Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Czy miałyście do czynienia z facetami, którzy pomimo, że są dorośli trzymają się maminej spódnicy? Ja poznałam faceta, który pomimo swoich 26 lat mówił do mamy: kocham Cię. Co o tym myślicie oraz jak poznać maminsynka, żeby się nie wpakować w relację z kimś takim.
Offline
Wiesz co, nie przesadzałabym z tym, że dorosły facet nie może powiedzieć mamie, że ją kocha... To dla mnie jeszcze żaden objaw faceta w krótkich spodenkach ![]()
Ale tak, byłam z takim facetem. Uzależniał nasze spotkanie od opinii rodziców i wolał się nawet nie spotkać, byle się nie nasłuchać (bo nasz związek, mimo, że niewiele o nim wiedzieli oczywiście im się nie podobał). Oświadczył w którejś rozmowie, że rodzice stoją dla niego na pierwszym miejscu, bo wiele im zawdzięcza i nie zamierza tego zmieniać.
Dla każdego normalnego, dojrzałego człowieka rodzice mogą być źródłem porady, ale nie ośrodkiem decyzyjnym. Rodzina, którą mężczyzna zakłada powinna stać ponad rodziną, z której wyszedł - i jeśli ta kolejność nie jest zachowana, to mamy do czynienia z małżeństwem, w którym są wiecznie ponad dwie osoby.
Oczywiście nie chodzi o jakieś nie szanowanie rodziców czy podchodzenie do nich z pogardą, ale człowiek dorosły i odpowiedzialny umie odpowiedzieć rodzicom "Wiem, że mnie kochacie, ja Was też, wiem, że chcecie dobrze, ale tak postanowiłem i nie zamierzam zmienić swojej decyzji".
Zresztą łatwo zauważyć, że im więcej lat potakiwania i kierowania się w życiu wolą rodziców facet ma za sobą, tym trudniej przyjmują oni samodzielność czy nie daj Boże brak porozumiewania się z nimi przy podejmowaniu życiowych decyzji. Facet w silnym związku z matką często też boi się poruszać z nią drażliwych tematów i unika konfrontacji (np. nie przedstawia kobiety, z którą jest, żeby nie narazić się na krytykę).
To nie są reguły, bo wiadomo, że mężczyźni mogą prezentować różne stopnie uzależnienia od matki, ale w związku dwojga dojrzałych ludzi rodzice rzadko będą problemem...
Dobrym przykładem jest tutaj mój ojciec. Kiedy jego matka na każdym kroku krytykowała moją mamę, prowokowała bezsensowne kłótnie i próbowała sterować ich dorosłym życiem, stanął przed nią i powiedział, że to jest jego żona, najważniejsza dla niego obecnie kobieta, a jeśli się z tym nie pogodzi to ich więcej nie zobaczy.
Offline
Yvete masz rację w tym co piszesz. Dla mnie było to dziwne że facet tak łatwo wyraża swoje uczucia i potrafi od tak mówić matce, ze ją kocha. Ja takich słów nie potrafię powiedzieć, choć też kocham, ale bardziej czynem to moge wyrazić, nie słowem. To chyba zalezy od wychowania.
To ostatnie zdanie które napisałaś o swoim ojcu jest bardzo ważne. Facet, który wie czego chce i rozumie iż najważniejsza jest żona i jego własna rodzina zawsze tak sie zachowa i powie swojej matce, że musi to zaakceptować, stanie murem za swoją kobietą. Tak powinno być, ale nie zawsze tak jest.
Mnie niestety moja teściowa, niedoszła, rozwaliła związek, przez to, że chciała nie tylko sterować moim życiem i mojego chłopaka, ale także manipulowała nami (np. kłamiąc, próbując wpłynąć na nasze życiowe plany, wybór pracy, zachowanie itp.)
, chcąc wiedzieć absolutnie wszystko co robimy, gdzie i z kim spędzamy czas, a nawet próbując organizować nam czas wolny, tak jak ona by chciała, wmawiąjac nam to jacy jesteśmy, albo że spotykamy się z nieodpowiednimi ludzmi. Ona chciała znać kazdego jego kolegę, a potem takze moje koleżanki (szok), rozmawiac z nimi, dzwonic do nich... Przykra kobieta.
Tak wszystko ogarnęła, że mój chłopak nie miał siły (albo nie chciał) powiedzieć jej że ma swoje zycie ze swoją kobietą i nic jej do tego. A i mnie zabrakło sił
, pomimo że staram się zawsze mieć swoje zdanie i zazwyczaj nie pozwalam zeby ktoś mną sterował.
Offline
nimfa, bardzo przykra sytuacja Cię spotkała
Ja jestem takiego zdania, że rodzice mogą dotąd opiekowac sie dziećmi z dbałością o kolegów, koleżanki, organizację czasu, wybór szkoły itp, dokąd dziecko nie będzie w stanie samemu podejmować świadome i odpowiedzialne decyzje. W czasach obecnych młodzież szybciej dojrzewa, szybciej też zaczyna podejmować mądre decyzje. Rodzice nie mogą się z tym pogodzić ;/ I tu zaczyna się problem.
Mama mojego chłopaka non stop go kontroluje, dzwoni nawet pięć razy dziennie, czasem próbuje i mną rządzić, jednak ja jestem konsekwentna w swoich decyzjach.
Tylko mój facet nie zauważa tego, że "spowiadając " się mamie ze wszystkiego staje sie maminsynkiem. I gdy mu zwracam na to uwagę, od razu zaczyna się kłótnia ![]()
Czasem zastanawiam się czy dla mężczyzny bycie maminsynkiem nie jest wyjściem komfortowym, bo z jednej strony mamusia o wszystko zawsze zadba, a z drugiej strony ukochana kobieta będzie skakać na paluszkach wokół swojego partnera.
My przez to cierpimy, a oni czerpią korzyści
((
Offline
Uważam, że samo to, że mężczyzna mówi swojej mamie, że ją kocha nie jest wyrazem tego,że jest maminsynkiem. Mój mężczyzna również mówie w mojej obecnośi swojej mamie np. "Mamuś wiesz, że Cie kocham?" lub coś w tym stylu i na początku byłam w ogromnym szoku... pozytywnym oczywiście, dlatego, że u mnie w domu nigdy się nie mówiło tego. Wszystko zależy od tego jak zostaliśmy wychowani. Jego mama tak go nauczyła i to, że jest już dorosłym mężczyzną nie oznacza, że nie może już tych słów używac wobec niej. I absolutnie nie jest mamisynkiem, wręcze nie lubi jak jego mama wtrąca się w jego życie i decyzje. On zawsze stawia na swoim i sam kieruje swoim życiem, choć czasem fajnie jak by jej posłuchał, bo ona ma podobne myślenie do mojego i czasem chciałybyśmy na niego wpłynac, ale niestety rzadko się to udaje ![]()
Offline
Wiesz, samo mówienie kocham Cię do mamy to jeszcze jest okay. Choć ja osobiście uważam że to jest mało męskie. Ale to tylko moja opinia.
Mnie chodzi o to raczej, że matka nie powinna manipulować (kłamać, jakieś intrygi organizować) związkiem dwojga dorosłych ludzi.
Barbie Twoja przyszła teściowa dzwoni do Twojego chłopaka a swojego syna kilka rzy na dzień, a moja niedoszła dzwoniła kilka razy na dzień do mnie, mówiąc mi jak mam się zachować wobec jej syna.
Offline
Oczywiście to juz jest przesada i po prostu ustawianie komuś życia. Wtykanie nosa w nieswoje sprawy zawsze kończy się źle.
A przeprowadziłaś kiedys powazną rozmowe z cztery oczy ze swoja niedoszła teściową?
Offline
Tak. Na początku podobało mi się że ona się interesuje mną, ale tylko na początku. Jak zamierzała zadzwonic do mojej koleżanki to powiedziałam stop.
Rozmawiałam z nią. Niestety nic to nie dało, robiła swoje. Mojemu chłopakowi to było na rękę, bo ona dobrze zarabiała i dawała mu kasę.
Offline
Czy to oznacza, że Twój facet nie widział problemu?
Współczuję tej kobiecie jej tupetu i bezczelności !
Offline
Widział problem (o np. wkurzał się jak dzwoniła do jego kolegów pytajac gdzie są na imprezie itp.), ale było mu wygodnie, bo wspierała go finansowo, miał wszystko podane na tacy i wtedy nie musiał pracować tylko spokojnie studiowac i zajmować się imprezami. Potem też nie chciał pracować, bo mamusia wszystko mu dawała. Ale osobiście uważam że problem tkwił w tej kobiecie. Smutne, ale tak się zdarza.
Offline
No jasne, że problem tkwił w kobiecie. Tylko szkoda, że akurat tacy ludzie decydują o naszych związkach.
Szkoda, że razem z chłopakiem nie walczyliście o siebie i nie utarliscie nosa "troskliwej" mamusi ![]()
Offline
Ja obecnie jestem w związku z mężczyzną, który był maminsynkiem. Jest jedynym synem swojej samotnej Mamy, z którą pod jednym dachem żył... 32 lata. Potem, gdy postanowiliśmy wyjechać razem na Wyspy, decyzja równała się podjęciu przez niego samodzielności. Ciężko w to uwierzyć, ale jednak to prawda. Pracował, pomagał Mamie, więc nie był od niej zależny, choć pieniędzmi rozporządzali wspólnie.
Z moich wizyt w ich domu pamiętam, że prawie zawsze we wszystkim byli zgodni; Niemal każda dyskusja, którą prowadzili, kończyła się wzajemnie skierowanym do siebie uśmiechem- taka idealna para Matka + syn. Obydwoje byli zawsze wobec siebie fair i choć nie mówili do siebie "kocham Cię" (co według mnie nie jest niczym złym- raczej zdolność mówienia sobie tego jest czymś niesamowitym, patrząc na bezpłciowość i brak wrażliwości dzisiejszych ludzi), to jednak widać było gołym okiem, że obydwoje nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Szczerze mówiąc, na początku ich więź wcale mnie nie mierziła- wręcz przeciwnie. Byłam pełna podziwu, że są jeszcze tacy rodzice i dzieci na świecie, którzy zrobiliby dla siebie absolutnie wszystko.
Pamiętam jednak wiele sytuacji, które potrafiły być niesamowicie irytujące- ilekroć szliśmy razem do jakiejś knajpy, do przyjaciół czy po prostu na spacer, on musiał co jakiś czas telefonować do Mamy i informować ją o wszystkim (przede wszystkim kłania się tutaj kwestia obiadu, na którego punkcie jego Mama była bardzo przeczulona. Na którą mam wstawiać ziemniaczki, dzieci?. Naprawdę zwracała się do nas per "dzieci", co było słodkie przez pierwsze 10 razy. Potem już nie bardzo). Zaczęło mnie z czasem mierzić słuchanie ciągłego "Mamuś" i "Synuś"- po prostu z czasem zrozumiałam, że to już nie miłość, jaką darzą się wzajemnie rodzic i dziecko, a po prostu nadopiekuńczość w połączeniu z maminsynkowatością. Dodatkowo głos mojego faceta z niskiego i męskiego, przy matce zmieniał się nie do poznania- dosłownie, jak bym słuchała 14-letniego chłopca, który właśnie przyszedł się pochwalić Mamie, że dostał piątkę z matematyki.
Pewnego dnia usiadłam z nim w pokoju i poważnie porozmawiałam. Po tej właśnie rozmowie powiedział, że jest w szoku. Nigdy sam siebie w takich sytuacjach nie słuchał i po czasie doszliśmy wspólnie do wniosku, że czas to zmienić
. Oderwałam go od Matki w dzień, w którym wsiedliśmy w samolot. Od tamtej pory zadziwia mnie jego zdolność do samodzielności, czego raczej nie spodziewałam się po tak długim życiu pod jednym dachem z Matką. Miłe zaskoczenie.
Niemniej jego Mama jest fantastyczną kobietą- w wieku 72 lat nadal prowadzi kwiaciarnię, jest kobietą w pełni mobilną i niesamowicie inteligentną. Rozmawiało i rozmawia mi się z nią świetnie
. No i co najważniejsze- jestem jej wdzięczna, że wydała na świat mężczyznę, z którym teraz mogę być
.
Offline
Youngwind gratuluję, że się Tobie udało. Myślę, że ta Pani (mama Twojego chłopaka) faktycznie jest czy była nadopiekuńcza, ale odnoszę wrażenie że to była ciepła kobieta, taka dobra, a moja niedoszła teściowa (poniekąd inteligentna) była po prostu wścibska.
Osobiście uważam że matki swoją nadopiekuńczością robią krzywdę swoim synom.
Mnie niestety zabrakło sił, żeby walczyć, choć próbowałam ![]()
Offline
nimfa napisał:
Youngwind gratuluję, że się Tobie udało. Myślę, że ta Pani (mama Twojego chłopaka) faktycznie jest czy była nadopiekuńcza, ale odnoszę wrażenie że to była ciepła kobieta, taka dobra
Tak, była i jest bardzo dobra
. Niestety, bywało i tak, że jej nadopiekuńczość była absolutnie obezwładniająca- czasami musiałam u niej w domu zjeść obiad, bo inaczej przecież wpadłabym w anoreksję...
Przez to, choć się to wyda śmieszne, zaczęłam mieć poważne problemy z żołądkiem. Byłam w ciągłym stresie, bo zwykłe nie, dziękuję, nie jestem głodna nie wystarczało. Taka typowa Mama działająca na zasadzie, że jedzenie jest najważniejsze; Miała ciągle wrażenie, że pomrzemy z głodu. To była potworna maniera typowo nadopiekuńczej Matki.
nimfa napisał:
a moja niedoszła teściowa (poniekąd inteligentna) była po prostu wścibska.
Po przeczytaniu Twojego postu muszę przyznać, że bardzo Ci współczuję. A czy próbowaliście ze swoim chłopakiem postawić się jego mamie? Niestety, nieraz działa tylko terapia szokowa. Takie kobiety nie wiedzą tak naprawdę, co robią swoim dzieciom i należy im to uświadamiać, zanim zrobi się za późno...
nimfa napisał:
Osobiście uważam że matki swoją nadopiekuńczością robią krzywdę swoim synom.
To prawda. Niestety większość matek nie zdaje sobie tak naprawdę sprawy z tego, że ich nadopiekuńczość wymazuje w ich własnych synach pewne cechy, które są kluczowym elementem w samodzielnym życiu. Ja znosiłam nadopiekuńczość mamy mojego faceta przez 2 lata i był to bardzo ciężki okres. Walka o to, by pozbyć się tych wszystkich "mamusiek" i "synusiów" była męcząca, ale owocna. Ta dobroć i ciepło jego mamy nieraz bywały przerysowane i irytujące. Myślę jednak, że czasami każda mama taka jest.
Ostatnio edytowany przez youngwind (2010-02-08 13:25:21)
Offline
U mnie sprawa przedstawia sie inaczej.
Matka mojego Lubego nie jest nadopiekuncza,tylko bardzo jej nie pasuje,
ze Moj poswieca mi duzo czasu.Wczesniej,zanim mnie poznal,pomagal jej
w domu,w interesie,ktory ona prowadzi,tam pojechal,tam zawiozl.
Jednym slowem taki chlopiec na posylki.
Jego matka nie potrafi zaakceptowac tego,ze teraz juz nie jest na kazde jej zawolanie,
bo ma mnie.
Czasami jest tak,ze on wybiera matke i swoja rodzine,zamiast mnie.
Najpierw mowi,ze gdzies pojedziemy o danej godzinie,a 10 min.przed
wyjazdem okazuje sie,ze musze czekac na niego z 2h.bo on pomaga mamusi.
Denerwujace jest to bardzo,zwlaszcza,ze najpierw mowi: 'Kochanie,nigdy wiecej
tak,czy tak nie zrobie....etc', a pozniej: ' zrobie to dla swietego spokoju'.
Moj facet jednym slowem rzuca slowa na wiatr,nie jest w ogole asertywny.
Kilka razy zrobilam mu o to awanture.Teraz jestem w stanie to przezyc,ale
pozniej.....co bedzie jak pojawia sie nasze dzieci i bede jego zona?
Powie:kochanie,a teraz jade do mamusi,zrobic to czy to?
Przeciez to JA I DZIECI powinnismy byc wtedy najwazniejsi.
Wybieglam co prawda duzo w przyszlosc,ale wydaje mi sie,ze jezeli on
teraz sie nie zmieni,to pozniej juz NAPEWNO bedzie taki.
Rozmawialam z nim kilka razy na ten temat,czasami zdazalo,ze sie,ze
wychodzilam bez slowa z jego domu,po czym on mnie zatrzymywal,
przepraszal itp.Ale to wszystko na marne.Jak grochem o sciane.
Jego matka niby mnie lubi i akceptuje,ale wiem,ze jakby mogla,to by mnie udusiła.
Offline
Zabiorę tutaj głos jako matka dwóch młodych mężczyzn (28 i 19 lat). Uważam, że nie ma nic złego w tym, że dorosłe dzieci mówią mamom czy ojcom, że ich kochają. Do mnie tak mówi nawet synowa, którą jest dla mnie córką. Problem pojawia się kiedy nadopiekuńcze mamusie nie potrafią w odpowiednim momencie odciąć pępowiny i zając się sobą i swoim życiem. Oczywiście matka powinna służyć radą swoim dzieciom nawet całkiem dorosłym, ale tylko wtedy, gdy sami o tę radę poproszą. A życie życiem dorosłych dzieci jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Pomoc rodzicom jest godna szacunku, ale może Amelio Twój chłopak ustali z mamą jeden dzień, kiedy będzie do jej dyspozycji?
Offline
Bylam w zwiazku z mamisinkem pol roku ,,,,i bylo stop dalej nie wytrzymam ,,,,,,Pamietam 21 w domu musial byc z psem wyjsc a jak byla sobota to mogl byc dluzej albo szlismy gdziesz to pytala sie o ktorej wrocisz on odp,,np..o 2 w nocy musial byc punktualnie o 2 bylo 2:05 juz dzwonila do niego gdzie jest .Raz sie umowilismy u niegona 16 jak bylam juz o 16u niego go nie bylo jeszcze napisal mi esa ze 2godziny musi zostac za kolege w pracy a nie doszla tesciowa patrzyla w okno jeszcze go nie ma gdzie on jest a ja powiedzialam jej ze napisal mi smsa ze 2 godziny pozniej bedzie a ona juz przezywala bo mi napisal a do niej nie zadzwonil ona sie martwi ,,,Wrocil po2 godzinach kazanie dostal oczywiscie bo nie zadzwonil do mamusi tylko mi napisal nic sie nie odezwal ,,,,Dzien moich urodzin oczywisice jego mamusia wymyslila jechac tego dnia do swojej mamusi na drugi dzien przyszedl i tak bylo w Dzien Moich imienin a moje imieniny przypadaja w Dzien Matki oczywiscie tez nie byl musial jechac z mamusia ...Moja siostra z mezem zaprosila nas do nich na obiad i on powiedzial ze nie moze przyjsc o 14 bo tutaj musi zjesc obiad bo mama mu zrobila awanture ze ma co jest jeszcze i cos jeszcze powiedziala ale nie pamietam ,,,,przyszedl pozniej ...A jak bylismy u niego to jak na obiedzie zostalam to synus zrob to tamto .....Raz sie z nia pokocil taki dym mial i jego mamusia mowila oj synus jej sie zmienil nigdy jej nie pyskowal ,,,,,,,,Oczywisice kase musial jej dawac na oplaty .....i raz powiedzial mi ze jak by mogla to cala kase by mu wziela ....
Offline
margolcia napisał:
Pomoc rodzicom jest godna szacunku, ale może Amelio Twój chłopak ustali z mamą jeden dzień, kiedy będzie do jej dyspozycji?
margolciu,nie da sie tak,bo on CODZIENNIE jej pomaga.
A zazwyczaj jest tak,ze jak juz mamy cos zaplanowane,to jemu 'cos' wypadnie i po naszych planach.....
Teraz wlasnie jest taka chwila.On pomaga mamusi,a ja siedze sama w domu i grzecznie czekam az
on zadzwoni i wtedy sie dopiero zobaczymy.Mam tego dosc.
Najgorsze jest to,ze juz sama nie wiem co mam z tym zrobic.
A moze to ja jestem taka zołzą?Albo za duzo wymagam?
Naprawde denerwuje mnie to,ze rodzina go nie szanuje
i w ogole nie dociera do nich,ze on ma mnie i swoje zycie,hobby,jakies zainteresowania.
Offline
Mój przyszły mąż też był mamisynkiem. O Matko!! Wolę o tym nie myśleć jak to było...
Ciągle zwracał się do niej Mamusia!Kiedy spał u mnie ona za każym razem pisała do niego sms'a na dobranoc i dzień dobry! W międzyczasie dzwoniła co jakieś 3 godziny co tam słychać, co robimy. O wszystkim musiała wiedzieć, kto z kim, po co, dlaczego, kiedy itp...
Matko jak sobie o tym wszystkim przypomnę to aż mnie ciarki przechodzą.
Na szczęście wystarczyła jedna rozmowa z Moim nieślubnym i wszystko po kolei zaczęło się zmieniać ![]()
Mimo iż trochę czasu to zajęło, teraz z czystym sercem mogę powiedzieć, że Mój Facet nie jest już mami-synkiem.
Najważniejsze żeby to wybranek zauważył, żę takie relację z mamusią nie są na miejscu, i że czas odciąć pępowinę.
Jeśli on już to zrozumie to już połowa sukcesu.
Od razu powiem, że Jego rozmowa z Mamusią na pewno nic nie zmieni. Ona obieca , że się zmieni , że będzie inaczej. Minie tydzień i wszystko wróci do poprzedniej postaci.
On poprostu sam musi pomału odcinać pępowinę.
Amelia Twój facet powinien pomału zaprzestać ciągłych pomocy mamie w rzeczach w których sama może sobie poradzić tym bardziej jeśli Wy macie swoje plany.
Najważniejsze i pewnie najtrudniejsze do zrobienia jest naprawdę szczera rozmowa z Twoim partnerem...
Offline
niteczko,wiele razy z nim rozmawialam,bo tak naprawde to tylko rozmawiajac
z kims,mozna rozwiazac swoje problemy.
Niestety jak juz pisalam,zadnych pozytywnych skutkow.
Offline
Niteczko, moje chłopaki też mówią do mnie Mamusia, tak samo jak synowa i nie widzę w tym nic złego. Starszy mieszka od lat osobno, ale młodszego zawsze pytam kiedy wróci i nie dlatego, żeby go kontrolowac, ale taki mamy od zawsze zwyczaj, że jak ja wychodzę z domu, to mówię o której mniej więcej będę, a on mówi mnie. Nie lubimy się o siebie martwić i na tym to polega. Tymbardziej, że młody jeździ na motorze i zawsze gdy dotrze do celu musi mi puścić sygnał lub smsa, żebym wiedziała, że jest cały i zdrowy. Ja natomiast w każdy piątek jadę 150km samochodem i gdy dojadę na miejsce dzwonię do młodego, że dojechałam. I nie ma to nic wspólnego z kontrolą ani ingerowaniem w moje lub jego życie.
Młody ma dziewczynę i jeśli ja chcę czegoś od niego np. narąbania drzewa, pomocy w zakupach itp., to pytam kiedy się z nią umówił i to czego od niego oczekuję musi zrobić zanim do niej pojedzie. Kropka.
Amelko, jeśli dobrze zrozumiałam, to Twój chłopak nadal mieszka z Matką?
Offline
margolcia napisał:
Amelko, jeśli dobrze zrozumiałam, to Twój chłopak nadal mieszka z Matką?
tak Margolciu i niestety bedzie musial jeszcze troche pomieszkac ze swoja
'kochaną' rodzinka,bo aktualnie to finansowo nie dalby rady.
Wynajecie mieszkania,jego umeblowanie,rachunki,koszty dojazu do pracy....
i jeszcze fakt,ze mieszkalby sam,beze mnie....
po prostu rece mi czasami opadaja.Brakuje mi juz sily do tego wszystkiego.
Offline