Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Strony: 1
Kompleksy cale życie dają mi poczucie gorszej. Przeszkadzają w życiu, miłości, samorozwoju, kontaktach z ludźmi. Nie potrafię tworzyć normalnego związku, bo zawsze wydaje mi się,
że jestem okłamywana, a faceci się mnie po prostu brzydzą.
Tak twierdzę, bo sama mam odruchy wymiotne na swój nagi widok w lustrze, i to nie jest przenośnia. Zawsze wydaje mi się, że facet ceni mnie za to, jaką jestem,
ale mojego ciała nie akceptuje, a ja chciałabym czuć się pożądana. Potrzebuję zapewniania o tym. Normalny facet nie wytrzyma długo z osobą, która caly dzień chodzi w podniesioną głową,
ale kiedy zamyka się z nim w sypialni nagle zaczyna się płacz, zakrywanie i marudzenie.
W szkolę także kompleksy nie pomagają. Nie należę raczej do szarych myszek, umiem się ubrać, bo się tym interesuję, ale chodzi mi o takie wewnętrze uczucie niższości i pogardy dla samej siebie.
Najchętniej nałożybym na siebie worek na ziemniaki, a na twarz papierową torbę.
I nie jest to którkotrwały kaprys nastolatki, mam tak całe życie.
Offline
oczywiscie ze ciagłe patrzenie na siebie i swiat z punktu widzenia tylko wad moze prowadzic do depresji, a nie akceptowanie wygladu do zaburzen jedzenia .Zeby poczuc sie w pełni wartosciowa zrozumiec siebie i lepiej patrzec na siebie dobra bedzie wizyta u pani psycholog . Nie myslałas o tym?
Online
Nie wiem, jakoś przeraża mnie tak wizja.
Wolałabym się sama z tym uporać.
Offline
No to moze inaczej sprubuje ci pomoc, ja tez mam wady ciagle jestem za duza kobieta całe zycie walka z kilogramami jak na huśtawce. po tym jak moja puszysta kolezanka powiedziała mi masz piekne usta czemu ich nie podkreslasz? Zobaczyłam w sobie ze cztery fajne zeczy ( na reszte nadal patrzyłam krytycznie) pomyslałam fajnie ze mam cos czego inni mi zazdroszcza , mi tej nieciekawej osobie, byłam zaskoczona ale uznałam ze zawsze gdy mam doła patrze na liste rzeczy ktora lubie w sobie i wiesz o dziwo jest na niej coraz wiecej dopisane. Moj facet mowi mi milion razy kocham cie taka jaka jestes i cała nie kawalek. jak w sypialni nie mogłam sie przed nim rozbierac to wiesz co zrobiłam kupiłam koszulki takie co to czesc zakrywaja a czesc te według mnie dobra odkrywaja. on był super zadowolony bo widział troche mnie a ja bo byłam nieco zkryta.
Online
Kiedyś też bawiłam sie w listy: moje dobre złe cechy, ale one tylko mnie dolowały.
No bo jednak kartka była całkowicie zapisana, a druga niemal pusta.
Koszulki... mój chłopak kiedyś kupił mi taki śliczny gorset, ale skończyło się na tym,
że wydawało mi się, że on nie mnie by chiał w takim zobaczyć i tylko sobie wyobrażał w nim jakieś laski, a później zobaczy mnie - jak wieloryb, owinięty folią aluminiową, i sie przerazi.
Offline
co z tego ze w takich koszulkach same widzimy siebie jako okropne ale jesli facet mowi jestes super to trzeba mu uwierzyc w koncu to najblizsza osoba na swiecie.
Online
no to może ja was przerażę, ja mam 25 lat i jestem dziewicą, właśnie z powodu moich kompleksów. wydaje mi się na moim przykładzie, że kompleksy mogą przerodzić się w chorobę. moja samoocena gwałtownie spadła po 25 urodzinach właśnie. nigdy nie byłam w normalnym związku, jestem dziewczyną szczuplutką, drobną, podobno zgrabną i atrakcyjną. dlaczego podobno? bo ja jakoś w to nie wierzę. również potrafię się ładnie, gustownie ubrać, często noszę spódniczki, wyglądam kobieco. ale tak jak ty mam to wewnętrzne poczucie bycia gorszej i to od każdej dziewczyny. bywałam często adorowana przez chłopaków, mężczyzn, ale nie wierzyłam w to. ciągle wydawało mi się, że na pewno jak mi się przyjrzą uważniej, to stwierdzą, że jestem brzydka. ja już nie mam za bardzo nadziei na zmianę sytuacji życiowej, przez swoje kompleksy nie jestem w żadnym związku, boję się mężczyzn, a z powodu ogromnej potrzeby poczucia bliskości wplątałam się w niezdrową relację z pewnym facetem, o której pisałam w innym wątku. dla mnie jest już za późno, mam 25 lat i za bardzo ukształtowany charakter, za dużo wbite do głowy, by móc się zmienić i być szczęśliwa, nie wierzę w to, że kiedykolwiek zakocham się szczęśliwie i założę rodzinę, o której marzyłam kiedyś. ale ty masz 18 lat i uważam, że powinnaś walczyć o siebie. idź do psychologa.
Offline
Ciągle te kompleksy. Tak trudno zobaczyć co jest piękne w nas? Też kiedyś byłam zakompleksioną, nieszczęśliwą dziewczyną. W każdej z nas znajdzie się coś pięknego, i to trzeba eksponować. Małymi kroczkami, powolutku, zacząć akceptować, to nos, to nogi, to pupe itd. Takimi kroczkami doszłam do momentu, w którym największym moim kompleksem jest brzuch, a i jego jestem w stanie przeżyć, albo ukryć. Mówienie o kompleksach, a zanurzanie się w swojej 'beznadziejności' to nie jest wyjście. Nie warto tracić czasu na użalanie się nad sobą, życie jest jedno.
Walcz o siebie.
Ja walcze cały czas właśnie z takim poczuciem niższości, ale staram się tym martwić jak najmniej.
Wszystko się da. Więc zacznij CHCIEĆ zobaczyć w sobie piękną kobietę, a tak się stanie.
Wierz mi że naprawdę da się to zmienić ![]()
Offline
bo taki mam kaprys,czy ty naprawde tak zle wygladasz? Mozesz podac swoj wzrost,wage i wymiary?
Co do kompleksow,to naprawde potrafia rozwalac najmilsze rzeczy w zyciu, jakby na zasadzie samospelnaijacej sie przepowiedni. Utrudniaja ci takze ujrzenie prawdy (co zreszta widac na przykladzie korrby). W moim zwiazku moje kompleksy sa (teraz juz bardziej 'byly') powodem najwiekszych kryzysow. Przez nie wymyslam cos,czego nie ma, bo przeciez on nie mzoe byc ze mnie - MNIE?! tej z za tlustym brzuchem,za grubymi udami,za malym wcieciem w talii - zadowolony..
A jednak tak wlasnie BYLO,tylko ja,zajeta porownywaniem sie z kolejnymi modelkami, sex bombami i gwiazdami aerobiku bylam przekonana,ze on musi udawac,a nawet jesli nie,to i tak woli inne. Moje kompleksy wykanczaly mojego chlopaka psychicznie i czul sie beznadziejny,bo nie umial mi pomoc.
Ale gdy przeczytalam wczoraj ten temat, cos sie zmienilo http://www.netkobiety.pl/t6748.html . Spadly mi jakby jakies luski z oczu. Jesli znow sie zaczna pojawiac,bede go czytala znowu i znowu.
A z tym pozadaniem,autorko tematu,mialam podobnie. I dostrzeglam,ze tak naprawde moj chlopak mnie pragnie,tylko musialam przestac ciagle skupiac sie na swoich wadach, stac sie pewniejsza siebie,zeby to dostrzec.
Poza tym cwicze aerobik z Deanne Berry (przyjemna rzecz) i mam efekty, to tez pomaga ![]()
Offline
To nie jest kwestia wagi, wzrostu, wymiarów.
Teraz ważę około 55-60 kg, zależy od pory roku ![]()
Mam jakieś 170.
Ale czy ważyłam kilo 50, czy 77 - rekord, nic się nie zmienia.
To jest po prostu wewnetrzny ból i świadomość, że jest się odrażającym.
Wiem, to może być dla Was niezrozumiałe, ale ja naprawdę nie umiem patrzeć w lustro,
po prostu brzydzę się, nienawidzę, czuję odrazę.
Offline
Moja Droga! Popatrz na siebie inaczej... Nie przez pryzmat tego co myślałaś wcześniej,ale jako osoby której w ogóle nie znasz, nie widziałaś. Oceń co widzisz. Myślę że nie powinnaś widziec samych wad. Wiesz jestem nawet pewna że jakbym Cię zobaczyla to powiedziałabyć o jaka ładna dziewczyna! Tylko Ty też musisz w sobie zobaczyć ten wewnętrzny uśmiech. Nie myśl o wadach,tylko o tym co najlepsze ![]()
Offline
Tak.
Kompleksy zdecydowanie mogą przerodić się w chorobę. Społeczną chorobę.... nie ma dnia bez porównywania się do koleżanek (oczyiście wszyskie one= boskie, ja=kopciuch) i nie ma dnia z więcej niż trzema rozmowami o bzdurach które wcale mnie do rozmówców nie zbliżają....
Jeśli nie akceptujesz siebie -> znikasz (tzn. w skrajnym przypadku, takim jak mój... wycofałam się z życia społ. , nie mam towarzystwa bo... ciągle czuję się najgorsza bo najbrzydsza...).
Radzę leczyć kompleksy póki się da i na wszystkie możliwe sposoby...
Ja nie leczyłam lecz przeciwnie- "pielęgnowałam" je .. no i mam ;/
zchranione życie....przynajmniej towarzyskie (-ale co to za "życie" bez tego właśnie aspektu?!)
Ostatnio edytowany przez aburrida (2010-01-05 00:18:54)
Offline
No nie. Jestes bardzo szczupla,a nazywasz sie wielorybem?
To jakies chore jest. Moze wszystkie mlode dziewczyny musza przez to przejsc, nie wiem. Ja na razie od 2 dni czuje sie cudownie, juz sie nie porownuje,zaakceptowalam to,ze jestem kochana
Albo inaczej: nadal sie porownuje,moze jakos tak 'z przywyczajenia', ale juz tego nie analizuje, nie wartosciuje. Mojej wartosci nic nie podwazy - takie mam odczucie i staram sie je w sobie pielegnowac.
Naprawde radze zajrzec do tematu,ktory podalam,zaloze sie,ze jeszcze tego nie zrobilas. Zobaczysz,co to znaczy miec Prawdziwy Problem..
Offline
Ale ten wieloryb nie dotyczył postury, tylko obrzydzenia do swojego ciała.
To tylko takie porównanie było.
Nie twierdzę, ze mój problem jest największy na świecie, jest mnóstwo trudniejszych spraw.
Ale nie można mówić, że jest błahy, zresztą nie zrozumie tego osoba,
która nie miała Prawdziwych Kompleksów ![]()
Aha, nie chce mi się wyświetlić żaden twój temat ;/
Ostatnio edytowany przez bo-taki-mam-kaprys (2010-01-05 20:24:57)
Offline
Uwierz mi,ze mialam 'prawidzwe kompleksy', ktore momentami przeradzaly sie w nerwice lub jakas obsesje. Wiele razy wracalam do domu ze lzami w oczach, probowalam rozpieprzyc swoj zwiazek, ogladalam tysiace zdjec modelek i porownywalam sie z kazda, czujac sie zerem, a juz kazde wieczorne mycie konczylo sie dolem (szczegolnie,jesli wtedy bylam u chlopaka - wspolczulam mu,ze ma ''kogos takiego'').
Tym bardziej jestem wdzieczna,ze nagle przejrzalam na oczy.
Jestem normalna,zdrowa i ladna,kochana dziewczyna i ciesze sie z tego,co mam.
Offline
poklika ktos na gg mam dolinke od maja jestem sam jak palec po za krajem prosze to moje g8547889g pozdro dawid
Offline
Paulino, z tego co opisujesz, Twój przykład był dentyczny jak mój.
Jak Ci się udało z tym skończyć?
Przykłady, które opisujesz to jak kartka z mojego pamiętnika.
Ostatnio edytowany przez bo-taki-mam-kaprys (2010-01-06 05:29:40)
Offline
bo-taki-mam-kaprys napisał:
Paulino, z tego co opisujesz, Twój przykład był dentyczny jak mój.
Jak Ci się udało z tym skończyć?
Przykłady, które opisujesz to jak kartka z mojego pamiętnika.
Jest tak,jak mowilam. Przeczytalam ten temat http://www.netkobiety.pl/t6748.html i z dnia na dzien poczulam sie wartosciowa, w koncu zadowolona z siebie. Nagle kompleksy zeszly na daleki plan. Zaczelam doceniac to,co mam. Teraz wewnetrznie czuje,ze MAM WARTOSC. I juz jak widze zgrabna modelke to nei czuje sie gorsza, a jak poczuje, to bede walczyc z tym uczuciem, bo naprawde nie mam powodu.
Nie wiem,jak to zadzialalo. Myslalam,ze wszystkim tak pomoze opowiesc tej dziewczyny, dlatego wklejalam ten link. Najwidoczniej nie; moze nie kazdy tak jej wspolczuje i ja podziwia, moze nie kazdy wczul sie w to wszystko jak ja. Zobaczylam po prostu,jak ja mam DOBRZE, przestalam zadreczac sie tym,ze nie jestem jakims idealem. Nie wiem,czy to trwala zmiana w mojej mentalnosci - jak na razie przez pare dni sie utrzymuje. I w koncu czuje, jakbym mogla oddychac pelnia piersia ;> Jesli znow zaczne myslec jakies bzdury to wroce do tej historii. A przeciez to nie ejst pierwsza smutna historia ktora czytalam, moze po prostu pojawila sie w odpowiednim czasie i odnalazlam w niej jakies wazne dla mnie elementy..
Moze ty kiedys trafisz na cos innego,co tez zadziala jak kubel zimnej wody ![]()
Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-01-06 20:16:13)
Offline
Może.
Często próbuję sobie uświadomić, że jestem kretynką, że przejmuję się swoim wyglądem itd., a to zupełnie nie ma sensu, bo nie poznałam tego, co naprawdę jest złe.
Zresztą pijacki dom i dziecińswto pełne pogardy i niepokoju też mam za sobą.
Offline
bo-taki-mam-kaprys napisał:
Kompleksy cale życie dają mi poczucie gorszej. Przeszkadzają w życiu, miłości, samorozwoju, kontaktach z ludźmi. Nie potrafię tworzyć normalnego związku, bo zawsze wydaje mi się,
że jestem okłamywana, a faceci się mnie po prostu brzydzą.
Tak twierdzę, bo sama mam odruchy wymiotne na swój nagi widok w lustrze, i to nie jest przenośnia. Zawsze wydaje mi się, że facet ceni mnie za to, jaką jestem,
ale mojego ciała nie akceptuje, a ja chciałabym czuć się pożądana. Potrzebuję zapewniania o tym. Normalny facet nie wytrzyma długo z osobą, która caly dzień chodzi w podniesioną głową,
ale kiedy zamyka się z nim w sypialni nagle zaczyna się płacz, zakrywanie i marudzenie.
W szkolę także kompleksy nie pomagają. Nie należę raczej do szarych myszek, umiem się ubrać, bo się tym interesuję, ale chodzi mi o takie wewnętrze uczucie niższości i pogardy dla samej siebie.
Najchętniej nałożybym na siebie worek na ziemniaki, a na twarz papierową torbę.
I nie jest to którkotrwały kaprys nastolatki, mam tak całe życie.
ta wypowiedź dokładnie obrazuje mój stan duszy...zastanawiam się jedynie jak wiele nas jest: młodych, ładnych dziewcząt które z pewnych powodów sąswoimi największymi wrogami...
Offline
I ciekawe czy kiedyś to nam przejdzie.
Offline
Ta moja ''nagla samoakceptacja'' trwala tylko pare dni. Niestety. Potem wszystko wybuchlo znowu ;/
Wczoraj bylam na spacerze z moim chlopakiem no i nie moglam,wypytywalam sie go jak to jest..Zapytalam: ''jak chlopakom moga podobac sie ''normalne'' dziewczyny, skoro widza tyle takich o nienagannych ksztaltach? Musza stosowac zajebista taryfe ulgowa.. czyli byc z tymi normalnymi jakby z łaski?'' On padl na kolana na snieg i zaczal walic w ziemie ze zlosci, bo juz nie wytrzymal ;/ Wczoraj tez jego i siebie tak meczylam,placze ciagle.. Ech..
Na tym spacerze doszlam/-lismy do wniosku, ze musze stanac w bieliznie przed lustrem i powtarzac ''akceptuje siebie'', wziac sie w garsc,bo inaczej..bedzie naprawde ZLE. Trafie do wariatkowa jesli czegos z ta obsesja nie zrobie. Wracalam i myslalam tylko o tym,zeby zaczac prace z ta formulka,to byla moja jedyna nadzieja..
Okazalo sie,ze poczatek jest turdniejszy niz myslalam. Rozebralam sie i nie moglam podejsc do tego lustra.. Sama robie to tysiace razy dziennie (czesto sprawdzam,czy 'cos sie zmienilo',czy 'juz w koncu jestem atrakcyjna'),ale mialam wlasnie stanac z chlopakiem. Zacheca mnie,dotykal, w koncu stanelam - ale z kolei balam sie w nei spojrzec. Balam sie,ze znowu sie tym widokiem zestresuje. W koncu spojrzalam, zaczelam mowic..to brzmialo mniej wiecej tak: ''akceptuje siebie..akceptuje siebie..nie mgoe na siebie patrzec..akceptuje siebie'' ;D Ale 'cos' jednak do mnie dotarlo. Przeczytalam jeszcze jakis artykul w necie i poczulam sie lepiej, nawet wrecz jakbym pokonala to wszystko. Zachcialo mi sie cwiczyc (jak nie mam dola to wierze,ze uda mi sie schudnac,i nawet czerpie radosc z cwiczen fizycznych; poza tym wtedy nie czuje presji,bo wiem,ze 'tak czy siak jestem z siebie zadowolona').
Rozumiem coraz lepiej, ze musze sie naprawde zawziac, pilnowac swoich mysli,pracowac.. Tlumic negatywne uczucia,jesli tylko sie pojawiaja. Bo tak czesto jest chec,zeby dac im upust. Trzymam sie teraz tych cwiczen z lustrem,bo to moja nadzieja. I przeczytam znowu ten temat z forum,ktory mi pomogl wczesniej - zaniedbalam to..
Btw, bo-mam-taki-kaprys, ja przy 1,7m wzrostu waze 70 kg. nie wiem jka mozna miec kompleksy bedac o 10 kg szczuplejsza
A nosze rozm. 40-42.. Moj chlopak mowi mi,ze wiele dziewczyn chcialoby wygladac tak jak ja. Pewnie ma racje. Za to ja za duzo mysle o tych, jak ktore chcialabym wygladac.
Offline
Ja również gdy byłam młodsza miałam mnóstwo kompleksów ! Nie chciało mi się nic z sobą robić ponieważ myślałam że skoro jestem i tak brzydka to bezsensu cokolwiek 'ulepszać'. W końcu z czasem zaczełam odkrywać w sobie pewne atuty, podkreślałam je i czułam się coraz lepiej !
Doszłam do wniosku , że nie potrzebnie przejmuje się swoim długim nosem (!) i innymi niedoskonałościami , skoro właśnie powinnam podkreślać ATUTY ! I szczerze dziś uwielbiam swój nos
Po prostu przyzwyczaiłam się do niego i potrafie sobie z tego żartować ![]()
Offline
Ja mam dokładnie taki sam problem. Mam opinię atrakcyjnej i bardzo sympatycznej osoby. Zawsze miałam powodzenie, nigdy nie miałam problemów z facetami (z tego powodu nigdy nie miałam z kolei zbyt wielu koleżanek). Jestem inteligentna i zaradna, mam dobre stosunki z innymi ludźmi, z każdym dniem staję się coraz bardziej asertywna. Od ponad 2 lat tworzę wspaniały związek, w którym wiadomo - były chwile kryzysów, ale wychodziliśmy z nich. Z pozoru mam naprawdę fajne życie, ale moim problemem jest niska samoocena a bardziej to, że ciągle porównuję się do innych - często bez powodu, bo z reguły "wybieram" sobie osoby, które w oczach innych wcale nie są "lepsze" ode mnie. Najgorsze jest to, że te myśli są natrętne i ciężko mi się ich pozbyć. W prawie każdej sytuacji życiowej zastanawiam się jak osoba X by postąpiła, że pewnie X zrobiłaby to inaczej itd.itd. W dodatku zazwyczaj wydaje mi się, że inni widzą to tak samo. Zazwyczaj wybieram sobie koleżanki mojego chłopaka i potem wkręcam sobie, że on wolałby je ode mnie. (Miała kiedyś miejsce skomplikowana sytuacja z udziałem jednej z nich i może to dlatego?)
Nie umiem poradzić sobie z tym, że walczą we mnie dwie osoby - jedna, która zna swoją wartość, która jest otwarta, lubiana, podziwiana za PEWNOŚĆ SIEBIE i druga, która jest zagubiona, niepewna i najchętniej stałaby się zupełnie kim innym.
Co można z tym zrobić?
Offline
Strony: 1