Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Hej hej Gothka!
Ja też mam ostatnio pod górkę więc piszę, jak widać rzadko.
Ale jakbyś chciała pogadać na gg to mój nr: 10509129 (zazwyczaj jestem niewidoczna ale pisz śmiało, w razie czego daj znać kiedy będziesz, to się spróbujemy skontaktować).
Jestem przeważnie wieczorkiem (22-24).
Wtedy chętnie pogadam z Tobą i o ile będę mogła, podniosę Cię na duchu.
Papapa ![]()
Offline
Liczenie na leki i lekarza psychiatrę niestety na niewiele się zda. Potrzebne byłyby wizyty u psychoterapeuty, najlepiej kobiety. Niestety, żeby rany mogły się zabliźnić, należy je ponownie rozdrapać tzn. trzeba o wszystkim komuś (psychoterapeuta) opowiedzieć. Trzeba wybaczyć osobom, które cię skrzywdziły. Wiem, brzmi to koszmarnie. Ale gdy będziesz próbowała o wszystkim zapomnieć, zepchniesz te wszystkie uczucia w podświadomość i pewnego dnia one wyskoczą z ciebie z podwójną siłą w postaci np. ciężkiej depresji. Ja starałam się zapomnieć o doznanych krzywdach, żyć dniem dzisiejszym, przeżywać i zapamiętywać jak najwięcej dobrych chwil, a mimo to, w najmniej oczekiwanym momencie dopadła mnie depresja. Żyłam jak na krawędzi. Bałam się, że stracę pracę, musiałam prosić lekarza o nieumieszczanie mnie w szpitalu, tylko o zwolnienie L4 i silne leki. Po tych lekach przytyłam w ciągu roku 20 kg! Stałam się milcząca, widząca wszystko w czarnych barwach, izolująca się od ludzi. Ale teraz nie słyszę głosów ludzi, którzy mnie skrzywdzili. To tylko pewien etap dla mnie. Nadal muszę pracować z psychoterapeutą.
Offline
Gothka , urzekła mnie Twoja historia , i nie bede tu wyrażała w słowach litości ani żalu bo ani to mi nie pomorze ani Tobie ale powiem coś co być może zmieni coś , uważam Cie za najsilniejszą osobe jaką znam ! Nie ma silniejszej od Ciebie !
Ja przeżywszy takie rzeczy które opisywałaś już dawno leżałabym w grobie za to Ty nie poddajesz sie ! Póki walczysz jesteś zwycięzcą pamiętaj o tym , i właśnie tak jest w Twoim przypadku , jesteś zwyciięzcą cały czas bo nie poddajesz sie !
Teraz widze jak błahe są moje problemy i zadręczania i widze też to jaka jestem słaba , bo ja bym sobie z takimi rzeczami nie poradziła , ta zawnętrzna maska pewnej siebie laski, no właśnie maska , którą nakładam codziennie. A Ty jesteś wspaniała i dajesz mi wiare na to że jeśli człowiek chce jest w stanie przeżyć wszystko.
A najpiękniejsze w Tobie jest to że choć doświadczyłaś tyle zła i szczególnie zła ze strony najbliższych to sama jesteś Dobra , to ZŁo cie nie zmieniło, nie odebrało Ci godności dobroci i człowieczeństwa.
Może moje słowa coś zmienią może nie , ale pamiętaj jak będzie Ci kiedyś smutno i beznadziejnie przeczytaj to co napisałam.
I tak na koniec : JESTEŚ WSPANIAŁA <tuli> !!!
Offline
Jeszcze raz chcę podziękować wszystkim, którzy pisząc tutaj dodają mi otuchy i Tobie, Majko- za piękne słowa. Wydarzyło się w moim życiu kilka dobrych rzeczy.
Najważniejsze to to, że znalazłam mieszkanie i nie muszę mieszkać już w tym obskurnym akademiku. Może nie jest nowoczesne i super urządzone, ale jest ciche- i samo to potrafi mnie uspokoić. Wracając z zajęć nie musze przechodzić już przez ciemne, akademickie korytarze mając na sobie wzrok przepitych studentów. Wracam do słonecznego pokoju ze świadomością, że nikt nie zrobi mi tam nic złego.
Trafiłam też na wspaniałe współlokatorki. Zwłaszcza dziewczyna z którą mieszkam jest bardzo miła. Umiem już nawet wyjść z nią na zakupy, bez mojego D. … Kiedyś to graniczyło z cudem.
Pobrałam sobie też krew i zrobiłam badania na tarczyce. To kolejna niesamowita rzecz w moim życiu. Nieważne, że przez 3 tygodnie moja ręka od łokcia po nadgarstek była całkowicie sina. Ważne, że mama kolegi, która jest pielęgniarką pobrała mi tą krew u niego w domu i nie musiałam w szpitalu wdychać okropnego zapachu środków do dezynfekcji…
Niedoczynność tak jak się spodziewałam wyszła dość spora. Ale dostałam leki, biorę Lineę i wreszcie chudnę. Na razie zgubiłam 5 kg, muszę zgubić jeszcze 20 kg, by ważyć tyle, co przed chorobą. Nie przeraża mnie to. Wiem, że dam radę.
Cieszę się, że Bóg tak pokierował moim życiem, że 6 lat temu trafiłam jako wolontariuszka na oazę dla osób niepełnosprawnych. Pierwsza moja oaza to był koszmar, zaledwie dwa miesiące po śmierci mojej drugiej maleńkiej siostrzyczki. Praktycznie cały czas płakałam, nic nie jadłam i uciekałam ze wszystkich możliwych zajęć do swojej kryjówki pod schodami- jak małe dziecko, a miałam wtedy 15 lat… Ale ci ludzie mnie nie odtrącili i nie potępili- mimo, że praktycznie z nimi nie rozmawiałam. Przekazując mi znak pokoju na Mszy Świętej przytulali tak serdecznie, że po raz pierwszy w życiu czułam się komuś potrzebna.
Dwa lata później, po koszmarze, o którym już tutaj pisałam postanowiłam popełnić samobójstwo w swoje 18-naste urodziny. Wszystko było zaplanowane, listy napisane, tabletki leżały na swoim miejscu. Nie chciałam dłużej żyć, nie chciałam zdawać poprawki w szkole z przedmiotu, którego nienawidziłam, u nauczycielki, która nienawidziła mnie. Poddałam się.
Ale wcześniej wyjechałam właśnie na swoją oazę. Co roku w ramach praktyki przyjeżdżają pomagać nam, wolontariuszom, klerycy. I właśnie wtedy był tam kleryk, który ciągle chodził uśmiechnięty. Z racji swoich wcześniejszych doświadczeń z osobami duchownymi nie powinnam mu ufać. Ale byłam już tak bardzo samotna i zobojętniała na wszystko, że pewnego razu po prostu zaczęłam z nim rozmawiać- tylko dlatego, że tak jak ja interesował się muzyką. Nie mówiłam mu nic o swoich problemach, opowiadałam mu tylko o muzyce gotyckiej. Obiecałam dać mu wtedy adres mojego bloga, którego w tym czasie pisałam. Powiedziałam mu, że poczyta sobie coś więcej o muzyce- chociaż wiedziałam, że przede wszystkim przeczyta o moich problemach i zamiarze popełnienia samobójstwa. Ale dałam mu ten adres, chociaż nigdy wcześniej nikomu o blogu nie wspominałam. Wymieniliśmy się też adresami mailowymi i oaza się skończyła.
Minęło kilka tygodni, mój nowy znajomy się nie odzywał. Powoli kończyłam wszystkie swoje sprawy, by móc spokojnie odejść. Aż pewnego wieczoru dostałam od niego smsa, że zgubił karteczkę z moim adresem bloga a że nie dałam mu swojego numeru telefonu, to musiał go jeszcze zdobyć.
Na następny dzień, kiedy M. przeczytałam już mojego bloga dostałam od niego długiego maila. To były piękne i szczere słowa wsparcia, a także obietnica pomocy, która nie okazała się tylko pustym zdaniem. Był to też zarazem początek wspaniałej przyjaźni, która trwa do dnia dzisiejszego. Wiele maili, smsów, długich nocnych rozmów w czasie oazy. Od czasu, kiedy się poznaliśmy dużo się zmieniło. Ja byłam w kilku ,,związkach” z których wyszłam mocno poraniona, później spotkałam mojego obecnego, cudownego chłopaka, przeżyłam kilka załamań nerwowych, M. w tym czasie skończył studia i został księdzem.
Rok później poznałam dwójkę kolejnych wspaniałych ludzi. Dziś wiem, że dzięki tym oazom zyskałam trójkę prawdziwych przyjaciół, którzy są dla mnie jak rodzeństwo.
Mimo, że czasem jestem nie do zniesienia, oni ciągle są ze mną. Może nie zawsze do końca rozumieją, co czuje, ale wiem, że zawsze stoją po mojej stronie.
Pomimo wszystkiego co się w moim życiu stało wiem, że dobrzy ludzie istnieją. Spotkałam ich na swojej oazie i na tym forum ![]()
Ostatnio edytowany przez gothka (2009-12-29 13:50:03)
Offline
Ślicznie Gothka ! Po prostu ślicznie ! ;*****<moja kochana > <tuli >
Offline
Dobrze, że mogę tu z Wami być ![]()
Offline
Ja też sie bardzo ciesze że tu jestem ![]()
Offline
Gothka, przeczytałam Twoją historię. Jestem wstrząśnięta i aż wstyd mi, że ja ubolewam nad swoimi małymi problemami, podczas gdy Ty przechodzisz piekło. Brak słów. Trzymaj się kochana. I powiem, że jesteśmy całkiem blisko siebie, bo ja też mieszkam w Rzeszowie.
Offline
Kochana, jesteśmy tu z Tobą i pamiętaj o tym! :*
Offline
oooo Gotha ! No w końcu masz avatar ! Mój Madox ma towarzystwo , nie bedzie już taki samotny ;P
Offline
Czuję jak głęboko sięgnęłam dna… W takie dni jak dziś nienawidzę mojego przyjaciela za to, że kiedyś mnie uratował.
Mam 20 lat, powinnam żyć pełnią życia. Wszystko jest dokładnie na odwrót. Do tego pewnie dojdą (aż ciężko to napisać…) pampersy dla dorosłych.
Będę je chyba musiała zacząć nosić żeby gdziekolwiek wyjść z domu. Jest tylko gorzej.
Kiedy przedwczoraj jechałam do mojego D. na sylwestra było gorzej niż zwykle. Już dzień wcześniej zaczęłam wymiotować z nerwów. Nigdy nie denerwowałam się aż tak i do tego stopnia, że nie mogłam nawet ustać na nogach. Wymiotowałam, płakałam i prosiłam Boga, żeby mnie do siebie zabrał, bo dłużej nie dam już rady. Pomogła duża dawka leków uspokajających.
Do D. pojechałam dopiero po południu. Miałam jechać rano ale strach był tak ogromny, że nie wyszłam z domu. Bałam się wyjść nawet ze swojego pokoju, chociaż wiedziałam, że mój strach jest bezpodstawny. Dopiero kiedy tato odprowadził mnie na autobus i czekał, aż do niego wsiądę w miarę uspokojona mogłam jechać.
Wiem, że moje życie już nigdy nie będzie normalne. Że zawsze będę tylko kimś, kto potrafi jedynie przeszkadzać.
Nie martwię się sobą, bo wiem, że to wszystko moja wina. To ja nie umiem zachowywać się jak normalni ludzie. Szkoda mi tylko mojego faceta, że musi się męczyć z taką kreaturą jak ja.
Offline
Kochanie ! Ależ Ty jesteś normalna ! Tylko tego nie dostrzegasz !
D. Cie kocha i ja też ! Jesteś wspaniała !
Popatrz pomimo tego wszystkiego co Cie spotkało nie zgubiłaś samej siebie ! I powiem Ci też że spotkało Cie wielkie szczęście ! A tym szczęściem jest Twój D.
Nawet nie wiesz ile bym dała żeby mieć koło siebie kogoś takiego ;(
Codziennie gdy będziesz kładła sie spać pomyśl o tym co ci sie danego dnia udało i o tym że masz D. i mnie.
Koncentruj sie na możlwościach a nie na tym co nie wyszło. Bo może na niektóre rzeczy czas przyjdzie później.
Trzymam za Ciebie cały czas kciuki ;******** Jesteś kochana !
Offline
Przebrnelam przez te 2 strony ze wzruszeniem. Nie wiem,co pisac. Ale wiedz,ze twoje zycie ma jakis sens,ma wiekszy sens niz proste i przyjemne zycie wielu ludzi. Twoje cierpienie daje nieszczesliwym nadzieje,ze mozna przezyc takie okropnosci i ciagle umiec dostrzegac piekne strony zycia, byc normalna osoba. Bo opisujesz wszystko jak inteligentna,normalna dziewczyna,ktora przygniotl lek. Nie wiedzialam,ze mzona przezywac tak ogromny lek. A przyklad twojego chlopaka pomaga mi zmienic moje pojmwoanie 'milosci',i uwierzyc w milosc 'bezwarunkowa' (chociaz wciaz ulomna,ludzka).
Bardzo dziekuje za twoje posty. Chcialabym pomagac ludziom,ktorzy cierpia tak,jak ty. Posty takie jak twoje moga zmienic zycie. Bardzo ciesze sie,ze znalazlam to forum.
Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-01-03 22:13:26)
Offline
Gothka, prosze przeczytaj to co Ci napisze... czytajac Twoja historie, ktora w pewnym sensie "niewiele" rozni sie od mojej znalazlam jeden wielki podstawowy blad...twoi rodzice nie byli religijni, nie byli gorliwymi katolikami tylko banda faryzeuszy...nie obraz sie tylko, ze to pisze... to oni bardziej potrzebuja pomocy, bo ich oczy sa slepe a serca zatwardziale...mam na imie małgosia, mam 21 lat. moje dziecinstwo i czas dorastania byly niesamowitym pieklem...wychowywalam sie w rodzinie, gdzie nie bylo milosci, gdzie byly klotnie, przeklenstwa, wielka nienawisc..moj tato byl alkocholikiem, zawsze bil mame...moj jedyny obraz z dziecinstwa, ktory pamietam to wystraszona twarz malego dziecka, ktore zaplakane kleknelo przed ojcem i blagalo aby nie bil mamy tym wielkim czarnym butem...tym dzieckiem bylam ja...kiedy mialam 7 lat moi bracia zaczeli mnie molestowac...jako, ze bylam bita przez rodzenstwo w okropny sposob, a takze wyzywana, nie powiedzialam nic mamie bo mi zagrozili...a bylam jeszcze dzieckiem...p[oniewaz pochodzilam z biednej rodziny inne dzieci wysmiewaly sie ze mnie, bily mnie w szkole, nauczyciele traktowali mnie jak smiecia..nie chce pisac calej mojej histori ale wymienie ci to co najbardziej mnie zranilo...niedlugo po molestowaniu przez braci, w szczegolnosci przez jednego, zaczal wykorzystywac mnie wujek, brat taty...w domu bili mnie, wyzywali, moj brat powoli niszczyl mi psychike..pewnego dnia zrozumialam, ze to co robi wujek jest niedobre i sie przed nim obronilam...w domu wiedzieli o tym ale nikt nic z tym nie zrobil...niedlugo potem kiedy mialam 12 lat, w srodku nocy przyszedl do mojego lozka brat...ja spalam...obudzil mnie jego dotyk, byl taki straszny, dotykal mnie wszedzie...przerazona otworzylam oczy a on odskoczyl ode mnie i udawal, ze siedzial z drugiej strony lozka...ja zeszlam na dol do mamy i jej o tym powiedzialam...nic jednak nie zrobila...zaczelo sie pieklo, nbalam sie chodzic spac, nie wiedzialam jak sie zachowywac przy bracie, on na mnie patrzyl pozadliwymi oczami, podgladal mnie kiedy sie kapalam.. w wieku 14 lat na oczach mojego pijanego taty pewien starszy mezczyzna zaczal mnie obmacywac...ja krzyczalam, wolalam zeby mnie zostawil a pijany tata patrzyl sie w stol i nie zwracal na mnie uwagi...udalo mi s ewyrwac i pobieglam do mamy..nikt nie zaaregowal..wtedy zaczelam sie nienawidzic, wzielam ostra szczotke i scieralam z mego ciala caly brud...ale to nic nie dalo...nienawidzilam siebie, nie szanowalam sie bo uwazalam, ze jestem szmata, ktora nadaje sie do uzytku, nic wiecej...lecz pewnego dnia pojawil sie on, pokochalam, zaufalam...po tzech latach mnie zostawil, wyjechalam w wieku 18 lat za nim za granice, bylismy tam ze soba tylko przez pol roku...zmienil sie, znalazl inna..zostalam sama, na bruku..poznalam ludzi, ktorzy mi pomogli, dali dach nad glowa, prace w serwisie sprzatajacym...popadlam w lęki, mialam mysli samobojcze..pierwszy raz pojawily sie u mnie w wieku 9 lat... trafilam do psychiatry bo zaczelam sie ciac, bo nie moglam funkcjonowac...bylam jak krolik doswiadczalny, z jednego leu na drugi...organizm mi sie kompletnie wyjałowił a psychotropy nie pomagaly..w tym czasie zostalam zgwalcona, tylko Bog wie jak sie czulam...jak szmata..psycholog juz nie wiedzial kjak mi pomoc, psychiatra tylko kazal mi sie szprycowac cymbalta, prozac etc.. nie moglam jesc, schudlam, jedzenie stalo sie moim wrogiem...tak jest do teraz..przez przypadek trafilam na ksiedza, ktory skierowal mnie na modlitwe do animatorow w odnowie Ducha Swietego...tak sie zaczal proces mojego uzdrawiania...tabletek juz nie bralam, postawilam na boga, ktorego nie znalam, ktorego sie balam...przestalam sie samokaleczyc, mysli samobojcze mi odeszly, wyzwolilam sie z grzechu nieczystosci, nie mam juz schiz, nie bije sie...mam spowiednika, ktory mnie kocha jak ojciec, ktory mnie wspiera...ja nadal jestem w procesie uzdrawiania wewnetrznego, wiem, ze na to trzeba czasu i cierpliwosci...uwazam, ze tabletki ci nie pomoga bo twoja sytuacja jest inna, ty nie jestes chora umyslowo tylko jestes poranionym dzieckiem bozym, ktore doswiadczylo wiele zla...zycze ci abys znalazla w rzeszowie wspolnot Donowy w Duchu swietym, poszla do nich na modlitwe wstawiennicza, moze przeszla seminarium ktore co roku u nich sie odbywa.. nie zostawiaj tego, musisz chciec sobie pomoc..dziewczyno, ja do nich dwa razy szlam, za drugim mi sie udalo, za pierwszym wygral szatan - zawrocilam do domu... a pamietaj, ze samobojstwem niczego nie roziwazesz tylko mozesz zniszczyc sobie wiecznosc...wierze w ciebie, ze dasz rade...ps... przez ciebie jeszcze twoi rodzice dostapia nawrocenia.
Offline
Cześć Gothka przeczytałam twoje posty i też chciałabym coś dodać.
Po pierwsze twoje historia niezwykle mną wstrząsnęła. Jak jedna osoba mogła doświadczyć tyle zła? Sama mam teraz pod górkę i dobrze cię rozumiem.
Nie byłam ani molestowana, ani zgwałcona. Moi rodzice wręcz odwrotnie- w ogóle się mną nie interesują. Nic o mnie nie wiedzą, wiecznie siedzę sama w domu
W szkole chyba kwalifikuję się do osób 'lubianych'. W niej udaję pewną siebie, wygłupiam się. Ale powiem ci coś- nie mam ani jednego prawdziwego przyjaciela. Pod maską po prostu się boję, jestem całkowicie sama. I się strasznie męczę. Chętniej bym była sobą, ale boję się, że już wtedy nawet ci fałszywi przyjaciele mnie zostawią.
Nie przejmuj się więc, że te 'plastikowe laleczki' jest niby tak kochane i lubiane. Ręczę ci, że tak jak ja mają kompleksy i po prostu znalazły sobie inny sposób na poradzenie sobie z nim. A to że są szczupłe, 'ładne'? To nie ma żadnego znaczenia. Uroda przemija z wiekiem. Ja też nie jestem szczupła, mam nadwagę. Za kilka lat już nie będą takie 'ładne', za to będą dalej mało inteligentne i najprawdopodobniej już nie takie 'kochane'.
Moi rodzice uważają, że zmyśliłam sobie, że jestem nieszczęśliwa. 'Przecież masz przyjaciół?' pytają. Ja nie wiem co odpowiedzieć. Że wszyscy moi znajomi wcale mnie nie lubią? Że tak naprawdę sama nikogo w mojej szkole nie lubię? Więc odrzucają problem, przylepiając do niego etykietę 'nieważny'.
Czasami siedzę sama w domu i myślę, że tak jest lepiej. Czasami patrzę na inne dziewczyny, które mamy pytają 'jak tam w szkole' i pomagają im w nauce, i uważam, że to nie fair. Że ja też bym tak chciała. Że już nie chcę w kółko siedzieć sama, za jedyne towarzystwo książki i psa. Ale teraz wiem, że jednak wolę siedzieć samotnie. Że problem stwarzam ja sama, i dobrze wiem ,że widzę więcej od innych dziewczyn.
Więc może zamiast nie nawidzieć choroby i siebie, spróbuj wszystko pogodzić. Masz chłopaka. Wyjdź czasem z nim na spacer. Do okoła bloku. Żeby poczuć słońce na twarzy. Żeby zobaczyć, że wcale nie jest tak strasznie. Nie musisz od razu chodzić na dzikie imprezy. Spokojnie, dzień po dniu, chodź na coraz dłuższe spacery. Nie interesuj się obcymi ludźmi. Pomyśl sobie 'no i co że mnie widzą? I tak zaraz pewnie pójdą dalej, i szybko o mnie zapomną' Najprawdopodobniej widzą cię po raz piewrszy i po raz ostatni. Naprawdę, ludzi jest miliony. Obcych codziennie widzisz innych. Zobaczysz, stopniowo zacznie być coraz lepiej. Zmień psychoterapeutę. Powinien być to ktoś kto się uśmiechnie i zapyta, jak dziś minął ci dzień, a nie ktoś czyja wizyta składa się z 'jak się dziś pani czuje?' i przypisaniem nowego leku. Już podjęłaś pierwszy krok- leczenie.
Głowa do góry! Może i myślisz, że jesteś głupia i słaba, aleja ci mówię, że jest inaczej. Na twoim miejscu nie wiem co by ze mną było, skoro ja się załamuję po takich błachych sprawach.
Offline
Każdy dzień jest niemym wołaniem o pomoc...
Praktycznie przestałam jeść. Rano nie jestem w stanie, wieczorem boję się, że kiedy zjem następnego dnia znów będę umierać na zajęciach bojąc się, że zwymiotuję przy ludziach. Normalnie jem tylko w domu, u siebie. Chudnę- i jedynie to mnie w tej sytuacji cieszy. Że ludzie już nie patrzą na mnie jak na zapasionego potwora, który ciągle je. Nakładając co rusz mniejszy rozmiar spodni, który po tygodniu znów jest za duży czuję się lepsza. Na chwilę...
Jakiś czas temu poznałam dziewczynę, która tak samo jak ja została zgwałcona. Zaprzyjaźniłyśmy się. Miało pomóc, miało już tak nie boleć... Wróciło do punktu wyjścia. Jakby to było wczoraj, nie trzy lata temu. Jest gorzej, niż kiedyś.
Mój najlepszy przyjaciel w końcu się poddał. Osoba, która kiedyś tak bardzo walczyła o moje życie teraz nie odpisuje na maile, smsy. Jakby dawał mi przyzwolenie na śmierć...
Chciałam znaleźć jakiegoś terapeute, nawet zmienić tok studiów na nauczanie indywidualne. Ale boje się, że kiedy to zrobię takiej wariatce nikt nie pozwoli pracować z dziećmi.
Wszystko, co robię, krzyczy do mnie jak bardzo jestem beznadziejna....
Offline
A moze powinnas znalesc odpowiedniego terapeute? Wiem jak Ci ziezko, napewno czujesz sie samotna i odrzucona ale nie warto sie poddawac...Gothka, musisz walczyc! Teraz najwazniejsze jest Twoje samopoczucie a nie praca z dziecmi..Jesli nie wyleczysz depresji to nigdy nie bedziesz pracowala z dzieciakami...a uwierz mi, ze depresje da sie wyleczyc, jest mozliwosc przebaczenia i pogodzenia sie z wlasna historia...ale to wymaga wielu lat pracy..ja jeszcze dzis odczuwam skutki zranien, wyzywam sie na osobie, ktora kocham najbardziej - mojego przyjaciela...On ma tak wiele motywacji, talent muzyczny a ja nie mam zadnego... I bardzo sie boje, ze go strace, ze odda sie wlasnym pragnieniom a ja nie bede miala do kogo buzi otworzyc...to, ze tracisz apetyt to bardzo niedobrze...ja tez nie mam apetytu, stwierdzono u mnie jadlowstret psychiczny i bede musiala sie isc leczyc...nastepna rzecz,gdzie prawdopodobnie nie bede miala wsparcia przyjaciela ale musze to jakos przebolec...gothka, pomysl o psychologu...naprawde, mozesz wiele zyskac
pozdrawiam
Offline
Nawet nie wiem gdzie mam szukać jakiegoś terapeuty... Kogo zapytać, o co, ile to będzie kosztowało.... Chyba dochodzę do momentu gdy samobójstwo nie jest kwestią wyboru. To po prostu odpoczynek od tego wszystkiego, od moich natręctw, samej siebie.
Albo coś się zmieni albo ja odchodzę. Bo dłużej nie dam rady ani ja ani mój D. ...
Offline
Dziewczyno, nawet nie mysl o samobojstwie... Kiedy czlowiek sie zabija, ginie nie tylko jego cialo ale i dusza... W Twoim przypadku samobojstwo bylo by kwestia wyboru, poniewaz jestes osoba swiadoma.. Wiem jak jest Ci ciezko, bo sama to przechodzilam...szkoda, ze mieszkam za granica bo bardzo chciala bym cie poznac...Ja tez bardzo wiele w zyciu przeszlam, do tej pory odczuwam skutki zranien z mojego dziecinstwa...Jednak wierze, ze pewnego dnia zostane calkowicie uleczona z "trądu", ktory naznaczyla mi własna historia..Pierwsza rzecz jaka powinnas zrobic to prosic Boga o zaakceptowanie wlasnej histori, o siłe dzwigania wlasnego krzyza.. Nie bez powodu urodzilas sie wlasnie w tej rodzinie, nie bez powodu przechodzilas te straszne momenty. Uwazam, ze moja, ze twoja historia jest wielkim blogoslawienstwem, poniewaz poprzez te ciezkie doswiadczenia bedziemy potrafily rozumiec ludzka krzywde, bedziemy mogly dawac poranionym ludziom swiadectwo, ze z depresji mozna wyjsc, ze jest nadzieja... Moze pewnego dnia spotkasz na swojej drodze dziewczynke, ktora rowniez doswiadczyla molestowania seksualnego... I tylko Ty bedziesz mogla jej pomoc, bo bedziesz potrafila odnalesc sie w jej sytuacji, zrozumiesz ja duzo lepiej... Wiesz, moze poszukaj na internecie jakiegos terapeuty, ja nie mam zielonego pojecia ile to w polsce kosztuje...Pamietaj gothka, ze nigdy nie dostajemy takiego krzyza, ktorego nie byli bysmy w stanie uniesc... zaakceptuj go, jesli zaufasz Bogu to jestem pewna, ze pewnego dnia bedziesz plakac z radosci i dziekowac Mu za wlasne zycie, a szczegolnie za te najciezsze momenty...pozdrawiam Cie serdecznie
Offline
Witam!!Gothka,dzisiaj dopiero przeczytalam twojego posta...dech mi zaparlo...strasznie Cie podziwiam za wytrwalosc...twoja depresja siega szczytu...a pomimo tego jest w tobie chec odbicia sie ,musisz stanac na nogi ,przebic ten strach...badz miedzy ludzmi..siedzac w domu dobijasz sie z myslami...zobacz sama sie cieszysz ze schudlas to juz cos..strasznie mi cie zal ,jesli tyle wytrzymalas, to dasz rade wyjsc z tego ,depresja to straszna choroba ale idzie sie wyleczyc...warunek trzeba bardzo chciec..przelam to ,tak bardzo zostalas zraniona przez innych..a tak szczerze piszesz o tym na forum,jestes dobra dziewczyna i wartosciowa,posiadasz duzo duzo serca,uwierz w siebie....nie okaleczaj sie..Chcialabym ci polecic pania profesor psychiatrii...ale nie wiem czy tak mozna bezposrednio na forum.Wiec prosze Cie wejdz na moje gg 19551186...I nie rob zadnych glupstw ,wybij sobie z glowy to samobojstwo...
Ostatnio edytowany przez coco59 (2010-03-02 10:02:26)
Online
Podpisuje sie pod spikegirl. Blagam, nie rob tego Gothko, ja cie podziwiam za to,co przeszlas i ze z tym walczysz. Poza tym, wiesz, jak D. to przezyje? Moze i teraz jest sfrustrowany, ale po jakims czasie bedzie zadreczal sie tym,ze to sie stalo, niesamowicie za toba tesknil i zastanawial,gdzie popelnil blad. Takim czynem pokazujesz, ze tak naprawde do konca nie zalezalo ci na tych,od ktorych odeszlas. Ciotka mojego chlopaka popelnila samobojstwo. On nigdy nie chcialby przezyc takiego dnia jak wujek,bo to po prostu straszne.. Kazdy bliski tobie bedzie bardzo cierpial po czyms takim. Mi tez bedzie zle, zwlaszcza, ze twoje posty pozwolily mi tak docenic zycie, chociazby na krotko. No i w ogole - nikt nie powinien sie zabijac! Ponoc samobojstwo jest dla duszy wielka strata lekcji, ktorej miala sie na ziemi nauczyc..
Na pewno da sie cos jeszcze uratowac. jesli przezwyciezysz to wszystko, wyobrazasz sobie,jaka bedziesz silna (taka sila plynaca z 'wewnatrz') i szczesliwa?
Offline
Niby jak mam to wszystko ratować...? To trwa zbyt długo. W zbyt wielkim tempie rozbijam się o dno.
Kiedyś walczyłam z nauczycielką od matematyki. Wyśmiewała mnie, kpiła ze mnie, przez nią przestałam na jakiś czas wogóle funkcjonować.
Teraz na studiach trafiłam na dwie takie kobiety. Z dwóch najważniejszych przedmiotów. Nie mam zaliczonego żadnego kolokwium- mimo, że naprawdę dużo się uczę dowiaduje się tylko że nie nadaje się do pracy z dziećmi, że powinnam zmienić studia...
Z D. mogę widzieć się teraz raz w tygodniu bo nasze zajęcia nie pozwalają na więcej. Ciągle więc jestem sama, zbyt przerażona by cokolwiek zrobić.
Czasem mam ochotę krzyczeć na ulicy do obcych ludzi żeby przestali na mnie patrzeć. Ludzkie spojrzenia są tak bolesne.
Offline
A dziś mój jedyny, najukochańszy D. przyznał się, że jakiś czas temu nie wytrzymał napięcia w związku, moich nastrojów i całował się z inną...
Tylko on trzymał mnie przy życiu.
Offline
Ehh ciężka sprawa...czytałam już jakiś czas tematu Twoją historię, ale nie czuje sie na siłach dawać Ci rady odnosnie Twojej depresji i przeżyć bo za mało chyba jesczze przeżyłam by sie wypowiadac.
Co do twojego ostatniego postu to wiesz...Twój chłopak jest naprawde cierpliwym czlowiekiem. I widac jego uczucie do Ciebie, skoro był przy Tobie przy tak wielkich wachaniach Twojego nastroju i jakby nie patrząc, braku chociażby próby zmiany. Masz kochającego chłopaka a to bardzo dużo. Chciałabym mieć tyle. Czy on nie jest wystarczającą motywacją do walki o siebie?
Czy to co piszesz w ostanim poscie to informacja ze nie jestescie juz razem? zerwaliscie? wiesz...pocałunek z kims innym to też forma zdrady..ale moze nie wsyztsko stracone jeszcze...jak on sie teraz zachowuje?
Offline
On żałuje tego wszystkiego... ale nie wiem czy to nie jedynie strach o moje życie i dlatego boi sie ze mną zerwać...
Offline