Mój codzienny krzyż brzemienny - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#26 2009-11-17 18:45:34

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Greta gdyby to było takie proste smile
Ja zaczynam jeść i nie mogę skończyć ..


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#27 2009-11-17 22:38:41

Greta
Przyjaciółka Forum
Wiek: 30+
Zarejestrowany: 2009-11-05
Posty: 997

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 13:28:53)

Offline

 

#28 2009-11-18 07:44:34

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Ale cośCi Gretko powiem...
Mój mózg,a raczej psychika patrzy na 'świat jedzenia'w inny sposób niż Twoja - jedzenie todlamnie ukojenie,lekarstwo na wszystko ,tylko,że to takie złe lekarstwo... Które  nie pomaga  a wręcz przeciwnie ;/
I tak to jest moja droga...
No ale już nie rozmawiajmy może na ten temat , bo może nie dojdziemy do porozumienia , może powstanie niechciana kłóótnia , sprzeczka ,  atego nie chcemy prawda?
I uwierz mi - wiem co piszę z tym nieporozumieniem...
Przez bulimię wiele razy dochodziło do kłótni na innych forach smile
'Pozdrawiam


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#29 2009-11-18 12:56:15

Greta
Przyjaciółka Forum
Wiek: 30+
Zarejestrowany: 2009-11-05
Posty: 997

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 13:29:34)

Offline

 

#30 2009-11-19 09:48:00

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

I proszę...
Kolejny raz to samo....
Dobra , już milczę


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#31 2009-11-24 23:42:23

Nikuś
Cioteczka Dobra Rada
Wiek: 22
Zarejestrowany: 2009-05-11
Posty: 379

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hmmm straciłam wątek , posty Grety zniknęły i nie bardzo wiem o co chodzi?!

Ale czytałam dziewczyny, że robicie postępy, co mnie bardzo cieszy smile
Napiszcie jak teraz jest? Jakie sukcesy lub porażki wszystko wszystko smile Wydaje mi się, że jak wyrzucicie z siebie to co Wam leży na sercu i siedzi w głowie, będzie Wam lżej smile
Nie ma sensu się o nic spierać trzeba sobie pomagać w takich sytuacjach najlepiej jak się dać smile
Czekam Suzi i Malwinko na relację, bo już troszkę czasu upłynęło smile
Ciągle za Was trzymam kciuki smile Nawet jak będziecie mieć kryzys, to nie przejmujcie się tylko próbujcie dalej aż do skutku smile
Trzymajcie się smile

Offline

 

#32 2009-11-26 22:45:34

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Nikuś fajnie , że napisałaś - hm... jesli chodzi u mnie to biorę nowe leki i czuję się super - znów odzyskałam barwy życia - z wymiotami jest różnie ale psychicznie o wiele lepiej - powróciły marzenia , chęć zycia i nowy pomysł na zrealizowanie jednego z moich największych marzeń-od kilku lat chodzi za mną jeden pomysł , który nie daje mi spokoju - dziś postanowiłam! ha! Zrobię to , choć moja matka nie jest zadowolona , trudno - mam 18 lat i to moja decyzja - jutro wydrukuję deklarację co do zgody na oddanie organów po śmierci - http://www.jak-to-zrobic.pl/index.php/a … 116/id/295
Bardzo mi na tym zależy , chciałabym także wpisać się na listę dawcy szpiku - pomagając innym czuję , że wyjdę z tego piekła , normalnie sie unoszę - to mi pomaga i pomoże - czuję to:)


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#33 2009-11-27 19:22:32

Thula
Na razie czysta sympatia
Wiek: 29
Zarejestrowany: 2009-11-25
Posty: 26

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Suzan444 napisał:

Hm.. szcypiorek , chucherko a jednak to robię nadal hmm
Jak to Wam powiedzieć.. w wymiotach odnajduję ulgę , uspokjają mnie , zwalczją moje napięcie , które powstaje w wyniku zjedzenia dużej ilości posiłku - powodujęą , że odchodzą wyrzuty sumienia. Mam nadzieję , że mnie rozumiecie smile
W pt mam wizyte u psychiatry - nie mam ochoty tam iść jak mało kiedy hmm
Co mam jej odpowiedzieć na pytanie , które zawsze zadaje " Jak się czujesz"? Comam powiedzieć? Jest makabrycznie , boli mnie wszystko , kłopoty z tarczycą ,  z sercem , ciągłe bóle głowy ( a właśnie co do bólów głowy - miał może ktoś tak , że przy bólu lewej skroni boli wraz z tym lewe oko? - hm.. może to jakaś migrena , nie wiem)
Mniejsza...
A więc nie będzie  w pt za ciekawie jak widać:/
Oczywiście napiszę Wam co i jak smile

Zadajesz pytanie: "Co mam jej odpowiedzieć na pytanie , które zawsze zadaje " Jak się czujesz"? Co mam powiedzieć?"
A ja zapytam po co tu piszesz? Po co opowiadasz nam swoją historię?

Może z obojętności na siebie? a może dlatego ,że nie zależy Ci na sobie? Sądzę jednak ,że gdzieś pod płaszczem tych wszystkich krzywd , które sobie wyrządzasz pisząc tu próbujesz pokazać ,że się kochasz i chcesz o siebie walczyć. Idziesz do psychiatry i mówisz to wszystko co tu nam. Co tylko chcesz. Psychiatra ma ci pomóc to poukładać. Mów!!! WALCZ O SIEBIE!!! Naprawdę warto. Stwórz sobie możliwości do rozwoju. Zacznij myśleć o sobie jako o najlepszej swojej przyjaciółce. Samotność... zawsze jesteśmy samotni... w swoich myślach zawsze. A w życiu należy szukać dróg rozwiązujących problemy.

Hipochondria... chyba wiem coś o tym... kiedy nie czujesz się kochana, kiedy potrzebujesz opieki , wmawiasz sobie wszystko.

Czytam Twe posty i zastanawiam się dlaczego Tyle złego sobie afirmujesz?
A może by tak wmawiać sobie coś pozytywnego, miłego, coś co pozwoli Ci odnaleźć tę małą dziewczynkę w sobie i zaopiekować się nią jak prawdziwy przyjaciel. Posłuchaj ta dziewczynka (TY) siedzi cicho w Tobie i płacze bo ją dorosła Ty krzywdzi. A ona chce dorosnąć do życia. Podaj sobie sama rękę. Idź do psychiatry/ psychologa . Otwórz się  i mów.
Poczytaj coś o afirmacjach i konsekwentnie, dzień w dzień mów sobie coś dobrego. Kreuj swoją rzeczywistość. POTRAFISZ, dlaczego nie? Skoro odważyłaś się pójść i zwymiotować za pierwszym razem. Postaraj się to odwrócić. Jesteś piękną kobietą. Dlaczego się oszpecasz tym wymiotowaniem. bo z takiego wymiotowania biorą się choroby. A Ty chcesz być zdrowa.

Powodzenia
A jak boli lewa skroń to oko też może pobolewać . Taka migrena, też tak miewam.


"Zanim cokolwiek zrobimy, każde działanie trzeba zacząć od hartowania ducha"
C.P.Estes, Biegnąca z wilkami

Offline

 

#34 2009-11-27 21:06:08

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Thula , hm...
Od jakiegoś czasu biorę leki , ani śni mi się narazie wymiotować - wiedz , że się staram jak tylko mogę , ale nie jest łatwo.
Leki działają i to bardzo dobrze, jeśli myślę o teraźniejszosći , to jest ok , jeśli o przyszlości to boję się tego , że do końca życia będę patrzeć na jedzenie jako na wroga hmm
Thula posłuchaj , za ponad tydz. mam rozpocząć terapię - przyznam się  , że pójdę  tam niechętnie - kto lubi gadać o swoich słabościach , o wymiotowaniu itp - Ale idę! Spróbuj mnie zrozumieć - to nie jest tak łatwo! Ty nie wiesz(a może wiesz) jak to jest się starać i za każdym razem przegrywać - niczego nie jestem pewna - nie wiem czy dam radę , nie wiem czy gdzieś czasem nie"upadnę" i już się nie podniosę. Irytuje mnie to wszystko ale jakoś ciągnę ten wóz! Nie mam innego wyjścia.
To prawda , nie czuję się kochana , nikomu na mnie nie zależy , a więc nie dziw się , że czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"?
Eh.. pytasz mnie po co tu piszę?
Po to by podzielić się z kimś tym krzyżem brzemiennym bo nie dam rady sama go udźwignąć.


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#35 2009-11-28 10:13:31

Nikuś
Cioteczka Dobra Rada
Wiek: 22
Zarejestrowany: 2009-05-11
Posty: 379

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Suzi po pierwsze za nim pójdziesz na terapie to zmień nastawienie do niej. Nie możesz iśc z niechęcią, musisz tam pójść z nastawieniem, że to Ci pomoże, że przezwyciężysz swoje słabości, że odnajdziesz prawdziwą siebie i będziesz już żyła pełnia życia, bo właśnie ta terapia Ci w tym pomoże:) Musisz tak myśleć i nawet nie próbuj inaczej !!!!!

Myślę, że to co napisała Thula jest bardzo ważne i może Ci pomóc jak dobrze to zrozumiesz i się tym pokierujesz. Wydaje mi się, że te osoby, które się tu odezwały do Ciebie i wspierają mają dobre intencje i nikt nie chce Cię krytykować, bo po prostu masz problem z którym musisz walczyć. Jesteś młoda, silna i jak najbardziej możesz to osiągnąć smile

Po drugie bardzo się cieszę z Twoich postępów i trzymaj tak dalej i nie poddawaj się, ciągle trzymam kciuki za Ciebie i za Malwinkę choć się coś nie odzywa.

A po trzecie to ja bym się nie odważyła podpisać tej deklaracji o oddaniu organów po śmierci ale to chyba dlatego, że się naoglądałam rożnych filmów z tego typu sytuacją. Było tam najczęściej pokazane, że mafie mają dostęp do tych informacji i specjalnie wyłapują te osoby i powodują śmierć takich osób aby uzyskać narządy. Może to bzdury ale mnie to skutecznie odstraszyło.
Ale co do dawcy szpiku kostnego to się w sumie zastanawiam, czy jak wrócę do Polski to też się zapiszę, choć nie wiem jak i gdzie ale się jakoś dowiem.

Suzi życzę Ci dalszych sukcesów i trzymaj tak dalej, bo naprawdę warto wink

Offline

 

#36 2009-11-28 12:36:44

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hm.. wiem , wiem , ale bulimiczki tak już mają - przynajmniej u mnie to widać;/ Wiem , że wszyscy , którzy tu piszą chcą mnie wesprzeć . W rzeczywistości tez mi się zdarza błednie oceniać sytuację , wydaje się mi , że wszystkim zależy tylko nad tym abym przytyłą hmm
Wiem , że to błąd , ale często tak myślę .
Co do psychoterapii - a jak zmienić tą niechęć z wyżej opisanym  błędnym myśleniem , hm..
Ciekawe co u Malwinki , szkoda , że się nie odzywa.


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#37 2009-11-28 18:59:19

Thula
Na razie czysta sympatia
Wiek: 29
Zarejestrowany: 2009-11-25
Posty: 26

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Suzan444 napisał:

Thula , hm...
Od jakiegoś czasu biorę leki , ani śni mi się narazie wymiotować - wiedz , że się staram jak tylko mogę , ale nie jest łatwo.
Leki działają i to bardzo dobrze, jeśli myślę o teraźniejszosći , to jest ok , jeśli o przyszlości to boję się tego , że do końca życia będę patrzeć na jedzenie jako na wroga hmm
Thula posłuchaj , za ponad tydz. mam rozpocząć terapię - przyznam się  , że pójdę  tam niechętnie - kto lubi gadać o swoich słabościach , o wymiotowaniu itp - Ale idę! Spróbuj mnie zrozumieć - to nie jest tak łatwo! Ty nie wiesz(a może wiesz) jak to jest się starać i za każdym razem przegrywać - niczego nie jestem pewna - nie wiem czy dam radę , nie wiem czy gdzieś czasem nie"upadnę" i już się nie podniosę. Irytuje mnie to wszystko ale jakoś ciągnę ten wóz! Nie mam innego wyjścia.
To prawda , nie czuję się kochana , nikomu na mnie nie zależy , a więc nie dziw się , że czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"?
Eh.. pytasz mnie po co tu piszę?
Po to by podzielić się z kimś tym krzyżem brzemiennym bo nie dam rady sama go udźwignąć.

<<... czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"? >>
Kochana o siebie, dla siebie!


"Zanim cokolwiek zrobimy, każde działanie trzeba zacząć od hartowania ducha"
C.P.Estes, Biegnąca z wilkami

Offline

 

#38 2009-11-28 19:41:37

malwina..24
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 24
Zarejestrowany: 2009-11-08
Posty: 34

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

ehhhh dziewczyny u mnie jakoś do tej pory leciało fajniutko.
Zawzięłam się i dawałam rady wytrzymałam prawie 2 tygodnie bez wymiotowania. No i bach stało się 3 porażki pod rząd. Troszkę przybiły, podłamały:(sad
No ale, że jestem choler..... uparta to się nie dam i pokonam tą beznadziejną bulimię. Najgorsza u mnie jest obawa, że przytyje i po każdym posiłku mam ogromne wyrzuty sumienia.
No ale z drugiej strony już dawno nie pamiętam kiedy byłam z siebie taka zadowolona i dumna gdy kończyłam dzień bez wymio....
Trzymam kciuki za Ciebie Suzi i dzięki za wsparcie Nikuś :*:*

Swoje zmagania nad chorobą skrzętnie notuje, gdy tylko pozwala mi czas w swoim wątku smile http://www.netkobiety.pl/t8193.html


Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą...

Offline

 

#39 2009-12-01 17:55:58

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Czuję się dobrze - od tygodnia (może nawet więcej) nie wymiotuję ,lek działa -jak narazie wszystko przebiega ok smile
Próbuję nie myśleć o jedzeniu , napadach i wymiotowaniu - choć przyznam , że jest ciężko dosyć  , no ale cóż... póki jest lek - są zmiany.
W każdym razie pije teraz herbatkę i niczym się nie przejmuję big_smile.
A co tam słychać u Was?
Trzymajcie za mnie kciuki - mój organizm narazie odpoczywa od kilku- miesięcznych wymiotów.
Chociaż psychoterapię zaczynam  za tydz. ja już to przeżywam.Trochę się niepokoję , nie wiem co to będzie dzień przed - hehe , zdecydowanie za dużo o tym myślę. No ale cóz - może chociaż raz na wizycie u psychiatry (która czeka mnie kilka dni po psychoterapii) powiem , że nie wymiotowałam przez ten okres wink
Boję się tylko jednego - po każdym spotkaniu ze specjalistą idę do domu przygnębiona hmm A dlaczego ? Bo czuję się okropnie przyznając do swoich słabości przed obcą osobą - zawsze sobie z trudnościami radziłam sama , a teraz ? hmm Eh.. i przeważnie w takim dniu z wiszytą znów wymiotuję - dziwne , hm...


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#40 2009-12-20 09:23:32

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Chciałam napisać , że jeszcze żyję i myślę tu o Was wszystkich smile .
Przechodzę w życiu być może decydujący moment a więc nie za bardzo mam czas na pisanie. Trzymajcie kciuki , może wszystko się uda.
Pozdrawiam


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#41 2009-12-20 09:29:25

Nikuś
Cioteczka Dobra Rada
Wiek: 22
Zarejestrowany: 2009-05-11
Posty: 379

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

oooj Suzi to nie brzmi za dobrze... Martwię się o Ciebie Mała!!!  Pamiętaj musisz być silna smile Jesteś młodą osóbką i jak najbardziej dasz radę smile Pamiętaj jestem z Tobą i nie poddawaj się smile

Offline

 

#42 2009-12-22 16:32:01

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Nikuś źle to odebrałaś , chciałam tym samym wyrazić , że chyba zdrowieję. Oczywiście są momenty słabości i to poważne , ale już nie wymiotuję!
i to najważniejsze!
co prawda boję się tych świąt , nie chcę mieć napadów , a gdy znów zaczne wym. wiem , że nie skończę tak szybko (jeśli w ogóle hmm) , dlatego zajmuje się wszystkim , byle czym , by tylko być zajętą - wypożyczyłam na święta mnóstwo książek na temat psychologii - będę zaczytaną kobietą big_smile, często będę w stadninie a więc jakoś wytrzymam ten czas^^
narazie jakoś się trzymam - w styczniu zaczynam psychoterapię.
Obecnie jestem na lekach - bez nich nie dałabym chyba rady.
Hm..

Życzę Wam Wesołych i udanych , naprawdę udanych świąt!
A Nowy Rok niech będzie pełen cudownych zmian(na lepsze^^)


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#43 2010-01-18 19:37:02

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

Witam Was ponownie , u mnie zaszło trochę zmian , jak narazie nie wymiotuję już ponad 2 m-ce , zaczęłam tydz.temu swą przygodę z psychoterapią. Spotkania mam raz  wtyg. - dużo , no ale cóż smile Psychoterapeutka ok , myślę , że znajdę z nią wspólny język. Grunt to teraz nie myśleć o jedzeniu. Oczywiście mam chwile załamania , ostatni weekend był makabryczny , jadłam , jadłam i jeszce raz jadłam - na szczęście nie skończyło sie o dziwo w toalecie.
B.często jeżdżę ostatnio na konie , to jest moje najlepsze lekarstwo , które nie zawiedzie. Nigdy. Cóż się dziwić , pasja z dzieciństwa zawsze będzie tą samą pasją smile.
Ogólnie jest ok , tylko , że jedno mnie martwi - odczuwam ciągły niepokój hmm. Nie wiem co się dzieje.
Dobra , trzymajcie się :*


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

#44 2010-01-20 21:06:05

TheBlackMoonLight
Dobry Duszek Forum
Wiek: 18+VAT
Zarejestrowany: 2009-09-04
Posty: 123

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

hmmm skoro juz taki temat zaczelas...ostatnio zbytnio nie przykladalam uwagi czy dobrze jem i czy w ogole jem poniewaz nie mialam na to czasu....strasznie sie meczylam, nieraz krecilo mi sie w glowie, itp, zrobilam badania (morfologie mocz) i sie dowiedzialam ze mam...anemie.lekarka dala mi zelazo, kazala jesc mieso ryby warzywa owoce itp. tyle ze ja nie umiem juz jesc takich rzeczy....na sam zapach miesa to az mi niedobrze...poprostu chyba odzwyczailam sie jesc....i niewiem co teraz z tym zrobic...i to nie z wlasnej glupoty  mam anemie bo np. mi sie wydawalo ze siebie nie akceptuje tylko dlatego ze nie mialam czasu normalnie zjesc wiecznie cos na szybko na szybko...


Są trzy rodzaje kobiet: damy, nie damy i nie każdemu damy.

Offline

 

#45 2010-03-05 14:51:20

Suzan444
Do zakochania jeden krok
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 43

Re: Mój codzienny krzyż brzemienny

hej kochani smile
żyje jeszcze smile
ogólnie u mnie , ok , wymioty nadal sa ale mniejsza z tym , rozpoczęłam terapię - co najważniejsze , niestety nie widzę (albo nie chcę widzieć)efektów , ale może z czasem docenię to .
Terapia ciężka , bardzo ciężka - chwilami chciałabym to zakończyć ale myślę sobie wtedy - jak nie teraz to nigdy:) Terpaeutka wporządlu , młoda kobieta , to dobrze , lepiej zrozumie inną młodą kobitkę:) Leków nie biorę , u psychiatry byłam m-c temu (niecały) i już narazie chodzić tam nie będę.
A tak to co jeszcze? Hm.. robię prawko (jakoś mi idą te jazdY)smile , w szkole też ok , za 2 tyg.próbne matury  ,no i ogólnie jakoś ŻYJĘ , chwilami jest ciężko , nawet bardzo ciężko , wracają stare nawyki (ćwiczenia i głodówki). Naszczęście wszystko co złe choć na chwilę mija.
A jeszcze co do terapii..
Pisałam Wam kiedyś , że nie jestem do niej nastawiona pozytywnie .A jak jest dziś? Powiedzmy , że pół na pół. Nie za bardzo lubię te spotkania bo to rozdrapywanie ran , które bolą jak cholera. smile
Ale wkońcu jestem Honorowym Dawcą Krwi dlatego tez wymioty ograniczam. Pewnie to od nich po ostatnim oddawaniu przez 3 dni byłam nie do życia.
Pozdrawiam wszystkich , odezwę się jeszcze.


Twoje myśli to ziarno. To od nich będą zależeć żniwa.

Offline

 

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum © www.netkobiety.pl 2007-2009