Porzucony jak pies, kilka refleksji - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucony jak pies, kilka refleksji

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Czytam to forum od kilku dni, przeczytałam wiele historii i widzę, że wszyscy porzuceni przechodzą mniej więcej przez to samo. Schemat jest w każdym przypadku bardzo podobny: ból, płacz, zanik łaknienia i potrzeby snu, tęsknota, idealizowanie byłego/byłej, brak sensu życia, strach, panika, pustka, tęsknota, czasami jakieś dolegliwości fizyczne, bo wiadomo że stres wyniszcza ciało. To naprawdę przypomina uzależnienie od jakichś silnych narkotyków, człowiek wije się jak narkoman na głodzie heroinowym. I tak się zastanawiam, czy to co czujemy (ja w tej chwili również), ta męka i katorga, nie jest wynikiem właśnie jakiegoś uzależnienia od partnera, narkotycznego uzależnienia emocjonalnego, a nie naszej miłości do nich ?
Druga refleksja jaka mnie naszła to to, że wielu porzuconym wydaje się, że ich partner był idealny i nikt mu nigdy nie dorówna we wspaniałości. Wynikałoby z tego, że dużo tych ideałów po świecie chodzi...
Powtarzają się również te same rady: wyjdź do ludzi, myśl o sobie, idź pobiegać, zmień fryzurę, czas leczy rany, za parę tygodni będzie lepiej.
Może to i racjonalne, jednak dla człowieka zrozpaczonego, trudne do zrealizowania, bo człowiek zrozpaczony leży w rozciągniętych dresach na łóżku i wyczynem jest dla niego z tego łóżka w ogóle wstać. Brakuje mi rad jak przetrwać właśnie te pierwsze, najgorsze dni detoksu.
Pierwsze co mi przychodzi do głowy to alkohol i leki. Z alkoholem prościej, bo można poczłapać do pobliskiego sklepu, z lekami już trudniej, bo to wymagałoby dłuższej wyprawy do psychiatry. Czy ktoś z Was brał jakieś leki, które realnie mu pomogły ? To znaczy zmniejszyły emocje i ból, do poziomu umożliwiającego codzienne funkcjonowanie ? Fajne są benzodiazepiny, ale uzależniają...

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Nie ma sensu zmniejszać emocji, bo ona potem wrócą ze zdwojoną siłą. Najlepiej dać im po prostu przejść, one z czasem maleją. Kiedyś gdzieś była taka rada, że jeżeli pojawia się smutek, to się w nim nie pogrążać tylko pozwolić mu odejść. I ja się z tym zgadzam. Znieczulacze takie jak alkohol mają to do siebie, że problem wraca, kiedy przestają działać. A nie chodzi o to, żeby przez resztę życia się znieczulać tylko o to, żeby poradzić sobie z rozstaniem.

3

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
Lady Loka napisał/a:

Nie ma sensu zmniejszać emocji

A jak iść do pracy w takiej rozsypce ? Do pracy wymagającej skupienia ?

Reklama

4

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Da się. Ja pracowałam w kasie w "godzinie zero". Pomaga skupianie się na siłę na tym, co robisz w danej chwili. Na blogu "uciekamy do przodu" fajnie to dziewczyny opisały.  Jedna z nich mówiła do siebie o tym co robi - a teraz otwieram szafkę, wyciągam kubek...itd. Tam jest więcej takich sposobów na przetrwanie trudnych chwil.

Jestem?

5

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

U mnie funkcjonowało to tak, że jak się zmuszałam do pracy to było ok. Ale to musiała być praca włączająca jakikolwiek ruch, bo jak siedziałam i pisałam recenzje książek, to mózg mi uciekał. No i chodziłam na studia. Nie mogłam się skupić, ale miałam punkt u siebie samej za wyjście z domu do ludzi. Wypicie kawy i takie proste sprawy. Czasami samo wyjście sprawiało mi ogromne problemy, ale udawało się.

Reklama

6

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

A może skorzystaj z terapii? Bo ucieczka w leki, w alkohol na dłuższą metę nic nie da. Tylko na chwilę zagłuszysz ból. Chociaż z tego co piszesz jest nie do zniesienia. Współczuję Ci bardzo. U mnie z kolei uciekam w filmy, bardzo dużo oglądam. Spotykam się ze znajomymi, rozmawiam, analizuję to - u mnie też jest świeże. Chodzę do pracy i to akurat jest plus, bo pozwala mi się skupić na czymś innym a nie rozpamiętywać, czy się zastanawiać.

7

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

naprawde pomaga wysiłek fizyczny. lepiej niż leki.

Dont worry about me  smile and because of me
"Wstręt do przeciągów to nie jest dobre dla rośliny - pomyślał Mały Książę. - Ten kwiat jest bardzo skomplikowany."

8 Ostatnio edytowany przez starr (2017-10-31 21:05:00)

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
upadła napisał/a:

Czytam to forum od kilku dni, przeczytałam wiele historii i widzę, że wszyscy porzuceni przechodzą mniej więcej przez to samo. Schemat jest w każdym przypadku bardzo podobny: ból, płacz, zanik łaknienia i potrzeby snu, tęsknota, idealizowanie byłego/byłej, brak sensu życia, strach, panika, pustka, tęsknota, czasami jakieś dolegliwości fizyczne, bo wiadomo że stres wyniszcza ciało. To naprawdę przypomina uzależnienie od jakichś silnych narkotyków, człowiek wije się jak narkoman na głodzie heroinowym. I tak się zastanawiam, czy to co czujemy (ja w tej chwili również), ta męka i katorga, nie jest wynikiem właśnie jakiegoś uzależnienia od partnera, narkotycznego uzależnienia emocjonalnego, a nie naszej miłości do nich ?
Druga refleksja jaka mnie naszła to to, że wielu porzuconym wydaje się, że ich partner był idealny i nikt mu nigdy nie dorówna we wspaniałości. Wynikałoby z tego, że dużo tych ideałów po świecie chodzi...
Powtarzają się również te same rady: wyjdź do ludzi, myśl o sobie, idź pobiegać, zmień fryzurę, czas leczy rany, za parę tygodni będzie lepiej.
Może to i racjonalne, jednak dla człowieka zrozpaczonego, trudne do zrealizowania, bo człowiek zrozpaczony leży w rozciągniętych dresach na łóżku i wyczynem jest dla niego z tego łóżka w ogóle wstać. Brakuje mi rad jak przetrwać właśnie te pierwsze, najgorsze dni detoksu.
Pierwsze co mi przychodzi do głowy to alkohol i leki. Z alkoholem prościej, bo można poczłapać do pobliskiego sklepu, z lekami już trudniej, bo to wymagałoby dłuższej wyprawy do psychiatry. Czy ktoś z Was brał jakieś leki, które realnie mu pomogły ? To znaczy zmniejszyły emocje i ból, do poziomu umożliwiającego codzienne funkcjonowanie ? Fajne są benzodiazepiny, ale uzależniają...

C2H5OH tylko wzmacnia odczucia i powoduje, ze robi się po nim najgorsze głupoty. Farmaceutyki zawsze otępiają i spowalniają reakcję, a leki ziołowe mają słabe działanie. Dlatego przeważnie polecam inny lek - lekturę wątku: http://www.netkobiety.pl/t67911.html
Nic człowiekowi bardziej nie podnosi nastroju jak przekonanie, że inni mieli o ile nie tak samo, to pewnie gorzej... Poza tym czytanie odciągnie uwagę i podsunie kilka pomysłów, które warto będzie i w Twoim przypadku zastosować... Polecam szczególnie uważnie czytać wpisy thepass, elle88 i życzliwego.

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803
Malcolm Young ur. 6 stycznia 1953, zm. 18 listopada 2017

9

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Upadła> masz całkowitą rację. To jest/było uzależnienie od partnera. W przeciwnym razie nie użyłabyś słowa "porzucona".  Porzucić można zabawkę, bezbronne dziecko, ale nie dorosłą, samodzielną osobę. Odejście partnera to odebranie uzależnienia. Uzależnienie jakiekolwiek się leczy. Nie mam na myśli otępiania i oszukiwania lekami, ale leczenie duszy. Czasem terapia jest jedynym wyjściem (zależy jak silnie to przeżywamy). Zgadzam się tez  z tymi, którzy sugerują prace i wysiłek fizyczny, to najlepszy sposób.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

10

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Co do pierwszej czesci twego listu to chodzi tylko I wylacznie o uzaleznienie z przyzwyczajeniem. To sa osoby z ktorymi spedzamy najwiecej czasu. Zyjemy nimi a gdy sie skoncza zaczyna tego brakowac. Co do drugiej czesci tez z checia bym sie zamrozil na kilka tygodni by wyczyscic i zresetowac mozg. Szczegolnie mile wspomnienia bo tez kraza caly czas. Musze to przetrwac choc latwo nie jest. Uwierz mi ze to przez Co przechodze od 4 miesiecy jest niedoopisania.Znajomi mi mowia ze nie dali by rady to mnie chyba pociesza ze jestem mocny. Tak leci mi dzien za dniem i nie wiem dokad. Lekow nie chce bo wole bez tych specyfikow przejsc przez to wszystko. Jakos to bedzie wink

11

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
Szary80 napisał/a:

Szczegolnie mile wspomnienia bo tez kraza caly czas. .

O tak, zwłaszcza przed zaśnięciem. Ja dlatego nie śpię, bo boję się położyć i zamknąć oczy...

12

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
upadła napisał/a:
Szary80 napisał/a:

Szczegolnie mile wspomnienia bo tez kraza caly czas. .

O tak, zwłaszcza przed zaśnięciem. Ja dlatego nie śpię, bo boję się położyć i zamknąć oczy...



I to tez w koncu Ci przejdzie. Wiem ze to chore ale czas zrobi swoje i zycze Ci by nastapilo to jak najszybciej  wink

13

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
upadła napisał/a:

Czytam to forum od kilku dni, przeczytałam wiele historii i widzę, że wszyscy porzuceni przechodzą mniej więcej przez to samo. Schemat jest w każdym przypadku bardzo podobny: ból, płacz, zanik łaknienia i potrzeby snu, tęsknota, idealizowanie byłego/byłej, brak sensu życia, strach, panika, pustka, tęsknota, czasami jakieś dolegliwości fizyczne, bo wiadomo że stres wyniszcza ciało. To naprawdę przypomina uzależnienie od jakichś silnych narkotyków, człowiek wije się jak narkoman na głodzie heroinowym. I tak się zastanawiam, czy to co czujemy (ja w tej chwili również), ta męka i katorga, nie jest wynikiem właśnie jakiegoś uzależnienia od partnera, narkotycznego uzależnienia emocjonalnego, a nie naszej miłości do nich ?
Druga refleksja jaka mnie naszła to to, że wielu porzuconym wydaje się, że ich partner był idealny i nikt mu nigdy nie dorówna we wspaniałości. Wynikałoby z tego, że dużo tych ideałów po świecie chodzi...
Powtarzają się również te same rady: wyjdź do ludzi, myśl o sobie, idź pobiegać, zmień fryzurę, czas leczy rany, za parę tygodni będzie lepiej.
Może to i racjonalne, jednak dla człowieka zrozpaczonego, trudne do zrealizowania, bo człowiek zrozpaczony leży w rozciągniętych dresach na łóżku i wyczynem jest dla niego z tego łóżka w ogóle wstać. Brakuje mi rad jak przetrwać właśnie te pierwsze, najgorsze dni detoksu.
Pierwsze co mi przychodzi do głowy to alkohol i leki. Z alkoholem prościej, bo można poczłapać do pobliskiego sklepu, z lekami już trudniej, bo to wymagałoby dłuższej wyprawy do psychiatry. Czy ktoś z Was brał jakieś leki, które realnie mu pomogły ? To znaczy zmniejszyły emocje i ból, do poziomu umożliwiającego codzienne funkcjonowanie ? Fajne są benzodiazepiny, ale uzależniają...

Cwiczenia i kontakty z laskami. Nic dodac, nic ujac. Nawet na sile.

14

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Kiedy ja się rozwodziłam też czułam się porzucona jak pies zanim się podniosłam mialam do wyboru kilka opcji jak większości znany alkohol ale co to da , leki po co ma mi mózg ogłupiać, przez 3 miesiące walczylam z emocjami . Boże co to były za emocje . Większość znajomych którzy nie mieli do czynienia z sytuacją dużo mi radzili a zrób tak a zrób to tak. Jednym uchem mi wchodziło a drugim wychodziło. Aż w końcu sama wbijalam sobie do głowy że nie warto się staczać w imię czego komu ja źle robię tylko ja sama siebie. Pomału wychodzilam z tego . To że z ludźmi się przebywa bo mam taką pracę a to że od czasu sobie pójdę potańczyć, mam z tego dużo plusów i to daje mi wiarę we własne siły. Mam dla kogo żyć bo mam córkę i tam takie pozytywne rzeczy . Zdarzały się drobne romanse i też niewypały ale moja głowa i mądrość życiowa i mając nauczkę z poprzednich lat inaczej funkcjonuje. Tobie też tego życzę głowa do góry i nie daj się pierwszy raz okrutnie boli a potem to już z górki a z używkami niewarto .

15

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Pamiętam moje rozstanie z ostatnim byłym, jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu. Byłam tak zrozpaczona, że nie mogłam się na niczym skupić. Akurat byłam bez pracy, ale dorabiałam sobie korepetycjami, miałam od lat stałych uczniów. Uwielbiałam te dzieciaki, ale ledwo miałam siłę do nich jeździć. Wszyscy mi mówili, że jak się zajmę pracą, to będzie mi łatwiej, ale nie było. Na korepetycjach nie mogłam usiedzieć tych 60 minut na tyłku, miałam ochotę wstać, rzucić zeszytami o ścianę i wyjść. Jak udało mi się znaleźć pracę, to też nie było lepiej. Dopiero z czasem zaczęło się układać, a ja - uspokajać.
Mi osobiście bardzo pomogło "odmóżdżanie się", jak to nazywam. Chętnie w tym okresie wracałam do ulubionych książek z dzieciństwa i czasów nastoletnich, do bajek. To było dla mnie szalenie wyciszające, bo ja akurat miałam świetne dzieciństwo i wracały do mnie dobre wspomnienia. Zrobiłam sobie z nich mur przed złymi uczuciami i było mi łatwiej. Dlatego kiedy ktoś mnie pyta, jak ma sobie poradzić po rozstaniu, to też radzę mu znaleźć jakiś sposób na wyciszenie się. Niekoniecznie od razu wychodzić do ludzi i rzucać się w wir pracy czy wydarzeń, żeby zająć czymś myśli, bo nie każdy to potrafi, ale właśnie znaleźć sobie coś przyjemnego i spędzać z tym jak najwięcej czasu. Jakieś proste, lekkie i nawet nieambitne przyjemności.

16

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
Szary80 napisał/a:

I to tez w koncu Ci przejdzie. Wiem ze to chore ale czas zrobi swoje i zycze Ci by nastapilo to jak najszybciej  wink

Przejdzie gdy pogodzimy się z sytuacja, gdy przestaniemy rozdrapywać rany, gdy pokornie przyjmiemy fakt i zaczniemy życie od nowa. To tylko od nas samych zależy czy i kiedy przejdzie, bo samo nie przejdzie wink .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

17

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Mi najbardziej pomagało "odmóżdżanie się". Oglądanie tv, gra komputerowa, przeglądanie fb, nawet głupia gra w pasjansa na komórce. Ale to przez ten najgorszy okres. Potem zaczełam wychodzić do ludzi, spędzać miło czas i poznawać nowe osoby. A kiedy nic nie robię i mam za dużo czasu na myślenie to po prostu wspominam czasy sprzed związku, a kiedy przypomnę sobie o ex to liczę do 10 aż ta myśl nie minie. Niestety popełniłam straszny błąd, po trzech miesiącach  od pierwszego zerwania wybaczyłam mu i wróciliśmy do siebie. Teraz znowu przeżywam wszystko od nowa, bo znowu ze mną zerwał. Znowu usłyszałam najgorsze słowa "nie kocham cię już" i to wtedy kiedy zdążyły wrócić mi uczucia do niego i kiedy byłam taka szczęśliwa, że wrócił.

18

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Chyba udzielę porady odwrotnej od poprzednich:

Jeżeli czujesz, że potrzebujeszy 'psychotropów', to jak najbardziej udaj się do psychiatry. Z mojego doświadczenia jest dokładnie odwrotnie do tego, co mówią ludzie, teoria jest "SSRI to leki które zaczynają działać po miesiącu, wcześniej nic nie czujesz" i tak dalej.
W moim przypadku działały od razu, od razu poprawił się sen, od razu poprawił się humor, część miała nawet 'skutki uboczne' typu skurcz mięśni twarzy wymuszający uśmiech - czyli w sumie nic złego wink
Niestety w moim przypadku SSRI mają bardzo złe interakcje z żołądkiem przy dłuższym stosowaniu - ale niekoniecznie musi to dotyczyć Ciebie.

Co do alkoholu - jak najbardziej, jeśli idziesz na piwo ze znajomymi, żeby pogadać o pierdołach i się wyluzować, ale broń boże nie kupuj sobie flaszki do domu, żeby posłuchać smutnej muzyki. smile

19

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
Lady Loka napisał/a:

Nie ma sensu zmniejszać emocji, bo ona potem wrócą ze zdwojoną siłą. Najlepiej dać im po prostu przejść, one z czasem maleją. Kiedyś gdzieś była taka rada, że jeżeli pojawia się smutek, to się w nim nie pogrążać tylko pozwolić mu odejść. I ja się z tym zgadzam. Znieczulacze takie jak alkohol mają to do siebie, że problem wraca, kiedy przestają działać. A nie chodzi o to, żeby przez resztę życia się znieczulać tylko o to, żeby poradzić sobie z rozstaniem.

Zgadzam sie. Jezeli juz jakies leki to uwazam ze nie leki na recepte, chyba ze naprawde pojdzie sie do psychiatry i uzna je za konieczne. Na pewno nie branie lekow na zasadzie, ze znajomemu przepisal, to samemu tez sie je wezmie. No i to prawda mocno uzalezniaja, a gdy skonczy sie je brac, to ten bol z rozstania jeszcze moze mocno czlowiekiem wstrzasnac. Emocje musza jakos wybrzmiec, a nie byc calkiem stlumione. Od alkoholu tez latwo sie uzaleznic i wpasc w calkowity marazm i niechec do wszystkiego. To juz predzej cos nieuzalezniajacego np leki ziolowe, wiadomo ze nie tak mocne, ale niektore dzialaja niezle. Ja kiedys bralam krotki czas Kalms i niezle wyciszal mimo ze czasem bylam wtedy mocno zestresowana. No ale jezeli czujesz potrzebe plakac to placz, to naturalne.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

20

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Zgadzam sie. Jezeli juz jakies leki to uwazam ze nie leki na recepte, chyba ze naprawde pojdzie sie do psychiatry i uzna je za konieczne.

Wtrącę się na boku znowu: takie podejście jest straszne.
Po pierwsze: zdejmuje z osoby zainteresowanej odpowiedzialnośc za siebie.
"To, co wezmę, nie zależy od mojej decyzji, tylko od tego, co mi przepisze lekarz".
Po drugie: większość psychiatrów w polszy ma niestety tendencję do przepisywania jednego SSRI, którego przepisywanie zasponsoruje odpowiednia korporacja, a prawda jest taka, że działają znacząco różnie na różne przypadłości ; jedne są o wiele lepsze na depresję, inne na fobię społeczną, a inne na anhedonię. A większość psychiatrów, szczególnie tych, do których pójdziecie na NFZ, niestety ma to w dupie - zainkasują co swoje i przepiszą wam ten sam lek, który przepisali dwudziestu osobom przed wami.
Po trzecie: takie podejście ma ma złe konsekwencje dla wolności osobistej. Wg mnie każdy powinien móc pójść do apteki i kupić dowolne leki które ta apteka będzie mu chciała sprzedać, a w aktualnym stanie robimy z ludzi chorych psychicznie (takich jak ja) śmieci. Mówimy im: sprzedamy ci to, co chcemy ci sprzedać. Twoim problemem jest brak kontroli nad własnym życiem? To udowodnimy ci, że masz jej jeszcze mniej, sprzedamy ci tylko to, na co wyrazimy zgodę.
To jest bardzo zgubna droga, zarówno w sensie moralnym (bo NIKT nie powinien się czepiać tego, co JA chcę kupić w aptece), jak i w praktycznym (bo ze względu na bardzo duży udział państwa w służbie zdrowia mamy praktycznie gwarancję, że nikogo nie wyleczymy. Z resztą w większości wypadków ludzie, którzy decydują się na wizytę u psychiatry mają już o wiele większą wiedzę o lekach, niż sami psychiatrzy..)

21

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji
tajemnicza75 napisał/a:
Szary80 napisał/a:

I to tez w koncu Ci przejdzie. Wiem ze to chore ale czas zrobi swoje i zycze Ci by nastapilo to jak najszybciej  wink

Przejdzie gdy pogodzimy się z sytuacja, gdy przestaniemy rozdrapywać rany, gdy pokornie przyjmiemy fakt i zaczniemy życie od nowa. To tylko od nas samych zależy czy i kiedy przejdzie, bo samo nie przejdzie wink .


Zgadzam sie z Toba.Czas zrobi swoje wink

22

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Witam. Wiem co przeżywasz , miałam to samo. Jest to bardzo ciężkie do przeżycia , ale naprawdę szybko mija .Wracamy do każdej chwili spędzonej razem , czujemy nawet zapach perfum , ubrań drugiej osoby i to nas doprowadza do rozpaczy . Nie rozpamiętuj co było dobrze , wspomnij złe zachowania i kiedy ci było przykro i powiedz sobie ależ byłem czy byłam głupia że tego nie widziałam . Pomyśl że może ktoś tam u góry czuwa i widzi że to nie miało sensu i czeka mnie już niedługo wielkie szczęście.Ludzie mają niebywałe zdolności , jakie to zadziwiające , że w ciągu życia potrafią podnosić się i budować wszystko od nowa .Przykładem są ludzie sukcesu jeśli prześledzić ich kariery to każdy z nich zanim stał się bogaty , to kilka razy zaliczył bankructwo .Pogodzenie się z losem to nic innego jak wytłumaczenie sobie że to był malutki krok i doświadczenie w drodze do szczęścia.Mnie pomógł samotny wyjazd w ciszy i spokoju .To się nazywa wyzerowanie licznika.Nie myśl wyłącznie o tej osobie , zrób rachunek sumienia jaka jesteś , wypisz na kartce co żle zrobiłaś , komu zrobiłaś przykrość , czy jesteś dobrym człowiekiem , wypisz też co dobrze zrobiłaś  , z czego możesz być dumna. Myśl o całym swoim dotychczasowym życiu a rozjaśni ci się umysł i będziesz zdziwiona jakie sytuacje przyjdą ci do głowy a tym samym jak myśli przekierują się na rzeczy które nie mają nic wspólnego z byłym partnerem .Głowa do góry wszystko będzie dobrze. Pozdrawiam.

23

Odp: Porzucony jak pies, kilka refleksji

Witam. Wiem co przeżywasz , miałam to samo. Jest to bardzo ciężkie do przeżycia , ale naprawdę szybko mija .Wracamy do każdej chwili spędzonej razem , czujemy nawet zapach perfum , ubrań drugiej osoby i to nas doprowadza do rozpaczy . Nie rozpamiętuj co było dobrze , wspomnij złe zachowania i kiedy ci było przykro i powiedz sobie ależ byłem czy byłam głupia że tego nie widziałam . Pomyśl że może ktoś tam u góry czuwa i widzi że to nie miało sensu i czeka mnie już niedługo wielkie szczęście.Ludzie mają niebywałe zdolności , jakie to zadziwiające , że w ciągu życia potrafią podnosić się i budować wszystko od nowa .Przykładem są ludzie sukcesu jeśli prześledzić ich kariery to każdy z nich zanim stał się bogaty , to kilka razy zaliczył bankructwo .Pogodzenie się z losem to nic innego jak wytłumaczenie sobie że to był malutki krok i doświadczenie w drodze do szczęścia.Mnie pomógł samotny wyjazd w ciszy i spokoju .To się nazywa wyzerowanie licznika.Nie myśl wyłącznie o tej osobie , zrób rachunek sumienia jaka jesteś , wypisz na kartce co żle zrobiłaś , komu zrobiłaś przykrość , czy jesteś dobrym człowiekiem , wypisz też co dobrze zrobiłaś  , z czego możesz być dumna. Myśl o całym swoim dotychczasowym życiu a rozjaśni ci się umysł i będziesz zdziwiona jakie sytuacje przyjdą ci do głowy a tym samym jak myśli przekierują się na rzeczy które nie mają nic wspólnego z byłym partnerem .Głowa do góry wszystko będzie dobrze. Pozdrawiam.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucony jak pies, kilka refleksji

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016