Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Nie jesteś zalogowany.
Strony: 1
Jakieś dwa tygodnie temu byłam na ślubie i przyjaciółki. Dokładałam wszelkich starań aby wyglądać jak "kobieta z klasą".Niestety moje wszelkie nadzieje, przygotowania spełzły na niczym. Już jadąc samochodem do kościoła dostałam wysypki na twarzy i karku, ponieważ przed wyjściem nałożyłam sobie nawilżającą maseczkę. Tak wiec pierwsze miejsce do którego sie udałam zaraz gdy dojechaliśmy na miejsce była toaleta. Tam starałam sie załagodzić podrażnienie przy pomocy kompresów z ziemnej wody:)
Po dwóch minutach przebywania w kościele złamałam obcas gdy chciałam wejść do ławy. Przez cała msze chwiałam sie na prawo i lewo i myślałam ze ludzie wezmą mnie za osoba która musiała sie już znieczulic.![]()
Po tym jak wytrwałam w kościele pojechaliśmy na sale. I tutaj znowu po pewnym czasie, a dokładnie po trzech godzinach, siedząc przy stole usłyszałam taki dziwne "prych". Po zmacaniu całego mojego ciała co sie okazało?? Ze szczelił mi zamek w spódnicy!!!!!!!! I najgorsze ze nie wiem dlaczego, chyba za dobrze gotowali:). Tak czy inaczej mama Magdy wzięła biała nitkę i pięknie zaszyła zamek w srebrnej spódnicy:)
Potem w miarę się uspokoiło, tanczyłam ze wszystkimi i świetnie sie bawiłam. Bez butów gdyż nie umiałam dłużej wystać na tych szpilkach. Ostatni skutek zabawy jaki poczułam w niedziele kiedy mama wyciągała mi drzazgi ze stop. Naliczyła ich sześć:)
Morał z tej przygody...im bardziej sie staram tym gorzej mi wychodzi:)
Offline
Rzeczywiście......pecha to Ty miałaś dziewczyno!! Ja myślę,że w takim dniu-żadne scenariusze tak naprawdę nie działają.Nigdy nie da się przewidzieć sytuacji,które będą miały miejsce.W czasie ślubu mojego syna- a siedziałam w pierwszej ławce - w pewnym momencie zaczęła się nerwówka- młodzi spoglądali na świadków,świadkowie na siebie- za chwilę jeden ze świadków podszedł do siostry młodej- poszeptali - i zdjęła z palca obrączkę i dała Mu ją.No....... pomyślałam...... gdzieś zgubili obrączkę.Reszta gości siedzących z tyłu -wogóle nie zauważyła,że coś się działo.Okazało się,że to kościelnemu,który szedł z obrączkami do ołtarza-upadła gdzieś - i nie mógł jej znależć.Ksiądz opóźniał moment zaślubin- ale nie dało się tego przeciągać w nieskończoność -obrączki nie było dalej.Stąd ceremonia musiała być w pożyczonej. Kościelny w końcu znalazł zgubę- i synowa szybko podmieniła ją-tę drugą -oddając synowi do kieszeni.Po wyjściu z kościoła wiadomo- życzenia,ryż,pieniążki........ i tak pojechali na salę weselną.Tam siostra synowej podeszła do młodych prosząc o zwrot swojej obrączki.Syn nerwowo zaczął szukać po kieszeniach........ obrączki niestety nie było.Co sie okazało? Obrączka leżała pod stołem- bo syn wyciągnął ją razem z chusteczką do nosa - zupełnie nieświadomie.Historia ta jest komiczna ale widzisz aleX ...... i takie się zdarzają na ślubach
Offline
O kurcze, Danusiu ! Ta historia z obrączkami jest trochę mroczna .... Gdybym była bardziej przesądna.. kto wie - powiedziałabym; fatum ?!
- no nie, żartuję.
Ale mój mąż, który jeśli chodzi o obrączki jest odrobinę ostrożny, zabraniał mi wkładać moją obraczkę przed ślubem, a gdy wreszcie po wielu latach bycia ze sobą wzięliśmy ślub - zamówił nowy komplet obrączek twierdząc - że te - które przygotował poprzednio "nie zdały egzaminu".
aleX-to historia jak u Bridget Jones !!! ale się uśmiałam (no przepraszam - ale to bardziej śmieszne niż godne wspólczucia!)
Mnie przytrafiła się kiedyś podobna historia z maseczką na twarz, po niej na całe życie zapamiętałam sobie lekcję, by nowych kosmetyków nie stosować przed ważnymi wydarzeniami/wyjściami.
Pozdrawiam. ![]()
Offline
oxyewa- wystarczy,że moja teściowa jest przesądna......co Ona nie nagadała mojemu mężowi przed ślubem-a to ,że ma mi koniecznie nadepnąć na suknię-/szczęście,że była długa,bo jakby depnął trzewikiem na krótką????? aż strach pomyśleć!!/ żeby okręcił mną przed ołtarzem,żeby nie puszczał ani na chwilę jak będziemy odchodzić z klęczników.......... och!!!!!!!!! naiwna..........haaaaaaa i tak dominowałam w naszym związku ....... i na nic zdały się napomnienia przedślubne. Wiesz........ a tak poważnie - troszkę "trząsnęły" mną te perypetie z obrączką.Jednak wychodzę z założenia,że żadne fatum nie decyduje o szczęściu czy nieszczęściu- i jeśli młodzi będą pielęgnować swoje uczucia,rozumieć się,wspierać wzajemnie- to żadne gusła w tym nie przeszkodzą- by byli szczęśliwi.
Ostatnio edytowany przez Danusia (2008-10-08 13:30:58)
Offline
przypomniało mi się że jak moi rodzice odchodzili od ołtarza(a byli bardzo młodzi moja mama 16lat,tata 19)to babcia też nagadała mamie a druga tacie że mają się nie puszczać po odejściu z klęcznika,i koniecznie to "TY"(do rodziców) masz przeciągnąć drugie na swoją stronę.
Moja mama tak się skupiła na tym przekręcaniu po ceremonii że po pierwsze nic z przysięgi i ceremonii nie pamiętała,a po drugie jak tylko wstali,goście się patrzą co jest a ci stoją przy tym ołtarzu i jedno w tą a drugie w tamtą dobre pare minut to trwało aż się wreszcie puścili i jedno w prawo a drugie w lewo.Po półtora roku się rozwiedli.Coś w tych przesądach jest.
Offline
Woow.. niezłe historie
brysia- u mnie w rodzinie też był podobny przypadek- moja ciotka rozwiodła się z wujkiem po jakimś roku, a przytrafiła im się podobna sytuacja w kościele jak u Twoich rodziców.
Ja, rok temu, świadkowałam u mojej siostry na ślubie. Najpierw, przed mszą, usiadłam na czymś tłustym moją śliczną, pomarańczową sukienką
Plama była widoczna z 200 m ...
- niektórzy pytali czy nie dostałam okresu.. (o matko!!!) Później, już na sali, w wyniku dość ekspresyjnego tańca, mój brat oderwał mi guzik od już i tak nieszczęsnej sukienki, który potem- w sposób niezwykle zgrabny, czarną (!!) nitką przyszyła mi moja siostra... No a potem nie zdziwił mnie fakt, kiedy od moich butów odleciały wszystkie koraliki i cekinki, jakie tam były przyszyte..
Więc ja także znam smak porażki po wielkiej batalii starań ![]()
Ostatnio edytowany przez Ansja (2008-10-09 09:40:30)
Offline
Ansja-no to troszkę wstydu było szczególnie z tą plamą jakby od okresu.Właśnie bywa i tak ale cóż trzeba robić uśmiech na 5+ i udawać że tak właśnie miało być.Wtedy to dopiero wszyscy są zdziwieni
Offline
Fakt, nadrabiałam miną
Ale z tą plamą nie było tak źle, w sumie to spodziewałam się zgryźliwych uwag pod moim adresem od niektórych osób no i się doczekałam
Ale to mnie nie zbiło z tropu i bawiłam się na ile mi sił wystarczyło ![]()
Offline
i tak powinno być!grunt to poczucie humoru nie zawsze przez innych zrozumiane ale.......co tam
Offline
Z weselnych historii przypomniała mi się jedna - bo akurat gotuję buraczki-a z nimi też w jakiś sposób się ona łączy.Trzy lata temu w soboty dodatkowo pracowałam w jednej małej firmie.Pojechałam do pracy - i dwaj koledzy przyszli do mnie- z zapytaniem- czy bym nie pojechała z nimi w delegację na wesele do kolegi z pracy.Zapytałam kiedy- a oni...... dzisiaj. Dzisiaj- to niemożliwe odpowiedziałam- mam do gotowania buraczki w słoikach.Eeeee oni na to - jak o 14 zawieziemy Cie do domu to na 16 zdążysz i ugotować buraki i uszykować się.Rzeczywiście- sprawnie się urychtowałam- buraki na piec,ja do wanny- a że mam naturalnie kręcone włosy- nawet z fryzurą nie było kłopotu.Sukienka taka elegancka tez jakaś w szafie była- buty na obcasie -oczywiście - i w drogę.Gdy Pan Młody zobaczył mnie w kościele- ze zdumienia-aż oczy wytrzeszczył- bo na pewno się mnie nie spodziewał.I wyobraźcie sobie- to był trzeci taniec na tym weselu- ja trzeźwiutka jak niemowlę .Goście zrobili koło- a młodzi wybierali sobie patrnerów do tańca.Młody przyszedł i poprosił mnie.To był dość energiczny taniec,ja w sukience do pół łydki,na wysokich obcasach- jak mną zaczął wywijać- zahaczyłam obcasem o listwę sukni- i walnęliśmy oboje - na glebę.Upadłam na nadgarstek lewej ręki a On- padając walnął mnie w kostkę od prawej nogi.Bolało jak diabli ale dzielnie bawiłam się dalej.Jednak po pewnym czasie i ręka i noga zaczęły puchnąć- i nie widząc innego wyjścia -zawieziono mnie do szpitala.Tam prześwietlenie- okazało się,że ręka jest złamana a kostka na szczęscie tylko wybita. Oczywiście założyli mi elegancki gips -i z tym gipsem "wparadowałm" na salę weselną.Wszyscy osłupieli - bo mało Kto zauważył ten incydent z "wywrotką".Ja niestety-tylko zabrałam swoje rzeczy i pojechałam do domu.
Offline
dziewczyny mysle że nasze historie nadaj się na jakis dobry scenariusz:) ubawilam sie po pachy... smialam sie a w biurze patrzyli mina mnie jak na wariatke:) ale co tam.., dzieki wam przynajmniej wiem ze nie mam zadnego zlego fatum. Nie jestem sama:)
Offline
juzia38 napisał:
miałaś pecha nie da sie ukryc ale zawsze moglo byc gorzej
Juzia..........ale 5 tygodni nosiłam gips na lewej ręce i jako,że jestem leworęczna- nie umiałam sobie radzić z podstawowymi czynnościami.Jedynie z jednym nie było kłopotów- moi koledzy z pracy- na zerwanie chcieli bym chodziła do wc- bo trzeba mi było rozpinać spodnie a oni jakoś bardzo byli do tego chętni.
Offline
No Danusia, Ty to masz przygody ! Czekamy na sprawozdanie z jutrzejszego wesela. Baw się dobrze i uważaj na siebie ! ![]()
Offline
Strony: 1