołuje we mnie poczucie bycia gorszym. Mówiąc, że ten stan rzeczy może zmienić i sugerując ,że może pójść do kogoś innego robię się zazdrosny o każdego kolegę smile to kurde chore.

56

Odp: Gdzie jest granica...?
justa_pl napisał/a:

A co w tym zlego czy dziwnego że mężczyzna w zwiazku, jeśli wiecej zarabia to ponosi większe " nakłady". Że kupuje prezenty, rozpieszcza swoją kobietę, ponosi koszty wczasów jesli jej na to nie stać.  Ja akurat wspaniale wspominam prezenty od mojego męża zanim jeszcze sie pobralismy. Bardzo je ceniłam, czułam się kochana i czulam że o mnie dba. Do dzisiaj jestem mu za to wdzięczna i nigdy już żaden prezent nie cieszył mnie tak jak te kupowane gdy bylam panną.

Jest różnica pomiędzy Twoją postawą, a postawą tej pani. Ty się tych prezentów i innych korzyści (jak mniemam przynajmniej) nie dopominałaś. Nie traktowalaś ich jako obowiązku partnera względem siebie. I dlatego byłaś wdzięczna za wszystko, co dostałaś i co partner dla Ciebie zrobił, umiałaś to docenić. Jednym zdaniem: Twoja postawa nie była roszczeniowa.
A tutaj? Pani ma postawę typowo roszczeniową, czeka na kasę i prezenty jako na coś należnego sobie, taką "daninę dla księżnej pani", przy czym nie ma tu właśnie za wiele wdzięczności i zrozumienia dla partnera. Ona traktuje go z góry, jakby była kimś lepszym, komu wszystko "należy się". Za sam fakt swego zaje*istego istnienia i ogromnej łaski, że z nim jest smile W końcu ma ona tylu innych, czekających na podorędziu wink
I dlatego też jest taka sztywna w swoich decyzjach, w ogóle nie bierze pod uwagę co on by chciał, no bo przy takim instrumentalnym traktowaniu człowieka, to raczej ciężko sie spodziewać empatii i zrozumienia...

feniks35 napisał/a:

Ty masz problem z poczuciem wartosci i zagubionymi jajami.

No właśnie też to zauważyłam wink Taka marionetka na wodzy ludzi z otoczenia. I nawet nie potrafi odpyskować innemu facetowi, tylko czeka, że kobieta zrobi to za niego smile
Też podejrzewam, że coś musiało być mocno nie halo w rodzinnym domu. Jakaś przesadnie kontrolująca matka, a może ojciec alkoholik i stąd może jakiś taki syndrom nadopiekuńczego syna alkoholika...? Coś w tym stylu, zgaduję, bo takie postawy się z czegoś w końcu biorą...

57

Odp: Gdzie jest granica...?

Nie no problemów nie miałem w domu żadnych. Ani alko ani matka... z rodzicami mam kontakt, ale niezbyt mocny. Dużo pracy i też szanujemy swój czas.

Jestem nauczony kultury, trenowałem sztuki walki 20lat i nie pyskuje, bo z tego są dymy, a potem to ja mam kłopoty, bo to ja powinienem być mądrzejszy.

Do niej się zwróciłem, bo to jej znajomi byli,a ją to tak strasznie bawiło. Teraz wiem, zee na jej empatię nie mogę liczyć i nie mogę jej brać na adwokata, tylko sam załatwiać swoje sprawy.

Zalatwiajac samemu swoje sprawy i  wystartowalem do jej syna to powiedziała,ze mam nie być taki agresywny.

Gdy na pewnej imprezie zwróciłem uwagę jednemu panu aby nie łapał za tyłek żony mojego kolegi, która była kompletnie pijana, to też dostałem ochrzan, że niepotrzebnie się wtrącam. Jegomość mnie zaatakował i szybko sprawa wyjaśniła się na ziemi, ale to ja byłem winny. Ja bo się odezwałem.

58

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Nie no problemów nie miałem w domu żadnych. Ani alko ani matka... z rodzicami mam kontakt, ale niezbyt mocny. Dużo pracy i też szanujemy swój czas.

Jestem nauczony kultury, trenowałem sztuki walki 20lat i nie pyskuje, bo z tego są dymy, a potem to ja mam kłopoty, bo to ja powinienem być mądrzejszy.

Do niej się zwróciłem, bo to jej znajomi byli,a ją to tak strasznie bawiło. Teraz wiem, zee na jej empatię nie mogę liczyć i nie mogę jej brać na adwokata, tylko sam załatwiać swoje sprawy.

Zalatwiajac samemu swoje sprawy i  wystartowalem do jej syna to powiedziała,ze mam nie być taki agresywny.

Gdy na pewnej imprezie zwróciłem uwagę jednemu panu aby nie łapał za tyłek żony mojego kolegi, która była kompletnie pijana, to też dostałem ochrzan, że niepotrzebnie się wtrącam. Jegomość mnie zaatakował i szybko sprawa wyjaśniła się na ziemi, ale to ja byłem winny. Ja bo się odezwałem.

Widzisz, mnie kiedyś ktoś powiedział na podobne zachowania (obrona kogoś trzeciego ), że nie moja sprawa więc po co się wtrącam... nikt nie podziękuje Ci za to co robisz zgodnie z kulturą , szacunkiem .... ludzie "szanują" tych którzy ostro stawiają swoją granicę , wolą im się nie narażać i muszą się z nimi liczyć w kontakcie. To dotyczy również relacji w związku.
Im więcej chcesz zrozumieć partnera i masz za wysoki poziom empatii tym bardziej oberwiesz. Powinieneś na jej potrzeby kiecki za 1700 mówić " kochanie ależ oczywiście że kup sobie , za swoje " oczywiście po opłaceniu rachunków. Wiem że to trudne ....
Miałam / mam podobnie w związku..... tyle że jestem kobietą.
To że mam kasę według mojego faceta oznacza że mam go sponsorować - bo mam więcej. On nie ma na nasze wspólne sprawy ale ma na swoje "prywatne" . I to nie tak że on nie zarabia, ale dla niego priorytetem jest kolejny gadżet dla niego lub syna . Potrzebami w domu się nie przejmuje - według niego powinien je finansować ten co ma kasę... czyli ja. On nawet nie dołoży części bo ma inne plany. Ale korzystać chce jak najbardziej, i śmieszy mnie jak mówi że kupimy samochód dla mnie ( ja zapłacę ) ale będzie wspólny. Już szuka jaki mu się podoba....
I nie było by z tym problemu, gdyby nie roszczenia - co mi kupiłaś, ile mi dasz z premii ... Próbowałam podobnie jak ty - ale słabo działa .
Jestem w trudniejszej  sytuacji bo mamy wspólny dom na kredyt -

Z perspektywy czasu powiem że takiej postawy ludzie nie zmieniają... Tobie będzie pewnie trudno żyć na dłuższą metę w związku w którym ciągle będziesz musiał przywoływać druga osobę do ustalonych zasad- u mnie bynajmniej każde sytuacje na ostrzu noża - ustalaliśmy zasady po czym nie wiadomo kiedy on po cichutku wrócił do swojego... i tak w kółko..

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

59 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2018-01-07 11:08:06)

Odp: Gdzie jest granica...?

Jumbo, przeczytałam twój wątek z zainteresowaniem. Pouczająca lektura.
Myślę, że na podstawowym poziomie nie jest dla ciebie problemem to, że w pewnym sensie i w jakimś zakresie sponsorujesz swoją partnerkę, ale to, że nie czujesz jej troski o ciebie i zaangażowania w waszą relację. Zdaje się, że nie miałbyś większych obiekcji przed partycypacją finansową, gdybyś widział z drugiej strony miłość, troskę, wdzięczność i radość, że po prostu jesteś. Tymczasem roszczeniowość twojej partnerki zamiast wdzięczności w połączeniu z tym, że ona lekceważy sytuacje, które ciebie dotykają przekonują ciebie, że jesteś przez nią wykorzystywany i traktowany jako środek do celu (chyba w tym przypadku wygodnego życia) niż jako cel sam w sobie.
Napawa optymizmem to, że reagujesz na tę sytuację i szukasz odpowiedzi na gnębiące cię wątpliwości, szukasz rozwiązań, ale nie sądzę, że uda się wasz związek zmienić i poukładać tak, źeby potrzeby obu stron były równie ważne, uwzględniane i szanowane. Wygląda na to, że twoja partnerka postrzega ciebie przedmiotowo, podobnie jak swoich wcześniejszych partnerów, wymienianych na inny model, gdy przestali spełniać przydatne dla niej funkcje i zaczynali generować więcej problemów niż korzyści. Natomiast twoim celem powinno być dążenie do podmiotowego traktowania, czyli takiej pozycji w związku i w jej sercu, w którym twoja partnerka będzie dbała o ciebie jak o część siebie i np. nie będzie biernie lub lekceważąco podchodzić do zdarzeń, które ciebie w jakiś sposób dotykają.

60 Ostatnio edytowany przez Vivika (2018-01-07 15:06:31)

Odp: Gdzie jest granica...?

A zanim oznajmisz pani ewentualną  decyzję wyprowadzenia się, albo co bardziej prawdopodobne, zanim zostanie Ci to zakomunikowane bo właśnie znalazł się dawca hojniejszy od ciebie, to poniewaz mieszkacie razem, zabezpiecz zawczasu swoje karty kredytowe i inne "cenne przedmioty" łącznie z dokumentami, na wypadek gdybyś miał  niestety poznać mniej wesołą odsłonę tej  pogodnej osoby i jej uroczej latorośli...nieciekawie to wygląda...

61

Odp: Gdzie jest granica...?

Cześć Jumbo.

I jak tam wygląda sytuacja?

62

Odp: Gdzie jest granica...?
summerka88 napisał/a:

Jumbo, przeczytałam twój wątek z zainteresowaniem. Pouczająca lektura.
Myślę, że na podstawowym poziomie nie jest dla ciebie problemem to, że w pewnym sensie i w jakimś zakresie sponsorujesz swoją partnerkę, ale to, że nie czujesz jej troski o ciebie i zaangażowania w waszą relację. Zdaje się, że nie miałbyś większych obiekcji przed partycypacją finansową, gdybyś widział z drugiej strony miłość, troskę, wdzięczność i radość, że po prostu jesteś. Tymczasem roszczeniowość twojej partnerki zamiast wdzięczności w połączeniu z tym, że ona lekceważy sytuacje, które ciebie dotykają przekonują ciebie, że jesteś przez nią wykorzystywany i traktowany jako środek do celu (chyba w tym przypadku wygodnego życia) niż jako cel sam w sobie.
Napawa optymizmem to, że reagujesz na tę sytuację i szukasz odpowiedzi na gnębiące cię wątpliwości, szukasz rozwiązań, ale nie sądzę, że uda się wasz związek zmienić i poukładać tak, źeby potrzeby obu stron były równie ważne, uwzględniane i szanowane. Wygląda na to, że twoja partnerka postrzega ciebie przedmiotowo, podobnie jak swoich wcześniejszych partnerów, wymienianych na inny model, gdy przestali spełniać przydatne dla niej funkcje i zaczynali generować więcej problemów niż korzyści. Natomiast twoim celem powinno być dążenie do podmiotowego traktowania, czyli takiej pozycji w związku i w jej sercu, w którym twoja partnerka będzie dbała o ciebie jak o część siebie i np. nie będzie biernie lub lekceważąco podchodzić do zdarzeń, które ciebie w jakiś sposób dotykają.

Czytam ten wątek od początku, chciałam się udzielić, ale brak czasu mi to uniemozliwil.  Mam dokładnie takie same przemyślenia i perfekcyjnie właśnie tak odbieram Jumbo Waszą relację. Tu nie chodzi o podział kosztów, ale postawę Twojej partnerki wobec tej kwestii. O jej roszczeniowość i sugestie, że skoro Ty nie zasponsorujesz ...to może ktoś inny, bo ona zawsze miała finansowe kaprysy spełnione, itd.

Ciebie widzę jako kogoś, kto całym sercem i dojrzałe podejmuje próby naprawienia tej relacji, poukładania tego.
Jesteś wartościowym facetem. Nie potrzebujesz kobiety, ktora będzie Cię ściągać w dół, odbierać Ci poczucie męskosci,sprawczosci. To nie miejsce dla Ciebie.
Życzę Ci pomyślnego rozwiązania tej sprawy. Poczucia, że jesteś ważny.
Emanujesz dojrzaloscia i klasą i na pewno ta energia przyciągnie kogoś, kto właśnie tego szuka i potrzebuje . Może Partnerka w końcu coś zrozumie? Choć wydaje mu się, że to będzie trudne do zmiany. To jest głębokie, bo to jej system wartości. Nie inwestowalabym energii w zmiane czegos takiego. Łatwiej zmiwnic przekonania - sposob myslenia - niz wartosci - bo wartosci to jest konglomerat emocji, uczuc ( te sa trwalsze od emocji) , wyznaczają one dzień po dniu to, co jest dla danej osoby ważne...I to jest nabyte przez lata i mocno emocjonalnie powiązane.

Trzymam kciuki.

63

Odp: Gdzie jest granica...?

Jambo,
każdy dzień trwania w tej relacji niszczy Twe poczucie własnej wartości, a to najważniejsze dla mężczyzny. To oraz szacunek ze strony kobiety. Docenienie. To daje spokój, stabilność oraz powoduje, że mężczyzna jest zdolny do rzeczy wielkich. Wiesz, ja bym nawet tej decyzji jej nie komunikował. Spakuj się pod jej nieobecność i przenieś chociażby do wynajmowanego mieszkania. Szkoda życia.

"Bóg stworzył ludzi, Samuel Colt uczynił ich równymi"

64

Odp: Gdzie jest granica...?

Dziękuję za posty.
Doskonale pokazują gdzie ta granica moralności i zasad w związku przebiega.
Zastanawiało mnie czy jestem skąpy bo facet ma rozpieszczać kobietę czy może Ona przesadza z oczekiwaniami.

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.

Nie ucieknę. Gdy będę miał zamiar opuścić jej lokum będę chciał porozmawiać.
Wyjaśnić, pożegnać się. Pożegnać jej ojca i w drogę, bo lata lecą.

....

65 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-01-11 08:44:21)

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Dziękuję za posty.
Doskonale pokazują gdzie ta granica moralności i zasad w związku przebiega.
Zastanawiało mnie czy jestem skąpy bo facet ma rozpieszczać kobietę czy może Ona przesadza z oczekiwaniami.

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.

Nie ucieknę. Gdy będę miał zamiar opuścić jej lokum będę chciał porozmawiać.
Wyjaśnić, pożegnać się. Pożegnać jej ojca i w drogę, bo lata lecą.

....

Co to znaczy, że jest "normalniej"? Po czym to poznajesz?
Czy "normalniej" jest wystarczające dla Ciebie i rozwiązuje problem?
Zdaje się, sednem problemu nie był deficyt śniadanek i obiadków tylko opór Twojej partnerki przed posiadaniem wspólnego konta i ponoszeniem kosztów wspólnego życia?
Czy też miła atmosfera kreowania przez nią aktualnie zamiecie pod dywan tę kwestię, a Ty pójdziesz na zgniły kompromis, przekonując sam siebie, że przecież nie jest tak źle? Bo "lata lecą"?

66

Odp: Gdzie jest granica...?
Jambo napisał/a:

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.
....

Jumbo, masz to, na co godzisz się.
Jeśli tobie wystarczają obiadki i kolacje, żeby czuć się szczęśliwym, to OK, ale odniosłam wrażenie po twoich wcześniejszych postach, że pragniesz autentycznej troski o ciebie, życzliwości i dbałości o ciebie, wynikające z tego, że jesteś jako osoba kimś ważnym zamiast obliczonych na efekt zachowań, które są wynikiem pukania w czoło przez koleżanki twojej partnerki, co ci podpowiada intuicja.
Trochę szkoda, że taki fajny facet jak ty, uważa, że nie nie może liczyć na prawdziwą troskę wynikającą z uczucia (zamiast wyrachowania)
Ale życzę powodzenia smile

67

Odp: Gdzie jest granica...?
summerka88 napisał/a:
Jambo napisał/a:

Sytuacja poprawiła się. W niedzielę było już "normalniej". Od początku tygodnia funkcjonujemy normalnie. Nagle pojawiły się obiady, kolacje......śniadania dalej ja robię smile
Ja pomimo tego całego napływu dobroci z tyłu głowy mam kupno mieszkania i mam się na baczności obserwujac czy to pozory ,czy przemyślała pewne rzeczy.
W ubiegłym tygodniu spotkała się z taką ilością koleżanek, że może któraś pukneła ją w czoło.
....

Jumbo, masz to, na co godzisz się.
Jeśli tobie wystarczają obiadki i kolacje, żeby czuć się szczęśliwym, to OK, ale odniosłam wrażenie po twoich wcześniejszych postach, że pragniesz autentycznej troski o ciebie, życzliwości i dbałości o ciebie, wynikające z tego, że jesteś jako osoba kimś ważnym zamiast obliczonych na efekt zachowań, które są wynikiem pukania w czoło przez koleżanki twojej partnerki, co ci podpowiada intuicja.
Trochę szkoda, że taki fajny facet jak ty, uważa, że nie nie może liczyć na prawdziwą troskę wynikającą z uczucia (zamiast wyrachowania)
Ale życzę powodzenia smile

Dokladnie. Mam wrazenie ze to dzialanie "partnerki" Jambo jest dokladnie przemyslane. Nie da mu tego o co prosi i na czym mu zalezy najbardziej czyli realnego partnerstwa, zaufania i wspolnego podejmowania decyzji (rowniez tych finansowych) tylko zamknie mu usta domowymi obiadkami. Wkoncu jest lepiej? No jest...wiec o co kaman. Niech jeszcze dorzuci pare upojnych nocy pod rzad po tygodniach posuchy w temacie i Jambo calkiem zapomni po co on wlasciwie ten watek zakladal. Bedzie pieknie....przez chwile wink

Posty [ 39 do 67 z 67 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdzie jest granica...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016