Nie wiem co zrobić ze swoim życiem... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Hej, nie wiem, czy dział jest dobry, z pewnością temat dotyczy zagadnień psychologicznych.
Jestem na trzecim roku studiów i w zasadzie odkąd zaczęłam studia to czuję, że nie jest to coś, co chciałabym robić w swoim życiu- z początku nie odpowiadała mi w ogóle forma studiów, bo mimo, że są dziennie to potrafiły zajęcia trwać i do godziny 20 od samego rana. Z czasem zajęć jest coraz mniej i tak na przykład teraz, przed sesją zimową mam już zajęcia tylko dwa dni w tygodniu, przy czym łączna liczba godzin zajęć w tygodniu to 4. Cały tydzień, całą resztę w zasadzie mam wolną. Im mniej mam do zrobienia, tym mniej chce mi się robić. Np na jutro nie mam nic szczególnego, ale generalnie za chwilę są egzaminy, powinnam też pisać pracę licencjacką, natomiast ja nie robię kompletnie nic.
Chciałabym iść do pracy, ale w takim trybie studiów żadnej normalnej pracy nie dostanę, bo fakt, teraz mam dużo czasu, ale na przykład w poniedziałek od 11 do 13.30 mam zajęcia, a w czwartek od 11 do 16 także nie mam czasu na pracę. W dodatku za miesiąc sytuacja się zmieni też, bo będę mieć egzaminy w losowych dniach o losowych godzinach. A za dwa miesiące będę już miała kolejną "porcję" zajęć i mogą trwać nawet od 8 do 20. Także z pracą, którą pogodzę ze studiami jest naprawdę ciężko, aż szkoda mi się za to zabierać.
Zaczynam się z tego wszystkiego czuć taka niepotrzebna w sumie, nic nie robię, nawet nie będę pracować w zawodzie po studiach, zresztą musiałabym iść na drugi stopień, a są zmiany w systemie szkolnictwa i dotyczą one również studiów, wygląda to tak, że na magisterskie studia będzie ograniczona liczba miejsc- studenci będą przyjmowani na podstawie średniej, a ja należę do tych mocno przeciętnych, więc nawet nie chcę zabierać miejsca komuś, kto chce to w życiu robić i czuje jakieś powołanie i pasję.
Teraz żyję myślą, że byle do listopada- w listopadzie jest rozdanie dyplomów i koniec studiów, bo nie wiem, kiedy będę miała obronę itd. Także listopad to takie na 100% zakończenie studiów. I zaczynam pracę, tylko tutaj też pojawiają się u mnie myśli, że się do niczego nie nadaję.
Nie wiem, gdzie bym chciała pracować, co robić. Wiem, że nie chciałabym pracować w gastronomii, próbowałam i wiem, że to nie dla mnie. Również praca w sklepach odzieżowych nie jest dla mnie, nie mam pomysłów, nie potrafię tworzyć tych wystaw, które co jakiś czas trzeba zmieniać, nie chcę tego robić, nie czuję się dobrze.
Może macie jakieś pomysły czym mogłabym się zająć po studiach? Macie jakieś rady co powinnam robić teraz, żeby odsunąć od siebie takie poczucie bezużyteczności? To bardzo frustrujące, mam tendencję do popadania w stany depresyjne, a takie myślenie tylko temu wszystkiemu sprzyja.

Dum spiro, spero
Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...
Bluesia napisał/a:

Nie wiem, gdzie bym chciała pracować, co robić. Wiem, że nie chciałabym pracować w gastronomii, próbowałam i wiem, że to nie dla mnie. Również praca w sklepach odzieżowych nie jest dla mnie, nie mam pomysłów, nie potrafię tworzyć tych wystaw, które co jakiś czas trzeba zmieniać, nie chcę tego robić, nie czuję się dobrze.

No i tutaj zaczyna się Twój problem - nie wiesz co chciałabyś robić, w jakiej branży pracować. Jakie są Twoje pasje? Zainteresowania? Dlaczego nie chcesz połączyć pracy z tym, co studiowałaś? Nie lubisz tego? Dlaczego nie myślisz o studiach II stopnia zaocznych/wieczorowych/online, które mogłabyś połączyć z pracą, a więc sytuacja byłaby inna niż teraz, a jednocześnie miałabyś ukończone studia magisterskie?

Bluesia napisał/a:

Macie jakieś rady co powinnam robić teraz, żeby odsunąć od siebie takie poczucie bezużyteczności?

Przede wszystkim odnaleźć w sobie pasje i talenty. Nieważne jaką pracę znajdziesz "na teraz", ważne co tak naprawdę chcesz robić, co chcesz osiągnąć. Tak, żebyś wstawała rano z uśmiechem, z chęcią do rozwoju, wiarą w przyszłość. To zależy od Ciebie. Nikt nie powie Tobie co masz robić i nie da gotowej recepty na szczęście i spełnienie.

3

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Nic nie napisałaś o kierunku studiów. Jeśli studiujesz, żeby tylko studiować, to faktycznie masz problem. Zmarnowałaś trzy lata i jak rozumiem nie masz zamiaru wykonywać wyuczonego zawodu.
Nic nie piszesz o zainteresowaniach, pasjach. To co, nic nie masz?

Nie da się poradzić osobie która za całą swoją charakterystykę podaje zniechęcenie studiami i depresję. Nawet trudno zaproponować Ci zawód nie wymagający kwalifikacji, bo naogół w takiej pracy trzeba być pracowitym, starannym i pokornym. Skoro mając cztery godziny zajęć piszesz że nie chce Ci się pisać licencjatu, to z tą pracowitością u Ciebie chyba nie tęgo.
Zostaje Ci kariera żony przy bogatym mężu, ale to musisz się pośpieszyć, bo bogaci faceci najchętniej kupują sobie młódki.

Reklama

4

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Ja doskonale wiem, gdzie leży mój problem. Gdybym wiedziała co chcę w życiu robić, nie powstałby ten temat, bo po prostu bym do tego dążyła.

Nie chcę łączyć pracy z kierunkiem studiów, ponieważ mam wrażenie, że nie jest to praca dla mnie, jest jeszcze jeden aspekt- kończąc jedynie studia na poziomie licencjackim na kierunku pedagogika, nie mam zbyt dużych możliwości. Mogę "załapać" się do pracy w przedszkolu, ale raczej jako pomoc, a generalnie z pracą w takich miejscach jest ciężko, bo te przedszkola są przepełnione, więc jest i pełno pracowników. Na studia drugiego stopnia w trybie dziennym byłoby mi szkoda czasu, a na wieczorowe czy jakiekolwiek inne szkoda pieniędzy. Poza tym najpierw musiałabym zarobić, żeby opłacać studia, a zanim zarobię to już uznam, że naprawdę będę miała na chleb i bez tej magisterki.

Dum spiro, spero

5

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...
troll napisał/a:

Nic nie napisałaś o kierunku studiów. Jeśli studiujesz, żeby tylko studiować, to faktycznie masz problem. Zmarnowałaś trzy lata i jak rozumiem nie masz zamiaru wykonywać wyuczonego zawodu.
Nic nie piszesz o zainteresowaniach, pasjach. To co, nic nie masz?

Nie da się poradzić osobie która za całą swoją charakterystykę podaje zniechęcenie studiami i depresję. Nawet trudno zaproponować Ci zawód nie wymagający kwalifikacji, bo naogół w takiej pracy trzeba być pracowitym, starannym i pokornym. Skoro mając cztery godziny zajęć piszesz że nie chce Ci się pisać licencjatu, to z tą pracowitością u Ciebie chyba nie tęgo.
Zostaje Ci kariera żony przy bogatym mężu, ale to musisz się pośpieszyć, bo bogaci faceci najchętniej kupują sobie młódki.

No nie, nie mam pasji.

Wiesz, pisanie licencjatu mocno wiąże się ze studiami i z chęcią ukończenia ich, a u mnie tego nie ma.
Miałam już pracę nie jedną, radziłam sobie i nie powiedziałabym, że nie jestem pracowita. Jestem, jeśli mi zależy. A na pracy w sieciówce zależało mi dużo bardziej, niż na studiach.

Za rady typu "to dawaj dupy" dziękuję.

Dum spiro, spero
Reklama

6

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...
Bluesia napisał/a:
troll napisał/a:

Nic nie napisałaś o kierunku studiów. Jeśli studiujesz, żeby tylko studiować, to faktycznie masz problem. Zmarnowałaś trzy lata i jak rozumiem nie masz zamiaru wykonywać wyuczonego zawodu.
Nic nie piszesz o zainteresowaniach, pasjach. To co, nic nie masz?

Nie da się poradzić osobie która za całą swoją charakterystykę podaje zniechęcenie studiami i depresję. Nawet trudno zaproponować Ci zawód nie wymagający kwalifikacji, bo naogół w takiej pracy trzeba być pracowitym, starannym i pokornym. Skoro mając cztery godziny zajęć piszesz że nie chce Ci się pisać licencjatu, to z tą pracowitością u Ciebie chyba nie tęgo.
Zostaje Ci kariera żony przy bogatym mężu, ale to musisz się pośpieszyć, bo bogaci faceci najchętniej kupują sobie młódki.

No nie, nie mam pasji.

Wiesz, pisanie licencjatu mocno wiąże się ze studiami i z chęcią ukończenia ich, a u mnie tego nie ma.
Miałam już pracę nie jedną, radziłam sobie i nie powiedziałabym, że nie jestem pracowita. Jestem, jeśli mi zależy. A na pracy w sieciówce zależało mi dużo bardziej, niż na studiach.

Za rady typu "to dawaj dupy" dziękuję.

Po pierwszym poście nic innego bym nie wymyślił. Pedagogika faktycznie nie jest najlepszym wyborem.
Skoro pracowałaś w sieciówce, to znaczy, że przynajmniej w handlu sobie radzisz. Koleżanka córki pracując w jakimś sieciowym sklepie z ciuchami skończyła kosmetologię. Dobrze zarabiała, bo jest pracowita, do tego ładna, więc w sklepie dobrze jej szło (nie przez dawanie tego co zasugerowałaś). Jakoś tak jest że ładni ludzie mają łatwiej. Po licencjacie otworzyła swój zakład i żyje.
Moja córka skończyła studia których nie lubiła i stwierdziła że teraz wie czego nie chce robić w życiu. Poszła do pracy, równolegle skończyła filologię i pracuje w jednej z korporacji przy rekrutacji obcokrajowców. Do tego magisterkę robi z trzeciej dziedziny, która ją zainteresowała jak już pracowała w korpo.
Ja studiowałem budowę maszyn, potem pracowałem na budowach, potem jako kierowca, przedstawiciel handlowy, a w końcu wylądowałem jako administrator sieci komputerowych.

Co możesz robić w życiu? Wszystko. Póki jesteś młoda świat stoi przed Tobą otworem. Ale nikt tutaj Ci sensownie nie doradzi. Córki pytały się mnie co mają wybrać w życiu. Nawet im, które znałem od bobasa który mieścił się cały na moim przedramieniu, nie potrafiłem doradzić. Jak ktoś jest świetnym matematykiem, fizykiem, chemikiem, wybór jest prosty. Pytanie tylko która politechnika i jaka konkretnie specjalizacja. Ale osoby które są dobre lub średnie we wszystkich dziedzinach mają znacznie trudniej.

Jeśli mogę Ci coś radzić, to mając doświadczenie w pracy powinnaś je wykorzystać. Idź znów do sieciówki. Zarobione pieniądze zainwestuj w wykształcenie. Ale nie rób pedagogiki, marketingu, psychologii. Nie dziedziny w których trzeba być pasjonatem, żeby się wybić. Masz zdolności manualne- mój kolega zrobił protetykę dentystyczną i nieźle żyje. Zmysł plastyczny? Zrób coś w rodzaju projektowania wnętrz. Znasz dobrze jakiś język? To może filologia. Ale broń Boże nie angielska, bo ten język znają wszyscy, ale germańska, włoska, romańska, iberystyka. To są ciekawe kierunki, a przy tym specjalistów w tych dziedzinach trochę potrzeba.

7

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Cześć Bluesia! Jakbym czytała o sobie...  Nie wiem co Ci poradzić, bo jestem w tej samej sytuacji życiowej. Też szukam odpowiedzi. Czuję, że do niczego się nie nadaję. Nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Z chęcią przeczytałabym opowieść osoby, która była w tym stanie i udało jej się wyjść na prostą. Niestety tak, jak w Twoim przypadku, źle wybrane studia wciągnęły mnie w depresję i straciłam kilka lat życia. Szukam, szukam i jak dotąd, nie znalazłam nic, co by mnie zainteresowało, co bym chciała robić, do czego bym się nadawała. Gdybyś wpadła na jakiś dobry pomysł, daj znać!

8

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...
Bluesia napisał/a:

[...] To bardzo frustrujące, mam tendencję do popadania w stany depresyjne, a takie myślenie tylko temu wszystkiemu sprzyja.

Skoro już wiesz, że masz "tendencję" do popadania w stany depresyjne, to po prostu zmień sposób myślenia o sobie. Pewnie teraz pomyślisz, że to nie jest takie proste. Może być nawet bardzo skomplikowane, ale jednak możliwe i to jest najważniejsze. Trud daje najlepsze wyniki i zapobiega stanom depresyjnym.

Najlepsze, co możesz zrobić w swojej sytuacji, to wykorzystać zasoby czasu wolnego. Na co? Na naukę i pisanie pracy licencjackiej. Skończenie studiów na poziomie licencjackim pozwoli Ci zmodyfikować profil studiów. Obok wielu wad systemu bolońskiego, zaletą jest możliwość wyboru studiów magisterskich o profilu bardziej adekwatnym do swoich preferencji i wymogów rynku pracy. Rezerwy czasu wolnego możesz poświęcić na przykład na poszukiwanie takiej dziedziny wiedzy, która Cię fascynuje lub interesuje. Czas jest pewnym kapitałem: możemy go marnotrawić lub inwestować. Poszczególne jednostki czasu tworzą historię naszego życia i pozwalają nam na zdobycie kwalifikacji, bez których droga zawodowa jest udręką.

Największe zagrożenie dla Ciebie tkwi w tym, że nie robisz nic, jak sama napisałaś. W czasie studiów w wolnym czasie można robić kursy (na przykład kurs kolonijny, dziennikarski). Każda taka sytuacja jest okazją do spotkania z ludźmi, do rozmów, do poznawania możliwości i szukania okazji.

Tylko Twoja aktywność przyniesie Ci odpowiedź na pytanie, co masz robić. Nie licz na dyrektywy i rady. Radę możesz sobie dać sama... także z tą konkretną trudnością. Pokonywanie trudności sprzyja nauce. Jak nie masz trudności, to sobie je stwórz i rozwijaj się dzięki nam.

Od Ciebie zależy, co zrobisz ze swoim życiem.

BÓG jest wzorem mądrości: mnóstwo dzieci, żadnych alimentów, żadnej żony i żadnej teściowej. Objawia się wybranym, rozmawia z nielicznymi i wpuszcza do swoich wielu mieszkań kogo chce.  I dzięki tej Bożej Mądrości niektóre dzieci darzą Go Zaufaniem, Uwielbieniem i Miłością. Pozostali próbują rzucać kamieniami Panu Bogu w okna i trafiają kulą w płot swojego własnego ograniczenia.

9 Ostatnio edytowany przez Bluesia (2017-01-12 19:31:38)

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...
troll napisał/a:

Po pierwszym poście nic innego bym nie wymyślił. Pedagogika faktycznie nie jest najlepszym wyborem.
Skoro pracowałaś w sieciówce, to znaczy, że przynajmniej w handlu sobie radzisz. Koleżanka córki pracując w jakimś sieciowym sklepie z ciuchami skończyła kosmetologię. Dobrze zarabiała, bo jest pracowita, do tego ładna, więc w sklepie dobrze jej szło (nie przez dawanie tego co zasugerowałaś). Jakoś tak jest że ładni ludzie mają łatwiej. Po licencjacie otworzyła swój zakład i żyje.
Moja córka skończyła studia których nie lubiła i stwierdziła że teraz wie czego nie chce robić w życiu. Poszła do pracy, równolegle skończyła filologię i pracuje w jednej z korporacji przy rekrutacji obcokrajowców. Do tego magisterkę robi z trzeciej dziedziny, która ją zainteresowała jak już pracowała w korpo.
Ja studiowałem budowę maszyn, potem pracowałem na budowach, potem jako kierowca, przedstawiciel handlowy, a w końcu wylądowałem jako administrator sieci komputerowych.

Co możesz robić w życiu? Wszystko. Póki jesteś młoda świat stoi przed Tobą otworem. Ale nikt tutaj Ci sensownie nie doradzi. Córki pytały się mnie co mają wybrać w życiu. Nawet im, które znałem od bobasa który mieścił się cały na moim przedramieniu, nie potrafiłem doradzić. Jak ktoś jest świetnym matematykiem, fizykiem, chemikiem, wybór jest prosty. Pytanie tylko która politechnika i jaka konkretnie specjalizacja. Ale osoby które są dobre lub średnie we wszystkich dziedzinach mają znacznie trudniej.

Jeśli mogę Ci coś radzić, to mając doświadczenie w pracy powinnaś je wykorzystać. Idź znów do sieciówki. Zarobione pieniądze zainwestuj w wykształcenie. Ale nie rób pedagogiki, marketingu, psychologii. Nie dziedziny w których trzeba być pasjonatem, żeby się wybić. Masz zdolności manualne- mój kolega zrobił protetykę dentystyczną i nieźle żyje. Zmysł plastyczny? Zrób coś w rodzaju projektowania wnętrz. Znasz dobrze jakiś język? To może filologia. Ale broń Boże nie angielska, bo ten język znają wszyscy, ale germańska, włoska, romańska, iberystyka. To są ciekawe kierunki, a przy tym specjalistów w tych dziedzinach trochę potrzeba.

Zasugerowałam dawanie dupy, bo to wywnioskowałam z Twojego poprzedniego posta. Swoją drogą- to nie można pracować w sklepie i żyć normalnie (to znaczy od 10 do 10) tylko jedynym możliwym wyjściem z mojej sytuacji jest znalezienie bogatego męża? No mniejsza.
Nie dziwi mnie, że wiele ludzi po studiach, lub w trakcie stwierdza, że to jednak nie to. Każe się nam wybierać drogę w wieku 18 lat, kiedy tak naprawdę jeszcze się nie do końca wie, co chciałoby się robić. Ja poszłam na studia takie, bo musiałam na coś iść, a nie miałam za bardzo innego pomysłu. To znaczy myślałam wtedy jeszcze (i nadal myślę i rozważam) o fizjoterapii, no mam jakąś taką wewnętrzną potrzebę, żeby pomagać ludziom, a przecież ta praca bardzo by się z tym wiązała. Ale na etapie matury i wyboru kierunku odwiodła mnie od tego mama, za co nie mogę powiedzieć, że jej dziękuję. Często też studia weryfikują tak naprawdę, że coś, co wydawało nam się, że będzie super, nagle okazuje się zupełnie czymś innym, niż sobie wyobrażaliśmy.
Generalnie ja się nie czuję dobrze ani w sieciówce, ani w gastronomii, nie lubię pracować w miejscach, gdzie mam dużo ludzi, duży obrót itd. Czuję się przytłoczona tym wszystkim jakoś, no nie wiem.
Moim problemem również jest to, że ja tak naprawdę nie wiem, w czym jestem dobra. Gdybym umiała to określić to pewnie znacznie łatwiej byłoby mi podjąć jakąś decyzję.

Animus- dokładnie o zmienieniu nieco kierunku na etapie magisterki myślałam. Zastanawiam się nad jakimś odłamem pedagogiki specjalnej, bo wydaje mi się mieć to największy sens. Dobrze pracuje mi się z dziećmi, dobrze się czuję w ich- że tak powiem- towarzystwie. Tylko mam wrażenie, że dla mnie pedagogika jest zbyt… obszernym, ogólnym zagadnieniem, że ja potrzebuję mieć bardziej określone zadanie. Bo jak teraz podchodzę do tego tematu, który założyłam już tak na chłodno, to widzę to nieco inaczej i wcale nie myślę, że ja się totalnie nie nadaję. Po prostu trochę mi to obrzydzają praktyki, ale to jest też kwestia taka, że trafiam na nauczycielki czy to w przedszkolu, czy w szkole, które jakby starają się zrobić wszystko, żebym ja zrezygnowała z tego wszystkiego. Tak jakby zależało im, żeby było jak najmniej nowych nauczycieli. Albo same są tak niezadowolone ze swojego wyboru, że dokładają wszelkich starań, żeby innym również to obrzydzić, albo są już wypalone zawodowo, zmęczone.

Dum spiro, spero

10

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Piszesz, że nauczycielki które poznałaś zniechęcały Cię do tego zawodu. W Polsce szkolnictwo to ostatni kawałek chleba. Jeszcze dwadzieścia lat temu polecałbym kobiecie taki zawód. Wakacje z dziećmi, praca dwadzieścia kilka godzin w tygodniu, sporo wolnego (zawsze wydłużone święta, wakacje, ferie zimowe), wcześniejsza emerytura. Teraz wygląda to tak, że przywileje poszły do pieca, a została harówka jak w kopalni za nędzne grosze, ciągłe zmiany, reformy, restrukturyzacje. Jeśli nawet ktoś ma powołanie i pasję, to po kilku latach mu to przechodzi. Pozostaje zniechęcenie, nędzna pensja i ciągłe pretensje ze strony rodziców, uczniów, kuratorium, ministerstwa.

A wracając do sedna. Nie musisz być wybitną, żeby być potrzebną. Pomyśl co Cię interesuje. A może coś co masz pod ręką? Piszesz o fizjoterapii. To też może być ciekawy zawód.

Kiedyś miałem koleżankę. Razem studiowaliśmy. Była sporo młodsza ode mnie, młoda mama, mąż żołnierz. Nie miała pomysłu na siebie i pomyślała że informatyka to jest to. Lekko łatwo i przyjemnie, a kasa spora. Pracowała jako fizjoterapeutka i w sumie lubiła tą pracę. No ale kasa była z tego żałosna. Średnie wykształcenie nie daje w służbie zdrowia żadnych szans. Kiedyś w rozmowie zwierzyła mi się że nie lubi tych studiów i nie wie co robić- dwa lata zaliczone, to trochę szkoda. Do magisterki trzy i pół, to potwornie długo. Poradziłem jej żeby nie marnowała życia, poszła na fizjoterapię na AWFie i robiła to co lubi. Kilka lat później spotkałem ją znów. Szczęśliwa, uśmiechnięta. Robi to co lubi i choć pieniądze nadal nie były imponujące, to lubi swoją pracę a to jest baaardzo ważne.

Na pytanie co mam robić w życiu jest tyle odpowiedzi ilu ludzi. Pracowałem kiedyś w firmie w której jako sprzątaczka pracowała pewna pani. Była to bardzo pracowita, sympatyczna i uczynna osoba. Pracowała dobrze, była w związku z tym bardzo lubiana. Uwielbiałem z nią rozmawiać, bo była mądrym człowiekiem. Ona też była szczęśliwa w swojej pracy.

11

Odp: Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Powiem Ci z własnego doświadczenia, że jak za dużo się siedzi w domu, to łatwo o złapanie doła i "czarnego myślenia". Może jak zacznie Ci się ten bardziej pracowity okres na uczelni, to spojrzysz na życie i siebie samą nieco pozytywniej, nie będziesz czuła się taka "niepotrzebna".
Po pedagogice mogłabyś może w jakiejś prywatnej szkole pracować. A na pewno z takim wykształceniem można dorabiać sobie dawaniem korepetycji dzieciom. Teraz dużo dzieciaków/młodzieży bierze takie dodatkowe lekcje.
W handlu w sieciówkach ja na przykład siebie też w ogóle nie widzę. Ale przecież są różne miejsca do handlowania, nie tylko takie wielkie sklepy z dużym ruchem. Ja będę szukać teraz bardzo niedługo pracy właśnie w handlu, ale nawet nie próbuję w miejsca typu hipermarkety, spożywczaki czy właśnie sieciówki. Wolę coś małego, wręcz kameralnego :-) Na początek chciałabym iść na budkę handlową (taką z pamiątkami lub np. torebkami, galanterią), bo tam nie ma takiego aż ruchu, jak w tych większych sklepach. No i nikt nad głową człowiekowi nie stoi, i nie patrzy, ciągle oceniając, jest - jakby to rzec - większa autonomia :-) Ja mogłabym też ewentualnie pracować w cukierni czy jakimś malutkim butiku. Ale na pewno nie w sieciówce. Myślę, że Ty, skoro też nie lubisz tłumów i tej całej sformalizowanej atmosfery w dużych sklepach, to może byś się odnalazła właśnie w jakimś małym sklepiku, piekarni/cukierni, albo jakimś kiosku na przykład.
I też nie chodzi o to przecież, żeby tak pracować aż do śmierci. Ale czasem dobrze jest trochę popracować gdziekolwiek, żeby tylko właśnie jakichś dołów od siedzenia w domu nie zacząć łapać. I żeby ogólnie się tak "rozkręcić", nabrać więcej pewności siebie. Mieć świadomość, że w razie czego, to jakies tam doświadczenie w czymś się ma i zawsze można znowu tam iść zarobić. W międzyczasie możesz sobie trochę pieniędzy oszczędzić i pomyśleć jeszcze, co byś chciała innego robić. Bo rzeczywiście jest tak, jak pisałaś, że bez środków finansowych to trochę trudno coś sobie zaplanować w kwestiach edukacyjnych, czy późniejszego przekwalifikowania się. No i ogólnie bez pieniędzy jest ze wszystkim kicha. Oszczędności jakieś trzeba mieć. A od samego siedzenia i myślenia, to niestety pieniądze nie przychodzą, co najwyżej uciekają.
Więc ja na Twoim miejscu to bym skończyła najpierw ten licencjat, bo już Ci mało zostało i chyba warto się na tym skupić, i napisać jak najlepiej, no a potem bym poszukała gdzie by tu zarobić, niekoniecznie w pracy marzeń... ale żeby szło wytrzymać. Bo jeśli i tak nie masz lepszych pomysłów, i planów na siebie, to co Ci szkodzi. Na pewno lepsza jakaś uczciwa praca, niż siedzenie na tyłku i wpędzanie sie w coraz gorsze poczucie bezsensu. A każda praca (no, może prawie każda:-) jest potrzebna. Przykładowo ludzie potrzebują coś kupić. I to jest całkiem realna, nawet dość podstawowa, potrzeba. A jeśli jesteś sprzedawczynią, to też ludziom na swój sposób pomagasz, skoro ich potrzebę zaspokajasz. Tak samo wiele innych zawodów. Niekoniecznie trzeba być lekarzem, czy strażakiem, żeby pomagać ludziom. Wystarczy sumiennie wykonywać swoją pracę, a to juz nie takie ważne, czy to jest praca np. informatyka, czy sprzątaczki - bo ta, jak i tamta są ludziom potrzebne! Więc myślę, że jeśli tak o tym pomyślisz, to jaki by to nie był zawód, to będziesz czuła, że robisz cos dobrego i pożytecznego.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie wiem co zrobić ze swoim życiem...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016