Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Jesteśmy z mężem od dwóch lat na emeryturze. Cieszyłam się z tego faktu bo myślałam, że będzie super. Jednak myliłam się- jest koszmarnie. Dzieci wyszły już z domu, mają swoje życie(na szczęście udane). My spędzjąc na codzień tyle czsu ze sobą nie umiemy się porozumieć. Staram się robić wszystko żeby było dobrze ale mój mąż stał się bardzo wybuchowy. Po kilka razy dziennie krzyczy do mnie , wini mnię za wszystko co złe. Jednym słowem stał się domowym tyranem. Siedzi cały dzień przed komputerem . Nie mogę mieć swojego zdania na żaden temat bo już jest awantura. Gdy mu przytakuję jest chwilowy spokój. Jestem osobą wrażliwą i nie umię sobie z tym poradzić. Szlocham w kącie . Gdy mąż to zauważy to jeszcze bardziej go to irytuje. Powoli Załamuję się psychicznie i nie wiem co mam robić. Nie chcę nikogo wtajemniczć w swoje problemy. Opisuję tu w skrócie swoją sytuację. Choruję na nadciśnienie i cała ta sytuacja pogarsza mój stan. Chciałam się wybrać do psychologa ale nie wiem czy w bezpośrednim kontakcie umiałabym się tak otworzyć.
Offline
Radzę pani skonsultować się z psychologiem ! Na pewno dobrze pani zrobi wyżalenie się komuś ...
Pani mąż faktycznie zachowuję się dziwnie, ale nie ma co ukrywać bardzo dużo mężczyzną na emeryturze odbija ! Pani mąż prawdopodobie czuje się nie potrzebny i nic nie warty , dlatego stara się dowartościować - upokarzając psychicznie panią. Może powinna się pani wybrać z mężem do psychologa na terapie ? Bo przecież wina nie tkwi w pani - tylko w mężu !
Ale przecież wybuchy męża nie muszą pani psuć przyjemności z życia ! Może pani w pełni korzystać z wolności - wyjść z koleżankami na spacer , zająć się czymś przyjemnym !
Offline
A może warto by było się zastanowić nad faktem iż Mężowi brak jest zajęcia i dlatego tak się zachowuje?? może warto by było pomyśleć nad jakimś hobby?? bądź aktywniejszymi formami wypoczynku we dwoje??
Takie siedzenie w domu na prawdę doprowadza do szału więc może spacery?? wypady na większe eskapady?? Pomyślcie o tym a może to Wam pomoże!
Offline
Bardzo często tak jest, że mężczyzna na emeryturze nie daje sobie rady. Czuje się niepotrzebny, niedowartościowany. Powinien znaleźć sobie jakieś zajęcie, które sprawi, że odzyska chęci do życia i wiarę w siebie.
Jeżeli chodzi o pomoc psychologa to uważam, że to bardzo dobry pomysł. Powinna Pani powiedzieć mężowi o swojej chorobie. Proszę również zadbac o siebie. Spotykac się z koleżankami, chodzić na spacery. Wyjeżdżac z mężem na wycieczki. To na pewno pomoże Wam odzyskać dobre relacje.
Pozdrawiam
Offline
Byc moze maz,ciezko znosi fakt ,ze z czlowieka aktywnego stal sie czlowiekiem,ktory nie ma obecnie zajecia?Stad ,te Jego nerwowe zachowanie.
Offline
Brak zajęcia i ciągłe przebywanie ze sobą daje się we znaki. Nie można być 24 h na dobe razem ze sobą bo odbija po prostu. Dziewczyny dobrze radzą - poszukajcie sobie zajęcia jakiegoś
a być może się polepszy. Albo mężowi prosze znaleźć coś czym mógłby się zająć. Odciągnie go to od nerwów i wszystkiego złego.
Offline
a jakie do tej pory mieli Panstwo relacje?czy duzo czasu spedzaliscie ze soba?w jaki sposob rozmawialiscie o problemach?to bardzo wazne, zeby wiedziec jaka forma pomocy teraz zaskutkuje
Offline
witam pisksi114 przeczytalam twoj zal i meke z mezem ,bo ja tak nazywam ,bo mam to samo moj pracuje ,a tak sie zachowuje jak twoj ,to jest taki charakter nie wierze ze zmienil sie na emeryturze akurat ,tylko takie osoby maja juz w sobie agresywnosc,lubia byc w punkcie zainteresowania meczyc innych ,przeciez wie ze cierpisz slepy nie jest ,to jest cos okropnego ,ja tez sie lecze bo przez to wpadlam w depresje .
Offline
szczerze mowiac nie popieram porownywania czyjejs sytuacji do swojej nie majac dowodow na to, ze faktycznie moga byc podobne. Tym bardziej jesli to porownanie raczej nie zmotywuje do rozwiazania problemu.
Offline
ja z kolei znam osoby, ktore wlasnie po przejsciu na emeryture zaczely miec problemy w relacjach z ludzmi. Nie potrafily sie odnalezc, znalezc sobie zajecia, wypelnic czasu. Jednak zamkniecie sie, gdy pojawia sie problem i przekonanie, ze nic sie nie da z tym zrobic, to najgorsze wyjscie. Trzeba probowac, nic nie tracimy, a mozemy wiele zyskac.
Offline
pewnych spraw nie rozumie ,trzeba probowac ,przeciez ten czlowiek nie ma 20lat wie ze zona cierpi tez ,ale jej nikt sie nie pyta czy jej zle czy dobrze,przeciez oboje sa na emeryturze ,wiec teraz zona ma dbac o siebie ,i jeszcze meza ,czy na jedna glowe to nie zaduzo .
Offline
oczywiscie, jesli jednak kazde zamknie sie na siebie to nic z tego nie bedzie, jedno musi sprobowac wczuc sie w drugiego i skupic sie na tym jakimi kategoriami mysli tamta osoba. Oczywiscie, ze byc moze jest tak, ze jedna z osob widzi tylko siebie i wtedy, masz racje, nie mozemy sami siebie pozbawiac wlasnych potrzeb, jednak najpierw trzeba sprobowac porozmawiac o wlasnych uczuciach, wysluchac tej drugiej osoby, skonfrontowac jej myslenie z naszym. Przeciez z wypowiedzi rozumiem, ze przezyli wspolnie wiele lat, wychowali dzieci, wiec moze nie bylo tak od zawsze. Skad wiemy, ze maz nie zaczyna chorowac na depresje lub zaburzenie adaptacyjne. A wtedy konieczna jest pomoc.
Offline
Wiesz Marto tak jak piszesz to można sobie myśleć jak ma sie tyle lat co ty, życie i tobie zweryfikuje poglądy, jestem tego 100% pewna, a dlaczego pewna , ekspertem nie jestem ale przeżyłam już trochę lat i miałam kontakt z niejedna para która tak jak ty myślała i jakoś choroba nie wyszło.
Według mnie takie młode osóbki to nie powinny w ogóle zabierać głosu w temacie albo dokładniej czytać , pisze ze kobieta leczy się na depresje , kochający mąż powinien jej pomoc a nie ją dołować.
A ty piksi114 musisz sobie powtarzać, nie zdenerwuje mnie dzisiaj , nie wyprowadzisz z równowagi bo wiem z emu to sprawia satysfakcje, a najlepiej jakbyś i ty mogła mieć swoje zainteresowania , może w jakimś klubie seniora ?
Offline
miszmasz napisał:
Wiesz Marto tak jak piszesz to można sobie myśleć jak ma sie tyle lat co ty, życie i tobie zweryfikuje poglądy, jestem tego 100% pewna, a dlaczego pewna , ekspertem nie jestem ale przeżyłam już trochę lat i miałam kontakt z niejedna para która tak jak ty myślała i jakoś choroba nie wyszło.
Według mnie takie młode osóbki to nie powinny w ogóle zabierać głosu w temacie albo dokładniej czytać , pisze ze kobieta leczy się na depresje , kochający mąż powinien jej pomoc a nie ją dołować.
A ty piksi114 musisz sobie powtarzać, nie zdenerwuje mnie dzisiaj , nie wyprowadzisz z równowagi bo wiem z emu to sprawia satysfakcje, a najlepiej jakbyś i ty mogła mieć swoje zainteresowania , może w jakimś klubie seniora ?
wydaje mi sie, ze wiek nie jest gwarantem madrosci zyciowej. Glos zabierac na forum moze kazdy - nie musimy sie z kazdym zgadzac. Autorka posta nie pisze, ze leczy sie na depresje.
Jezeli mamy podejscie, ze jemu to sprawia satysfakcje to zakladamy same zle intencje tej osoby. A jakie dowody mamy na to, ze tak wlasnie jest? czy nie pomijamy jakis znaczacych przeslanek, ze jednak czyims celem nie jest uprzykrzenie nam zycia?
Nie twierdze, ze na pewno maz autorki postu nie jest egoista i nie chce jej uprzykrzyc zycia, jedynie namawiam do nie wyciagania pochopnych wnioskow.
Offline
Witam wszystkie panie i panią net-eksperta.
Bardzo zainteresował mnie ten temat . Chociaż nie jestem jeszcze emerytką ale mam ten sam problem.
Dzieci opuściły gniazdo domowe i powstała pustka -niestety.
Chociaż pracuję /a mąż bezrobotny / to już się boję jak przyjdzie mi z nim przebywać na codzień. Właśnie przerobiłam ten temat będąc na dłuższym zwolnieniu.
Już teraz nie mamy o czym rozmawiać i dochodzę sama do przyczyn tego stanu rzeczy.
My kobiety całe życie zabiegane -praca,dom ,dzieci .Mężowie po pracy bardzo zmęczeni ale imprezy żadnej nie opuszczą. Ja nie uogólniam ale tak jest w większości małżeństw niestety.
Tak więc nasi panowie nauczeni że żona zrobi obiadek, posprząta,popierze ,pójdzie na wywiadówkę.
Żona się nie buntuje i dopiero przeciera oczy ze zdumieniem jak życie przeleciało jej przez palce,że dla siebie nic nie zrobiła. A panowie nadal oczekują matkowania. I wreszcie następuje i powinno nastąpić wielkie buuuuuuuuum.
Bunt każdej z nas to dla mężczyzny szok !!!! Trzeba się wreszcie wziąść za siebie a nie ciągle usługiwać Panu I Władcy!!! To nic że będzie nas wyzywał od wariatek /właśnie to przerabiam / ale
nie dam się dalej manipulować psychicznie !!!!! I nic tu psycholog nie pomoże,trzeba się samej zmobilizować !!!!!!
Ostatnio edytowany przez Nicolle (2010-01-27 17:28:45)
Offline
Pierwszy efekt osiągnięty -- kłótnia /niby o psa/ ,wygarnięcie że nawet talerza po sobie nie umyje !!!
efekt ---- kilka dni zmywa swój talerz ale mojego nie tknie -złośliwy????
Offline
Ja jestem jeszcze młoda wiekiem i stażem malżenskim i nie mam aż takiego doświadczenia jak moje przedmówczynie. Wiem jednak jak mężczyzna na emeryturze może uprzykrzać żonie życie. Znam małżeństwo, ponad 30 lat małżenstwa. Obydwoje ledwo co przekroczyli po 50 lat. Ona aktywna zawodowo, On na wczesniejszej emeryturze. Dorabiał, ale w związku z chorobą na jakis czas musial pozostac w domu. I tak już 1,5 roku. Przez ten czas zmienił się nie do poznania. Złośliwy, pesymistycznie patrzący na świat, negatywnie nastawiony do każdego pomyslu innej osoby. Żona ma dosyc, bo stara się ciągle organizowac mu jakies wyjscia z domu, na spacery, do znajomych, krótkie wycieczki poza miasto. Niestety On ciągle mówi nie mając na twarzy nie schodzące niezadowolenie. Siedzi przed tv, albo śpi albo ględzi. Wie, że żona cięzko pracuje, w domu też musi coś zrobic, że jest zmęczona, potrzebuje milego słowa, wsparcia i powinien pomagac jej w jakis sposób. Ale niestety, taki człowiek nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Jedyny rozwiązaniem dla takiego mężczyzny jest praca. Musi wychodzic z domu, miec kontakt z ludzmi.
Offline
Witam, jeszcze troche czasu mi zostalo do tego problemu, ale zblizam sie nieublaganie. Starsze i bardziej doswiadczone w tym temacie, prosze, powiedzcie mi, kiedy dwoje ludzi pobierajacych sie z milosci, przestaje sie rozumiec, kiedy zauwazamy te puste przestrzenie miedzy nami i kiedy zaczyna nam brakowac tematow do rozmowy. Nie chcialabym ugrzasc w takim zwiazku na starosc. Jak zatrzymac i wzmocnic te cudowna nic porozumienia miedzy malzonkami, skad brac tematy do rozmowy, jak rozniecic na nowo uczucie i podtrzymywac je do konca? Macie jakies pomysly?
Offline
witam wszystkich. rowniez mnie zaciekawil post, chociaz dopiero jestem 6 miesiecy po slubie. Problem poki co na szczescie wydaje mi sie malo realny w moim zyciu, chociaz malzenstwo nasze jest bardzo nietypowe. Ja poruszam sie na wozku, choruje od urodzenia na zanik miesni i w zasadzie sama przy sobie niewiele moge zrobic, nie mowiac juz o codziennych rzeczach, ktore sa do zrobienia w domu, ktore zazwyczaj robi kobieta w domu. Dla mnie po prostu kubek z herbata czasem jest za ciezki. Maz pracuje, ja tez, z tymze ja mam firme w domu.
Staram sie zeby nie bylo wszystko na glowie meza, organizuje kogos kto przyjdzie zeby posprzatac, obiad rowniez organizuje z pomoca czyjas, kiedy widze, ze juz jest zmeczony poprosze przyjaciolki czy siostre czy mame, zeby przyszla pomoc mi w sprawach "wokol siebie", zeby Pawel mial np tydzien wolnego w czynnosciach tego typu. Ale wydaje mi sie, ze rozumiem co ma na mysli net-ekspert. Najwazniejsze, zeby wsluchac sie co mysli druga osoba, co ja motywuje do takiego zachowania, moze czuje sie sama ze soba zle i przez to doluje innych. Oczywiscie to jest zle zachowanie, ale moze niekoniecznie od razu zly czlowiek...
Ja ze swoim mezem baaardzo duzo rozmawiamy przede wszystkim o tym co myslimy, co czujemy i mamy taka zasade, ze gdy zrobi ktores z nas komus przykrosc to zanim zalozymy zla intencje musimy wykluczyc wszelkie inne mozliwosci.
Przez to wszystko wiem jak wazne jest, zeby obie osoby ciagle sie staraly. Zeby obie angazowaly sie w to, zeby bylo dobrze. Mam wrazenie, ze wiele kobiet, ktore tu pisze przyzwyczaily mezow do wyreczania, byc moze twierdzily, ze same zrobia lepiej, a teraz sie okazuje, ze maja dosyc. A to partnerstwo powinno byc glowna zasada. Nigdy nie jest tak, zeby jedno drugiemu nie moglo pomoc. Trzeba duzo o tym rozmawiac, jasno komunikowac, nie zakladac, ze ktos wie co my chcemy, myslimy. Mam nadzieje, ze wszystkie problemy przy checi sa do rozwiazania. Nie do przejscia sa tylko takie, ktore od nas nie zaleza, ale przy wsparciu innych tez mozna je przetrwac i nawet dzieki nim wiele sie nauczyc ![]()
Offline
Już kiedyś na innym forum przerabiałam ten temat, młode osoby , zakochane mężatki nie mogły zrozumieć że tak może być że po latach 30, 35 czy więcej a często nawet mniej zaczyna wszystko powszednieć. Nie mogły pojąć że w natłoku zwykłych przyziemnych spraw gdzieś płomienne miłość ucieka , oczywiście nie dotyczy to wszystkich małżeństw , bo są i takie które do późnej starości sie kochają , szanują i są dla siebie dobrzy, ale tych smutnych, samotnych w e dwoje jest jednak więcej . Trudny temat bo młodej osobie trudno zrozumieć że to kobiety sa tymi incytatorami rozmów , rozwiązywania trudnych tematów i szukania kompromisów. A po latach tego intensywnego szukania przychodzi moment że im najzwyczajniej sie nie chce. Proszę zauważyć ż ew internecie, na forach mało jest kobiet starszych tych szczęśliwych z mijającego czasu, z nic nierobienia , bo tym które się spełniają w rodzinie, ktore potrafią czerpać sile tylko z miłości do np.wnuków,one nie maja potrzeby siadanie do komputera.
Mężczyzną w starszym wieku, oczywiście nie generalizuje, bo są różni mężczyźni też, ale większości wystarczają cieple kapcie i pilot od telewizora. Prowadziłam kiedyś rozmowy z osobami uczęszczającymi na zajęciach dla seniorów i wszystkie jednogłośnie stwierdzały, bo były to kobiety że ich mężowie nie maja ochoty opuszczać pieleszy domowych, że są źli że one wychodzą i ich zostawiają samych, a za nic nie dali się namówić na wyjście z domu. one skarżyły sie na złośliwość mężów, na gnuśnienie.I żadne próby rozmów nie odnosiły skutku, wtedy to pierwszy raz usłyszałam ze mężczyźni rozwijają sie do 20 roku życia a później to już tylko rosną ![]()
Może troszkę odbiegłam od tematu ale ale to wszystko ma wpływ na zachowanie mężczyzn, im po latach po prostu nie chce się rozmawiać, dyskutować i nic zmieniać, osiągnęli stagnacje i jest im po prostu tak wygodnie.
więc wszystkie młode kobiety które nie chcą w późniejszych latach czuć sie odepchnięte, odstawione na boczny tor już teraz powinny pracować na to żeby ich mężowie się nie zmienili, a jak to zrobić, najprościej nie pokazywać jakie to jesteście zaradne i potraficie wszystko zrobić same, właśnie 2far2c jest na najlepszej drodze żeby osiągać tą małżeńską harmonie. I teraźniejszemu pokoleniu będzie łatwiej to osiągnąć, bo nie wyniosły z domu tej służalczości jaką miały kobiety kiedyś, mąż, pan i władca, jemu wszystko .
Ostatnio edytowany przez miszmasz (2010-01-28 20:59:56)
Offline
Zgadzam się z całkowicie z tym co napisała Miszmasz !!!!!
Jak chciałam rozmawiać ze swoim mezem to powiedział że on jest za stary żeby go wychowywać !!!!
Więc traktuję go jak powietrze ,widocznie jemu to lepiej pasuje !!!!????
Offline
dziękuję bardzo za wsparcie i wiele pożytecznych rad. Zdecydowałam się zapisać na tzw.uniwersytet III-go wieku .Poznam tam nowych ludzi i rozwinę swoje zainteresowania. Podzielę się wrażeniami . Pozdrawiam wszystkich
Offline