Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Witajcie! Jestem pierwszy raz na forum i chciałabym Wam opowiedzieć o sobie. Mam 22 lata. Jakieś 5 lat temu zaczęłam mieć problemy z sercem, waliło mi 120 na minutę, zrobiono mi wszystkie badania, wyszły ok, lekarz stwierdził, że to nerwica, przepisał mi propranolol. Ale ogólnie czułam się dobrze, czasami miałam tylko napady dreszczy czy duszności ale zawsze tłumaczyłam to sobie jakimś przeziębieniem... Jakiś rok temu miałam miesięczny spadek formy, kompletnie na nic siły, zawroty głowy, ogólne osłabienie, w sumie tylko bym spała... Poszłam do lekarza, diagnoza- nerwica, dał mi jakieś proszki na uspokojenie i kazał myśleć pozytywnie... Słysząc cały czas to słowo nerwica, nie zdawałam sobie sprawy co to za choroba, myślałam, że jak źle się poczuję wezmę proszka i będzie ok... I tak było do 6 miesięcy temu, bo tyle już trwa moja męczarnia...
Mam straszne lęki, najpierw zaczęło robić mi się słabo w kościele, czułam jakbym miała za sekundę zemdleć, potem supermarket i autobus, tracę oddech, serce wali mi jak oszalałe i jest mi przeraźliwie słabo... Nie chodzę nigdzie sama, nie chodzę do kościoła, boję się miejsc gdzie jest dużo ludzi ale sama też boję się zostawać w domu... Kiedyś zrobiło mi się słabo w wannie i od tamtej pory nawet kąpiele to dla mnie trauma, boję się czy nie zemdleje w wannie. Miałam okres, że panicznie bałam się stawać pod czymś wiszącym bo wydawało mi się, że zaraz coś mi spadnie na głowę... Mam kochającego męża ale nie potrafię się tym cieszyć, odsunęłam się i od niego, od rodziny i znajomych, mam wrażenie, że nikt z nich nie potrafi mnie zrozumieć, mnie po prostu męczy życie... Nie wiem co mam zrobić, gdzie się udać, czy jest nadzieja, żebym mogła jeszcze żyć normalnie, żebym poszła do pracy i nie bała się wyjść z domu?
Offline
Napiszę to, co zawsze piszę w takich sytuacjach: odwiedź psychologa. Nerwicy nie leczy lekarz internista, bo nie jest to choroba typowo somatyczna, lecz psychosomatyczna.
Na pewno nie dostaniesz gotowej recepty na wyleczenie, ale psycholog Cię naprowadzi, doradzi metody radzenia sobie w takich sytuacjach, a być może skieruje do psychiatry, który może wypisać jakieś leki delikatnie łagodzące stres i pomagające normalnie funkcjonować.
Offline
Droga Ayako pozwól że troszkę napiszę o swoim przypadku który może pozwoli Ci inaczej spojrzeć na problem.Jestem DDA przez co uważam się za osobę bardzo wrażliwą ,nerwową i zestresowaną.Przeszłam w życiu kilka trudnych sytuacji ale mniejsza z tym.U mnie nerwica obudziła się po urodzeniu dziecka.Właściwie na początku miałam depresję poporodową której konsekwencją były napady lęku-objawy takie same jak u Ciebie(czasami czułam się tak źle że bałam się że umrę) Pierwszy atak miałam przed podróżą z moją malutką wówczas córeczką.Bałam się że źle będzie znosiła podróż,że nie będę umiała jej uspokoić albo że będziemy mieli wypadek itp.Później bałam się zostawać z dzieckiem sama w domu itp.Obecnie się leczę u psychoterapeuty który ma specjalizację z psychiatrii.Biorę leki i od czasu do czasu chodzę na konsultację.Napady lęku są rzadsze i mniej intensywne.Trochę oswoiłam się z tą chorobą,przeczytałam też ciekawą książkę "Strach i paniczny lęk" która pomogła mi spojrzeć inaczej na problem.Pamiętaj też że ten problem jest w Tobie i bierze się z jakiegoś konkretnego powodu który warto znaleźć.Mnie np.przytłoczyło macierzyństwo.Pozdrawiam,bądź silna!
Offline
Z nerwicą da się żyć. To nie jest koniec świata. Pójdź do psychologa, łatwiej Ci będzie się z nią uporać i zrozumiesz, że życie nie polega tylko na chorobie.
Offline
Psycholog się przyda zgadzam się , ale polecam psychiatrę , ponieważ z tego co piszesz wnioskuję że masz już nie tylko lęki ale i natręctwa . W takim wypadku nie pomoże tylko psychoterapia . Lekarz powinien dobrać ci leki przeciwlekowe i przeciwdepresyjne , nie poradzisz sobie z tym sama ,propranolol też ci duzo nie da . Idź do lekarza jak najwcześniej , bo jeśli nerwica rozłoży cię na łopatki leczenie może potrawać bardzo długo , a tak masz szansę na szybki powrót do normalnego funkcjonwoania . Choć powiem otwarcie , nerwicy do końca nikt nie wyleczy , ale można żyć normalnie , bo co to za życie jeśli boimy się podstawowych czynności jak ,np. kąpiel . Rodzina nie zrozumie , bo te problem rozumie tylko ktoś kto to przeżył , a słowa ,,weź się w garsć '' nie dają nic .
Ostatnio edytowany przez Roxana (2009-11-26 08:17:18)
Offline
Psychiatra lub psycholog to twoi najwięksi sprzymierzeńcy nikt lepiej nie doradzi ci niż oni. Nie lekceważ swoich objawów- są bardzo niepokojące. Nie musze pisać jak ważne jest by znaleźć dla siebie chwilę nawet kiedy w koło panuje totalny "młyn"- masaż, ciepła kąpiel, ciekawa książka. Kobiety stanowczo za mało dbają o swoje zdrowie psychiczne
Offline
Znam tą chorobę - nerwica lękowa. Ciężko nawet przejść 20 metrów, takie jest zmęczenie. Mi się udało samodzielnie wyjść z tego, ale do dziś jak czuję ból łopatki lub okolic barku, mam wrażenie., że to serce. Najgorzej jak się zestresuje. Ale za wszelką cenę staram się nie myśleć, nie myśleć nigdy o tym. Jak zacznę myśleć, to już koniec. Wiem to doskonale. Nie brałem leków, ani nie byłem u psychiatry, dla mnie to wstydliwe było, więc pozostało mi poradzić sobie samemu. Poznałem chorobę, i zastosowałem podejście psychologiczne. Staram się zawsze coś robić, a jak zaczynam myśleć, to od razu cokolwiek robię, byle nie myśleć. Kiedyś miałem lęki o tym, że leżę i mi się stopy robią gorące i zaraz się zapalą, horror i noce bez snu, ale nie myslę o tym, zapomniałem z czasem i jest dobrze
Offline
Ja od parunastu lat borykam się z tym problemem,właściwie moje problemy z nerwicą lękową pojawiły się już w dzieciństwie,póżniej do tego dołączała depresja i tak na przemian,po każdym porodzie depresja sama nie wiem ile razy upadałam i podnosiłam się.Obecnie jestem po zakończonej terapii lekowej jest spoko,,,Ale wracając do twoich objawów to u mnie jest podobnie lęk przed tłumem ,hipermarketami, wtakich chwilach unikałam takich miejsc bo robiło mi się duszno drętwiały mi ręce nagle chciałam uciekać ,dostawalam hiperwentylacji to dopiero błędne koło,,,to trzeba leczyć lekami przeciwdepresyjnymi i to najlepiej takimi które już wcześniej skutkowały ja zawsze leczę sie seronilem w cięzkich chwilach brałam jeszcze przeciw lękowe,ale trudno było je rzucić bardzo uzależniają,jednak są takie sytuacje ,ze trzeba je podać pacjętowi do puki nie zaczną działać antydepresanty,czasem jest tak że trzeba brać leki nawet kilka lat zeby był skutek lub co najmniej pól roku, leki na pewno pomogą ,ale terapia jest wręcz nieodzowna,to klucz do rozwiązania problemu,są terapie i pacjent uczy się jak radzić sobie z problemami emocjonalnymi,szuka się również przyczyny może ona leżeć gdzieś glęboko w nas ale na pewno takie coś nie bierze się z powietrza. Wiem jak się męczysz to okropne ,ale jesli z tym nic nie zrobisz to krąg będzie się zamykał uwierz po kolei dojdzie do tego ,ze zamkniesz się w pokoju bo tam będziesz się czuła najbezpieczniej,chyba nie chcesz tak życ, jedna droga to sobie pomóc nie wstydż się lekarza nie zrażaj się ale musisz isc do psychiatry on cię pokieruje!!!Pozdrawiam trzymam kciuki,,,Pozdrawiam
Offline
z tego co opisujesz to wyglada to na napady paniki. Problem tkwi oczywiscie w naszym mysleniu. Zapewne czujesz sie lepiej kiedy wiesz, ze w razie czego bedzie dostepna pomoc medyczna? Napad paniki jest nagly i jest to kolo zamkniete. Stwierdzasz, ze szybko bije serce, zaczynasz glebiej oddychac wiec sila rzeczy serce jeszcze szybciej bije, ale Ty masz juz w glowie, ze zemdlejesz, ze upadniesz i od tych glebokich oddechow zaczyna sie jeszcze bardziej w glowie krecic itd. Mozna pomoc sobie lekami, jednak cale zycie lekow brac nie bedziesz a poza tym one nie zmienia myslenia. Psychoterapia poznawczo-behawioralna najlepiej radzi sobie z tym problemem. Pozdrawiam cieplo
Offline
Cesc mam to samo!!!!!!!!!!!!!!!!!jestem w trakcie terapii,lęki nadal mam,metrem przestalam jezdzic,,Jak u Ciebie/??
Offline
Edward Klimczuk 10 lat temu miał wypadek samochodowy, w wyniku czego w znacznym stopniu został sparaliżowany. Teraz pomaga innym. Nie jest to żadna znana postać. Człowiek robi to na czym się zna. Uznaje że warto się z nim skontaktować w takich przypadkach problemów jakie opisuje laura33 czy Paninerwica.
Znana mi jest również pani psycholog Katarzyna Swojak. Każdy kto chciałby zwykle do nich napisać, dajcie mi znać wyślę dane teleadresowe. Jestem pewien, że będą mogli pomóc.
Offline
ale ten Pan Edward...to w jaki sposob pomaga???
Offline
Pomaga, pomaga. jest z wykształcenia interwentem kryzysowym.
"Działa w zakresie:
Pomoc psychologiczna
Interwencja kryzysowa
Terapia krótkoterminowa
Doradztwo zawodowe"
Offline