Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Kochane Forumowiczki/ Forumowicze. Piszę tego posta aby zrobić sobie podsumowanie tego co przeżywałam przez ostatni rok, poukładać wszystko w głowie i może kiedyś, któraś z Was trafi na niego będąc w podobnej sytuacji.
Rok temu, w styczniu postanowiłam założyć profil na jednym z portali anglojęzycznych. Chciałam porozmawiać sobie z ludźmi z różnych stron świata, nabrać więcej pewności w języku angielskim. Tworząc profil zaznaczyłam, że poszukuję "pen-pal'a" (tzn. kogoś z kim można sobie popisać w Internecie). Miałam wtedy 24 lata, poznałam pewnego mężczyznę- starszego o 14 lat. Mężczyzna był Szkotem. Potrafiliśmy rozmawiać godzinami, był zabawny, interesujący. Pamietam, że jednego wieczoru popłakałam się ze śmiechu (później dużo płakałam, ale bynajmniej nie z radości). Byłam na trzecim roku studiów, pewnego dnia zauważyłam, że biegnę do domu po zajęciach żeby go tylko zastać na MSNie. W pewnym momencie zaczął przeć na mnie o spotkanie, na początku nie chciałam się zgodzić- bałam się, w końcu nie znałam go. Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas z kamerkami, każdy wieczór spędzałam przed komputerem rozmawiając z nim. W końcu nie wytrzymałam, czułam, że się zakochałam i że musimy się spotkać. Przyjechał do Polski na weekend. Już przed pierwszym spotkaniem mówił o problemach, że ma jakieś wyjazdy, przesuwał przyjazd, w końcu jednak przyjechał. Byłam taka szczęśliwa, nigdy nie zapomnę mojego Szkota wychodzącego zza drzwi na lotnisku, do dzisiaj pamiętam jak był ubrany. Spędziliśmy miły weekend po czym wrócił do swojej ojczyzny. Po powrocie od razu planował mój przyjazd do niego. Wiedział, że studiuję dziennie i nie mam dochodów, kupił zatem bilet i po około 2 tygodniach znowu byliśmy razem. Podczas tego drugiego spotkania zauważyłam zmianę w jego zachowaniu. Był zimny, nie chwycił mnie ani razu za rękę, nie interesował się mną, gdy udaliśmy się np. na spacer. Po weekendzie wróciłam do Polski, przestał się mną interesować. Teraz wiem, że dostał to co chciał- seks. Bardzo go kochałam, chciałam być dla niego najlepszą kobietą z możliwych, czułam się dzieckiem mimo tego starałam się dorośleć jak najszybciej. Jego telefony starały się coraz rzadsze, w końcu ja dzwoniłam, przestał przychodzić tak często na MSNa, ja czekałam całymi wieczorami za nim, a on nawet smsa nie przysłał, że go nie będzie. Zaczęłam niknąć, stawałam się cieniem samej siebie. Gdy dzwonił pytałam o spotkanie. Najpierw mówił, że jak tylko skończę egzaminy i będzie lato przyjadę do niego na te kilka miesięcy, wierzyłam i czekałam, zdawałam nawet przedterminy żeby być jak najszybciej przy nim. Jak nie trudno się domyśleć, nie spędziliśmy ze sobą lata. Wycofywał się, mówił, że nie ma czasu. Mimo tego nadal czekałam, że może zmieni zdanie. Zanim nadeszło lato, wiosną pojechał ze swoimi kolegami do Hiszpani, z której dzwonił opowiadając mi o dziwkach i striptizerkach. Płakałam każdego dnia, bo przecież mógł wtedy przyjechać do mnie... W końcu w lipcu spotkaliśmy się znowu na weekend. Nie wziął mnie wtedy do domu, pojechaliśmy do hotelu, tłumaczył, że chce odpocząć. Ufałam mu. Jeden wieczór doszedł we mnie bez żadnego zabezpieczenia, następnego dnia wracałam do Polski. Poszłam do ginekologa po tabletkę "po", nie chciałam jej łykać, tak bardzo go kochałam, chciałam mieć z nim dziecko. Wierzyłam, że pewnego dnia będziemy razem, założymy rodzinę (w końcu on tego chciał przecież, opowiadał mi takie rzeczy wieczorami. Mówił, że mnie kocha i że chce być ze mną). Gdy zapytałam go czy wziąć tabletkę powiedział mi, że to moja sprawa. Zabolało jak cholera. Wzięłam tabletkę. Czułam się po niej fatalnie. Z niecierpliwością czekałam na okres, bałam się, on przestał w ogóle do mnie dzwonić. Zrobiłam sobie test, wyszedł "pozytywny". Zadzwoniłam do niego i na pytanie, czy chce wiedzieć jaki jest wynik, powiedział, że nie ma czasu ani ochoty teraz na takie rzeczy i mam go poinformować innym razem. Płakałam cały wieczór. W końcu zrobiłam dwa kolejne testy wyszły negatywne, potem dostałam okres. Znowu zaczął się odzywać. Mimo wszystko stawałam sie z dnia na dzień cieniem siebie, płakałam każdego dnia. Nie mogłam zrozumieć dlaczego nie mogę z nim być. Gdy udało mi się z nim porozmawiać na MSNie pytałam dlaczego tak to wszystko wygląda, on na to odpowiadał, że "jest jak jest i mam się przyzwyczaić". We wrześniu postanowiłam wziąć się w garść, postanowiłam poszukać kogoś, wiedziałam, że nie mogę być ze Szkotem, że wykończy mnie. Na początku października poznałam bardzo wyjątkowego chłopaka, 2 lata starszy, wykształcony, ambitny, przystojny- same zalety. Zaczęłam się z nim spotykać, najpierw raz w weekend, później zaczął przyjeżdżać częściej (mieszka za miastem). Wreszcie zaczęłam się uśmiechać, pokazywał mi jak bardzo mu na mnie zależy- potrafił jechać wieczorem pociągiem 45 minut do mnie żeby pobyć 2 godziny i wracał do domu. Pewnego wieczoru zadzwonił Szkot, trzęsłam się po tym telefonie. K. zapytał co się dzieje, opowiedziałam mu całą historię (bez szczegółów, później gdy zaczęłam mu bardziej ufać zaczęłam opowiadać wiecej). K. zaczął mi pomagać, powiedział, że mnie kocha i mnie nie zostawi. Spędził długie godziny na tłumaczeniu mi dlaczego Szkot nie chce ze mną być, jakim jest człowiekiem. Nie docierało to do mnie na początku. Podczas wizyty u ginekologa okazało się, że mam HPV i kłykciny. Wiedziałam, że to przez Szkota- nie uprawiałam z nikim innym seksu, z K. też nie. Oczywiście poinformowałam Szkota o wszystkim, usłyszałam, że mam sobie sama radzić, bo on mnie nie zaraził. Po jakimś czasie znowu zaczął dzwonić. Gdy powiedziałam mu, że objawy ustąpiły znowu chciał się spotkać, wmawiał mi, że musialam się zarazić gdzieś wcześniej (co jest bzdurą). Nagle zaczęło wyskakiwać coś nowego- okazało się, że to mieczak zakaźny, nie miałam już żadnych złudzeń, że Szkot musiał być z kimś (może z dziwką w Hiszpanii, może miał/ma kogoś na miejscu?). Mimo wszystko gdzieś w głębi serca nadal coś czułam. W listopadzie poprosił mnie o kolejną szansę, powiedziałam mu, że daję mu czas do końca grudnia. Pisał do mnie, że chce żebym do niego przyjechała, że mnie kocha, że nie wyobraża sobie być z kimś innym. Przyszedł grudzień, Szkot nic. Wiedziałam, że nie będę z nim, że on nic nie zrobi. Zaczęłam zakochiwać się w K. i spotykać na zasadach chłopak-dziewczyna. Przyszedł taki moment, że wiedziałam, że jeśli zostawię K. popełnię błąd. Minął grudzień, postanowiłam odejść na zawsze od Szkota. miałam dość życia złudzeniami. Nie kochał mnie. Kilka razy zapewniał mnie jeszcze, że przyjedzie tutaj, że wszystko naprawi- po czym nie odzywał się nawet tydzień, nie wiedziałam co robi, z kim jest. Przestałam na niego czekać. Zmieniłam numer telefonu.
Pomimo tych trzech marnych spotkań, kochałam go bardzo mocno. Chciałam dać mu wszystko (raz mi powiedzial, że jest ciekaw jak daleko mogę się posunąć z miłości). Nie wiem nadal po co to wszystko zrobił, po co dzwonił jeszcze skoro nie chciał ze mną być, po co te obietnice. Dla niego byłam gotowa zostawić wszystko, szkołę, rodzinę, przyjaciół, państwo, pojechać do obcego państwa. Po co był ten cały "cyrk"? Nigdy go nie zrozumiem. Przecież jesli chodziłoby jedynie o seks to mógłby sobie znaleźć kogoś na miejscu (pewnie i tak ma). Zniszczył mnie. Mimo wszystko K. dał mi dużo wsparcia, zabrał mnie od niego, pokazał, że można kochać. Jestem teraz z nim. Czasami jednak się zastanawiam, po co Szkot zaaranżował to wszystko. Pewnie nigdy się nie dowiem. Obecnie jawi mi się jako człowiek chory psychicznie, wilk bez skrupułów.
Najtrudniej jest odejść od osoby, którą się kocha, która potrafi tylko ranić. Należy sobie najpierw wszystko uświadomić, następnie zacząć działać- wyzwolić się z tego.
Cieszę się, że poznałam K. który kocha mnie bezgranicznie, jest oddany i troskliwy. Wszystkim dziewczynom, które przechodzą coś podobnego życzę wiele siły na walkę o siebie. Znajdźcie jeden powód dla którego warto odejść i trzymajcie się tego.
Offline
Karmelku mam nadzieje ze szybko sie otrzasniesz z tego chorego układu ze szkotem.
Wydaje mi sie ze nie bylas zakochana w nim tylko w wyobrazeniu o nim.
Dlaczego tak zrobił: dla mnie jest to pozbawiony skrupułów gnój, playboy ktory dowartosciowal sie Twoja krzywda.
Swietnie ze poznalas K.- chlopaka wartego (jak mniemam) zachodu.
Jak Twoje zdrowie??
Pozdrawiam ![]()
Offline
Strasznie dużo przeszłaś... Ale myślę, że teraz jesteś w stanie lepiej ocenić i docenić K, jego troskę i miłość. Szkoda, że najpierw musiałaś się sparzyć, to wszystko przeżyć. Dobrze, że masz to już za sobą. Szkot to zwyczajny samiec, ze świata zwierząt.
Offline
Jedna z nielicznych długich opowieści, którą przeczytałam starannie wyraz po wyrazie....
Powodzenia Karmelko...
Offline
To jakaś pijawka była!!! Podziwiam Cie, że sie odnalazłaś. Gratuluję i chylę czoło. Niesamowita jestes... Powodzenia w zyciu z calego serducha zycze.
Offline
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoją historię. I cieszę się, ze mimo wielu przeszkód i problemów masz wspaniałego chłopaka i jesteś z nim szczęśliwa. A Szkota sobie całkowicie daruj. Facet nie zasluguje na jakiekolwiek zainteresowanie z Twojej strony. Trzymaj się ciepło.
Offline
Powodzenia,pozdrawiam
Offline
Aby Twoja historia byla przykladem dla wszystkich zyjacych w zludzeniach kobiet... Trzymam kciuki za Was!
Offline
Oby więcej takich kobiet,jak Ty Karmelko.
Kobiet,które potrafią powiedzieć sobie dość.I zacząć życie od nowa.
Offline
Cieszę się, że mogłam poznać całą Twoją historię - do tej pory czytałam urywki w wątku o wirusie hpv. Widzę, że naprawdę dużo przeszłaś ale jesteś coraz bliżej wyjścia na prostą. Życzę Ci nie tylko zapomnienia o Szkocie - bo to chyba oczywiste, że nie wart nawet jednej Twojej myśli, ale również wyleczenia się z hpv, co, jak wiemy
, jest możliwe!
Offline