czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 179 ]

1

Temat: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

hej,
pisałam tutaj post wcześniejna temat moich relacji. natomiast teraz chciałabym się spytać czy mam się ' przejmować' tym, że w wieku 27 lat nie mieszkam sama? tylko z rodzicami?
mówiłam, że teraz piszę dyplom, nie pracuję, do Świąt chcę się ogarnąć, aby zacząć w nowym roku inny, nowy etap.

i teraz moje pytanie.
czy np to, że mieszkam z rodzicami w wieku 27 lat ( po powrocie z wymiany zagranicznej i pracy zagranicą w zawodzie)jest jakąś ujmą na honorze?
co jeśli np teraz mając te pieniądze chcę je wydać naprawo jazdy i na kurs języka francuskiego od poziomu a2/b1?

czy ma mi to bardzo przeszkadzać, że mieszkam z rodzicami?
trochę mi wadzi, ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

wiem, że rożne etapy mają ludzie w życiu ale z 2 strony czasem mam wrażenie, że ja nie idę naprzód z życiem.
że karierowo, zawodowo jest okej, dobre portfolio, kwalifikacje, ale tak życiowo kuleję.

proszę o odpowiedź.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez rwaczkobiet (2017-10-27 17:50:22)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
199144 napisał/a:

hej,
pisałam tutaj post wcześniejna temat moich relacji. natomiast teraz chciałabym się spytać czy mam się ' przejmować' tym, że w wieku 27 lat nie mieszkam sama? tylko z rodzicami?
mówiłam, że teraz piszę dyplom, nie pracuję, do Świąt chcę się ogarnąć, aby zacząć w nowym roku inny, nowy etap.

i teraz moje pytanie.
czy np to, że mieszkam z rodzicami w wieku 27 lat ( po powrocie z wymiany zagranicznej i pracy zagranicą w zawodzie)jest jakąś ujmą na honorze?
co jeśli np teraz mając te pieniądze chcę je wydać naprawo jazdy i na kurs języka francuskiego od poziomu a2/b1?

czy ma mi to bardzo przeszkadzać, że mieszkam z rodzicami?
trochę mi wadzi, ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

wiem, że rożne etapy mają ludzie w życiu ale z 2 strony czasem mam wrażenie, że ja nie idę naprzód z życiem.
że karierowo, zawodowo jest okej, dobre portfolio, kwalifikacje, ale tak życiowo kuleję.

proszę o odpowiedź.


nie przeszkadza jesli inwestujesz ten czas w swoja przyszlosc. teoretycznie nie ma co sie porownywac do innych, mieszkaj i do 30 jesli Ci to pomoze.

ale dla kobiet przeszkadza. jak mieszkalem z rodzicami to na randkach mowilem ze mam wlasne mieszkanie i byla straszna roznica mimo ze to bylo pare lat temu (nawet mlode leca na cos takiego).

to tak na prawde zalezy ile kobieta ma opcji. a taka w wieku 27 na pewno ma troche.

3

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Za bardzo przejmujesz się opiniami innych. Przejmuj się sobą i tym, co ze swoim życiem robisz. Chcesz chwilę z nimi pomieszkać, to mieszkaj. Chcesz się wyprowadzić, to się wyprowadź. Pamiętaj, że jak mieszkasz z nimi, to nie możesz narzekać na ich zasady, bo to ich dom. Mieszkasz sama, masz większą samodzielność. To jest Twój wybór, a nie środowiska i otoczenia.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
Reklama

4

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Nie widzę problemu. Kiedyś po ślubie mieszkało się u teściów, bądź rodziców i nie widziano problemów smile. Teraz to przecież trzeba brać "kredyt", aby stać się "samodzielnym". Nie siedzisz całymi dniami przed telewizorem, pochłaniając tony jedzenia - zatem rozwijasz się.

5 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2017-10-27 18:50:11)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

To zalezy od rodziców wink Generalnie to nie jest porażka. Niektóre rodziny całe życie mieszkają razem pokoleniami. Rodzice - teściowe, ich dzieci - wnukowie i jakos życją. Wiele też znaczą kwestie materialne. Nie uważam, aby było rozsądnym usamodzielniać się na siłę, bo wypada, kosztem wydawania kasy np. na wynajmowanie mieszkanie, kiedy tę kasę można zainwestować w siebie.

199144 napisał/a:

[...]ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

Twój sposób życia, to Twoja sprawa.

Uwielbiam kefir. Po prostu. Polecam wink
Flirt. Niby na serio a jednak w żartach. A może w żartach a jednak na serio. Kto wie... Kto wie...

@Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone. tongue
Reklama

6

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

To jeszcze zależy jakie są powierzchnie w tym mieszkaniu.
Często zdarza się, że 6 osób gnieździ się w 3 pokojach.

Ja przykładowo mieszkam w bardzo dużym domu dwupiętrowym ale dość rozległym.
Mieszkam ja, mam swój pokój obok w pokojach dwóch mieszka moja ciotka, wujek i ich córka, czyli moja siostra cioteczna. Z nimi niestety muszę dzielić łazienkę, mamy też wspólny aneks kuchenny i coś w rodzaju salonu. W drugiej części domu z łazienką i kuchnią mieszkają:
moja siostra, mama z tatą i mój brat.
Tak jakby w trzeciej części domu mieszka moja babcia z dziadkiem, mają także coś w rodzaju aneksu kuchennego i łazienkę.
Jest jeszcze czwarta i piąta część domu, gdzie nikt nie mieszka, ale jeśli np. mi, bratu czy siostrze coś się zmieni w życiu to w zasadzie spokojnie się tam zmieszczą.

7

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
199144 napisał/a:

hej,
i teraz moje pytanie.
czy np to, że mieszkam z rodzicami w wieku 27 lat ( po powrocie z wymiany zagranicznej i pracy zagranicą w zawodzie)jest jakąś ujmą na honorze?

Moim zdaniem nie powinnaś się przejmować.
Tu na tym forum znalazłam kilka przykładów dziewczyn w Twoim wieku, które mieszkają z rodzicami:

PawelK_1985 napisał/a:

nie chciałem jej słuchac, ale ona zaczęła mówić, że ma 25 lat, praca ją wykańcza, mieszka z rodzicami,

znalazłam w wątku pt. "Koleżanka z pracy i związek partnerski dlatego że sex ?"

8

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Przeczytałem tylko tytuł, dalej mi się nie chciało a odpowiedź na zawarte pytanie w tytule to: Tak, porażka.

See, madness, as you know, is like gravity. All it takes is a little push!

9

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Harvey czemu porazka? Ja mam 26 lat i mieszkam jeszcze z tata. Wczesniej nie oplacalo sie wynajmowac, a teraz odkladanie kasy, bo spojrzcie ze ludzie maja rozne sytuacje w zyciu. Ja np pochodze z dosc biednej rodziny i na wszystko musze zarobic sama. Nie to ze to od razu zle, warto byc samodzielnym, ale niektorzy pisza o samodzielnosci dostajac mieszkanie w spadku a ja raczej nie dostane. Wszystko w swoim tempie autorko rozwijasz sie a to najwazniejsze.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

10

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
truskaweczka19 napisał/a:

Harvey czemu porazka? Ja mam 26 lat i mieszkam jeszcze z tata. Wczesniej nie oplacalo sie wynajmowac, a teraz odkladanie kasy, bo spojrzcie ze ludzie maja rozne sytuacje w zyciu. Ja np pochodze z dosc biednej rodziny i na wszystko musze zarobic sama. Nie to ze to od razu zle, warto byc samodzielnym, ale niektorzy pisza o samodzielnosci dostajac mieszkanie w spadku a ja raczej nie dostane. Wszystko w swoim tempie autorko rozwijasz sie a to najwazniejsze.

Porażką autorki jest to, że jest świadoma tego stanu, który jej nie odpowiada i nic z tym nie robi bądź nie chce go zmienić. Łatwiej jest winę zrzucić na "otoczenie", że jest złe i nie daje możliwości niż zakasać rękawy i coś z tym fantem zrobić wink

See, madness, as you know, is like gravity. All it takes is a little push!

11 Ostatnio edytowany przez Brainless (2017-10-27 22:42:11)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
199144 napisał/a:

hej,
pisałam tutaj post wcześniejna temat moich relacji. natomiast teraz chciałabym się spytać czy mam się ' przejmować' tym, że w wieku 27 lat nie mieszkam sama? tylko z rodzicami?
mówiłam, że teraz piszę dyplom, nie pracuję, do Świąt chcę się ogarnąć, aby zacząć w nowym roku inny, nowy etap.

i teraz moje pytanie.
czy np to, że mieszkam z rodzicami w wieku 27 lat ( po powrocie z wymiany zagranicznej i pracy zagranicą w zawodzie)jest jakąś ujmą na honorze?
co jeśli np teraz mając te pieniądze chcę je wydać naprawo jazdy i na kurs języka francuskiego od poziomu a2/b1?

czy ma mi to bardzo przeszkadzać, że mieszkam z rodzicami?
trochę mi wadzi, ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

wiem, że rożne etapy mają ludzie w życiu ale z 2 strony czasem mam wrażenie, że ja nie idę naprzód z życiem.
że karierowo, zawodowo jest okej, dobre portfolio, kwalifikacje, ale tak życiowo kuleję.

proszę o odpowiedź.

Jak to, czy "ma ci to przeszkadzać"? O to, jaki kolor kiecki wybrać na imprezę też pytasz innych? Albo o to, jakiego powinnaś mieć ulubionego wykonawcę?

Mieszkanie z rodzicami w dowolnym wieku nie jest porażką, jeśli nie jest się z nimi w relacji pasożytniczej, tj. żyje z ich pieniędzy/nadużywa ich cierpliwości zachowaniem niezgodnym z przyjętymi przez nich standardami. To odpowiednio pasożytnictwo finansowe albo wampiryzm psychiczny.
Oczywiście dotyczy to osób pełnoletnich, którzy zakończyli edukację obowiązkową i nadają się do pracy zarobkowej  pozwalającej na utrzymanie jednostki.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

12

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Nie wiem, dla mnie dziewczyna w wieku 27 lat mieszkająca z rodzicami jakoś bardziej do mnie przemawia, niż chłopak w tym samym wieku mieszkający z rodzicami

13

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
199144 napisał/a:

hej,
pisałam tutaj post wcześniejna temat moich relacji. natomiast teraz chciałabym się spytać czy mam się ' przejmować' tym, że w wieku 27 lat nie mieszkam sama? tylko z rodzicami?
mówiłam, że teraz piszę dyplom, nie pracuję, do Świąt chcę się ogarnąć, aby zacząć w nowym roku inny, nowy etap.

i teraz moje pytanie.
czy np to, że mieszkam z rodzicami w wieku 27 lat ( po powrocie z wymiany zagranicznej i pracy zagranicą w zawodzie)jest jakąś ujmą na honorze?
co jeśli np teraz mając te pieniądze chcę je wydać naprawo jazdy i na kurs języka francuskiego od poziomu a2/b1?

czy ma mi to bardzo przeszkadzać, że mieszkam z rodzicami?
trochę mi wadzi, ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

wiem, że rożne etapy mają ludzie w życiu ale z 2 strony czasem mam wrażenie, że ja nie idę naprzód z życiem.
że karierowo, zawodowo jest okej, dobre portfolio, kwalifikacje, ale tak życiowo kuleję.

proszę o odpowiedź.


O, a miałam coś w tych klimatach pytać tutaj.. Też jestem w podobnym wieku i tak się czuję. Jak przegryw jakiś. Inne dziewuchy nawet jak nie mają kasy to mają od lat facetów na dzielą na pół rachunek albo się przylepiają do pierwszego lepszego. Ja nie mam faceta i nie zapowiada się. Tak samo jak nie zapowiada się, że będę miała więcej kasy (wypierniczają mnie po stażu...) więc.. zostaje zero prywatności, ploty matki z ciotką o moich jakże ekscytującym zyciu prywatnym, którego tak naprawdę nie ma i zaciskanie zębów kiedy matka wchodzi do mojego pokoju jak do obory kiedy chce.

14

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
hitome napisał/a:

O, a miałam coś w tych klimatach pytać tutaj.. Też jestem w podobnym wieku i tak się czuję. Jak przegryw jakiś. Inne dziewuchy nawet jak nie mają kasy to mają od lat facetów na dzielą na pół rachunek albo się przylepiają do pierwszego lepszego. Ja nie mam faceta i nie zapowiada się. Tak samo jak nie zapowiada się, że będę miała więcej kasy (wypierniczają mnie po stażu...) więc.. zostaje zero prywatności, ploty matki z ciotką o moich jakże ekscytującym zyciu prywatnym, którego tak naprawdę nie ma i zaciskanie zębów kiedy matka wchodzi do mojego pokoju jak do obory kiedy chce.

No i co z tym fantem planujesz zrobić? Bo "mamusia" najpewniej by chciała się (sorry) Ciebie z tego pokoju pozbyć wink A może to taki "Włoski" chów? Do 40 przy mamusi? tongue

See, madness, as you know, is like gravity. All it takes is a little push!

15

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

16

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
asia_black napisał/a:

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

Mieszkam w jednym z większych miast w Polsce i za 3000 spokojnie człowiek jest w stanie wynajmować własne mieszkanie. Jest w stanie też wziąć kredyt, kupić mieszkanie i nie mieć problemu z ratami. Jak komuś zależy to na początku pójdzie nawet pokój w mieszkaniu wynajmować, a będzie samodzielny.
No chyba, że ktoś na wstępie chce mieszkanie z 3 pokojami, balkonem i garażem. To wtedy fakt, nie starczy. Ale jedno/dwupokojowe bez problemów można w takiej cenie mieć.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

17

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Lady Loka napisał/a:
asia_black napisał/a:

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

Mieszkam w jednym z większych miast w Polsce i za 3000 spokojnie człowiek jest w stanie wynajmować własne mieszkanie. Jest w stanie też wziąć kredyt, kupić mieszkanie i nie mieć problemu z ratami. Jak komuś zależy to na początku pójdzie nawet pokój w mieszkaniu wynajmować, a będzie samodzielny.
No chyba, że ktoś na wstępie chce mieszkanie z 3 pokojami, balkonem i garażem. To wtedy fakt, nie starczy. Ale jedno/dwupokojowe bez problemów można w takiej cenie mieć.

https://media.tenor.com/images/42cc64b287bf5e6e8148e540a5dba50d/tenor.gif

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.
Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
199144 napisał/a:

czy ma mi to bardzo przeszkadzać, że mieszkam z rodzicami?
trochę mi wadzi, ale nie wiem jak to jest odbierane przez ludzi?

Tym, jak to jest odbierane moim zdaniem nie powinnaś się przejmować.

199144 napisał/a:

wiem, że rożne etapy mają ludzie w życiu ale z 2 strony czasem mam wrażenie, że ja nie idę naprzód z życiem.
że karierowo, zawodowo jest okej, dobre portfolio, kwalifikacje, ale tak życiowo kuleję.

Skoro "karierowo jest okej" (czyli rozumiem są pieniądze) to na Twoim miejscu rozwazyłabym jednak wyprowadzkę wcześniej, nie robiłabym sobie "wakacji" do Świąt.

Nie z powodu tego, co ludzie powiedzą, tylko dla samej siebie. Mieszkanie samemu zmienia perspektywę patrzenia, pozwala się uniezależnić.

Nie napisałaś za dużo o okolicznościach, w których się znalazłaś. Czy masz stałą pracę?

19

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Harvey napisał/a:
hitome napisał/a:

O, a miałam coś w tych klimatach pytać tutaj.. Też jestem w podobnym wieku i tak się czuję. Jak przegryw jakiś. Inne dziewuchy nawet jak nie mają kasy to mają od lat facetów na dzielą na pół rachunek albo się przylepiają do pierwszego lepszego. Ja nie mam faceta i nie zapowiada się. Tak samo jak nie zapowiada się, że będę miała więcej kasy (wypierniczają mnie po stażu...) więc.. zostaje zero prywatności, ploty matki z ciotką o moich jakże ekscytującym zyciu prywatnym, którego tak naprawdę nie ma i zaciskanie zębów kiedy matka wchodzi do mojego pokoju jak do obory kiedy chce.

No i co z tym fantem planujesz zrobić? Bo "mamusia" najpewniej by chciała się (sorry) Ciebie z tego pokoju pozbyć wink A może to taki "Włoski" chów? Do 40 przy mamusi? tongue


Widzę, że kpienie sobie ze mnie sprawia Ci radochę..
Nie. Mamusia to najchętniej by mnie uwiązała w tym pokoju. W pracy się wstydzę przed koleżankami bo są po 3-4 lata starsze i z gachami siedzą i dwa razy tyle zarabiają a ja stażu. Niestety nie mogę sobie pozwolić na luksus mieszkania jak nawet tysiąca złotych nie mogę zarobić. Nie mogę udawać super tajemniczej, sexy femme fatale jak na razie więc nie mam też możliwości sobie ułatwić życia znalezieniem faceta i dzieleniem na pół rachunków.



Lady Loka napisał/a:
asia_black napisał/a:

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

Mieszkam w jednym z większych miast w Polsce i za 3000 spokojnie człowiek jest w stanie wynajmować własne mieszkanie. Jest w stanie też wziąć kredyt, kupić mieszkanie i nie mieć problemu z ratami. Jak komuś zależy to na początku pójdzie nawet pokój w mieszkaniu wynajmować, a będzie samodzielny.
No chyba, że ktoś na wstępie chce mieszkanie z 3 pokojami, balkonem i garażem. To wtedy fakt, nie starczy. Ale jedno/dwupokojowe bez problemów można w takiej cenie mieć.


Tylko najpierw znajdź taką pracę z 2500 do ręki. W firmie gdzie pracuję ludzie na wyższych stanowiskach mają 2500 zł do ręki. Na głupią asystentkę do biura nie mogę znaleźć miejsca. Wyższe wykształcenie, pół roku doświadczenia w konkretnej dziedzinie, angielski na B2 i dalej bida z nędzą. Jakbym była facetem to pewnie z marszu bym była jakimś specjalistą..

20

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
hitome napisał/a:
Harvey napisał/a:
hitome napisał/a:

O, a miałam coś w tych klimatach pytać tutaj.. Też jestem w podobnym wieku i tak się czuję. Jak przegryw jakiś. Inne dziewuchy nawet jak nie mają kasy to mają od lat facetów na dzielą na pół rachunek albo się przylepiają do pierwszego lepszego. Ja nie mam faceta i nie zapowiada się. Tak samo jak nie zapowiada się, że będę miała więcej kasy (wypierniczają mnie po stażu...) więc.. zostaje zero prywatności, ploty matki z ciotką o moich jakże ekscytującym zyciu prywatnym, którego tak naprawdę nie ma i zaciskanie zębów kiedy matka wchodzi do mojego pokoju jak do obory kiedy chce.

No i co z tym fantem planujesz zrobić? Bo "mamusia" najpewniej by chciała się (sorry) Ciebie z tego pokoju pozbyć wink A może to taki "Włoski" chów? Do 40 przy mamusi? tongue


Widzę, że kpienie sobie ze mnie sprawia Ci radochę..
Nie. Mamusia to najchętniej by mnie uwiązała w tym pokoju. W pracy się wstydzę przed koleżankami bo są po 3-4 lata starsze i z gachami siedzą i dwa razy tyle zarabiają a ja stażu. Niestety nie mogę sobie pozwolić na luksus mieszkania jak nawet tysiąca złotych nie mogę zarobić. Nie mogę udawać super tajemniczej, sexy femme fatale jak na razie więc nie mam też możliwości sobie ułatwić życia znalezieniem faceta i dzieleniem na pół rachunków.



Lady Loka napisał/a:
asia_black napisał/a:

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

Mieszkam w jednym z większych miast w Polsce i za 3000 spokojnie człowiek jest w stanie wynajmować własne mieszkanie. Jest w stanie też wziąć kredyt, kupić mieszkanie i nie mieć problemu z ratami. Jak komuś zależy to na początku pójdzie nawet pokój w mieszkaniu wynajmować, a będzie samodzielny.
No chyba, że ktoś na wstępie chce mieszkanie z 3 pokojami, balkonem i garażem. To wtedy fakt, nie starczy. Ale jedno/dwupokojowe bez problemów można w takiej cenie mieć.


Tylko najpierw znajdź taką pracę z 2500 do ręki. W firmie gdzie pracuję ludzie na wyższych stanowiskach mają 2500 zł do ręki. Na głupią asystentkę do biura nie mogę znaleźć miejsca. Wyższe wykształcenie, pół roku doświadczenia w konkretnej dziedzinie, angielski na B2 i dalej bida z nędzą. Jakbym była facetem to pewnie z marszu bym była jakimś specjalistą..

ale co innego facet majacy 27 lat mieszkajacy u mamy, a co innego dziewczyna. takiego faceta sie nie chce ;p

21

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
hitome napisał/a:
Harvey napisał/a:
hitome napisał/a:

O, a miałam coś w tych klimatach pytać tutaj.. Też jestem w podobnym wieku i tak się czuję. Jak przegryw jakiś. Inne dziewuchy nawet jak nie mają kasy to mają od lat facetów na dzielą na pół rachunek albo się przylepiają do pierwszego lepszego. Ja nie mam faceta i nie zapowiada się. Tak samo jak nie zapowiada się, że będę miała więcej kasy (wypierniczają mnie po stażu...) więc.. zostaje zero prywatności, ploty matki z ciotką o moich jakże ekscytującym zyciu prywatnym, którego tak naprawdę nie ma i zaciskanie zębów kiedy matka wchodzi do mojego pokoju jak do obory kiedy chce.

No i co z tym fantem planujesz zrobić? Bo "mamusia" najpewniej by chciała się (sorry) Ciebie z tego pokoju pozbyć wink A może to taki "Włoski" chów? Do 40 przy mamusi? tongue


Widzę, że kpienie sobie ze mnie sprawia Ci radochę..
Nie. Mamusia to najchętniej by mnie uwiązała w tym pokoju. W pracy się wstydzę przed koleżankami bo są po 3-4 lata starsze i z gachami siedzą i dwa razy tyle zarabiają a ja stażu. Niestety nie mogę sobie pozwolić na luksus mieszkania jak nawet tysiąca złotych nie mogę zarobić. Nie mogę udawać super tajemniczej, sexy femme fatale jak na razie więc nie mam też możliwości sobie ułatwić życia znalezieniem faceta i dzieleniem na pół rachunków.



Lady Loka napisał/a:
asia_black napisał/a:

Niestety teraz w Polsce jest tak, że trzeba mieć pieniądze aby się usamodzielnic, a ceny mieszkań są takie, że jeśli ktoś pracuje i zarabia do ręki 2500-3000 zł to go po prostu na mieszkanie nie stać.
Lepsza sytuacja jest wtedy kiedy jest para i w sumie mają ok. 5000 zł, to juz mozna o jakims kredycie myśleć

Mieszkam w jednym z większych miast w Polsce i za 3000 spokojnie człowiek jest w stanie wynajmować własne mieszkanie. Jest w stanie też wziąć kredyt, kupić mieszkanie i nie mieć problemu z ratami. Jak komuś zależy to na początku pójdzie nawet pokój w mieszkaniu wynajmować, a będzie samodzielny.
No chyba, że ktoś na wstępie chce mieszkanie z 3 pokojami, balkonem i garażem. To wtedy fakt, nie starczy. Ale jedno/dwupokojowe bez problemów można w takiej cenie mieć.


Tylko najpierw znajdź taką pracę z 2500 do ręki. W firmie gdzie pracuję ludzie na wyższych stanowiskach mają 2500 zł do ręki. Na głupią asystentkę do biura nie mogę znaleźć miejsca. Wyższe wykształcenie, pół roku doświadczenia w konkretnej dziedzinie, angielski na B2 i dalej bida z nędzą. Jakbym była facetem to pewnie z marszu bym była jakimś specjalistą..

Ja mówię, że jak się chce, to się da. Nie ma co szukać tutaj kolejnych wymówek. Wcześniejsza komentująca napisała 2500-3000 to do tego się odniosłam.
U mnie w okolicy wynajęcie pokoju jedynki to koszt w granicach 500zł za takie najtańsze. Są bez szału, ale jest się samodzielnym. Nowiutkie jednopokojowe mieszkanie kosztuje 200tysięcy, co jak patrzyłam ostatnio po rynku nie jest wcale wygórowaną ceną, bo ludzie za tyle chcą sprzedawać używane.
Najtańsza opłata za wynajem mieszkania 1-2 pokojowego jaką znalazłam, kiedy szukałam dla siebie, to było coś koło 1000 - 1200zł. Moja koleżanka się na tej zasadzie wyprowadziła z domu. Sporo swoich przyzwyczajeń trzeba zmienić i nie szastać gotówką na wszystkie strony, co można robić, kiedy się siedzi u rodziców, ale da się usamodzielnić.

Nie wiem, w jakiej branży pracujesz, ale bycie facetem raczej nie ma tutaj nic do rzeczy, kobiety też są specjalistami. Ludzie się potrafią utrzymać samodzielnie dając korki z angielskiego (znam takie osoby), więc nie przesadzałabym.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

22

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Lady Loka napisał/a:

Ja mówię, że jak się chce, to się da. Nie ma co szukać tutaj kolejnych wymówek. Wcześniejsza komentująca napisała 2500-3000 to do tego się odniosłam.
U mnie w okolicy wynajęcie pokoju jedynki to koszt w granicach 500zł za takie najtańsze. Są bez szału, ale jest się samodzielnym. Nowiutkie jednopokojowe mieszkanie kosztuje 200tysięcy, co jak patrzyłam ostatnio po rynku nie jest wcale wygórowaną ceną, bo ludzie za tyle chcą sprzedawać używane.
Najtańsza opłata za wynajem mieszkania 1-2 pokojowego jaką znalazłam, kiedy szukałam dla siebie, to było coś koło 1000 - 1200zł. Moja koleżanka się na tej zasadzie wyprowadziła z domu. Sporo swoich przyzwyczajeń trzeba zmienić i nie szastać gotówką na wszystkie strony, co można robić, kiedy się siedzi u rodziców, ale da się usamodzielnić.

Nie wiem, w jakiej branży pracujesz, ale bycie facetem raczej nie ma tutaj nic do rzeczy, kobiety też są specjalistami. Ludzie się potrafią utrzymać samodzielnie dając korki z angielskiego (znam takie osoby), więc nie przesadzałabym.

Od dzisiaj jestem Twoim fanem.

hitome napisał/a:

Tylko najpierw znajdź taką pracę z 2500 do ręki. W firmie gdzie pracuję ludzie na wyższych stanowiskach mają 2500 zł do ręki. Na głupią asystentkę do biura nie mogę znaleźć miejsca. Wyższe wykształcenie, pół roku doświadczenia w konkretnej dziedzinie, angielski na B2 i dalej bida z nędzą. Jakbym była facetem to pewnie z marszu bym była jakimś specjalistą..

A co to za staż? Nie czasem taki, po którym muszą Cię zatrudnić?
No i zależy też wszystko od miejscowości, w której mieszkasz, czasem trzeba niestety zaryzykować i wyjechać za pracą do większego miasta.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

23 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-28 14:32:20)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

24

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Leśny_owoc napisał/a:

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

I co masz problem ze jakis facet powiedzial na peirwszej randce ze ma mieszkanie i samochod splacone i postawil ci drina nawet a w rzeczywistosci tylko drin z tych rzeczy byl splacony? to juz koles spalony? wink

25

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

No supcio.. Tylko, ze mnie zaproponowali najniższą krajową na ten okres próbny i mnie chcą gdzieś na siłę wysłać do innej filii bo nie chcą za mnie płacić nawet te głupie 3 miesiące. Przez pół roku z tego stażu nazbierałam 5000 zł. Chyba nie muszę wypisywać na ile by mi to starczyło jeśli chodzi wynajem nawet najgorszej dziupli, jedzenie, dodatkowe opłaty i dojazd (bo głupi bilet w jedną stronę w dużym mieście kosztuje 4 zł, pomijając już ten na pociąg). A żeby było ciekawiej to jeszcze coś mi się chrzani ze zdrowiem i co chwila wydaje na lekarzy (prywatnie bo wiadomo jak z NFZ jest). Skąd Wy się urwaliście? Chyba nie żyjemy w tym samym kraju. Jeśli macie znajomości i pracę przez znajomych albo bogatych rodziców to gratuluje. Nie każdy ma tak dobrze. Dodam jeszcze, że ja nie mam nikogo. NIKOGO. Tylko bliższą rodzinę, która też ciągle musi sobie wszystko ukrócać. Więc się cieszcie, że macie wielu znajomych albo partnerów. Ja zawsze mogłam liczyć na minimalne wsparcie finansowe kogoś z rodziny a tak to wszystko mi przychodzi dwa razy wolniej i trudniej.

26 Ostatnio edytowany przez Brainless (2017-10-28 14:41:18)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Leśny_owoc napisał/a:

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

Jeśli ktoś siedzi na stażu, a nie ma gwarancji, że go po nim zatrudnią, to powinien sobie odłożyć akurat tyle, żeby starczyło na kaucję na wynajmowany pokój + ewentualny bilet do innego miasta.
Chyba, że ma się możliwość zatrudnienia w miejscu zamieszkania, wtedy sposób, który podałaś też jest dobry - pod warunkiem, że rodzice się zgadzają i że osoba z nimi mieszkająca partycypuje w kosztach mieszkania.

hitome napisał/a:

No supcio.. Tylko, ze mnie zaproponowali najniższą krajową na ten okres próbny i mnie chcą gdzieś na siłę wysłać do innej filii bo nie chcą za mnie płacić nawet te głupie 3 miesiące. Przez pół roku z tego stażu nazbierałam 5000 zł. Chyba nie muszę wypisywać na ile by mi to starczyło jeśli chodzi wynajem nawet najgorszej dziupli, jedzenie, dodatkowe opłaty i dojazd (bo głupi bilet w jedną stronę w dużym mieście kosztuje 4 zł, pomijając już ten na pociąg). A żeby było ciekawiej to jeszcze coś mi się chrzani ze zdrowiem i co chwila wydaje na lekarzy (prywatnie bo wiadomo jak z NFZ jest). Skąd Wy się urwaliście? Chyba nie żyjemy w tym samym kraju. Jeśli macie znajomości i pracę przez znajomych albo bogatych rodziców to gratuluje. Nie każdy ma tak dobrze. Dodam jeszcze, że ja nie mam nikogo. NIKOGO. Tylko bliższą rodzinę, która też ciągle musi sobie wszystko ukrócać. Więc się cieszcie, że macie wielu znajomych albo partnerów. Ja zawsze mogłam liczyć na minimalne wsparcie finansowe kogoś z rodziny a tak to wszystko mi przychodzi dwa razy wolniej i trudniej.

No to odłożyć Ci się udało bardzo dużo. Teraz szukaj zatrudnienia tam, gdzie  mieszkasz. Jeśli nie ma, to w innym mieście. 5 tysięcy spokojnie starczy na kaucję, miesiąc-dwa życia i czynsz, w międzyczasie zarobisz tyle, żeby wyjść na zero. Zasada jest taka, że przeprowadzasz się dopiero wtedy, kiedy znajdziesz robotę.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

27 Ostatnio edytowany przez stupidfathobbit (2017-10-28 15:32:18)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Nie, nie jest to porażka (w mojej opinii).
Mimo, że średnie wynagrodzenia się u nas poprawiają i jest łatwo wynająć cokolwiek mając w miarę pracę - to jednak są koszty. Większość znajomych np z podstawówki wyjechała dawno do np UK lub nadal mieszka z rodzicami bo takie są realia..i ciułają na kredyt lub czekają na księcia i np zbudują dom. Z tego co się orientuję musisz mieć 20% wkładu własnego - przy 200k to już 40k..przy zarobkach 2/2,5 netto i najmowaniu pokoju za 500 i innych kosztach realnie z 900zł - zostaje odpowiednio 600 i 900zł/mc -> 40k/600 -> 66+ miesięcy(5 lat).
Bez kosztu najmu magicznie maleje liczba do 36mcy (3 lata).
Wniosek - więcej zarabiać big_smile

Kawalerka? Nie mam ochoty mieszkać samemu i bulić 1,5k.Rocznie 18 tyś robi różnicę.
Pokój o standardzie, który mnie interesuje za 800-900 - wolę odłożyć na mieszkanie lub cokolwiek. Mieszkałem już z obcymi ludźmi i było różnie, fajna sprawa, jak się trafią ogarnięci.

No i zwykle jest ból dupy, bo nie ma miejsca na sex (ew hotel?), bywa że zawiść (bo oszczędzasz) lub od razu zkreślenie Cie jako kandydata/kandydatkę(rzadziej) na randce.

28

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Pamiętam że gdzieś ostatnio na forum czytałem jak facet na randce przyznał się, że w wieku ~30 lat mieszka z rodzicami - komentarz, że to porażka i dramat big_smile

29

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
mrbart napisał/a:

Pamiętam że gdzieś ostatnio na forum czytałem jak facet na randce przyznał się, że w wieku ~30 lat mieszka z rodzicami - komentarz, że to porażka i dramat big_smile

No a co Ty myslales? Jak kobieta idzie na randke z facetem 30letnim to ma nadzieje ze u niego zamieszka. Albo ze sie pochwali przed znajomymi ich (jego) samochodem.

30

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
mrbart napisał/a:

Pamiętam że gdzieś ostatnio na forum czytałem jak facet na randce przyznał się, że w wieku ~30 lat mieszka z rodzicami - komentarz, że to porażka i dramat big_smile

Jeśli żyje na ich koszt albo siedzi rodzicom na głowie, mimo iż chcieliby mieszkać już sami to tak, jest to porażka.
Porażką jest również kontynuacja życia z rodzicami w momencie, kiedy się pozna dziewczynę i wiąże się z nią wspólne plany na przyszłość. Chyba, że rodzice faceta nie mają naprawdę nic przeciwko temu, a metraż domu mieszkania jest wystarczający, żeby pomieścić niejako dwie rodziny. Chociaż ja nawet w takim przypadku szukałbym innego gniazdka do uwicia.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

31 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-28 15:36:54)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
rwaczkobiet napisał/a:

I co masz problem ze jakis facet powiedzial na peirwszej randce ze ma mieszkanie i samochod splacone i postawil ci drina nawet a w rzeczywistosci tylko drin z tych rzeczy byl splacony? to juz koles spalony? wink

Widzę, że ty poza pierwszą randkę nigdy nie przeszedłeś to cię oświecę - na pierwszej randce chłopczyku nie zaczepia się o pewne tematy wink. Rozumiem, że chcesz zaliczać i idziesz w temat "macho". Jenak uwierz mi nie obchodzi mnie ile facet ma w portfelu, w tych sprawach od zawsze byłam o wiele zaradniejsza od większości. Jednak to nie oznacza, że mam żyć we własnym świecie, który będzie mnie stawiał na piedestale, a inni będą gorsi - jak jest u ciebie. Wszyscy będą nieudacznikami, bo zarabiają i do tego nie na etacie mniej niż 10 tys. na miesiąc.

Brainless napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

Jeśli ktoś siedzi na stażu, a nie ma gwarancji, że go po nim zatrudnią, to powinien sobie odłożyć akurat tyle, żeby starczyło na kaucję na wynajmowany pokój + ewentualny bilet do innego miasta.
Chyba, że ma się możliwość zatrudnienia w miejscu zamieszkania, wtedy sposób, który podałaś też jest dobry - pod warunkiem, że rodzice się zgadzają i że osoba z nimi mieszkająca partycypuje w kosztach mieszkania.

Z rodzicami się zgodzę jest ogromna różnica pomiędzy siedzeniem w domu i nic nie robieniem tzw. pasożytowaniem, a pomaganiem chociażby finansowo (chociaż większość rodziców wolałoby, gdyby dzieci wyręczył je w obowiązkach domowych, załatwianiem spraw = więcej czasu wolnego). Do tego osobie, która wychowała się w małym miasteczku jest trudniej od tak skoczyć na głęboką wodę do Warszawy. Gdy ktoś urodził się w dużym mieście to dla niego to normalne - takie chore tępo życia i poświęcanie siebie dla pracy, aby zarobić jakieś 3000 netto. Powtórzę takie podejście jest fajne, gdy jesteśmy sami, a w razie "wtopy" możemy wrócić do rodziców. Co innego jak ktoś może wylądować pod mostem. Nie jestem fanką usamodzielniania się na siłę. Tak naprawdę jeśli kogoś stać tylko na jednoosobowe mieszkanko i ma za nie bulić (teraz ceny mieszkań są chore, a 500 zł za sam wynajem na jedno osobę to ogromny wydatek - ja kiedyś na studiach dzieliłam wszystko na 4, bo mieszkałam z 3 koleżankami) to lepiej te pieniądze odkładać na przyszłość. 500 zł * 12 miesięcy =  6000 zł NETTO! Jeśli ktoś może znaleźć pracę w mieście gdzie mieszka to na logikę głupotą jest wyprowadzka jeśli jest się samemu/samej. Ambicje są w cenie, ale najczęściej na przestrzeni lat tracimy przez nie ogromne sumy przez co zamiast kupić sobie mieszkanie bierzemy kredyt hipoteczny na 40 lat. Rodzice umrą, a ich dzieci będą musiały ich spłacać. Fk new world logic - daj zarobić bankierom wink.

Dlatego czy ktoś wynajmuje mieszkanie i mieszka sam, czy nadal mieszka z rodzicami - nigdy mnie to nie interesowało. Ważniejsze jaki miał stosunek do matki i czy przypadkiem nie był maminsynkiem. Jeśli był normalnym mężczyzną tylko, że mieszkającym z rodzicami to bez problemu. Zawsze można się wyprowadzić, a wkopanych pieniędzy w błoto nigdy się nie odzyska wink. Czasami jak się je zliczy to spokojnie można było na własność dewelopersko kupić sobie fajne mieszkanie w kamienicy.

32

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Leśny_owoc napisał/a:
rwaczkobiet napisał/a:

I co masz problem ze jakis facet powiedzial na peirwszej randce ze ma mieszkanie i samochod splacone i postawil ci drina nawet a w rzeczywistosci tylko drin z tych rzeczy byl splacony? to juz koles spalony? wink

Widzę, że ty poza pierwszą randkę nigdy nie przeszedłeś to cię oświecę - na pierwszej randce chłopczyku nie zaczepia się o pewne tematy wink. Rozumiem, że chcesz zaliczać i idziesz w temat "macho". Jenak uwierz mi nie obchodzi mnie ile facet ma w portfelu, w tych sprawach od zawsze byłam o wiele zaradniejsza od większości. Jednak to nie oznacza, że mam żyć we własnym świecie, który będzie mnie stawiał na piedestale, a inni będą gorsi - jak jest u ciebie. Wszyscy będą nieudacznikami, bo zarabiają i do tego nie na etacie mniej niż 10 tys. na miesiąc.

Brainless napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

Jeśli ktoś siedzi na stażu, a nie ma gwarancji, że go po nim zatrudnią, to powinien sobie odłożyć akurat tyle, żeby starczyło na kaucję na wynajmowany pokój + ewentualny bilet do innego miasta.
Chyba, że ma się możliwość zatrudnienia w miejscu zamieszkania, wtedy sposób, który podałaś też jest dobry - pod warunkiem, że rodzice się zgadzają i że osoba z nimi mieszkająca partycypuje w kosztach mieszkania.

Z rodzicami się zgodzę jest ogromna różnica pomiędzy siedzeniem w domu i nic nie robieniem tzw. pasożytowaniem, a pomaganiem chociażby finansowo (chociaż większość rodziców wolałoby, gdyby dzieci wyręczył je w obowiązkach domowych, załatwianiem spraw = więcej czasu wolnego). Do tego osobie, która wychowała się w małym miasteczku jest trudniej od tak skoczyć na głęboką wodę do Warszawy. Gdy ktoś urodził się w dużym mieście to dla niego to normalne - takie chore tępo życia i poświęcanie siebie dla pracy, aby zarobić jakieś 3000 netto. Powtórzę takie podejście jest fajne, gdy jesteśmy sami, a w razie "wtopy" możemy wrócić do rodziców. Co innego jak ktoś może wylądować pod mostem. Nie jestem fanką usamodzielniania się na siłę. Tak naprawdę jeśli kogoś stać tylko na jednoosobowe mieszkanko i ma za nie bulić (teraz ceny mieszkań są chore, a 500 zł za sam wynajem na jedno osobę to ogromny wydatek - ja kiedyś na studiach dzieliłam wszystko na 4, bo mieszkałam z 3 koleżankami) to lepiej te pieniądze odkładać na przyszłość. 500 zł * 12 miesięcy =  6000 zł NETTO! Jeśli ktoś może znaleźć pracę w mieście gdzie mieszka to na logikę głupotą jest wyprowadzka jeśli jest się samemu/samej. Ambicje są w cenie, ale najczęściej na przestrzeni lat tracimy przez nie ogromne sumy przez co zamiast kupić sobie mieszkanie bierzemy kredyt hipoteczny na 40 lat. Rodzice umrą, a ich dzieci będą musiały ich spłacać. Fk new world logic - daj zarobić bankierom wink.

Dlatego czy ktoś wynajmuje mieszkanie i mieszka sam, czy nadal mieszka z rodzicami - nigdy mnie to nie interesowało. Ważniejsze jaki miał stosunek do matki i czy przypadkiem nie był maminsynkiem. Jeśli był normalnym mężczyzną tylko, że mieszkającym z rodzicami to bez problemu.


Wszystkie zdrowe kobiety maja swiadome badz podswiadome pociagi za pieneidzmi. Prosze nie przeczyc nauce.

33

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Leśny_owoc napisał/a:
rwaczkobiet napisał/a:

I co masz problem ze jakis facet powiedzial na peirwszej randce ze ma mieszkanie i samochod splacone i postawil ci drina nawet a w rzeczywistosci tylko drin z tych rzeczy byl splacony? to juz koles spalony? wink

Widzę, że ty poza pierwszą randkę nigdy nie przeszedłeś to cię oświecę - na pierwszej randce chłopczyku nie zaczepia się o pewne tematy wink. Rozumiem, że chcesz zaliczać i idziesz w temat "macho". Jenak uwierz mi nie obchodzi mnie ile facet ma w portfelu, w tych sprawach od zawsze byłam o wiele zaradniejsza od większości. Jednak to nie oznacza, że mam żyć we własnym świecie, który będzie mnie stawiał na piedestale, a inni będą gorsi - jak jest u ciebie. Wszyscy będą nieudacznikami, bo zarabiają i do tego nie na etacie mniej niż 10 tys. na miesiąc.

Brainless napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).

Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe.

Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

Jeśli ktoś siedzi na stażu, a nie ma gwarancji, że go po nim zatrudnią, to powinien sobie odłożyć akurat tyle, żeby starczyło na kaucję na wynajmowany pokój + ewentualny bilet do innego miasta.
Chyba, że ma się możliwość zatrudnienia w miejscu zamieszkania, wtedy sposób, który podałaś też jest dobry - pod warunkiem, że rodzice się zgadzają i że osoba z nimi mieszkająca partycypuje w kosztach mieszkania.

Z rodzicami się zgodzę jest ogromna różnica pomiędzy siedzeniem w domu i nic nie robieniem tzw. pasożytowaniem, a pomaganiem chociażby finansowo (chociaż większość rodziców wolałoby, gdyby dzieci wyręczył je w obowiązkach domowych, załatwianiem spraw = więcej czasu wolnego). Do tego osobie, która wychowała się w małym miasteczku jest trudniej od tak skoczyć na głęboką wodę do Warszawy. Gdy ktoś urodził się w dużym mieście to dla niego to normalne - takie chore tępo życia i poświęcanie siebie dla pracy, aby zarobić jakieś 3000 netto. Powtórzę takie podejście jest fajne, gdy jesteśmy sami, a w razie "wtopy" możemy wrócić do rodziców. Co innego jak ktoś może wylądować pod mostem. Nie jestem fanką usamodzielniania się na siłę. Tak naprawdę jeśli kogoś stać tylko na jednoosobowe mieszkanko i ma za nie bulić (teraz ceny mieszkań są chore, a 500 zł za sam wynajem na jedno osobę to ogromny wydatek - ja kiedyś na studiach dzieliłam wszystko na 4, bo mieszkałam z 3 koleżankami) to lepiej te pieniądze odkładać na przyszłość. 500 zł * 12 miesięcy =  6000 zł NETTO! Jeśli ktoś może znaleźć pracę w mieście gdzie mieszka to na logikę głupotą jest wyprowadzka jeśli jest się samemu/samej. Ambicje są w cenie, ale najczęściej na przestrzeni lat tracimy przez nie ogromne sumy przez co zamiast kupić sobie mieszkanie bierzemy kredyt hipoteczny na 40 lat. Rodzice umrą, a ich dzieci będą musiały ich spłacać. Fk new world logic - daj zarobić bankierom wink.

Można odkładać pieniądze, tylko trzeba mieć przede wszystkim z czego. Jeśli będzie to staż, to najczęściej potrwa tylko pół roku, potem ewentualne zatrudnienie na parę miesięcy.
Jeśli da radę odłożyć parę tysiączków, tym lepiej. W tym czasie należy wysyłać CV-ki, gdzie się da. W momencie znalezienia pracy, nie czekać na nic, tylko chwytać okazję.
Pozostawanie za wszelką cenę u rodziców prawie zawsze skończy się życiem na ich koszt, niestety.
Rozumiem, że nie każdy chce się przeprowadzić do wielkiego miasta w pogoni za pracą, tak jak nie każdy (jak np. ja) ma ochotę wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu dobrego zarobku, tylko w życiu prędzej czy później dojdzie się do momentu, kiedy po prostu trzeba będzie zaryzykować. Alternatywą będzie siedzenie z ręką w nocniku i narzekanie, jaki to cały świat jest zły.
No chyba, że ktoś zamierza iść w zasiłki albo 500+, no ale to już jest patologia pełną gębą.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

34 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-28 15:41:13)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
rwaczkobiet napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:
rwaczkobiet napisał/a:

I co masz problem ze jakis facet powiedzial na peirwszej randce ze ma mieszkanie i samochod splacone i postawil ci drina nawet a w rzeczywistosci tylko drin z tych rzeczy byl splacony? to juz koles spalony? wink

Widzę, że ty poza pierwszą randkę nigdy nie przeszedłeś to cię oświecę - na pierwszej randce chłopczyku nie zaczepia się o pewne tematy wink. Rozumiem, że chcesz zaliczać i idziesz w temat "macho". Jenak uwierz mi nie obchodzi mnie ile facet ma w portfelu, w tych sprawach od zawsze byłam o wiele zaradniejsza od większości. Jednak to nie oznacza, że mam żyć we własnym świecie, który będzie mnie stawiał na piedestale, a inni będą gorsi - jak jest u ciebie. Wszyscy będą nieudacznikami, bo zarabiają i do tego nie na etacie mniej niż 10 tys. na miesiąc.

Wszystkie zdrowe kobiety maja swiadome badz podswiadome pociagi za pieneidzmi. Prosze nie przeczyc nauce.

Jeśli nie potrafisz ustosunkować się poprzez dyskusję w tym temacie to nie wiem po co zawierasz głos? Ktoś nie wchodzi w Twoje chore pojmowanie świata to zaprzecza nauce/biologii? 
W takim wypadku Ty również zaprzeczasz nauce, bo niby mężczyźni myślą logicznie i nie wplątują uprzedzeń w swoje zdanie. Szkoda tracić czas na ciebie.

35 Ostatnio edytowany przez rwaczkobiet (2017-10-28 15:48:04)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Leśny_owoc napisał/a:
rwaczkobiet napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:

Widzę, że ty poza pierwszą randkę nigdy nie przeszedłeś to cię oświecę - na pierwszej randce chłopczyku nie zaczepia się o pewne tematy wink. Rozumiem, że chcesz zaliczać i idziesz w temat "macho". Jenak uwierz mi nie obchodzi mnie ile facet ma w portfelu, w tych sprawach od zawsze byłam o wiele zaradniejsza od większości. Jednak to nie oznacza, że mam żyć we własnym świecie, który będzie mnie stawiał na piedestale, a inni będą gorsi - jak jest u ciebie. Wszyscy będą nieudacznikami, bo zarabiają i do tego nie na etacie mniej niż 10 tys. na miesiąc.

Wszystkie zdrowe kobiety maja swiadome badz podswiadome pociagi za pieneidzmi. Prosze nie przeczyc nauce.

Jeśli nie potrafisz ustosunkować się poprzez dyskusję w tym temacie to nie wiem po co zawierasz głos? Ktoś nie wchodzi w Twoje chore pojmowanie świata to zaprzecza nauce/biologii? 
W takim wypadku Ty również zaprzeczasz nauce, bo niby mężczyźni myślą logicznie i nie wplątują uprzedzeń w swoje zdanie. Szkoda tracić czas na ciebie.

Podparlem sie nauką i faktami - "zaprzeczam nauce i nie mysle logicznie mimo ze inni faceci moga, wplatuje uprzedzenia w swoje zdanie, szkoda czasu na mnie" Jakie uprzedzenia.?! To sa fakty. Nie pisze tego bo nienawidze kobiet czy cos. Po prostu tak jest. Powinnas byc zadowolona, ze przyznalem wam racje i nie musicie sie kryc ze swoim materializmem. Gdyby ta wiedza byla spoleczne akceptowana (a juz prawie jest) to nie musielibyscie sie w ogole z tym ukrywac, ze wolicie bogatych, ze jak facet przyzna ze nie ma kasy to skreslony no chyba ze nie macie innych opcji jakosciowo podobnych do niego, etc.

PS.

pochwal sie jeszcze dwudziesty raz ze zarabiasz 20 000 miesiecznie i Cie ta zasada nie dotyczy. No faktycznie w takim wypadku nie lecisz na pieniadze. Bo juz je masz. ale 99% kobiet nie zarabia 20 000

36 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-10-28 16:02:00)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?
Brainless napisał/a:

Można odkładać pieniądze, tylko trzeba mieć przede wszystkim z czego. Jeśli będzie to staż, to najczęściej potrwa tylko pół roku, potem ewentualne zatrudnienie na parę miesięcy.
Jeśli da radę odłożyć parę tysiączków, tym lepiej. W tym czasie należy wysyłać CV-ki, gdzie się da. W momencie znalezienia pracy, nie czekać na nic, tylko chwytać okazję.
Pozostawanie za wszelką cenę u rodziców prawie zawsze skończy się życiem na ich koszt, niestety.
Rozumiem, że nie każdy chce się przeprowadzić do wielkiego miasta w pogoni za pracą, tak jak nie każdy (jak np. ja) ma ochotę wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu dobrego zarobku, tylko w życiu prędzej czy później dojdzie się do momentu, kiedy po prostu trzeba będzie zaryzykować. Alternatywą będzie siedzenie z ręką w nocniku i narzekanie, jaki to cały świat jest zły.
No chyba, że ktoś zamierza iść w zasiłki albo 500+, no ale to już jest patologia pełną gębą.

Ja to rozumiem, ale temat nie dotyczy "czy problemem jest brak pracy", tylko "czy problemem jest mieszkanie z rodzicami". Tutaj niektórzy dobrze poruszyli ważny aspekt tematu - często usamodzielnienie ma ogromny związek z pieniędzmi. Jeśli mieszkamy w mieście, gdzie znajdziemy pracę to nawet głupotą jest wyprowadzka. Oczywiście co innego, gdy ktoś wykorzystuje fakt mieszkania z rodzicami, bądź co gorsza sam czuje się z tym źle. Jednakże z drugiej strony wprowadzanie kogoś w zakłopotanie i napisanie "idź na staż" gdzie w zależności od miasta i określonej kariery możliwości płacowe są różne  nie jest fair. Ja z własnej uczciwości nie piszę o pewnych sprawach. Przy czy też nie chcę iść w drugą stronę, że niby kompletnie nie można znaleźć dobrej pracy. Można, ale jeśli chce się to zrobić szybko to trzeba być gotowym na poświęcenie siebie i nie wiadomo czy nie będzie żyło się tak całe życie. Kiedyś jak młodzi ludzie szybko wychodzili za mąż to żyli niekiedy bardzo biednie i bardzo dużo odkładali, aby nie płacić bankom za kredyt smile. Teraz... nowy telefon za 800 zł, samochód na kredyt 200 tys. i to w wieku 20-kilku lat.
Do tego patrząc na takie podejście prezentowane przez Ciebie to musisz zdać sobie sprawę, że to co jest dobre dla pracy, niekoniecznie dobrze rzutuje na związek. Ciągłe wyprowadzki, chłopak za granicą, zmiany środowiska = brak zawierania głębszych relacji. Coś za coś, jednakże niestety młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy, że takim podejściem "tylko kariera, miłość przyjdzie z czasem" po 30-stce nie mają nikogo. "Tyle osiągnąłem, więc gdzie te chętne kobiety/mężczyźni?". Jeśli ktoś robi z siebie indywidualistę to często z dozą rezerwy podchodzimy do jego/jej życia, tym bardziej że często nie widzimy siebie w tym. A wielu mówi "jak się ustatkuję to przestanę" i jednak coś weszło w krew (najczęściej możliwość zarobienia więcej) i nie przestają wink.

Oczywiście to moje zdanie, ale patrząc na moje życie nie uważam, abym miała co żałować. A nie jeździłam za każdą lepszą pracą. Teraz zamiast domagać się podwyżki często ludzie zmieniają pracę na lepiej płatną.

37 Ostatnio edytowany przez Brainless (2017-10-28 16:12:43)

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Owszem, rozmawiamy o mieszkaniu z rodzicami. Ustaliliśmy już, że co do meritum się zgadzamy, jeśli jesteś pasożytem tj. żyjesz na koszt rodziców (płacą na Twoje utrzymanie) albo pasożytujesz na ich energii/zdrowiu psychicznym zawsze będzie to porażką. Będę także nieustępliwy w kwestii, że nie należy po poznaniu partnerki pozostawać z rodzicami, chyba że wyraźnie tego chcą.
Na staż nikomu chodzić nie każę. Odniosłem się jedynie do sytuacji opisanej przez rozmówczynię powyżej, kiedy to siedząc na stażu odłożyła sporą ilość gotówki, która spokojnie wystarczyłaby na start na po znalezieniu pracy w dowolnej miejscowości w kraju. Reasumując, gdyby mieszkanie z rodzicami naprawdę ją dobijało zrobiłaby wszystko, żeby z tego domu jednak się wynieść.

rwaczkobiet napisał/a:

Podparlem sie nauką i faktami - "zaprzeczam nauce i nie mysle logicznie mimo ze inni faceci moga, wplatuje uprzedzenia w swoje zdanie, szkoda czasu na mnie" Jakie uprzedzenia.?! To sa fakty. Nie pisze tego bo nienawidze kobiet czy cos. Po prostu tak jest. Powinnas byc zadowolona, ze przyznalem wam racje i nie musicie sie kryc ze swoim materializmem. Gdyby ta wiedza byla spoleczne akceptowana (a juz prawie jest) to nie musielibyscie sie w ogole z tym ukrywac, ze wolicie bogatych, ze jak facet przyzna ze nie ma kasy to skreslony no chyba ze nie macie innych opcji jakosciowo podobnych do niego, etc.

O materializmie to możemy mówić wtedy, kiedy baba leży, pachnie i nie zarabia na siebie i szuka wyłącznie dzianych facetów, którzy by ją utrzymali. Jeśli kobieta zarabia na swoje utrzymanie, jest samodzielna i wypracowała sobie odpowiedni standard życiowy, ma prawo żądać od partnera podobnego podejścia i nie ma w tym nic z materializmu.

I choose not to choose life, I choose something else.

Moje osobiste piekiełko: http://www.netkobiety.pl/t96157.html. Ostrzegam, jest długo i nudno.

38

Odp: czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Wszystko zależy od miasta, od kierunku w jakim się kształciliśmy (fakt można kształcić się pod kierunkiem hajsu na nudnego programistę, ale kto woli - wypalenie zawodowe gotowe), od osobowości (czy czasem nie dobije nas samotność), kwestie finansowe rodziców (znam zadłużone rodziny, gdzie dzieci pomagają w spłacie zobowiązań, sami rodzice nie daliby sobie rady), czy mamy kosztowny samorozwój nawet po studiach, jaki start dali nam rodzice (czy mogliśmy liczyć na wyjazd na studia inżynierskie - niestety rzadko kto daje radę pracować i uczyć się na nich, bo dużo trzeba robić poza zajęciami - laboratoria, prezentacje, praca nad sprawami technicznymi pracy inżynierskiej, wykonanie 1000 zadań z macierzy/pochodnych/całek).
Ja znam ogromny przekrój ludzi i napiszę: nic nie jest czarno-białe
Fakt nie ma co narzekać, nawet jak jest źle. Jednak ryzykowanie, gdy nie można liczyć na ew. asekurację ze strony najbliższych jest głupotą i nie ma nic wspólnego z logiką, która w dorosłym odpowiedzialnym życiu jest niezawodna. Lepiej finansowo pomagać rodzicom, część odkładać, część pożytkować na przyjemności, a ostatnią część na samorozwój.
Osobiście znam mężczyznę co mieszka z rodzicami na wsi, a bardzo dobrze zarabia. Jak sam dobrze uznał nie ma po co się wyprowadzić, a tak zaoszczędzi pieniądze na kupno bez kredytu przyszłego mieszkania. Kupi będzie Jego, weźmie kredyt i w niedalekiej przyszłości będzie miał problem ze znalezieniem pracy to wraz z odsetkami i tak będzie musiał oddać mieszkanie.
Jeśli ktoś dla samego bycia samodzielnym chce skakać, niech skacze smile. Później mamy takich co na pierwszy rzut oka wyglądają na całkiem dobrze sytuowanych, a wszystko jest na kredyt = tak naprawdę nie jest ich.

Jeśli ktoś siedzi na stażu, a nie ma gwarancji, że go po nim zatrudnią, to powinien sobie odłożyć akurat tyle, żeby starczyło na kaucję na wynajmowany pokój + ewentualny bilet do innego miasta.
Chyba, że ma się możliwość zatrudnienia w miejscu zamieszkania, wtedy sposób, który podałaś też jest dobry - pod warunkiem, że rodzice się zgadzają i że osoba z nimi mieszkająca partycypuje w kosztach mieszkania.

hitome napisał/a:

No supcio.. Tylko, ze mnie zaproponowali najniższą krajową na ten okres próbny i mnie chcą gdzieś na siłę wysłać do innej filii bo nie chcą za mnie płacić nawet te głupie 3 miesiące. Przez pół roku z tego stażu nazbierałam 5000 zł. Chyba nie muszę wypisywać na ile by mi to starczyło jeśli chodzi wynajem nawet najgorszej dziupli, jedzenie, dodatkowe opłaty i dojazd (bo głupi bilet w jedną stronę w dużym mieście kosztuje 4 zł, pomijając już ten na pociąg). A żeby było ciekawiej to jeszcze coś mi się chrzani ze zdrowiem i co chwila wydaje na lekarzy (prywatnie bo wiadomo jak z NFZ jest). Skąd Wy się urwaliście? Chyba nie żyjemy w tym samym kraju. Jeśli macie znajomości i pracę przez znajomych albo bogatych rodziców to gratuluje. Nie każdy ma tak dobrze. Dodam jeszcze, że ja nie mam nikogo. NIKOGO. Tylko bliższą rodzinę, która też ciągle musi sobie wszystko ukrócać. Więc się cieszcie, że macie wielu znajomych albo partnerów. Ja zawsze mogłam liczyć na minimalne wsparcie finansowe kogoś z rodziny a tak to wszystko mi przychodzi dwa razy wolniej i trudniej.

No to odłożyć Ci się udało bardzo dużo. Teraz szukaj zatrudnienia tam, gdzie  mieszkasz. Jeśli nie ma, to w innym mieście. 5 tysięcy spokojnie starczy na kaucję, miesiąc-dwa życia i czynsz, w międzyczasie zarobisz tyle, żeby wyjść na zero. Zasada jest taka, że przeprowadzasz się dopiero wtedy, kiedy znajdziesz robotę.


To sobie wypiernicz cieżko zarobione pieniądze na mieszkanie, głoduj i nic nie miej na koncie jak jesteś taki mądry.. Wyjść na zero? Wow, i będę żyła czym? Powietrzem?

No i zwykle jest ból dupy, bo nie ma miejsca na sex (ew hotel?), bywa że zawiść (bo oszczędzasz) lub od razu zkreślenie Cie jako kandydata/kandydatkę(rzadziej) na randce.

No biedactwo.. A ja nie mogę sobie nawet pozwolić na ,,kawkę'' po pracy z typem jakimś bo domownicy wiedzą dokładnie kiedy wracam później z pracy a kiedy nie i zaraz dociekliwości. Chociaż w sumie to teraz nawet nie mam ochoty na ,,kawkę'' z nikim.. Nie chce mi się pitolić farmazonów jakiemuś obcemu typowi, że mam zaje..ste życie jak od środka jestem już dawno rozwścieczona tym wszystkim. Sexów też lepiej nie zaczynać bo jak przypadkiem zmajstrujesz sobie bachorka to już w ogóle nędza i nieszczęście. Wiadomo, facet zamoczy i sobie ulży a kobieta ma przerąbane biologicznie.

Wszystkie zdrowe kobiety maja swiadome badz podswiadome pociagi za pieneidzmi. Prosze nie przeczyc nauce.

No i co w związku z tym? A faceci patrzą tylko na wygląd.. Bla bla bla. Każdy chce zarabiać i żyć godnie. Od kiedy to zależy od płci? Związki to jest handel wymienny i niech ludzie przestaną na to narzekać. Jesteśmy z natury prymitywni i koniec. Ona mu daje a on jej w zamian za to daje. Zawsze coś za coś.

Posty [ 1 do 38 z 179 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » czy mieszkanie z rodzicami w wieku 27 lat to porażka?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2018