Śmierć męża - jak sobie poradzić? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Strony Poprzednia 1 767 768 769 770 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29,185 do 29,222 z 29,244 ]

29,185

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

No a ja mam 27 lat i syna w wieku 7,5
I nie wiem jak dalej żyć... Jak żyć bez niego. Wynajduję sobie różne zajęcia byle nie myśleć, byle robić coś, a momentami nie mam na nic siły i ochoty... leżę i myślę i katuję się "dlaczego My" "dlaczego tak się stało?" To wszystko chyba dochodzi do mnie ratami... wiem że przede mną bardzo dużo czasu, nie wiem jak przetrwać ten czas... A teraz jeszcze święta...
Był jedyną osobą z którą mogłam porozmawiać o wszystkim... był moim powiernikiem... najlepszym przyjacielem. Zostałam sama z synem... to jest wszystko takie nierealne i niesprawiedliwe...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

29,186

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Ottka5 doskonale Cie rozumiem, bo mój narzeczony tez był moim jedynym przyjacielem. Nikt mnie tak nie rozumiał jak on, nikt nie wiedział tyle o mnie co on. Dlatego pogodzenie się ze smiercia Ukochanego jest takie trudne, bo nie stracilismy tylko milosc swojego zycia, ale także przyjaciela, kochanka, ojca dzieci, człowieka który nas wspieral i dawal nam sens istnienia... sile do działania... Wszystkim wydaje się ze to takie proste pogodzić się z tym co się stało, ale jak pogodzić się ze strata tylu osob na raz? Macie racje, nikt tego nie zrozumie, bo nie wie co wlasciwie się dzieje w naszych glowach i co wlasciwie stracilysmy...

Dzisiaj uslyszalam słowa jednej znajomej: Ona uważa, ze jak ktoś umiera to wychodzi z zalozenia ze tak miało być i tyle, każdemu jest pisane tyle i tyle lat zycia a my nie mamy nic do gadania. musimy zyc dalej i tyle...

W jej ustach brzmiało to tak racjonalnie i zarazem tak prosto, lecz nie ma swiadomosci jak ciężko pogodzić się z tym ze tak jest, gdy już nas dotknie taka strata.

Mam 26 lat i niby cale zycie przed sobą, ale co mi z tego zycia jak nie mam motywacji do tego żeby cokolwiek w nim robic.. Slysze: "wyjedz gdzies" A ja od razu mysle o tym jak mój narzeczony uwielbial zwiedzac i ze zawsze razem gdzies jezdzilismy,, jak mam jechać sama? Popadne w jeszcze większego dola na takich wakacjach. Znajomi to same rodziny z dziecmi a z nimi jechać to czuc się jak piate kolo u wozu i myslec o tym ze ja nigdy ze swoja wymarzona rodzina tak nie pojade. Znajdz jakies hobby: jasne, mam, ale co z tego jak natłok myśli i tak sprowadza się do tego ze nie pochwale się mu co dzisiaj mi się udało "dokonać".

Jestem osoba wierzaca, ale teraz sama nie wiem w co wierzyc. Chce wierzyc w to niebo i ze on tam jest i ze jest szczęśliwy. Tylko co z tego jak bol sprawia mi swiadomosc ze jest blisko ale nie po mojej stronie gdzie jego miejsce. On może mnie zobaczyć i być przy mnie ale ja nie... Straszny to bol - swiadomosc ze jest obok ale nie mogę go dotknąć, poczuc, czy z nim porozmawiać i się posmiac.

Najgorsze slyszec od kogos: bylas prawie rodzina, bylas prawie... Nie ma znaczenia ze byłam z nim najbliżej ze wszystkich istot na tej ziemi, ważne ze nie mamy papierka.. ze nie mamy dzieci.. Przez to sama mam głupie myśli ze nie byliśmy takim związkiem w pełni bo tyle rzeczy nie zdazylismy zrobić...

Wchodze w etap zlosci, probowania kogos obwinąć, w moim przypadku to latwe... Zrzucic wine na osobe która przyczynila się do jego śmierci, ale od razu mam w glowie myśl ze caly swiat przyczynil się do tego żeby zginal, wszystkie sprawy musiały się tak poukladac żeby zginal przez co jestem zla na caly swiat. Nie wiem jak ta zlosc z siebie wyrzucić.

Zrozumie, kto stracił...

29,187 Ostatnio edytowany przez Pecora Nera (2017-12-03 19:36:21)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

hej dziewczyny, ale cisza zapadla, moze i lepiej? Ja przez ostatnie dni walcze ciagle z chorobami, a to grypa, a to wirus zoladkowy, a w tym wszystkim nie moge pozwolic sobie na chwile przerwy i polezenie w lozku. Jednego dnia wyszlam jednak wczesniej z pracy, bo mnie tak z bolu skrecalo, dalam rade odebrac corcie z przedszkola, dojechalam do domu i padlam do lozka, dobrze ze mala tez byla zmeczona bo o 18stej zasnelysmy jak stalysmy i obudzilysmy sie juz w dobrej formie rano! tego mi trzeba bylo smile moje dziecko ma nowy talent dostosowania sie do fizycznej kondycji mamusi..dzieki corcia! Ogolnie nie jestem w idealnej formie fizycznej, no ale staram sie dbac o siebie jak moge. To i tak schudlam juz prawie 10 kilo, co przy moim wzroscie i wadze nie jest problemem, ale swiadczy o tym jak organizm reaguje..bo przeciez jem, pomimo wszystko, a jednak cos w srodku mnie konsumuje :-(

Obecnie skonczylam wiekszosc praktyk biurokratycznych, nawet dom pogrzebowy jest juz zaplacony, czekam juz tylko na wyplacenie srodkow z banku meza i jego zaleglych wyplat, odprawy i 13stki z pracy, no i decyzje o rencie rodzinnej, ale podobno ta bedzie najwczesniej styczen/luty...Bank meza gdzie mial kredyt na mieszkanie, zaoferowal zamrozenie rat do marca, wiec mam czas ogarnac to wszystko. Potem juz tylko deklaracja skarbowa spadkowa i koniec.... nie bede musiala juz nikomu opowiadac historii mojej smutnej, bo kazdy tutaj ciagle robi wielkie oczy jak widza ile lat mial, ile lat ma nasze dziecko...i ciagle musze opowiadac, ze tak sie stalo, ze tak, ze daje sobie rade, ze tak to nie do uwierzenia...wiem, ze ludzie robia to z dobrego serca....ale dobrze ze juz to zamkne.

W domu jak to w domu, staram sie utrzymac porzadek, jak w papierach tak i ogolny, domowy. Majac takie sprawy uporzadkowane, trudniej wpasc w zle nastroje, w panike, wiec dbam o to jak nigdy przedtem. Zle nastroje i tak przychodza, z kazda radosna chwila sa mocniejsze. U nas juz ulice udekorowane i jest bardzo ladnie, tym bardziej czlowiekowi przykro, ze nie mozna nadchodzacych dni zaplanowac wlasnie z Nim. Bo zawsze byly plany, zakupy, wspolne prezenty, podroz do Polski. Boje sie wlasnie najbardziej tych podrozy, wakacji, weekendow, bo wtedy najbardziej odczuwam Jego brak. W dniu powszednim jest znosnie, praca, zajecia w domu..wiadomo, wieczory samotne, nie ma wspolnego gotowania i kolacji, ale..ale zaciskam zeby, robie co trzeba i idziemy spac. Staram sie jak najszybciej zasnac, nie myslec....w nocy czuje sie bezpiecznie, bo nie musze o tym myslec co sie stalo.....rano znowu ruch, praca, jazda do przedszkola, pracy i juz jest ok.....

ufff....
konczy sie niedziela....nie lubie, 8 tygodni temu byl nasz ostatni wieczor

caluje was

Reklama

29,188

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pecora Nera. Ja dalej nienawidzę weekendów.  Tak jak Ty i pewnie my wszystkie tydzień w miarę leci. Ale przyjdzie sobota niedziela.... koszmar. Wczoraj byłam z córką na cmentarzu. Zrobiłyśmy wspólnie stroik świąteczny, choinkę  i zaniosłysmy tacie. 30min ,, ciężko pracowałysmy". A po usiadłysmy i w ryk. Pewnie jeszcze długo tak będzie.
Dziś zadzwonił do mnie szwagier że ,,nakrył" żonę  ( siostrę mojego męża). No i małżeństwo się rozwaliło. I pytam dlaczego?????
My takie dobre małżeństwo. Mieliśmy naprawdę pod górkę  ( męża rodzina mnie nie akceptuje ). Ale daliśmy radę.
I dlaczego Bóg mi go zabrał? Jaki miał plan!!!

Moje sprawy finansowe pomału też ruszyły.
W styczniu idę do adwokata w sprawie spadku  ( dom w którym mieszkam z dziećmi to ojcowizna przepisanana na mojego meza).
Byłam ostatnio odebrać decyzję 500+
I tam przemiła Pani poinformowała mnie że jest coś takiego jak ,, zasiłek szkolny".
Czas na załatwienie jest do 2miesiecy od ,,zdarzenia ". W piątek dzwonili że przyznali mi po 720zl na dziecko a mam 2 szkolonych. Nie każdy o tym wie. Więc kochane jak któraś ma dzieci szkolne a nie minęło 2 miesiące warto iść.

29,189

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Iwona, tez koniecznie musze przygotowac jakies ozdoby na cmentarz, to znaczy przygotuje moja corka - maniaczka prac plastycznych, cos fajnego i sympatycznego wymyslimy i pojdziemy w piatek moze, od czwartku mamy 4 dni wolnego, musimy je jakos sensownie zapelnic. I pewnie zapelnimy tymi pracami plastycznymi, musze tylko zobaczyc czy mam dosyc materialow i kleju na cieplo smile Zrobimy tez prezenty dla calej rodziny, wlasnie jakies reczne ozdoby czy cos w tym stylu.... Wczoraj mala wynalazla jakas ramke na zdjecia, ktorej nigdy nie uzywalismy, wybrala sobie zdjecie ktore wlozyc (nasza trojke) i stoi teraz ta fajna i smieszna fotka kolo TV i jakos tak sympatyczniej w domu... I tak przeleci moze ten dlugi weekend....

Ten zasilek szkolny to tak przygotowany zeby go nie dostac, tylko 2 miesiace czasu i dowiedzialas sie w ostatniej chwili, dobrze ze trafilas na osobe, ktora Cie o tym poinformowala....
A co do Twojej szwagierki - bez komentarza, ja obecnie gdy widze ludzi, ktorzy na wlasne zyczenie potrafia zniszczyc rodzine, albo ogolnie swoje spokojne zycie (nawet poprzez klotnie w pracy), to trzymam sie od nich z daleka. W pracy mam dwie kolezanki, ktore pracuja razem i ciagle cos miedzy nimi zgrzyta, ze jedna albo druga placza nawet. I oczywiscie jedna z druga ciagle przychodza do mnie sie zalic. W zeszlym miesiacu powiedzialam ze dosyc, nie chce juz slyszech ich lamentow, niech sobie rozwiaza ten problem same, bo to jest smieszne ze w srodowisku pracy spokojnym i komfortowym, dwie dorosle baby tak sie zachowuja. Mam dosyc toksycznych ludzi obok mnie, ja potrzebuje teraz SPOKOJU i ludzi w miare "czystych" w srodku, w duszy.....

Dzisiaj mialam taki sen, ze bylam w gorach i szukalam hotelu. W koncu go znalazlam, bylam tam z moimi kolezankami. I wlascicielka tego hotelu pyta czy przypadkiem nie mialam przyjechac z mezem, ja mowie ze tak, ale tak zle sie czuje, praktycznie juz umiera, ze zostal w domu..... "uwielbiam" takie sny....

dobrego i spokojnego tygodnia wam zycze!

Reklama

29,190 Ostatnio edytowany przez beann (2017-12-04 18:05:17)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

W ten weekend Jola (czyli Marjolcia) przekazała mi smutną wiadomość o odejściu Iwonki (Małej za Małej). Przyznam, że od dłuższego czasu, przygnieciona własnymi problemami ani nie udzielałam się na forum, ani nie kontaktowałam z Iwonką. Dziś boli mnie to podwójnie, bo Mała była od początku mojej żałoby wielkim wsparciem dla mnie. I choć długo twierdziła, że nie umie żyć bez swojego Z., to odkąd dowiedziała się o swojej chorobie - stanowczo zmieniła podejście do życia. Chciała wyzdrowieć i wszędzie szukała na to sposobów. Chciała się realizować jako matka i babcia. Chciała wreszcie spełnić choć część ze swoich marzeń o podróżach bliższych i dalszych. Nigdy nie zapomnę jej ciepła i bezpośredniości, choć nasze kontakty ograniczały się tylko do rozmów telefonicznych i maili. Będzie zawsze żywa w moich modlitwach.
Tymczasem w najbliższy piątek upłyną trzy lata od śmierci osoby, z którą przeżyłam - szczęśliwie - ponad 20 lat. Myślę, że gdyby moje życie po Jego odejściu ułożyło  się choćby w najmniejszym stopniu "normalnie", to mogłabym z czystym sumieniem napisać, że żałoba dobiegła końca. Niestety, liczne (bardzo poważne) kłopoty związane z wychowaniem nastoletniej córki-jedynaczki, kłody rzucane pod nogi przez teściów i dalszą rodzinę oraz powolny, aczkolwiek nieodwracalny proces chorobowy unicestwiający moją Mamę nie dają mi dojść do względnej równowagi. Do tego dochodzą problemy z własnym zdrowiem fizycznym i psychicznym.
Nie uporałam się dotychczas z Jego odejściem. Nawet nie wyrzuciłam Jego rzeczy osobistych. Nie potrafię samodzielnie podejmować ważnych decyzji. Nadal tęsknię i płaczę jak mała dziewczynka, choć przez te 3 lata nauczyłam się wielu męskich prac i załatwiłam setki spraw, którymi kiedyś tylko On się zajmował.
Z jednej strony współczuję Iwonce, że odeszła jak raz wtedy, kiedy postanowiła żyć tu i teraz dla dzieci i wnuków, a z drugiej - zazdroszczę Jej, że uciekła od wszelkich problemów i cieszy się bliskością Ukochanego Z.
Spokojnego wieczoru!

29,191

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Beatko Kochana myślę często o Tobie. Przytulam mocno.

29,192

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Wczoraj byłaby nasza 18 rocznica ślubu zaraz pierwsze święta

29,193

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Mkzam74
Ja nasza 18 rocznicę ślubu obchodzilabym 29.12 i też tak jak Ty te święta będą pierwsze bez niego. Tule Cię mocno.

29,194

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Cześć Dziewczyny,

żeby trochę uciec od myślenia o nadchodzących świętach zaczęłam dziś szukać propozycji wakacji dla samotnych matek z dzieckiem. Czy mogłybyście może mi coś polecić? Mój synek ma rok i miesiąc i chciałabym z nim wyjechać nad morze w przyszłym roku. Interesuje mnie miejsce, które jest nastawione na takie przypadki jak nasz. A może jest wśród Was mama, która szuka towarzystwa innej mamy na najbliższe wakacje?

Pozdrawiam :-)

29,195

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

U mnie niestety wigilia będzie data bólu bo wtedy minie równe dwa miesiące.  Co.wigilię będę myslec o tej dacie.
To przykre ze w momencie gdy chce się żyć to znowu coś się wali. Iwonka znalazła chęć do życia, lecz los jej na to nie pozwolił. Ostatnio myślę o tym w odniesieniu do siebie. Gdy zaczynam cieszyć się życiem i czuje ze góry mogę przenosić życie bardzo mocno przyciska mnie do ziemi. Tak jakby człowiek miał zakaz być zbyt szczęśliwym. Najgorsze jest to ze za każdym razem robi to mocniej i w coraz to gorszy sposób. Jak mam być przez takie cierpienie lepsza, jak czuje ze zmieniam się na gorsze ? Tracę ochotę do życia,  do tego żeby być dobra, coraz bardziej zaczyna mi być wszystko obojętne. Po co się starać jak życie i tak Ci pokaże ze nic nie znaczy. Chciałam żyć a teraz marze o tym żeby moje zycie juz się skończyło. Nie chce więcej cierpienia. A wiem ze życie będzie dla mnie ironiczne i będę żyć jeszcze długo.



Mam pytanie do.Was Kochane które juz ze stratą zyjecie dłuższy czas. Czy czujecie obecność Waszych Ukochanych, lub ich miłość czy jakaś dobra energie? Dużo słyszę ze po jakimś czasie coś się zmienia i człowiek czuje to ciepło w okół siebie i zastanawiam się czy to prawda.

Zrozumie, kto stracił...

29,196

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam dziewczyny!  27.10.17 w wypadku smochodowym zaginął mój ukochany mąż. Od 23 lat byliśmy bardzo zgodnym małżeństwem, mamy dwie córki. Dla mnie i moich dzieci zawalił sie cały świat, mąż byl bardzo dobrym czlowiekiem i naszą podporą, pojechał do pracy i juz nie wrócił, nawet sie nie pożegnaliśmy, zabila go dziewczyna jadaca samochodem po alkoholu i narkotykach-matka dwojga malutkich dzieci-straszne,zniszczyła nasze i swoje życie. Nigdy się z tym nie pogodze, ból który czuje jest nie do opisania słowami,ale czytając Wasze wpisy wiem,że czujecie to samo,dlatego zdecydowałam się napisać i dołączyć do Was...

29,197

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam Was a w szczególności nowo przybyle Dziewczyny.
Mnie mało bo tyle sie dzieje. Moja siostra trzy godziny temu miala cesarke. Malutka urodzila sie miesiac za wczesnie, stan stabilny oby bylo dobrze z nimi. Ciesze sie szczesciem siostry i jej rodziny ale mnie tez boli ze nigdy tego juz nie doswiadcze... A tak pragnelismy drugiego dziecka. Pytania bez odpowiedzi bombarduja moja głowę, nocka z glowy bedzie. Tęsknota za Nim i jego wsparciem boli i rozdziera serce na jeszcze mniejsze kawałki. Dziecie moje tez przezywa wszystko i jakos nie mozemy sie dogadac cos ostatnio. Az sie boje co to bedzie jak sie dowie, ze druga corcia siostry jest na swiecie. I pytania mojej Zoski o rodzenstwo powrócą - byla by swietna starsza siostra. Tesciowa moja jak wiecie choruje i po 3 dawce chemii źle się czuję i w tamtym tygodniu jak i w tym jeżdżenie po szpitalach, SOR i przeraża mnie znieczulica lekarzy. A o świętach boję się myśleć.

29,198

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Ewa, przykro nam ze dołączają kolejne osoby. Mój Ukochany zginął podobnie jak Twój,  3 dni wcześniej. ... Choć zazdroszczę Ci tego ze tyle lat mogłaś nacieszyć się mężem. . Ja mogłam ledwo 4 lata co sprawia mi dodatkowy ból... ze nie zdążyliśmy wielu rzeczy jeszcze zrobić. 
Ale wiem ze strata Ukochanego boli równie mocno, niezależnie od tego kiedy się to stanie. Nigdy człowiek się nie pogodzić z tym ze los tak nas doswiadcza.
Przytyłam wirtualnie..

Zrozumie, kto stracił...

29,199

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witam.
Nieszczęśliwa91 napisałam do Ciebie maila prywatnego na adres który podałas przy rejestracji.

29,200

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Zaraz będzie 5 miesięcy od śmierci męża ja rozmawiam z nim kluce się że nas zostawił czy czuje jego obecność nie wiem śnił mi się dwa razy. Dobre pytanie czy zmarli mogą czy chronią swoich bliskich jestem wierząca ale nie pytałam księdza o to. Anioły nas chronią może jest ktoś to wie na pewno. Pozdrawiam

29,201

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochana nasza odezwij sie do nas na fb jeśli to możliwe , myslę o Tobie bardzo często, zresztą nie tylko ja skarbie PLISSSS !!!!!1 

beann napisał/a:

W ten weekend Jola (czyli Marjolcia) przekazała mi smutną wiadomość o odejściu Iwonki (Małej za Małej). Przyznam, że od dłuższego czasu, przygnieciona własnymi problemami ani nie udzielałam się na forum, ani nie kontaktowałam z Iwonką. Dziś boli mnie to podwójnie, bo Mała była od początku mojej żałoby wielkim wsparciem dla mnie. I choć długo twierdziła, że nie umie żyć bez swojego Z., to odkąd dowiedziała się o swojej chorobie - stanowczo zmieniła podejście do życia. Chciała wyzdrowieć i wszędzie szukała na to sposobów. Chciała się realizować jako matka i babcia. Chciała wreszcie spełnić choć część ze swoich marzeń o podróżach bliższych i dalszych. Nigdy nie zapomnę jej ciepła i bezpośredniości, choć nasze kontakty ograniczały się tylko do rozmów telefonicznych i maili. Będzie zawsze żywa w moich modlitwach.
Tymczasem w najbliższy piątek upłyną trzy lata od śmierci osoby, z którą przeżyłam - szczęśliwie - ponad 20 lat. Myślę, że gdyby moje życie po Jego odejściu ułożyło  się choćby w najmniejszym stopniu "normalnie", to mogłabym z czystym sumieniem napisać, że żałoba dobiegła końca. Niestety, liczne (bardzo poważne) kłopoty związane z wychowaniem nastoletniej córki-jedynaczki, kłody rzucane pod nogi przez teściów i dalszą rodzinę oraz powolny, aczkolwiek nieodwracalny proces chorobowy unicestwiający moją Mamę nie dają mi dojść do względnej równowagi. Do tego dochodzą problemy z własnym zdrowiem fizycznym i psychicznym.
Nie uporałam się dotychczas z Jego odejściem. Nawet nie wyrzuciłam Jego rzeczy osobistych. Nie potrafię samodzielnie podejmować ważnych decyzji. Nadal tęsknię i płaczę jak mała dziewczynka, choć przez te 3 lata nauczyłam się wielu męskich prac i załatwiłam setki spraw, którymi kiedyś tylko On się zajmował.
Z jednej strony współczuję Iwonce, że odeszła jak raz wtedy, kiedy postanowiła żyć tu i teraz dla dzieci i wnuków, a z drugiej - zazdroszczę Jej, że uciekła od wszelkich problemów i cieszy się bliskością Ukochanego Z.
Spokojnego wieczoru!

29,202

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witaj Ewa!
opowiedz nam o sobie cos więcej, oczywiscie jesli tego potrzebujesz i chcesz....to wspaniałe miejsce dla osób takich jak my, którym życie zabrało za szybko możliwosć szczęsliwego życia..... Nikt tutaj nie ocenia, nikt nie dyskutuje.... a i tak będziesz zawsze zrozumiana, pomimo tego że każda z nas przeżywa inaczej ten czas, każda z nas inaczej widzi swoją teraźniejszosć, przyszłosć..to jednak ten zły los nas łączy :-( mnie bardzo od prawie 2 miesięcy pomaga to miejsce....

Ja każdy dzień przechodzę inaczej. Na koniec spokojnego dnia, bez moich "potworów" w akcji, dziękuję Bogu że tak minął ten dzień. Obecnie mój stan zmierza bardziej w stronę obojętnosci, niż złosci, którą jeszcze przezywałam bardzo / złosć na siebie, na mojego męża, na lekarzy, na starszych ludzi na ulicy (którzy jakim prawem żyją, skoro niespełna 50-latek umiera nagle?)..no i tej złosci od paru dni mniej..może znowu wróci?

Moja córcia też ma rózne wyskoki, wczoraj wspomniała jak spadla na początku wrzesnia ze schodów (gdy wychodzilismy razem w trójkę na kolację ze znajomymi) i że tata tak się zdenerwował że nigdzie nie poszlismy (faktycznie stwierdział że lepiej zostać w domu i ją obserwować, bo uderzyła głową w podłogę). I wczoraj to wspomniała i po chwili moja 5-latka dodała - a dobrze że Taty już nie ma, przynajmniej nikt nie krzyczy. Pewnie gdyby to powiedziała przy babci albo jakiejs cioci to te by ją okrzyczały co to mówi,  z że tatus był dobry...No pewnie że był dobry, w tym problem że my to dobrze wiemy, nikt temu nie zaprzecza i wcale NIE JEST dobrze żę go nie ma... ale skoro Ona w tej chwili ma taką mysl i jej to pomaga, to niech tak sobie mysli! Ja i Ona możemy mysleć i mówić co tylko nam przyjdzie do głowy, mamy okres ochronny, w którym się odbuduwujemy, wszystkie nasze mysli budują nas na nowo, pomagają nam się odrodzić....taką mam nadzieję przynajmniej :-(

Za chwilę zaczynam długi week-end.....pewnie będzie koszmarem jak każdy inny, wolałabym chodzić do pracy...
Wczoraj przestałam odbierać telefony...mam dosyć pytań jak się czuję :-(

29,203

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pecora Nera będziemy myślami z Tobą, postaramy się wspierać Cię duchowo...

Jeśli będziesz miała ochotę się wygadać, pomilczeć lub wykrzyczeć to daj znać. Pisz.

Tulę wirtualnie.

Zrozumie, kto stracił...

29,204

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochane! Znalazłam to forum jakieś 2 tygodnie po śmierci męża, czytałam Wasze posty nawet kilka razy dziennie,ale dopiero wczoraj się przełamalam i postanowiłam napisać. Dziękuję za ciepłe słowa! Myślę, że tylko Wy jesteście mnie w stanie zrozumieć, uczucia które opisujecie są mi doskonale znane,ból niemal fizyczny,strach,żal, łzy, mnóstwo spraw do załatwienia kiedy wszystko jest takie trudne i ciągle pod górkę, dlatego mimo,że nieznajome to jednak jesteście mi tak bliskie.Pozdrawiam cieplutko!

29,205

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

dwa miesiące temu straciłam meza, wszystko załatwiałam pogrzeb, formalności itp., myslalam żeby być twarda bo mam dzieci ale jest coraz gorzej, tesknie bardzo za nim, od paru dni biore leki nasenne bo nie spałam cale noce i bylam wyczerpana psychicznie, jak dalej zyc, jak przetrwać swieta....

29,206

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Czytam od kilku dni to formu i łączę się z Wami w bólu, bo sama 22 listopada 2017 roku straciłam chłopaka, a zbliżające się święta miały być pierwszymi świętami spędzonymi razem.
Znaliśmy się półtora roku, mieliśmy wspólne plany i miałam z nim zamieszkać - w listopadzie przyjechałam do niego i miałam już u niego zostać. Niestety choroba, a także skutki leczenia ... doprowadziły do jego śmierci.
Przygasał z dnia na dzień, na moich oczach, a ja nie umiałam mu pomóc ...

29,207

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Lulu31
Szarośćdnia
....
przytulam Was mocno dziewczyny.... bardzo mocno. Przykro mi, że i Wy musiałyście znaleźć to miejsce...czytajcie, piszcie, co dusza Wam nakazuje, to bardzo pomaga.

Dzis u mnie dosyc dobry dzień, spokojny, tradycyjnie w okresie 8 grudnia ubieranie choinki i robienie szopki, corcia cieszyla sie strasznie i bardzo mi pomogla! Teraz robi serduszka na prezenty dla znajomych, ktorych widzimy jutro na obiedzie u mojej szwagierki...graja koledy polskie w tle i jest ok...

wklejam Wam slowa, jak dla mnie madre slowa, napisane do mnie.......może komuś pomogą, jak każde mądre słowa.....

"Musi Pani przyjąć tą żałobę taką, jaka ona jest. To nie jest moment na walkę, ani na stawianie oporu. Podstawowym założeniem jest niekwestionowanie niczego, co przyjdzie z i po tej śmierci. To nie jest tak, że stało się najgorsze i że teraz życie roztoczy nad Panią parasol ochronny. Tak naprawdę życie będzie toczyć się dalej ze swoją feerią barw i bez znieczulenia. Nie oznacza to, że teraz spadną na Panią ciosy, ale, że wszystko, co się zdarzy będzie w Pani odczuciu dwa razy mocniejsze, bo w Pani przeświadczeniu niesprawiedliwe po śmierci męża. To normalne, że tak będzie Pani odbierała każdą sytuację. Trzeba to wkalkulować w życie. Uznać. Wziąć. Przyjąć. Otworzyć się na opcję. I nie chodzi o hartowanie się i opancerzenie, ale o dopuszczenie do siebie faktu, że życie jest ślepe i głuche i idzie dalej, bez względu na to, co się Pani zdarzyło. To, co właśnie miało miejsce jest standardem. Niczym nadzwyczajnym. Nawet niczym złym. Jest naturą rzeczy, jakkolwiek strasznie i bezdusznie brzmi takie twierdzenie. Jeśli będzie Pani odbierała te zdarzenia jako będące jedynie Pani udziałem, to się Pani pogrąży w bezkresnym cierpieniu i głębokiej depresji. Uzasadnionej z punktu Pani widzenia. W tej chwili czeka Pani żałoba rozumiana, jako doświadczanie odejścia Pani męża na każdym kroku. Do tego żalu dojdzie codzienność. Troski i Pani bezradność wobec tej sytuacji. Wszystko to, po kolei, jak na taśmie, będzie musiała Pani przyjmować i nie będzie innej opcji życia. Nie będzie od tego ucieczki. Bo taki posmak ma życie, czy po śmierci czy też bez niej. To nieść będzie ten nurt. Jeśli stosować będzie Pani znieczulacze w postaci leków czy negowania sytuacji, to niczego Pani nie przepracuje - i albo to wróci, albo zacznie Pani życie o jakości dużo gorszej, bo z traumą w nie wpisaną. W tej chwili nie wolno zawieszać swojej żałoby.  Odwieszona przypomni sobie o Pani, ale już jak wirus będzie zmodyfikowana, a zatem trudniejsza w zaradzeniu, bo przenoszona. Rozkład pokazuje, że ratunkiem w obecnej sytuacji jest przyzwolenie na nią. Oddanie się temu, co żałoba niesie. Nie ma być Pani teraz silną. To nie pasuje do tego, co się stało. W tej chwili istotne jest, by zrozumieć, że jest Pani w nadzwyczajnym położeniu i musi to przerobić. Wliczyć w nie stany żalu, rezygnacji i niepowodzeń. Będzie tego więcej niż można zakładać, bo wszystko będzie boleć tak samo mocno, nawet jeśli wcześniej bólem nie było. Należy robić to, co dotąd. Należy zdradzać i wyprzedzać sytuacje. Zapisać się do psychologa, psychiatry, po to, bo zwyczajnie tak się robi. Dopuścić płacz. Problemy z dzieckiem. Pytania. Wszystko razem i na raz, po to, by żadną miarą nie negować tej życiowej katastrofy. Żadnej asekuracji nie stosować. Brać sytuacje jakimi one są, bez zdziwienia, nawet jeśli inni będą się im dziwić. Wyznaczyć sobie czas takiego stanu rzeczy i nie przetrzymywać siebie, ale po prostu robić to, co należy, nie odmawiając sobie prawa do smutku. I do zwariowania. To wytworzy w Pani życiu naturalną osłonę. Niemalże biologiczną. Inne, chemiczne, nie dadzą Pani tyle, co po prostu zwykłe uczestniczenie w życiu, z prawem do nawet obojętności na wszystko. W tej chwili musi pozostać Pani sobie po stokroć, żeby móc chronić siebie i dziecko"

29,208

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Przykro mi dziewczyny, że musiałyście znaleźć się w takim gronie. Jednocześnie zachęcam, piszcie, czytajcie, co tylko Wam przyjdzie do głowy.

Pecora Nera - dziękuję za ten tekst.

Pozdrawiam Was

Zrozumie, kto stracił...

29,209

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziś wystąpił u mnie napad paniki bardzo wystraszyłam moje corki, nie wiem dlaczego tak się stało nie umiałam nad sobą zapanować, biorę antydepresanty,bo bez tego nie wiem czy dałabym radę pracować, a niestety muszę. Od śmierci męża ciągle coś załatwiam, czasem padam psychicznie i fizycznie i ciągle słyszę jesteś silna,dasz radę, musisz żyć dla dzieci, ja to wiem ,ale mam wrażenie, że niektóre osoby tego nie rozumieją,myślą że jeśli załatwiam sprawy urzędowe,a nawet pracuję to jest ok,a niestety nic nie jest ok...Podziwiam dziewczyny które mimo bólu pragną by Święta były choć trochę takie jak zawsze, ja tak się ich boję. Zawsze je uwielbiałam i z całą rodziną celebrowalismy każdą chwilę, a teraz ... czuje tylko ból i strach jak to będzie. Czasem co mnie bardzo boli mam wrażenie, że moje córeczki są silniejsze niż ja,a to przecież ja powinnam być podporą dla nich.    Witam dziewczyny które niestety również musiały dołączyć do tego forum. Wierzę, że jesteśmy w stanie pomóc sobie wzajemnie.

29,210 Ostatnio edytowany przez szarośćdnia (2017-12-08 10:24:31)

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Pecora Nera - dziękuję za przytoczone słowa, przeczytałam je kilka razy, bo sporo w nich prawdy.
Po przeczytaniu ich postanowiłam spróbować odstawić leki (jak doczytałam w ulotce to są one z grupy przeciwlękowych, na szczęście mała dawka) niestety skończyło się to nieprzespaną nocą i krążącymi myślami i obrazami z ostatnich dni, ciężkich dni spędzonych razem z moim Słońcem.

Dziś niestety ciężki dzień, myśli krążą, wspomnienia wracają, żal, ból, wściekłość ...

Na szczęście w poniedziałek wracam do pracy po czterech tygodniach przerwy. W tym miejscu dziekuję Szefostwu za wyrozumiałość. Mam nadzieję, że praca pomoże zająć czymś umysł.

Dziewczyny nie wiem jak Wy, ale ja mam ciągle duży problem z jedzeniem czegokolwiek i w tej chwili jem trochę na siłę,  choć jest troszke lepiej jak było.

Chciałabym też wrócić do swojej aktywności fizycznej, ale jakoś ciężko mi sie do tego zmobilizować.

Nie wiem jak przetrwam święta, ciężko mi chodzić po sklepach, oglądać dekoracje, kupować prezenty, już nie mówiąc jak widzę szczęśliwych ludzi, szczęśliwe pary czy całe rodziny ...

Przepraszam za chaotyczny post, ale ostatnio taki też chaos panuje w mojej głowie.

Pozdrawiam
Trzymajcie sie cieplutko i zdrowo

29,211

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie zbolałe serduszka.
Kiedyś tu pisałam, teraz od czasu do czasu Was podczytuję. Nie mogłam przypomnieć sobie hasła a dziś - eureka - udało mi się zalogować. Mój mąż nie żyje już 5 lat. Z perspektywy czasu stwierdzam, że da się żyć - tylko trzeba tego chcieć. Mój mąż na zawsze pozostanie w myślach, pamięci i sercu - ale życie toczy się dalej i mamy je tak przeżyć żeby szkoda było umierać. Przez te pięć lat różnie u mnie się działo - raz lepiej raz gorzej. Mam wspaniałego wnuczka, dobrych synów i człowieka, którego darzę uczuciem...jest to inna miłość - dojrzała, połączona wspólną pasją fotografowania, wspólnym patrzeniem na świat i wiedzą, że tylko raz się żyje.
Przytulam Was mocno i życzę siły - bo siła jest kobietą smile

29,212

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziękuję Wam za słowa wsparcia. Nigdy nie myślałam że trafię na takie forum o takiej tematyce. Jest mi ciężko, zostałam w wieku 30 lat wdową z dwójką dzieci. Każdy mowi musisz być silna, masz dzieci...fakt dobrze że je mam bo bym sfiksowała. Świat poukładany zawalił mi się, nie myślę o przyszłości bo jej się boję, nie wiem czy dam radę wszystko ogarnąć sama. Byliśmy tacy szczęśliwi, mieliśmy plany, marzenia, byliśmy za sobą, wspieraliśmy się, a mój mąż zrezygnował z siebie nie dał sobie pomóc, nie powiedział słowa.... tesknie ale mam też żal do niego, jak tak można było wyjść z domu i .....ciężko mi nawet o tym napisać.  Tulę mocno Was pogrążone w rozpaczy.

29,213

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie
Super że ktoś pisze o miłości szczęściu po takiej stracie ja mam 40 lat i jestem wdową od 5 miesięcy zaraz córka ma urodzić syna ktoś umiera i ktoś wchodzi na jego miejsce. Musimy być żyć kochać i może kiedyś znowu być kochaną tego życzę wam i sobie

29,214

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie kochane, 3 dni temu zmarł mój narzeczony, był wspaniałym człowiekiem, miloscia  mojego życia, moim przyjacielem, bratnia dusza, był  kochającym ojcem, chorował na raka i był już w drodze do zdrowia, w październiku mieliśmy wziąść ślub  Ale w sierpniu miał wypadek samochodowy , krwiak na mózgu, przezyl walczył dla nas, pogodzilismy sie z mieiacami rehabilitacji, z tym ze nie mowi, już zaczęliśmy się śmiać  i miało być dobrze, miał wrócić do domu że szpitala, ch jak wstać miał dość leżenia, spadl  i  po 2giej operacji głowy  po tygodniu zmarł. Walczyliśmy raka  pogodzilismy się z wszystkim   tyle razy bałam się  o jego życie tyle razy dostał 2 szansę i przeżył. A odebrał mi to głupi upadek, moje dziecko 7 letnie  strasznie placze, ja nie widzę sensu życia, brakuje mi to  każdej minuty, jak mam się z tym pogodzić  i żyć dalej straciłam  najwspanialsza osobę     w moim życiu, nikt nie odda mi  usmiechu, czuje się jakby że sobą zabrał  mi serce i dusza, i  uśmiech mojej córeczki, to strasznie i nie wiem co dalej  , jak mam żyć  i mieć siłę dla dziecka mieć siłę dla siebie,  czuje tylko pustkę, gdyby nie córka chciała bym odejść razem z nim .

29,215

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Przykro marlenaii że musiałaś do nas dołączyć. U mnie mija 6 tygodni od wypadku, każdy piątek jest koszmarem, Bardzo chciałabym Ciebie i inne dziewczyny pocieszyć i wspomóc.Dlatego chcę przytoczyć słowa które słyszę od osoby wspierającej mnie. ,,...Pamietaj
będzie lepiej, nigdy nie będzie już tak samo, będzie inaczej, ale choc teraz wydaje sie to niemożliwe...będzie lepiej...zawsze będziesz go kochać, pamiętać o nim, widzieć go w  twarzach Twoich dzieci i trzymać tę miłość w sercu, a on będzie zawsze z wami...

Na pogrzebie ksiądz powiedział, on zawsze będzie z wami, będziecie mieć klejonego Anioła Stróża- tak bardzo chcę w to wierzyć...

29,216

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
marlenaii napisał/a:

Witajcie kochane, 3 dni temu zmarł mój narzeczony, był wspaniałym człowiekiem, miloscia  mojego życia, moim przyjacielem, bratnia dusza, był  kochającym ojcem, chorował na raka i był już w drodze do zdrowia, w październiku mieliśmy wziąść ślub  Ale w sierpniu miał wypadek samochodowy , krwiak na mózgu, przezyl walczył dla nas, pogodzilismy sie z mieiacami rehabilitacji, z tym ze nie mowi, już zaczęliśmy się śmiać  i miało być dobrze, miał wrócić do domu że szpitala, ch jak wstać miał dość leżenia, spadl  i  po 2giej operacji głowy  po tygodniu zmarł. Walczyliśmy raka  pogodzilismy się z wszystkim   tyle razy bałam się  o jego życie tyle razy dostał 2 szansę i przeżył. A odebrał mi to głupi upadek, moje dziecko 7 letnie  strasznie placze, ja nie widzę sensu życia, brakuje mi to  każdej minuty, jak mam się z tym pogodzić  i żyć dalej straciłam  najwspanialsza osobę     w moim życiu, nikt nie odda mi  usmiechu, czuje się jakby że sobą zabrał  mi serce i dusza, i  uśmiech mojej córeczki, to strasznie i nie wiem co dalej  , jak mam żyć  i mieć siłę dla dziecka mieć siłę dla siebie,  czuje tylko pustkę, gdyby nie córka chciała bym odejść razem z nim .

Strasznie mi przykro z powodu Twojej straty. Wprost nie mogę uwierzyć, ze takie historie maja miejsce... Jak by los bawil się naszymi uczuciami, dawal nadzieje a zaraz potem ja odbieral.

Ja w chwilach najgorszego bolu, staram się myslec o nim jak o zywym.. Ze jest tylko w innym swiecie gdzie jest szczęśliwy..

Lacze się z Toba w bolu..

Zrozumie, kto stracił...

29,217

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Kochane a jak planuje spędzić święta i sylwestra? Dla mnie to najbardziej przykre święta i sylwester w życiu. Ja spędzę je z dziećmi, rodzeństwem i rodzicami, na samą myśl że nie będzie już męża chce mi się płakać a sylwester przed tv z dziećmi....a jeszcze nie dawno planowaliśmy z mężem sylwester na jakimś balu....

29,218

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Witajcie!
Przykro czytać ,że niedawno dołączyło niestety tyle nowych młodych dziewczyn sad:( Przytulam w bólu wszystkie do serducha:):):) Dziewczyny kochane nie jest i nie będzie łatwo przynajmniej na razie ale mocno wierzę ,że jakoś dacie radę jak każda z nas tu obecna smile:) Z czasem ból będzie stawał się nieco mniejszy ale tęsknota pozostanie ( jestem wdową ponad 2 lata ) ,będzie ciężko ale musicie trwać , szukajcie oparcia w rodzinie ,przyjaciółkach ,nie poddawajcie się i walczcie ,bo musicie być dzielne , życie bywa niestety okrutne , ale czasu nie cofniecie ,nie zmienicie swego losu i przeznaczenia , stało się , a Wy musicie mimo wszystko kroczyć do przodu .....
Lulu! Pierwsze samotne święta są trudne , mój mąż odszedł pod koniec października ,więc blisko Bożego Narodzenia , praktycznie święta miałam przepłakane , a w Sylwestra były 18-ste urodziny syna , niestety już bez Ojca ale jakoś daliśmy radę mimo wszystko ...Teraz już 3-cie święta ....prawdę powiedziawszy odkąd zmarł mąż nie lubię świąt szczególnie tych bożonarodzeniowych , bo są takie rodzinne , ale mimo wszystko i tak nadejdą ....Nie mamy wpływu na nasz los ....Ściskam jeszcze raz Was wszystkie , pozdrawiam gorąco forumowe koleżanki smile:):) Piszcie ,wyrzucajcie emocje jeśli Wam to pomaga ,czas żałoby nie jest lekki ale czas biegnie naprzód ....Badżcie dzielne smile:):)

"Poza czasem,poza śmiercią,jest miłość. Czas i śmierć nie mogą jej osłabić." (Jeanette Winterson)

29,219

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Nieszczesliwa  Niestety , kiedyś pomyślała bym że co to za kiepski film, teraz serce Kraka mi się z bólu i tęsknoty, moje się świat boję się życia, szukam  znaków, mówię do niego i proszę Ale mam takie ataki złości     że czasem proszę by odszedł  z jego serca i głowy    to straszne     nie jestem w stanie radzić sobie z tymi emocjami

29,220

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Dziś mija 8 tygodni od śmierci mojego męża.
Dzis byliśmy na pogrzebie teścia.
Znowu wszystko wróciło.
Mam strasznego doła. Ksiądz powiedział że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że w tak krótkim czasie odszedł syn i ojciec.
I ciekawa jestem co miało to znaczyć...

29,221

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Marlenaii

Mam to samo. Niestety mimo tego że minęło 1.5 miesiąca od śmierci czuje się dużo gorzej. W sensie gdy nie myślę i staram się być zajęta to jest dobrze, ale później mam wyrzuty sumienia ze nie jest w moich myślach i nadchodzi dzień tragiczny gdzie cały czas mam ochotę ryczec...
Nie wiem co Ci doradzić, bo sama nie wiem jak sobie z tym radzić. .. mnie teraz dociska do ziemi uczucie okropnej tęsknoty,  potrzeby przytulania się do niego i usłyszenia ze będzie dobrze, bliskości i świadomości ze jest obok mnie... gdy dociera do mnie myśl że jego juz nie będzie to mam ochotę iść za nim.. wiem ze z czasem będzie inaczej,  gdy przyzwyczaje się do samotności i samodzielności ale nie wiem kiedy ten czas nadejdzie bo teraz jak na złość czas leci mi cholernie wolno... wolałabym to przespać ...
Mi chodzą po głowie opcje co zrobić żeby te emocje z siebie wyrzucić - najlepszy pewnie byłby boks albo coś w tym stylu żeby bić w worek z całej siły i wylać w to cała złość i żal do świata ze nimi to zrobił...
Jestem strasznie słabej wiary i myśl że nic nie ma po smierci strasznie mnie przeraża, że nie spotkam się z bliskimi ktorych tak szybko utraciłam.. tak bardzo bym chciała żeby nawet teraz mnie wsparl i dał znak że żyje tylko w innym świecie... wtedy nadeszła by na pewno radość i oczekiwanie na spotkanie..
A tak jest niepewność i strach przed tym co jeszcze los nam gotuje...

Zrozumie, kto stracił...

29,222

Odp: Śmierć męża - jak sobie poradzić?
iwonawm napisał/a:

Dziś mija 8 tygodni od śmierci mojego męża.
Dzis byliśmy na pogrzebie teścia.
Znowu wszystko wróciło.
Mam strasznego doła. Ksiądz powiedział że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że w tak krótkim czasie odszedł syn i ojciec.
I ciekawa jestem co miało to znaczyć...

Mam wrażenie ze ten oklepane tekst mówi każdy żeby tylko coś powiedzieć... choć sam nie rozumie co to znaczy... nienawidzę tych słów. ..

Zrozumie, kto stracił...

Posty [ 29,185 do 29,222 z 29,244 ]

Strony Poprzednia 1 767 768 769 770 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Śmierć męża - jak sobie poradzić?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016