Nie będę z nim - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: Nie będę z nim

Cześć, piszę na tym forum, bo potrzebuję opinii osób trzecich, zdystansowanych do sprawy. Tak naprawdę, po prostu nie mam też komu się wyżalić. Zacznijmy od tego, że jestem młodą kobietką, w związku ze swoim chłopakiem byłam przez 6 lat. Moja rodzina od początku była negatywnie nastawiona do tej znajomości, ale moja mama nigdy nie była osobą ingerującą w moje życie i wymuszającą na mnie różne decyzje, więc ta relacja toczyła się spokojnie pomimo jej niezadowolenia. Jednak od 1-2 lat zauważyłam, jak ten chłopak zmienia się na gorsze.

Zawsze czułam przerażenie na myśl o tym, że mój ukochany będzie przypominał mojego ojca, czyli stanie się połączeniem materialisty i egoisty w jednym. Niestety, zaczęłam zauważać w moim chłopaku dużo niechcianych cech. Moim marzeniem było dostanie się na bardzo ciężki kierunek studiów, w związku z tym poprawiałam przez kilka lat z rzędu maturę, w nadziei, że mi się to uda. I usłyszałam z jego strony docinki a propos tego, że nie studiuję. Były to bardzo przykre i uszczypliwe uwagi, jakie wypowiada się tylko w celu zranienia drugiej osoby, nawet nie dla żartu. Tak samo było z prawem jazdy, którego nie posiadam. Jednak, jako osoba, która kocha, puszczałam to mimo uszu i wybaczałam. Jednak zaczęłam uświadamiać sobie przykry fakt – jeśli on kochałby mnie chociaż w połowie tak mocno, jak ja jego to w życiu bym takich słów nie usłyszała.

Moi znajomi nie lubili go do tego stopnia, że jak inne koleżanki mogły na imprezy przychodzić ze swoimi chłopakami, to ja zapraszana byłam ze wskazaniem, że mam przyjść sama. Nie chciałam, żeby mojemu ukochanemu było przykro, więc mu tego nie mówiłam i po prostu spędzałam ten czas z  nim zamiast z koleżankami. Doszło do tego, że przestałam być gdziekolwiek zapraszana, dziewczyny wyjeżdżały na wakacje w tajemnicy przede mną. Tak utraciłam kontakt ze wszystkimi znajomymi. Nie mówię, że było to jego winą, bo przecież ja sama dokonywałam wyborów, ale zdecydowanie on się do tego przyczynił.

Ja nie jestem święta. Jestem osobą zazdrosną, przez to, że mój tata kiedyś zdradził mamę z dziewczyną starszą ode mnie o kilka lat. Byłam wtedy nastolatką i odbiło się to na mojej psychice dość mocno. Straciłam zaufanie do mężczyzn. Mój chłopak od początku wiedział o tym, że jestem zazdrosna, przez co jestem zazdrosna i wydawało mi się, że ustaliliśmy po wielu kłótniach, czego od niego oczekuję w kwestii spotykania się z innymi dziewczynami. Dodam, że te zasady nie obowiązywały tylko jego, ja też się do nich stosowałam, żeby nie stwarzać poczucia niesprawiedliwości. Nie spotykaliśmy się sam na sam z kimś, nie mieliśmy tajemnic, że z kimś piszemy. Tak mi się wydawało. Ja zawsze mówiłam mu, że piszę z jakimś kolegą, co to za chłopak, skąd go znam, czasami nawet, o czym gadaliśmy, jeśli nie był to żaden sekret, albo osobista sprawa (np. napisał do mnie Tomek, rozmawialiśmy o nowym sezonie serialu i on mówił, że to i tamto). Natomiast on nic mi nie mówił. Dopytywałam się, czy gada w ogóle z jakimiś dziewczynami, zawsze słyszałam, że nie. Zaczął dziwnie się zachowywać. Kazałam mu pokazać swój telefon i znalazłam wiele rozmów z dziewczynami, jednej nawet chwalił się „swoimi zabawkami”, które sam zbudował, ewidentnie próbował jej zaimponować, próbował flirtować. Dodam tylko, że ja tych rzeczy nie widziałam na oczy, do mnie niczym się nie chwalił. Takich sytuacji było wiele. Za każdym razem groziłam mu, że to ostatni raz, kiedy mnie oszukał, ale następnym razem wybaczałam i potem znów…

Kiedy przychodził do mnie okupował mojego laptopa. Ciągle leciała jego muzyka, jego filmy, jego filmiki na youtube. Kiedy chciałam mu coś pokazać, zbywał mnie, że za chwilę, potem, nie teraz i trwało to do momentu, aż nie poszedł do domu i przesyłałam mu link w komunikatorze. Obejrzał, bądź nie. Niestety, ja nie mogłam dotykać jego laptopa, sprawdzić godziny na telefonie, wszystko poblokowane i mi nie pozwalał dotykać.

Ostatnio, kiedy do mnie przychodził wlepiał wzrok w telewizor i nie reagował na to, że coś do niego mówię, że biorę go za rękę, przytulam. Nic. Od kiedy pamiętam nie przytulił mnie spontanicznie, nie pocałował, nie wziął za rękę. Zawsze musiałam go prosić, żeby całował mnie więcej, ot tak po prostu, a nie tylko wtedy, kiedy ma ochotę na seks.

Ostatnie kilka miesięcy było dla mnie ciężkie. Wprowadziłam się do niego i było mi źle z dala od domu, szczególnie, że nie miałam z jego strony żadnego wsparcia, nie znałam nikogo w tej miejscowości. Prosiłam, błagałam wręcz, żeby sprzątał po sobie, żeby mi pomógł. Jak grochem o ścianę. Skarżyłam się, że psychicznie mi ciężko, że tęsknię za domem, jedyne, co usłyszałam  w odpowiedzi to to, żebym go obudziła za godzinę bo on idzie spać.

Dodatkowo, mam wrażenie, że przestałam go pociągać. Dopóki razem nie zamieszkaliśmy w łóżku było między nami okej, bez rewelacji, ale też nie najgorzej. Teraz przestał się mną interesować. Kiedy mu o tym powiedziałam zwalił winę na to, że moja piżama mu się nie podoba, zmieniłam piżamę. Kolejna też zła, podobnie, jak trzecia, piąta i dziesiąta. To chyba nie w piżamie leżał problem, tylko w tym, że ja mu się znudziłam. Przecież nie będę codziennie paradować w seksownej bieliźnie, szczególnie, że on nosił ciągle na tyłku te same majtki, które miał od czasu, kiedy się poznaliśmy.

Planowaliśmy w styczniu przeprowadzkę z wynajmowanego mieszkania do jego mieszkania. Nie chciałam, żebyśmy mieszkali tam ze współlokatorem, bo całe życie mieszkałam we własnym domu i niekomfortowo czułam się z obcym człowiekiem za ścianą, jak w mieszkaniu, które teraz wynajmowaliśmy. Na tą wieść mój chłopak się zaperzył i powiedział, że tak będzie taniej. Czynsz 400 złotych, podzielony na 2 osoby to nie jest drogo, zważywszy na to, że zapewniłoby mi to lepsze samopoczucie, swobodę, a i tak wyszłoby jakieś 3 razy taniej od tego, co płaciliśmy za wynajem. Nie chciał o tym słuchać, wolał oszczędzać na moim samopoczuciu. Mojej mamie powiedział, że to jego mieszkanie i że on decyduje, natomiast mi tłumaczył, że traktuje to mieszkanie, jak nasze.

Mam swoją pasję: wizaż. Interesuję się kosmetykami, uwielbiam robić makijaże i dzielę się tym ze światem na Instagramie. Wkręciłam się po prostu. Jego pasja zajmowała pół mieszkania, wszędzie leżały rozrzucone jakieś części, drobiazgi i zwracałam mu na to uwagę, ale nigdy nie miałam pretensji, że się tym zajmuje, bardziej chodziło mi o bałagan, jaki powstawał. Dowiedziałam się po rozstaniu od mojej mamy, że zadzwonił do niej i skarżył jej się na mnie, że jestem uzależniona od internetu (w ciągu kilku miesięcy mieszkania razem spędziłam na oglądaniu moich ulubionych filmików na youtube może 2 godziny łącznie, bo nie miałam czasu) i że powinno się zabrać mi dostęp do niego. Nie widział problemu w tym, że sam prawie nie odrywał się od ekranu laptopa albo od swojej pasji. Powiedział jej też, że może mi wyłączyć (!) Instagram. Dodam, że nie jestem dziewczyną, która wstawia na profil selfie co godzinę. Wstawiam tylko zdjęcia „na temat”. Kilka jednego dnia, potem przez kilka dni nic itd. Podczas mieszkania z nim prawie nic nie wstawiałam, bo, jak już mówiłam, nie miałam czasu, były poważniejsze kwestie, którymi się zajmowałam. Nie widziałam problemu w tym, że wieczorem przed snem przeglądałam, co nowego tam słychać, ale on chyba ten problem widział.

Wcześniej on parę razy mnie rzucał. Zawsze wracał, zawsze go przyjmowałam. Nawet wtedy, kiedy powiedział mi, że nie wie co do mnie czuje. Teraz już wiem, że on bawił się moimi uczuciami. Udało mu się obniżyć moje poczucie własnej wartości do prawie zera. To, co widzę w lustrze i myślę o sobie po rozstaniu jest o 180 stopni inne od tego, co myślałam o sobie, kiedy byłam z nim. Uważam teraz siebie za ładną i elokwentną kobietę, mogę to powiedzieć z pełną świadomością moich słów i nie jest to przechwalanie się.

W końcu pewnego dnia po miesiącach, a może nawet latach życia z poczuciem bycia niekochaną i niechcianą podjęłam decyzję o powrocie do rodzinnego domu. Spakowałam się w jedną walizkę. Nawet nie próbował mnie powstrzymać, porozmawiać. Jedyne, co usłyszałam od niego, to to, że umawialiśmy się, że znajdę pracę na miejscu i dalej będę z nim mieszkała. Żaden argument o miłości i o tym, że chciałby żebym została i sprawę przemyślała nie padł. Potem wrócił do oglądania głupich obrazków w internecie i traktowania mnie jak powietrze (co robił na codzień). Kiedy wychodziłam pomachał mi na pożegnanie z ironicznym uśmieszkiem na twarzy. Po 6 latach.

Mam swoją pasję: wizaż. Interesuję się kosmetykami, uwielbiam robić makijaże i dzielę się tym ze światem na Instagramie. Wkręciłam się po prostu. Jego pasja zajmowała pół mieszkania, wszędzie leżały rozrzucone jakieś części, drobiazgi i zwracałam mu na to uwagę, ale nigdy nie miałam pretensji, że się tym zajmuje, bardziej chodziło mi o bałagan, jaki powstawał. Dowiedziałam się po rozstaniu od mojej mamy, że zadzwonił do niej i skarżył jej się na mnie, że jestem uzależniona od internetu (w ciągu kilku miesięcy mieszkania razem spędziłam na oglądaniu moich ulubionych filmików na youtube może 2 godziny łącznie, bo nie miałam czasu) i że powinno się zabrać mi dostęp do niego. Nie widział problemu w tym, że sam prawie nie odrywał się od ekranu laptopa albo od swojej pasji. Powiedział jej też, że może mi wyłączyć (!) Instagram. Dodam, że nie jestem dziewczyną, która wstawia na profil selfie co godzinę. Wstawiam tylko zdjęcia „na temat”. Kilka jednego dnia, potem przez kilka dni nic itd. Podczas mieszkania z nim prawie nic nie wstawiałam, bo, jak już mówiłam, nie miałam czasu, były poważniejsze kwestie, którymi się zajmowałam. Nie widziałam problemu w tym, że wieczorem przed snem przeglądałam, co nowego tam słychać, ale on chyba ten problem widział.

A teraz moje pytanie do was: Jak sobie poradzić z tą sytuacją? Czuję się tak, jakby wyrwano mi serce z piersi, nie potrafię o nim zapomnieć i dalej go kocham, chociaż postanowiłam, że nigdy więcej z nim nie będę (on też o to nie zabiega). Jak to przetrwać? Jak oceniacie tą sytuację, ten związek? Jak poradzić sobie z myślami, że nie wyobrażam sobie innego mężczyzny u mojego boku, że ktoś inny będzie mnie przytulał i dotykał i ze mną rozmawiał, że ktoś inny zajmie jego miejsce? Potrzebuję po prostu rozmowy z kimś dla mnie obcym.

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie będę z nim

Postaraj się obrzydzić Go sobie w myślach. Zastanów się, czy chciałabyś przez resztę życia być przez Niego tak samo traktowana jak do tej pory?

3 Ostatnio edytowany przez rosemadder (2016-12-22 00:11:40)

Odp: Nie będę z nim

W chwilach zawahania przypominam sobie moment mojej wyprowadzki i jego odrażające zachowanie względem mnie. Pomaga, ale na chwilę. Potem dalej mam napady natrętnych myśli, że nie mogłabym być z kimś innym. Dodam, że rozmawiamy tu o mojej pierwszej miłości, pierwszym chłopaku "na poważnie".
Wiem, że z nim nie będę, ponieważ nie chcę sobie zmarnować życia bo nie jest to chłopak dla mnie i zasługuję zdecydowanie na coś więcej, jednak mimo wszystko jest mi strasznie ciężko takie myśli przegonić.
Może to zabrzmi przesadnie poważnie, ale myślałam o nim jak o przyszłym ojcu moich dzieci, co stało poniekąd za decyzją o rozstaniu; nie chcę, żeby moje dzieci miały takiego ojca, jak miałam ja.

Reklama

4

Odp: Nie będę z nim

Po tak długim stażu związkowym czas jest najlepszym lekarstwem. Pierwszym krokiem do uspokojenia samej siebie jest akceptacja tego, co się zdarzyło. Rozstaliście się, bo mieliście powód. Ty go nie kręciłaś(Nie ma co się oszukiwać, w innym wypadku bardziej by się starał) on zachowywał się jak cham i burak co w związku absolutnie nie powinno mieć miejsca(Wiadomo, każdy ma gorszy dzień, ale to co opisałaś to naprawdę szczyt wszystkiego).
W trakcie procesu akceptacji tego, co się stało(Przestanie się oszukiwać, że on jest cudowny itd.) proponuję poświęcić się pasji. Zdaje się, że Ty już taką masz. I dobrze. Oddaj się temu. Jeżeli facet(Czy też kobieta, obojętne) nie akceptuje zainteresowań/pasji partnera, według mnie nie ma co mówić o jakiejkolwiek dłuższej relacji. Więc mamy akceptację i pasję. A teraz jak się pozbyć jakichkolwiek myśli o nim - Najprościej będzie, jeśli poznasz kogoś innego.

A żeby to zrobić, trzeba dać sobie szansę. Odśwież swoje znajomości, wyjdź czasem do klubu czy zapisz się na jakiś kurs(Jeśli zawsze chciałaś nauczyć się jakiegoś języka będzie jak znalazł), żeby poznać nowych ludzi i przy okazji nabyć jakieś umiejętności. Podsumowując:


1. Akceptacja
2. Oddanie się temu co lubisz najbardziej(W połączeniu z mijającym czasem sprawi, iż nie będzie tak boleć)
3. Szukanie kogoś nowego. Im dłużej szukasz, poznajesz nowe osoby, tym większa szansa że znajdziesz kogoś wartościowego.


Pozdrawiam Cię serdecznie smile

Prowadzę darmowe konsultacje w zakresie budowania związków i zdobycia osoby, która Ci się podoba. Po prostu napisz z czym masz problem, a postaram Ci się pomóc.

5

Odp: Nie będę z nim

Jest mi strasznie ciężko. Zwłaszcza, że teraz święta i za kilka dni byłaby nasza 6 rocznica, a potem Sylwester. Nie wiem, jak ja to przeżyję. Najgorsza jest myśl o tym, że jestem komuś po tylu latach tak bardzo obojętna, że ta druga osoba nie myśli o mnie, nie tęskni,  nie kocha. A obojętna mu byłam od dłuższego czasu.  Niepotrzebnie się wprowadziłam do niego,  gdybym została w domu rodzinnym oszczędziłabym sobie kłopotu, a może i nie, może by te wszystkie jego złe cechy nie dotarły do mnie z taką intensywnością.
Przy wyprowadzce powiedziałam mu, że chcę wrócić do domu, że jest mi tu źle, że nikogo tu nie mam (nawet jego tak naprawdę nie miałam), i że chcę kupić bilet na autobus bo tak dalej nie wytrzymam. Nie wydawał się tym specjalnie zainteresowany. Nie ruszały go moje łzy. Przypomniał mi tylko o naszej umowie (rozumiecie, umowie!), że z nim zostanę w tej miejscowości i przeprowadzimy się razem do tamtego drugiego mieszkania. Zero uczuć, zero emocji. Ja w takiej sytuacji powiedziałabym przede wszystkim coś w stylu "kocham Cię, nie jedź, jakoś sobie poradzimy z tym wszystkim", a on mi tylko przypomniał na co się umawialiśmy. To go spytałam, co mam według niego robić, bo nie chcę, żeby mój powrót do domu był równoznaczny z rozstaniem. Dostałam odpowiedź, że jestem dorosła i potrafię sama decydować, a to jest prosta decyzja. Na takie słowa nie pozostało mi nic innego, jak po prostu się spakować i wyjść. Nie zrobiło to na nim wrażenia. Po cichu liczyłam, że powie, żebym została bo mnie kocha, a on leżał na łóżku, grał w jakąś głupią grę na telefonie i przeglądał śmieszne obrazki w internecie. Pod koniec, jak już byłam prawie spakowana wstał z łóżka i zaczął sprzątać w mieszkaniu. Prosiłam go wcześniej 3 tygodnie o to, żeby poukładał swoje ubrania i części, bo nie można było przejść w pokoju bez potykania się. Ja nie jestem pedantką, sprzątam jak jest trochę brudno, jak każdy normalny człowiek. Jednak to, co on robił wokół siebie było przesadą. Wracając do tematu, uważam, że ten ostatni bałagan był robiony mi na złość, a jak zobaczył, że się wyprowadzam to mógł już spokojnie zacząć ogarniać. Kiedy wychodziłam z mieszkania z walizką otworzył drzwi do pokoju, spojrzał na mnie i z dziwnym, ironicznym uśmiechem mi pomachał na pożegnanie. Odmachałam mu. Byłam w takim szoku z powodu jego zachowania, że zrobiłam to bezwiednie. Tak naprawdę powinnam się wrócić do mieszkania i mu przywalić, żeby mu ten uśmiech znikł z twarzy. Myślałam o tym całą drogę do domu. Najlepsze w tej sytuacji było to, że nie obchodziło mnie kompletnie, że ludzie na przystanku gapią się na moją zapłakaną twarz. Czułam ulgę. Ulgę, że już więcej go nie zobaczę. Teraz ta ulga ustępuje uczuciu przerażenia, że już więcej go nie zobaczę, nie porozmawiam z nim, nie przytulę go. Byłam w tym mieszkaniu jeszcze potem 2 razy. Raz się z nim tam spotkałam przy okazji zabierania reszty rzeczy. Miałam nadzieję, że będzie na uczelni, ale nie poszedł na zajęcia. Chciał rozmawiać, ale przemawiała przez niego raczej złość, niż tęsknota i miłość. Powiedziałam, że nie mamy o czym rozmawiać. Padło wiele gorzkich słów z mojej strony, jednak ich nie żałuję, potrzebowałam tego. Myślę, że on też potrzebował zimnego prysznica.
Zarzucił mi, że kłamałam, kiedy mówiłam, że chcę mieć z nim rodzinę. Nie kłamałam. Chciałam wziąć z nim ślub, mieć dzieci. To właśnie był jeden z powodów rozstania, jak już wcześniej wspominałam. Mimo, że jestem bardzo młodą osobą (prawie 22 lata), to z roku na rok robię się starsza, a nie młodsza i nie chcę zmarnować sobie życia u boku nieodpowiedniej osoby. Za rok byłoby mi ciężej się rozstać. Nie chcę też takiego ojca dla moich dzieci.
Uważam, że część winy za jego paskudny charakter ponosi jego matka. Psychiatrą nie jestem, ale uważam, że z tą kobietą było coś nie tak. Jedyną formą komunikacji ze światem był dla niej krzyk. Taki, że uszy pękają. Potrafiła krzyczeć z każdego powodu. Byliśmy w tamtym drugim mieszkaniu sprzątnąć po remoncie. Zadzwoniła do mojego byłego chłopaka, że ma zakręcić gaz bo na pewno go odkręcał. Gaz zakręcony miesiąc wcześniej, kuchenka nie podłączona, nic nie było na niej robione. Ale nie, on na pewno odkręcał gaz. Powstała z tego powodu awantura, bo on mówił, że gaz zakręcony i nie był ruszany, a ona miała swoje racje. Na dodatek zaczęła ciągle przyjeżdżać do nas pod pretekstem doglądania remontu (była współwłaścicielem mieszkania, do którego mieliśmy się wprowadzić). Ona wybrała farby na ścianę, a to przecież my mieliśmy tam mieszkać. Rozumiem kwestie finansowe, ustalenie jakiegoś budżetu, bo remont był z pieniędzy, które ona otrzymała ze sprzedaży domu, ale to my mieliśmy tam mieszkać i żadna dla jej portfela różnica, czy ściany byłyby zielone, czy czarne. Mieszkanie miało być urządzone dla nas, ale i tak w praktyce nie miałam nic do powiedzenia (jak już mówiłam, rozumiem kwestie finansowe, ale jako kobieta mogłam chłopakowi pomóc w wyborze mebli, firanek, poduszek na kanapę). W momencie zakończenia remontu chciała przyjechać zanim pracownicy pojechaliby do domu, żeby ocenić, czy równo jest pomalowane. Taka wyprawa to zmarnowany cały dzień, a mój chłopak jest  osobą dorosłą i mógł sam ocenić, czy farba położona jest, jak należy. Z każdą drobną sprawą dzwoniła albo przyjeżdżała i krzyczała i krzyczała. Powiecie, nie moje mieszkanie to i nie moja sprawa, kobieta może przyjeżdżać, kiedy chce, ale po prostu tego dnia coś we mnie pękło i powiedziałam, że dla jego mamy to cały dzień zmarnowany, a my dwoje możemy ocenić  czy wszystko jest w porządku i żeby nie przyjeżdżała co drugi dzień około 100 kilometrów w jedną stronę, bo to bez seny, kiedy dorosły syn, współwłaściciel mieszkania jest na miejscu. Ostatecznie nie przyjechała. Kolejna sytuacja sprzed roku. Moja babcia była na zakupach, zobaczyła na mieście klapsydrę, zadzwoniła do mnie i dane się zgadzały. Ja spytałam mojego chłopaka delikatnie, jak nazywa się jego dziadek, czy na pewno nie umarł 2 dni wcześniej. Odpowiedź: nie, no co ty. Pojechałam zobaczyć klapsydrę na własne oczy, może babcia coś pomyliła, ale nie, wszystko się zgadzało. Pojechałam pod blok, w którym mieszkał jego dziadek, na drzwiach wisiała klapsydra. Zadzwoniłam do chłopaka, żeby wyjaśnił z rodziną tą sytuację. Jego mama wcześniej prosiła go, żeby przyjechał w środę (dzień pogrzebu) bo ma dla niego jakieś dokumenty do podpisania. A co by było jakby nie przyjechał? Nawet nie wiedziałby, że jego dziadek zmarł i został pochowany. Zrobiło mi się strasznie żal, ze rodzina go tak traktuje, nawet się popłakałam ze współczucia, chodziłam smutna. Jednak cała sytuacja zamiast skupić się na zachowaniu jego matki, skupiła się na mnie, bo powiedziałam, że jej zachowanie jest nienormalne. Wyżył się na mnie, przestał się do mnie odzywać (gdyby nie ja, nie wiedziałby nawet o śmierci dziadka). Oto jak zostałam doceniona...

Reklama

6 Ostatnio edytowany przez niewiemcosiedzieje (2016-12-23 15:33:38)

Odp: Nie będę z nim

Hej Rosemadder, jestem w podobnej sytuacji, naiwnie czekałam na zmiany, łudziłam się, że mu zależy, słuchałam bzdur jednocześnie ignorując czyny, bo wolałam co mówił, ale było tylko gorzej, wpakowałam się w jakieś załamania, nie potrafiłam kontrolować emocji. Dziś już podjęłam decyzję i mimo, że wiem że słuszną to ciągle mi źle i smutno. On ma to w nosie, bo od dawna byłam nikim ważnym. Myślę, że u mnie to kwestia uzależnienia, strachu.
Bardzo trzymam za Ciebie kciuki, widać, że tak dojrzale i mądrze do tego podeszłaś i chyba nie pozostaje i Tobie i mnie nic tylko nie myśleć i dać sobie czas.

Aaa i wiesz, co jego matka podobna była, wymyśliła że powinien wziąć kredyt z nią i siostrą na mieszkanie. Potem jak przez jakiś czas mieszkałam z nim i jego siostrą to przyjeżdzała i robiła swoje porządki np. po jej wizycie w naszym pokoju były inne firanki i jakieś okropne obrazki na ścianach. On słowa nie powiedział, a matka stwierdziła, że to jej mieszkanie, ona spłaca kredyt, a oni płacą za wynajem.
Także powinnam się cieszyć i gdzieś tam w głębi cieszę się i jestem dumna z decyzji, ale bardzo boli.

7

Odp: Nie będę z nim

Droga niewiemcosiedzieje, może zabrzmi to dziwnie, ale chyba dla nas obu pocieszeniem powinna być sytuacja, że nie jesteśmy same w tym wszystkim. Obie mamy podobną sytuację. Doskonale wiem, jak się czujesz. Umysł mówi jedno, a serce drugie. Chociaż postanowiłyśmy sobie stanowczo, że to koniec związku i tak odczuwamy ból. Ciesz się, że nie wpakowałaś się w ten chory związek z jego matką i siostrą, tak jak ja się cieszę, że nie będę już mieć nic wspólnego z jego rodziną. Nie pozostaje mi życzyć Ci nic innego, jak wytrwałości i spokoju. Pozdrawiam

8

Odp: Nie będę z nim

Co do dwóch rzeczy oni mieli rację. Jeśli ona współfinansuje to ma prawo przyjeżdżać, doglądać, krytykować etc. A co do akcji z pogrzebem dziadka to nie była Teoja sprawa jakie oni mają stosunki między sobą. Ta sprawa w żaden sposób Cię nie dotyczyła, mogłaś go o tym poinformować i na tym Teoja rola powinna się skończyć.

9 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2016-12-23 18:40:50)

Odp: Nie będę z nim

Zasmucil mnie Twoj post, bo widac, ze jestes madra kobieta, ale niestety zwiazalas sie z kims kto na Ciebie nie zasluguje. Po czasie pewnie ciezej bylo Ci ciezej sie z nim rozstac, ale dobrze, ze to zrobilas. Odpowiedz sobie sama co zrobil dla Ciebie przez 6 lat. Widac, ze to Ty dla niego wiele robilas, a jego nie obchodzily Twoje uczucia, staral sie byc milszy wtedy, gdy chcial uprawiac seks, nie wspieral Cie, niewiele z Toba rozmawial i nie przejal sie, ze sie rozstajecie. Jemu juz dawno nie zalezalo, widac po opisie, ze to niedojrzaly chlopak, ktory gdybys nie zerwala nadal by z Toba byl, ale dla swojej wygody, ale nie dbalby o Ciebie, ciagle wolalby swoja pasje, a takze flirtowac z innymi dziewczynami. Musisz uswiadomic sobie, ze dobry zwiazek to wzajemnosc, jezeli jej nie ma to trzeba zerwac i lepiej szybciej niz po 6 latach, bo tacy ludzie rzadko sie zmieniaja, a im szybciej tym  jednak troche latwiej zerwac. Zajmij sie teraz tym co lubisz, potrzeba czasu, ale kiedys zrozumiesz, ze mozna znalezc fajnego faceta przy ktorym bedziesz szczesliwa. Wtedy juz nie bedzie Ci szkoda, ze z nim nie bedziesz, bo co z tego, ze jest sie w zwiazku jesli druga osoba rani.

Mozna byc szczesliwym i warto sie o to postarac. W zyciu nie jest jak w filmach, ze zly facet sie zmienia. Dlatego musisz poczekac, przetrwac ten bol i bedzie lepiej. Rozstanie boli nawet jak to byl nieodpowiedni dla Ciebie facet, ale to dla Twojego dobra i w chwilach niepewnosci przypomnij sobie jak cierpialas w zwiazku i czy wyobrazalabys sobie dalsze lata w takim cierpieniu. Lepiej teraz pocierpiec, a potem bedzie lepiej niz cierpiec cale zycie z kims takim.

Faktycznie skoro to byl Twoj pierwszy chlopak, to moze bolec bardziej. Jednak uwierz mi minie, tez jak rozstalam sie z bylym pierwszym chlopakiem, to bylo ciezko. Jednak czas pomogl i potem juz zaczelam jak najbardziej wyobrazac sobie zwiazek z kims innym kto bedzie dla mnie lepszy. Poznalam mojego faceta i jestesmy szczesliwi, jestesmy razem 8 lat. Poprzedni zwiazek to doswiadczenie, czlowiek uczy sie czego w zwiazku wiecej nie zaakceptuje i lepiej wie czego chce. Tez mialam mysli, ze juz nikogo nie pokocham, ale to zludzenie, po czasie przestaniesz tak czuc. To sa emocje, potrzeba czasu. Rozumiem, ze malzenstwo rodzicow sprawia, ze mozesz sobie wybierac zle chlopaka, choc mysle, ze nie zawsze, za pierwszym razem wiele osob sie myli. Nikt nie ma od razu wiedzy z kim chce byc i czego powinien wymagac. Potem juz ma taka wiedze chocby w pewnym zakresie. Dodatkowo pamietaj, ze Twoje zycie to Twoje wybory i niezaleznie od tego jak bylo w domu mozesz byc szczesliwa. Tylko potrzeba czasu, oczywiscie, ze teraz musisz pobyc sama, przemyslec wszystko i przejdziesz przez to zobaczysz :-)

Rozumiem tez, ze zabolala Cie jego obojetnosc. Jednak to trwalo juz dlugo, wiec nic nie wskazywalo na to, ze nagle zacznie sie starac. Najbardziej mysle boli to, ze nam zalezy, a drugiej osobie nie. No ale nic sie nie poradzi, a nikogo nie zmusi do milosci. Najlepsze co mozna to zerwac bo jak widac druga osoba tego nie robi z wygody.

"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"

Wisława Szymborska

10

Odp: Nie będę z nim

Przepraszam, że moje posty wychodzą takie długie, ale naprawdę nie mam nikogo, komu mogłabym się wygadać. Jak już mówiłam, ja też nie jestem święta i wiem, że wina za rozpad naszej relacji może leżeć gdzieś pośrodku. Jestem zazdrośnicą, nie lubię jak ktoś ma przede mną jakieś tajemnice. Wiele spraw związanych z jego koleżankami wyolbrzymiłam, ale od samego początku naszej relacji znał moje przejścia i wszystkie moje pretensje wynikały z tego. Nie wyobrażam sobie gorszego bólu w związku niż ten związany ze zdradą. Widziałam jak to niszczy ludzi. Jednak w większości przypadków nie zawiodła mnie kobieca intuicja. Mówił, że tam, gdzie idzie nie ma żadnych kobiet po czym widziałam zdjęcia jego jak siedzi otoczony dziewczynami. Nic razem nie robili, nie była to nawet impreza, ale samo kłamstwo się liczy. Brzydzę się kłamstwem. Uważam, że w związku nie powinno być tajemnic i kłamstw. Mój chłopak może i nie był typem kobieciarza, ale i tak się martwiłam jego zachowaniem.
Wiele razy złapałam go na kłamstwie. Taka kobieca intuicja. Do niczego niby nie doszło, ale jednak kłamstwo to kłamstwo.

Co do tego, że mu się znudziłam nie mam wątpliwości. Nawet się go spytałam, czy ja mu się jeszcze w ogóle podobam bo seks z miesiąca na miesiąc był coraz rzadziej i był coraz mniej przyjemny, jakby żadne z nas nie było już w niego zaangażowane. Więc może i on mi się znudził? Zapewniał, że jestem najpiękniejsza na świecie, że mnie kocha. Jednak to chyba były puste słowa. Potem, jak zamieszkaliśmy razem zrzucił winę na moją brzydką pizamę, jak już mówiłam. Mi on się podobał. Może nie był typowym przystojniakiem,  miał brzuszek, ginekomastię, był bardzo wysoki i trochę otyły. Jak się poznaliśmy był szczuplejszy, ale nie przeszkadzało mi to. W końcu to ciało mojego chłopaka, którego kocham i akceptuję jego wady i zalety. Sama nie jestem doskonała. Z wielką chęcią go przytulałam, chciałam całować i dotykać. Może ja mu po prostu spowszedniałam i nie potrafił sobie z tym poradzić? A ja przecież nie zmuszę nikogo do miłości i nie będę nikomu na siłę wciskać się w pole widzenia, kiedy ewidentnie nie czerpie z tego przyjemności.

Jego pasje były na pierwszym miejscu priorytetów. Odeszłam też dlatego, że bałam się późniejszych ograniczeń finansowych. Jak już wspomniałam, bardzo lubię wizaż, testowanie nowości i tworzenie nowego wizerunku do zdjęć. Daje mi to radość, a po rozstaniu nawet  chęć do wstania z łóżka. Wiem, może to nie jest wyszukana pasja, ale lepsza taka, niż brak zainteresowań (nie mówię, że nie interesuję się niczym poza wizażem, jest wiele innych rzeczy, które mnie kręcą, stąd właśnie próby dostania się na ciężkie studia). Jednak on chyba tego nie rozumiał. Skarżył się, że za dużo wydaję na kosmetyki. Nie były to ani jego pieniądze, ani nawet wspólne. Ja nie czepiałam się kiedy co tydzień przychodziły pocztą nowe zabawki dla niego. Też nie moje pieniądze. Rachunki zapłacone, nie chodził głodny, więc problemu nie ma. Kiedy kupił sobie jakąś nową rzecz to mi się chwalił. Ja się na tych super hiper mega parametrach i innych sprawach nie znałam, ale słuchałam zawsze, co z tego złoży, pomagałam mu mierzyć, podsuwałam pomysły. Jak to typowa baba. Nie oczekiwałam, że w ramach popierania mojej pasji zacznie się malować, albo oglądać ze mną tutoriale (chociaż ja z nim całymi dniami oglądałam jego filmiki instruktażowe, nawet jak przychodził do mnie to cały czas szukał czegoś w internecie i oglądał), ale oczekiwałam, że chociaż powie, że ładnie się dziś umalowałam. Słyszałam tylko, że marnuję pieniądze, że te rzeczy są mi niepotrzebne, że na miejscu mojej mamy zabrałby mi moje pieniądze i wydzielał na najpilniejsze potrzeby. A co, potem zabroniłby mi brania gorących długich prysznicy bo za dużo wody się na mnie marnuje? Najlepiej zamknąłby mnie w domu i nie pozwolił na żadne przyjemności. Uważam, że brak szacunku dla cudzych zainteresowań to prosty przepis na rozpad związku.
Jego zachowanie nasiliło się w tym roku. Zwracałam mu wiele razy uwagę, że nie podoba mi się to, że będąc u mnie w odwiedziny i tak cały czas poświęca oglądaniu serialu, którego ja nawet nie lubię w pokoju, gdzie nie możemy być sami, albo oglądaniu swoich ulubionych rzeczy w internecie. Nie słuchaliśmy mojej muzyki, nie oglądaliśmy moich filmów. Na początku związku się ostro buntowałam, włączałam na siłę, ale potem zrezygnowałam. Nie miało to sensu. Jemu nie podobała się moja muzyka, mi jego, ale i tak jej słuchałam, niejako pod przymusem. W ogóle jak patrzę na to wszystko już prawie 1,5 miesiąca po rozstaniu, to ten związek miał sens tylko przez pierwsze pół roku albo rok. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa. Podobał się nam obojgu czas spędzony razem. Mieliśmy mnóstwo tematów do rozmów, jak to na początku związku. Z drugiej jednak strony nie mieliśmy podobnych zainteresowań, gustu muzycznego i filmowego.
Wiecie co, jak tak się tu wygadam to potem czuję ulgę...

11

Odp: Nie będę z nim

Jedyne, co mi po nim teraz zostało to pustka. W głowie i sercu. Ale wiem, że zasługuję na naprawdę fajnego faceta, który się mną zaopiekuje, bo jestem trochę nieporadna i potrzebuję silnego ramienia, na którym mogłabym się oprzeć. Należy mi się ciepło i miłość.  Mam prawo wymagać tego od życia. Staram się wszystko sobie racjonalizować, bo w tym przypadku pójście za głosem serca jest równoznaczne ze zmarnowaniem sobie życia. On się tylko bawił moimi uczuciami bo było mu ze mną wygodnie.

12

Odp: Nie będę z nim

Moja sytuacja jest trochę inna, bo nie miałem okazji wejść w związek z kobietą którą kocham.
Ale jej podejście do mnie i podejście Twojego faceta do Ciebie są bardzo podobne.
Tak to już chyba bywa, że im bardziej zależy jednej stronie, to drugiej coraz mniej. Tylko co zrobić jak człowiek kocha?
Ja również się starałem, angażowałem, szukałem kontaktu, ale na siłę nie zmusisz kogoś do miłości.
Pozostaje nam zamknąć jeden rozdział, choć wiem że to trudne, i czekać na lepszą przyszłość.
Ty jesteś młoda i wiele jeszcze przed Tobą. Potrafisz kochać i zaakceptować drugą stronę taką jaka jest, więc bądź spokojna, znajdzie się fajny mężczyzna który doceni Cię taką jaka jesteś. Wbrew powszechnej opinii, ci porządni jeszcze nie wyginęli. Więcej optymizmu w tym nowym 2017 roku, a na pewno się wszystko dobrze poukłada.

13

Odp: Nie będę z nim

Facet183, można powiedzieć, że miałeś szczęście, że z tej relacji nic nie wyszło. Męczenie się w takim związku na dłuższą metę nie ma najmniejszego sensu. Wiem, co mówię.
Tobie też życzę wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku smile.

14

Odp: Nie będę z nim

Ale ja się i tak męczę wink Nadal mam kontakt z tą kobietą i wbrew zdrowemu rozsądkowi nie chcę jej stracić. Gdzieś tam w głębi serca mam nadzieję że jeszcze coś z tego będzie, ale rozum aż krzyczy aby to zakończyć. Straciłem już cały szacunek do siebie jako mężczyzny po tym całym zabieganiu o nią. No cóż, nowy rok, nowe decyzje. Mam nadzieję że serce w końcu zapomni. Tak to jest, że gdy jedno kocha za dwoje, to i tak nic z tego nie będzie, a pozostanie tylko smutek i rozczarowanie. Wszystko to niby wiem, a i tak nie mogę się od niej uwolnić. Ehhh życie, życie wink

15

Odp: Nie będę z nim

Przynajmniej masz tą świadomość, że Twoje postępowanie Cię niszczy. Spróbuj jakoś zadziałać dla swojego dobra, odciąć się od niej. Jak powiedziałeś, jedna osoba nie może kochać za dwoje. Spójrz nawet na moją historię. Udało mi się do niego zbliżyć, ale nie przyniosło to dla mnie nic dobrego. Widać, że sensowny z Ciebie facet i to smutne, że mówisz, że nie masz do siebie szacunku przez to wszystko. Posłuchaj rozumu, rozum dobrze Ci podpowiada. Przeczytaj sobie jeszcze raz swoje słowa i da ci to spokój wewnątrz. Napisz sobie gdzieś wszystko, co chcesz z siebie wyrzucić (nawet może być tu na forum) i potem sam to sobie przeczytaj na głos. Mi coś takiego pomogło i już teraz jest mi trochę lepiej.  Śpię dużo lepiej. Musisz zakończyć tą relację. Wiem, że Ci trudno, ale uwierz mi, nie ma nic gorszego niż zmarnowane życie. Może spotkasz dzięki temu miłość swojego życia bo otworzysz oczy szerzej.

16 Ostatnio edytowany przez Facet183 (2016-12-25 14:11:16)

Odp: Nie będę z nim

Ja to wszystko wiem wink
Powoli ograniczam z nią kontakt, ale czuję że takie coś przytrafiło mi się raz w życiu.
Ona była spełnieniem wszystkich cech jakie powinna mieć moja idealna kobieta, no prawie, bo mnie nie kocha. Ona postawiła sprawę jasno od samego początku, że nic nie czuje i abym nie robił sobie nadziei, no ale ta umiera ostatnia wink
Najgorsze jest to, że gdy poznaję jakąś kobietę, to porównuję ją z nią i żadna nawet nie zbliża się do niej. No cóż, widocznie nie każdemu pisane jest życie w szczęśliwym związku. I z tym optymistycznym akcentem wchodzę w Nowy Rok tongue
P.S. jak to niestety przewrotnie bywa w tym życiu, że cudowne dziwczyny trafiają na dupków, a porządni faceci na kobiety które ich nie chcą.
Pytanie, czy to z wami, czy z nami jest coś nie tak? wink

17

Odp: Nie będę z nim

Jesteś mądra i wytrwala kobietą. Skup się na odbudowaniu relacji ze znajomymi.

18

Odp: Nie będę z nim

Ten ból psychiczny odczuwam w całym ciele, jak fizyczny... Jakby ktoś wyrwał mi serce. Najbardziej mi przykro, że on tak łatwo dał mi odejść, jakby tego chciał, jakby tylko na to czekał... Nie chcę do niego wracać, ale uczucie, że jestem mu niepotrzebna mnie przygniata.

19 Ostatnio edytowany przez Sztynks99 (2016-12-27 01:48:27)

Odp: Nie będę z nim

Dziewczyno, mam to samo. Jeszcze wczoraj zobaczyłem fotki mojej byłem z innym kolesiem, uśmiechniętą. Sam ją zostawiłem, ale tylko i wyłącznie z jej powodu, wiem, że zrobiłem dobrze ale jest mi ciężko jak pomyślę, że tyle się starałem aby ten związek przetrwał i nie potrafiła docenić niczego a tu takie coś. Gdzieś jakby w głębi serca ciągle ją kocham, ale bardzo dobrze wiem, że nigdy już z nią nie będę, nie chcę z nią być, chciałbym ją wymazać z pamięci bo totalnie nie zasługiwała na mnie, ale nie potrafię i to jest najgorsze. Minęły dwa miesiące a jak to zobaczyłem to aż musiałem wstać i się uspokoić, jakiś koleś ją obejmuje.. no kur...
Mam to samo uczucie bo jak kończyłem związek to jakby ona na to czekała dosłownie, jakbym nic nagle nie znaczył a na prawdę zasługiwałem z jej strony na wszystko po tym co dla niej zrobiłem i ile jej wybaczyłem, no cóż, takie życie.

20

Odp: Nie będę z nim

Nie przyjmuj tego jako "takie życie". My przecież zasługujemy na szczęście...
Wczoraj natrafiłam na Facebooku na jego zdjęcie z Sylwestra, na którego pojechał ze znajomymi. Zagotowało się we mnie. Ja walczę codziennie, żeby wstać z łóżka, żeby się nie popłakać nad talerzem zupy, żeby żyć, a on się bawi. Smutne, że po 6 latach jestem komuś tak bardzo obojętna, że ta osoba o mnie nie myśli. Zdecydowanie muszę iść dalej, nie mogę być tak zawieszona w przeszłości na wspomnieniach. Ciekawe, czy on w ogóle o mnie myśli. Ciekawe, czy znajdę jeszcze kiedyś miłość.

21

Odp: Nie będę z nim

Czuję się tak, jakby ktoś zabrał mojemu życiu sens, jakby osunął mi się grunt pod nogami... Nawet gdybym chciała do niego wrócić (co jest okropnym pomysłem), to nie mogę, bo on mnie nie chce. Jak można być z kimś 6 lat nie kochając go i nie chcąc? Jak można być taką świnią? Ja go tak bardzo kocham... Myślałam, że z dnia na dzień będzie mi łatwiej, ale jest coraz gorzej. Chciałabym z nim porozmawiać, spytać, co słychać, ale wiem, że on mnie nie potrzebuje w swoim życiu. Czuję się, jak żałosna nastolatka, która zakochała się beznadziejnie w jakimś palancie z wyższych sfer, kiedy w rzeczywistości jesteśmy obydwoje dorosłymi ludźmi. Będę musiała nauczyć się żyć ze świadomością, że największa miłość mojego życia, która mi się więcej nie przytrafi okazała się nie być tą wyśnioną. Okazało się, że uczucie i zainteresowanie było tylko z jednej strony. Czasami zastanawiam się, czy by mu nie podesłać linku do tego wątku, żeby zobaczył, co mam mu do zarzucenia, bo tak naprawdę od czasu rozstania nie rozmawialiśmy. Chciałabym mu wszystko wytłumaczyć, dlaczego odeszłam, ale wiem, że ani go to nie obchodzi, ani nie sprawi to, że do niego wrócę. To wszystko bez sensu. Ciekawe, czy na tym świecie czeka na mnie jakiś sensowny mężczyzna?

22

Odp: Nie będę z nim

Cierpienie jest naturalną koleją rzeczy po rozstaniu. Każdy przynajmniej raz przez to przechodził. Pewnie nie jest to teraz dla Ciebie pocieszeniem, ale ten ból z każdym dniem jest coraz mniejszy, tylko Ty tego jeszcze po tak krótkim czasie nie widzisz. Z kolei fakt, że nie masz z nim kontaktu, pozwoli Ci na szybsze wyleczenie się po okropnym i upokarzającym związku. Przyznaj to sama przed sobą, czy byłaś z nim szczęśliwa, raczej nie..., więc od teraz czekają Cię piękne chwile. Masz czas żeby zająć się sobą, swoimi pasjami, rozwijaj się, bo jesteś jeszcze bardzo młoda i korzystaj z uroków życia. Odnów stare znajomości, nie polecam imprezowania jako formy zapomnienia, tylko jakieś produktywne spędzanie wolnego czasu. Ja zapisałam się na kurs językowy, potem chodziłam do kina, sama do kawiarni posiedzieć z książką. Ciężko było na początku i to bardzo, szczególnie jak przechodziłam obok miejsc do których razem chodziliśmy. Z perspektywy czasu czuję ogromną złość na siebie, że potrzebowałam kilku miesięcy aby pójść po rozum do głowy. Moja rada jest taka: nie zastanawiaj się, czy czeka Cię jeszcze jakaś miłość w najbliższej przyszłości, bo masz to jak w banku. Nic na siłę, powoli wszystko się unormuje i odetchniesz z ulgą, że w końcu się uwolniłaś. Pozdrawiam i życzę powodzenia :-)

23

Odp: Nie będę z nim

nawet nie wiesz jak żałuję że dopiero teraz przeczytałam Twój post! Czuję się podobnie do Ciebie, mój związek może nie był taki zły, nie licząc ostatnich dwóch miesięcy, ale to co teraz czuję to dokładnie to samo. Nie był dla mnie odpowiednim mężczyzną, nie wspierał mnie, przestał się starać, a ja? Mimo to ciągle go kochałam. Po rozstaniu żadne z nas się nie ugięło, że chce powrotu, kiedyś tam wymamrotował, że żałuje, ale moim zdaniem to nic nie znaczące słowa. No właśnie sama chciałabym znać odpowiedź na Twoje pytania, jak to jest że potrafimy sobie wytłumaczyć, że ten ktoś nie jest dla nas, że nie chcemy w gruncie rzeczy powrotu, a jednak nadal coś boli... dziś też nie wyobrażam sobie nikogo innego, ale staram się odtrącać myśli, że tak też będzie. Liczę w środku że jednak poznam kogoś i będę mogła stwierdzić iż tylko wydawało mi się że to była moja wielka życiowa miłość, ale to czas pokaże!

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin
© www.netkobiety.pl 2007-2016