Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Strony: 1
Pozornie jeszcze wiele przede mną, ale mimo młodego wieku wiele już w życiu przeżyłam. Z różnych przyczyn bezpowrotnie straciłam mnóstwo drogich mi osób, zarówno z rodziny jak i poza nią. Czasem czuję jakby ciążyło nade mną fatum, które odbiera mi wszystko, co sprawia, że czuję się szczęśliwa. Wielokrotnie bywałam już zauroczona i za każdym razem kończyło się to zawodem, przeżyłam wielką miłość i utraciłam ją, jak zwykle „nie ze swojej winy”, ale jednak. Wszystko to sprawiło, że obecnie mam obsesję, dość dziwną, bo na punkcie całkowitej niezależności, kontroli nad swoim życiem. Chcę żeby wszyscy na około traktowali mnie jako odosobnioną jednostkę i szanowali tą moją odmienność. Nienawidzę, gdy ktoś się nade mną lituje, współczuje mi, pociesza. Kiedy płaczę wolę by ktoś „dokopał leżącego”, potrząsnął mną i powiedział wprost żebym nie zachowywała się, jak mięczak, wygarną mi, bo wtedy czuję, że wie, że jestem silna, jest tego w pełni świadomy i we mnie wierzy i to najlepiej podnosi mnie na duchu. Najbardziej nie cierpię jednak, gdy to faceci obchodzą się ze mną jak z jajkiem, z niewidomych powodów czuję się wtedy taka słaba, jakbym traciła całą swoją godność, dystans, naruszała swoje zasady, dlatego kategorycznie im tego zabraniam i zawsze wyznaczam granice. To jest takie męczące, siedzi gdzieś w środku mnie i ujawnia się za każdym razem, gdy jakaś osoba wydaję się chcieć mnie wesprzeć. Ogarnia mnie wówczas przeczucie, że ona w tej kwestii uważa mnie za kompletną fajtłapę, a siebie samego za eksperta. Nie chodzi tu tylko o rady, ale np. gdy podczas spotkania z facetami, dobrze nazwijmy to „randką” on usiłuje mnie karmić, albo chodzi wokół mnie jakbym była niepełnosprawna. To nienormalne, ale odczuwam wówczas prawdziwy fizyczny ból, z którym nie potrafię sobie poradzić. Wiem, że ze mną jest coś nie tak, ale nie mam pojęcia, co...
Offline
Moim zdaniem zaczęłaś - wkręcać sobie fakt iż - jest coś z tobą nie tak !
KAŻDY człowiek jest inny ! Może po prostu nie znalazłaś jeszcze mężczyzny , który zrozumiał i poznał twój sposób bycia ? A jestem pewna , że gdy zaczniesz pozytywnie myśleć twoje życie bardzo się zmieni!
Nie powinnaś nazywać swojego życia pechowym ! Na pewno nie wisi nad tobą żadne fatum , po prostu sama w to uwierzyłaś i przestałaś dostrzegać piękna - jakim jest życie.
Offline
Isabel napisał:
Pozornie jeszcze wiele przede mną, ale mimo młodego wieku wiele już w życiu przeżyłam. Z różnych przyczyn bezpowrotnie straciłam mnóstwo drogich mi osób, zarówno z rodziny jak i poza nią. Czasem czuję jakby ciążyło nade mną fatum, które odbiera mi wszystko, co sprawia, że czuję się szczęśliwa. Wielokrotnie bywałam już zauroczona i za każdym razem kończyło się to zawodem, przeżyłam wielką miłość i utraciłam ją, jak zwykle „nie ze swojej winy”, ale jednak. Wszystko to sprawiło, że obecnie mam obsesję, dość dziwną, bo na punkcie całkowitej niezależności, kontroli nad swoim życiem. Chcę żeby wszyscy na około traktowali mnie jako odosobnioną jednostkę i szanowali tą moją odmienność. Nienawidzę, gdy ktoś się nade mną lituje, współczuje mi, pociesza. Kiedy płaczę wolę by ktoś „dokopał leżącego”, potrząsnął mną i powiedział wprost żebym nie zachowywała się, jak mięczak, wygarną mi, bo wtedy czuję, że wie, że jestem silna, jest tego w pełni świadomy i we mnie wierzy i to najlepiej podnosi mnie na duchu. Najbardziej nie cierpię jednak, gdy to faceci obchodzą się ze mną jak z jajkiem, z niewidomych powodów czuję się wtedy taka słaba, jakbym traciła całą swoją godność, dystans, naruszała swoje zasady, dlatego kategorycznie im tego zabraniam i zawsze wyznaczam granice. To jest takie męczące, siedzi gdzieś w środku mnie i ujawnia się za każdym razem, gdy jakaś osoba wydaję się chcieć mnie wesprzeć. Ogarnia mnie wówczas przeczucie, że ona w tej kwestii uważa mnie za kompletną fajtłapę, a siebie samego za eksperta. Nie chodzi tu tylko o rady, ale np. gdy podczas spotkania z facetami, dobrze nazwijmy to „randką” on usiłuje mnie karmić, albo chodzi wokół mnie jakbym była niepełnosprawna. To nienormalne, ale odczuwam wówczas prawdziwy fizyczny ból, z którym nie potrafię sobie poradzić. Wiem, że ze mną jest coś nie tak, ale nie mam pojęcia, co...
Twój lęk przed stratą niezależności może mieć różne przyczyny. Bardzo często boimy się wejść w rolę wymagających opieki, kiedy w historii naszego życia nie mogliśmy liczyć na innych ludzi (bo odchodzili, umierali, ranili). Chcemy uniknąć tego, co kojarzy nam się z bólem i zawodem, więc wolimy zachować bezpieczny dystans, czasami nie wierzymy już, że ktoś może się nami zająć i nie doprowadzić tym do jakiejś katastrofy...
Jeśli czujesz, że ten lęk kieruje Twoimi relacjami z mężczyznami (np. odrzucasz tych, którzy próbują się Tobą zająć bądź w jakiś sposób otoczyć opieką), być może dobrym pomysłem byłaby wizyta u psychologa, z którym przyjrzycie się temu, co się dzieje?
Offline
Strony: 1